Gdzieś w urojeniu
Między niebem a ziemią
Trzymałam Twoją
Niewidzialną rękę
Pająk tkał nić
Między dwoma światami
Jakby chciał pokazać
Że szyć dziury potrafi
Ach to takie proste
Przywołać wspomnienia
Jak oddech
Co bez prośby powraca
Żyć na bezdechu
Kiedy tchu już braknie
Skowyczeć do słońca
Głosem pełnym bólu
Kołysać w rytmie
Gorzkiej melancholii
Niechaj jej do taktu
Bębny śmierci grają
Ach to takie trudne
Z tą myślą się pogodzić
Że nigdy już nasze
Ręce się nie splotą
Oczy nie zobaczą
Ciała nie poczują
Serca nie odnajdą...
Lecz
pamietaj!
Mimo nieokiełznanej odległości
Ja zawsze będę
w myślach Twych wieczności.
---
korolowa
Polub mnie na FB :)
piątek, 30 listopada 2012
czwartek, 29 listopada 2012
Matura z ...religii?
Czym jest dla Was religia? Czym ona w ogóle jest?
Tak, wiem, ciężkie pytania już z samego początku zadaję.
'Religia – system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką.' (za: Wikipedia).
Dlaczego zadaję to pytanie? A no dlatego, że nasi politycy wpadli na pomysł, aby wprowadzić religię jako przedmiot do zdawania na egzaminie maturalnym.
No dobrze, ale nawet gdyby to nie był przedmiot obowiązkowy, to niby jak miała by ta matura wyglądać?
Czy była by to tylko część pisemna?
A, przede wszystkim, Z CZEGO musiano by ją zdawać?
Bowiem, jeśli spojrzymy raz jeszcze na definicję religii, widać jasno, że chodzi o naszą wiarę. I teraz nasuwa się pytanie: czy można robić test naszej wiary (swoją drogą, jak to doniośle brzmi!)? Czy w państwie, gdzie przebywają różne nacje/wyznania, mimo tego, że jest państwem o przeważającej liczbie katolików, powinno się narzucać typ religii, z którego mielibyśmy zdawać ową maturę?
Wreszcie, czy w ogóle w porządku jest robić egzamin maturalny z religii (a więc naszemu systemowi wierzeń, który przecież w państwie świeckim nie powinien być oceniany), czy może to się powinno, jak już wiele osób nadmieniło, nazywać religioznastwem?
"Bardzo mocno chcę podkreślić, że po pierwsze, religia nie jest żadną wiedzą, wiedzą jest religioznawstwo, a matura dotyczy wiedzy. I ze swojej istoty rzeczy, jako sprawdzenie wiedzy naukowej, musi być świecka, bo świecka jest nauka." - prof. Hartman
Ja zgadzam się w 100% ze słowami prof. Hartmana. A Wy?
---
korolowa
Tak, wiem, ciężkie pytania już z samego początku zadaję.
'Religia – system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką.' (za: Wikipedia).
Dlaczego zadaję to pytanie? A no dlatego, że nasi politycy wpadli na pomysł, aby wprowadzić religię jako przedmiot do zdawania na egzaminie maturalnym.
No dobrze, ale nawet gdyby to nie był przedmiot obowiązkowy, to niby jak miała by ta matura wyglądać?
Czy była by to tylko część pisemna?
A, przede wszystkim, Z CZEGO musiano by ją zdawać?
Bowiem, jeśli spojrzymy raz jeszcze na definicję religii, widać jasno, że chodzi o naszą wiarę. I teraz nasuwa się pytanie: czy można robić test naszej wiary (swoją drogą, jak to doniośle brzmi!)? Czy w państwie, gdzie przebywają różne nacje/wyznania, mimo tego, że jest państwem o przeważającej liczbie katolików, powinno się narzucać typ religii, z którego mielibyśmy zdawać ową maturę?
Wreszcie, czy w ogóle w porządku jest robić egzamin maturalny z religii (a więc naszemu systemowi wierzeń, który przecież w państwie świeckim nie powinien być oceniany), czy może to się powinno, jak już wiele osób nadmieniło, nazywać religioznastwem?
"Bardzo mocno chcę podkreślić, że po pierwsze, religia nie jest żadną wiedzą, wiedzą jest religioznawstwo, a matura dotyczy wiedzy. I ze swojej istoty rzeczy, jako sprawdzenie wiedzy naukowej, musi być świecka, bo świecka jest nauka." - prof. Hartman
Ja zgadzam się w 100% ze słowami prof. Hartmana. A Wy?
---
korolowa
środa, 28 listopada 2012
Dobiłam 50-tki!
Witajcie kochani!
Wiecie, co się dzisiaj stało?
Wiecie, wiecie, wiecie??
Dzisiaj obchodzę tutaj swój mały 'jubileusz'.
A to oznacza, że...
... jest to mój 50-ty post! Ta-daam!
Z tej okazji, zaprezentuję dzisiaj listę moich ulubionych (choć może niekoniecznie pięćdziesięciu) książek.
No to zaczynajmy.
1. Mały Książę/ Antoine de Saint-Exupéry
Czy jest w ogóle osoba, której choć trochę nie podoba się ta książka?
Jest w niej tyle mądrych, pięknych zdań, m.in.
'Musisz być odpowiedzialny za to co oswoiłeś.'
2. Zbrodnia i kara/ Fiodor Dostojewski
Lektury bywają nudne? Spróbujcie przeczytać tą!
Wspaniała książka o pewnych dylematach, o tym, czym jest moralność i sumienie oraz o poczuciu wyższości nad innymi.
'Boże! – zawołał – czyżbym był w stanie, czy mógłbym naprawdę wziąć siekierę, walić ją po głowie, rozpłatać jej czaszkę... będę się tarzać w ciepłej, lepkiej krwi, wyłamywać zamek, kraśc i drżeć, skradać się cały zalany... z siekierą... Boże, czy to możliwe?'
3. Hobbit, czyli tam i z powrotem/J.R.R. Tolkien
Generalnie za fantastyką jakoś nie bardzo przepadam, jednak ten twór mnie urzekł. Baśniowo, groźnie i naprawdę - wciągająco! Niech Was zachęci ten oto miły cytat:
'Aby coś znaleźć, trzeba poszukać. Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło.'
4. Mistrz i Małgorzata/Michaił Bułhakow
Kurde, czy ja wspominałam, że nie lubię fantastyki? Bowiem książka ta ma jej w sobie relatywnie sporo, a jednak... co tu dużo mówić, to TRZEBA przeczytać.
'„Cóż, jeśli wolno, przyzna pan, że jest coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie są albo ciężko chorzy, albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia.” '
5. Milczenie Owiec/Thomas Harris
Chyba najlepszy thriller psychologiczny wszechczasów. Jeśli tak jak ja lubisz takie klimaty, bardziej niż ZDECYDOWANIE polecam, o ile jeszcze tego nie zrobiłeś/aś.
' "Owce na razie umilkną. Przekonasz się jednak sama, Clarice, jak krótkotrwałe jest miłosierdzie, odmierzane na tajemnych szalach Dobra i Zła, na błogosławione milczenie będziesz musiała sobie znowu zasłużyć. A potem jeszcze raz i jeszcze, i tak bez końca. To właśnie bowiem poczucie zagrożenia, fakt, że je dostrzegasz, jest siłą, która cię prowadzi. Zagrożenie zaś nie ustanie." '
6. Czarna linia /Jean-Christophe Grange
Jeżeli jesteśmy już przy thrillerach oraz umysłach seryjnych morderców, oto kolejna, wcale niegorsza od wyżej wymienionej, pozycja. Najlepsza przeczytana książka tego roku.
Niestety, nie znalazłam lepszego cytatu:
„Wiesz, że wisielcom staje jak capom? Będziesz mi mógł wreszcie obciągnąć,laleczko.”
Sagi:
7. Zmierzch /Stephenie Meyer
oraz
8. Harry Potter/J.K. Rowling
Głównie przez sentyment. Fajnie jest sobie przypomnieć siebie jeszcze sprzed kilku lat, jak to się sikało w majtki, gdy wychodziła kolejna książka (a potem ekranizacja) którejś z tych sag.

9. - Oskar i Pani Róża / E.E. Schmit
Niesamowicie wzruszająca.
'– O.K. To mogę go o wszystko poprosić? O zabawki, cukierki, samochód?...
– Nie, Oskarze. Bóg to nie Święty Mikołaj. Możesz go prosić tylko o sprawy duchowe.
– Na przykład?
– Na przykład o odwagę, o cierpliwość, o zrozumienie.
– O.K. Rozumiem.
– Możesz też, Oskarze, prosić go o różne rzeczy dla innych.
– Jedno życzenie dziennie, ciociu Różo, no to bez przesady, najpierw pomyślę o sobie!'
10. ... niech to będzie pozycja dla wszystkich książek, których nie wymieniłam jak np. 'Buszujący w zbożu', 'Kamienie na szaniec' i inne, które uwielbiam, a których nie mam czasu wymieniać.
* Zaznaczam, iż kolejność powyższych książek jest losowa.
Wybrane cytaty nie przedstawiają również geniuszu tych utworów, dlatego zachęcam Was do nie zrażania się pierwszym wrażeniem i do przeczytania ww pozycji. :)
---
korolowa
Wiecie, co się dzisiaj stało?
Wiecie, wiecie, wiecie??
Dzisiaj obchodzę tutaj swój mały 'jubileusz'.
A to oznacza, że...
... jest to mój 50-ty post! Ta-daam!
Z tej okazji, zaprezentuję dzisiaj listę moich ulubionych (choć może niekoniecznie pięćdziesięciu) książek.
No to zaczynajmy.
1. Mały Książę/ Antoine de Saint-Exupéry
Czy jest w ogóle osoba, której choć trochę nie podoba się ta książka?
Jest w niej tyle mądrych, pięknych zdań, m.in.
'Musisz być odpowiedzialny za to co oswoiłeś.'
2. Zbrodnia i kara/ Fiodor Dostojewski
Lektury bywają nudne? Spróbujcie przeczytać tą!
Wspaniała książka o pewnych dylematach, o tym, czym jest moralność i sumienie oraz o poczuciu wyższości nad innymi.
'Boże! – zawołał – czyżbym był w stanie, czy mógłbym naprawdę wziąć siekierę, walić ją po głowie, rozpłatać jej czaszkę... będę się tarzać w ciepłej, lepkiej krwi, wyłamywać zamek, kraśc i drżeć, skradać się cały zalany... z siekierą... Boże, czy to możliwe?'
3. Hobbit, czyli tam i z powrotem/J.R.R. Tolkien
Generalnie za fantastyką jakoś nie bardzo przepadam, jednak ten twór mnie urzekł. Baśniowo, groźnie i naprawdę - wciągająco! Niech Was zachęci ten oto miły cytat:
'Aby coś znaleźć, trzeba poszukać. Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło.'
4. Mistrz i Małgorzata/Michaił Bułhakow
Kurde, czy ja wspominałam, że nie lubię fantastyki? Bowiem książka ta ma jej w sobie relatywnie sporo, a jednak... co tu dużo mówić, to TRZEBA przeczytać.
'„Cóż, jeśli wolno, przyzna pan, że jest coś niedobrego w mężczyznach, którzy unikają wina, gier, towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie są albo ciężko chorzy, albo w głębi duszy nienawidzą otoczenia.” '
5. Milczenie Owiec/Thomas Harris
Chyba najlepszy thriller psychologiczny wszechczasów. Jeśli tak jak ja lubisz takie klimaty, bardziej niż ZDECYDOWANIE polecam, o ile jeszcze tego nie zrobiłeś/aś.
' "Owce na razie umilkną. Przekonasz się jednak sama, Clarice, jak krótkotrwałe jest miłosierdzie, odmierzane na tajemnych szalach Dobra i Zła, na błogosławione milczenie będziesz musiała sobie znowu zasłużyć. A potem jeszcze raz i jeszcze, i tak bez końca. To właśnie bowiem poczucie zagrożenia, fakt, że je dostrzegasz, jest siłą, która cię prowadzi. Zagrożenie zaś nie ustanie." '
6. Czarna linia /Jean-Christophe Grange
Jeżeli jesteśmy już przy thrillerach oraz umysłach seryjnych morderców, oto kolejna, wcale niegorsza od wyżej wymienionej, pozycja. Najlepsza przeczytana książka tego roku.
Niestety, nie znalazłam lepszego cytatu:
„Wiesz, że wisielcom staje jak capom? Będziesz mi mógł wreszcie obciągnąć,laleczko.”
Sagi:
7. Zmierzch /Stephenie Meyer
oraz
8. Harry Potter/J.K. Rowling
Głównie przez sentyment. Fajnie jest sobie przypomnieć siebie jeszcze sprzed kilku lat, jak to się sikało w majtki, gdy wychodziła kolejna książka (a potem ekranizacja) którejś z tych sag.

9. - Oskar i Pani Róża / E.E. Schmit
Niesamowicie wzruszająca.
'– O.K. To mogę go o wszystko poprosić? O zabawki, cukierki, samochód?...
– Nie, Oskarze. Bóg to nie Święty Mikołaj. Możesz go prosić tylko o sprawy duchowe.
– Na przykład?
– Na przykład o odwagę, o cierpliwość, o zrozumienie.
– O.K. Rozumiem.
– Możesz też, Oskarze, prosić go o różne rzeczy dla innych.
– Jedno życzenie dziennie, ciociu Różo, no to bez przesady, najpierw pomyślę o sobie!'
10. ... niech to będzie pozycja dla wszystkich książek, których nie wymieniłam jak np. 'Buszujący w zbożu', 'Kamienie na szaniec' i inne, które uwielbiam, a których nie mam czasu wymieniać.
* Zaznaczam, iż kolejność powyższych książek jest losowa.
Wybrane cytaty nie przedstawiają również geniuszu tych utworów, dlatego zachęcam Was do nie zrażania się pierwszym wrażeniem i do przeczytania ww pozycji. :)
---
korolowa
wtorek, 27 listopada 2012
Odkryłam dziś prawdziwą...
... intencję naklejania znaczków na jabłkach.
Jeśli nie jesteś człowiekiem o mocnych nerwach, lepiej nie patrz na to, znajduje się poniżej.
Może to wywołać torsje, epilepsje a nawet pewne zaburzenia psychiczne.
Jeśli i tak jesteś zainteresowany tym, co jest dalej to wiedz, że oglądasz to li i jedynie na własną odpowiedzialność.
Zatem, po uprzednim ostrzeżeniu, pozwólcie, iż ostatecznie przejdę do sedna sprawy.
Naklejki na jabłka daje się po to, aby poinformować o ich pochodzeniu/ hodowaniu?
Otóż nie!
Poznajcie brutalną prawdę:
Dzięki powyższej historyjce obrazkowej jesteście bogatsi o, jakże przydatną, wiedzę i wiecie już, po co, tak naprawdę, są te śliczne naklejki.
Zdrowych jabłuszek Wam, na dobranoc, życzę! ;)
---
korolowa
Jeśli nie jesteś człowiekiem o mocnych nerwach, lepiej nie patrz na to, znajduje się poniżej.
Może to wywołać torsje, epilepsje a nawet pewne zaburzenia psychiczne.
Jeśli i tak jesteś zainteresowany tym, co jest dalej to wiedz, że oglądasz to li i jedynie na własną odpowiedzialność.
Zatem, po uprzednim ostrzeżeniu, pozwólcie, iż ostatecznie przejdę do sedna sprawy.
Naklejki na jabłka daje się po to, aby poinformować o ich pochodzeniu/ hodowaniu?
Otóż nie!
Poznajcie brutalną prawdę:
Dzięki powyższej historyjce obrazkowej jesteście bogatsi o, jakże przydatną, wiedzę i wiecie już, po co, tak naprawdę, są te śliczne naklejki.
Zdrowych jabłuszek Wam, na dobranoc, życzę! ;)
---
korolowa
poniedziałek, 26 listopada 2012
'Przed świtem', czyli wrażenia po filmie.
Jak już wcześniej zapowiadałam, nosiłam się z zamiarem pójścia do kina na wyżej wymieniony film.
Poszłam.
Obejrzałam.
Wrażenia?
Jeśli miałabym go porównać do pozostałych ekranizacji owej sagi, ta jest zdecydowanie jedną z lepszych.
Teksty, które mają być zabawne, faktycznie bawią, gdzie ma zaś być groźnie, wyczuwa się pewien niepokój.
Choć mało zaskakujące, to jednak miłe, zakończenie.
Na tym niestety plusy się kończą, bowiem gdyby nie porównywać tej części do pozostałych, sam film niestety wypada baaardzo przeciętnie.
Dość nużący 'wstęp', chyba po ponad godzinie zaczęło się cokolwiek dziać.
Jedynie walka była dość ciekawa, zwłaszcza, gdy zaczęły ginąć podczas niej pewne osoby (osobniki?).
Podsumowując: jeśli ktoś wybitnie zainteresował się tą serią bądź jest nastolatką marzącą o wielkiej miłości, ten film jest dla ... niej.
I, choć nie jest to żadna wielka sztuka (o czym zresztą wiedziałam) ni nawet (już) nowość czy cokolwiek inspirującego, to uważam, że dla samego rozluźnienia warto pójść, usiąść wygodnie w fotelu i film ten obejrzeć.
W końcu, każdy kiedyś choć raz marzył o wielkiej milości, dlaczego by więc nie dać szansy wampirowi oraz nowonarodzono-nieśmiertelnej i zobaczyć, jak dalej potoczyły się ich losy?
---
korolowa
Poszłam.
Obejrzałam.
Wrażenia?
Jeśli miałabym go porównać do pozostałych ekranizacji owej sagi, ta jest zdecydowanie jedną z lepszych.
Teksty, które mają być zabawne, faktycznie bawią, gdzie ma zaś być groźnie, wyczuwa się pewien niepokój.
Choć mało zaskakujące, to jednak miłe, zakończenie.
Na tym niestety plusy się kończą, bowiem gdyby nie porównywać tej części do pozostałych, sam film niestety wypada baaardzo przeciętnie.
Dość nużący 'wstęp', chyba po ponad godzinie zaczęło się cokolwiek dziać.
Jedynie walka była dość ciekawa, zwłaszcza, gdy zaczęły ginąć podczas niej pewne osoby (osobniki?).
Podsumowując: jeśli ktoś wybitnie zainteresował się tą serią bądź jest nastolatką marzącą o wielkiej miłości, ten film jest dla ... niej.
I, choć nie jest to żadna wielka sztuka (o czym zresztą wiedziałam) ni nawet (już) nowość czy cokolwiek inspirującego, to uważam, że dla samego rozluźnienia warto pójść, usiąść wygodnie w fotelu i film ten obejrzeć.
W końcu, każdy kiedyś choć raz marzył o wielkiej milości, dlaczego by więc nie dać szansy wampirowi oraz nowonarodzono-nieśmiertelnej i zobaczyć, jak dalej potoczyły się ich losy?
---
korolowa
niedziela, 25 listopada 2012
O rozbiorze, czyli kiedy byliśmy niepodlegli?
Dziś mamy kolejną rocznicę.
Jednakże innego rodzaju.
217 lat temu dokonano trzeciego rozbioru Polski.
Nasze państwo zostało podzielone na Rosję, Austrię oraz Prusy.
Dlaczego do tego doszło?
Nie, nie dlatego, że byliśmy słabi, wręcz przeciwnie. Byliśmy mocnym państwem z dobrze rozwijającą sie gospodarką.
Jednak potrzebne były pewne reformy, na które szlachta się nie zgadzała, co zdecydowanie osłabiło naszą moc.
Wparowali więc na nas, dobrali się do naszego terytorium i, tak po prostu, nas kontrolowali.
Kilka lat później, łaskawie pozwolili nam na stworzenie Królestwa Warszawskiego, następne parę lat zajęło im przekształcenie nazwy na Królestwo Polskie, i tak dalej, aż do (!) 11 listopada 1918 roku, kiedy to formalnie uzyskaliśmy niepodległość.
Za długo się nią jednak nie nacieszyliśmy, jako że w międzyczasie trwała już I Wojna Światowa. Potem druga wojna, wreszcie komunizm pod rządami ZSRR.
I, dopiero 'od niedawna', wolność.
Teraz znajdujemy się w Uni Europejskiej, która nas podobno wspomaga i od której dostajemy fundusze: a to na rozpoczęcie firmy, a to na kurs, a to jeszcze coś innego.
Dlatego, skracając Wam nieco historię Polskiej nie-podległości, pytam Was:
Czy Wy też macie wrażenie, że my tak naprawdę, od pewnego momentu, już nigdy nie byliśmy tak totalnie niepodlegli?
Jednakże innego rodzaju.
217 lat temu dokonano trzeciego rozbioru Polski.
Nasze państwo zostało podzielone na Rosję, Austrię oraz Prusy.
Dlaczego do tego doszło?
Nie, nie dlatego, że byliśmy słabi, wręcz przeciwnie. Byliśmy mocnym państwem z dobrze rozwijającą sie gospodarką.
Jednak potrzebne były pewne reformy, na które szlachta się nie zgadzała, co zdecydowanie osłabiło naszą moc.
Wparowali więc na nas, dobrali się do naszego terytorium i, tak po prostu, nas kontrolowali.
Kilka lat później, łaskawie pozwolili nam na stworzenie Królestwa Warszawskiego, następne parę lat zajęło im przekształcenie nazwy na Królestwo Polskie, i tak dalej, aż do (!) 11 listopada 1918 roku, kiedy to formalnie uzyskaliśmy niepodległość.
Za długo się nią jednak nie nacieszyliśmy, jako że w międzyczasie trwała już I Wojna Światowa. Potem druga wojna, wreszcie komunizm pod rządami ZSRR.
I, dopiero 'od niedawna', wolność.
Teraz znajdujemy się w Uni Europejskiej, która nas podobno wspomaga i od której dostajemy fundusze: a to na rozpoczęcie firmy, a to na kurs, a to jeszcze coś innego.
Dlatego, skracając Wam nieco historię Polskiej nie-podległości, pytam Was:
Czy Wy też macie wrażenie, że my tak naprawdę, od pewnego momentu, już nigdy nie byliśmy tak totalnie niepodlegli?
sobota, 24 listopada 2012
Show must go on, Freddie!
Witajcie dziś ponownie kochani!
Co do mojego ostatniego posta, jest on już nieważny. Na szczęście pomysł się znalazł, także nikt się już nie musi specjalnie wysilać z główkowaniem ;)
Wiecie, kogo jest/no,była/ dzisiaj rocznica śmierci? Tak, tak wiem -
a) gówno Was to obchodzi,
b) kazdego dnia jest kogoś rocznica śmierci i dalej gówno Was to obchodzi
c) Wasza ś.p. Babcia/Pradziadek/Mama/ Wujek babci Taty jest ważniejszy i po raz enty Was to nie obchodzi.
Tak czy inaczej, chciałam oznajmić wszem i wobec - o ile ktoś jeszcze tego nie przeczytał na Demotywatorach, Facebooku czy Wirtualnej Polsce - że dzisiaj jest 21. rocznica śmierci F. Mercur'iego.
Lider jednego z najlepszych rockowych zespołów, formacji Queen oraz autor takich utworów jak "Bohemian Rhapsody", "We Are the Champions", "Somebody to Love",' Show must go on' "Killer Queen" czy "Crazy Little Thing Called Love", zmarł w 1991 roku, jak podaje Wikipedia, 'z powodu powikłań wywołanych przez AIDS'.
Ciężko by było mi wybrać najlepszy jego utwór, ja jednak wybieram i poniżej prezentuję.
A Freddiemu zaśpiewajmy dzisiaj, aby Jego 'show trwało dalej' i nigdy nie pozostało przez nas zapomniane.
---
korolowa
Co do mojego ostatniego posta, jest on już nieważny. Na szczęście pomysł się znalazł, także nikt się już nie musi specjalnie wysilać z główkowaniem ;)
Wiecie, kogo jest/no,była/ dzisiaj rocznica śmierci? Tak, tak wiem -
a) gówno Was to obchodzi,
b) kazdego dnia jest kogoś rocznica śmierci i dalej gówno Was to obchodzi
c) Wasza ś.p. Babcia/Pradziadek/Mama/ Wujek babci Taty jest ważniejszy i po raz enty Was to nie obchodzi.
Tak czy inaczej, chciałam oznajmić wszem i wobec - o ile ktoś jeszcze tego nie przeczytał na Demotywatorach, Facebooku czy Wirtualnej Polsce - że dzisiaj jest 21. rocznica śmierci F. Mercur'iego.
Lider jednego z najlepszych rockowych zespołów, formacji Queen oraz autor takich utworów jak "Bohemian Rhapsody", "We Are the Champions", "Somebody to Love",' Show must go on' "Killer Queen" czy "Crazy Little Thing Called Love", zmarł w 1991 roku, jak podaje Wikipedia, 'z powodu powikłań wywołanych przez AIDS'.
Ciężko by było mi wybrać najlepszy jego utwór, ja jednak wybieram i poniżej prezentuję.
A Freddiemu zaśpiewajmy dzisiaj, aby Jego 'show trwało dalej' i nigdy nie pozostało przez nas zapomniane.
---
korolowa
Problem z prezentem - poratujcie!
Dzisiaj pilnie potrzebuję Waszej rady.
Za tydzień są 50-te urodziny mojego wujka i jestem razem z tatą zaproszona na obiad z tej okazji.
Niestety, nie mamy jeszcze prezentu, a co gorsza, pomysłów :((
Zazwyczaj kupowaliśmy mu jakieś fajnie T-shirty albo kosmetyki, teraz jednak wypada kupić coś bardziej ...interesującego.
Wujek lubi poszaleć, gdy może. Lubi grać na gitarze, wędkować,oglądać filmy.
Od czasu do czasu coś tam sobie poczyta, ale nie widziałam, aby jakąkolwiek literaturą się bardzo zafascynował.
Jakieś propozycje?
Poratujcie mnie, please <robi wielkie oczy ze Shreka>.
---
zdesperowana
korolowa
Za tydzień są 50-te urodziny mojego wujka i jestem razem z tatą zaproszona na obiad z tej okazji.
Niestety, nie mamy jeszcze prezentu, a co gorsza, pomysłów :((
Zazwyczaj kupowaliśmy mu jakieś fajnie T-shirty albo kosmetyki, teraz jednak wypada kupić coś bardziej ...interesującego.
Wujek lubi poszaleć, gdy może. Lubi grać na gitarze, wędkować,oglądać filmy.
Od czasu do czasu coś tam sobie poczyta, ale nie widziałam, aby jakąkolwiek literaturą się bardzo zafascynował.
Jakieś propozycje?
Poratujcie mnie, please <robi wielkie oczy ze Shreka>.
---
zdesperowana
korolowa
piątek, 23 listopada 2012
'Przed świtem' - czy warto do kina?
Może będziecie się ze mnie śmiać.
Może to, co zamierzam zrobić, może wydać się Wam głupie.
Ale ja to zrobię.
Zamierzam iść do kina na ostatnią część sagi 'Zmierzchu'. Biorę kumpelę, dobry nastrój, może jakieś chipsy i idziemy. Jeszcze nie wiem kiedy, ale idziemy.
Co mnie natchnęło na ten film?
Otóż kilka lat temu dostałam od mojej przyjaciółki książkę. Była to książka o przeciętnej dziewczynie, rodzinie wampirów oraz uczuciu pomiędzy jednym z nich a tą dziewoją. Tak, to była pierwsza część, 'Zmierzch'. Niby typowa powiastka, romansidło z thrillerem oraz fantasy w tle, ale czytało się z zapartym tchem. I tak oto pochłonęłam wtedy 3 pierwsze książki w niecały miesiąc (może nie żaden rekord, ale jednak świadczy o pewnym zafascynowaniu). Napisane były świetnie, przynajmniej wtedy, gdy miałam te 20 lat i mogłam czuć się jak główna bohaterka.
Pamiętam jak poszłysmy pierwszy raz do kina. Normalnie aż się popłakałam... ze śmiechu. Pierwsza ekranizacja okazała sie niemalże dnem. Totalne rozczarowanie.
Pamiętam jak z ciekawości obejrzałam dwie nastepne. Z każdą jedną było już po troszku, o szczyptę lepiej.
Teraz pojawiła się w kinach część ostatnia. Z tego co czytałam, recenzje ma przychylne i nadzwyczaj pozytywne.
Dlatego wierzę, że nie wydam tych pieniędzy na darmo i będę cieszyć się filmem.
A jeśli nawet nie, to przynajmniej się chociaż trochę pośmieję, bo dobrą komedię już też coraz trudniej jest znaleźć. ;)
---
korolowa
Może to, co zamierzam zrobić, może wydać się Wam głupie.
Ale ja to zrobię.
Zamierzam iść do kina na ostatnią część sagi 'Zmierzchu'. Biorę kumpelę, dobry nastrój, może jakieś chipsy i idziemy. Jeszcze nie wiem kiedy, ale idziemy.
Co mnie natchnęło na ten film?
Otóż kilka lat temu dostałam od mojej przyjaciółki książkę. Była to książka o przeciętnej dziewczynie, rodzinie wampirów oraz uczuciu pomiędzy jednym z nich a tą dziewoją. Tak, to była pierwsza część, 'Zmierzch'. Niby typowa powiastka, romansidło z thrillerem oraz fantasy w tle, ale czytało się z zapartym tchem. I tak oto pochłonęłam wtedy 3 pierwsze książki w niecały miesiąc (może nie żaden rekord, ale jednak świadczy o pewnym zafascynowaniu). Napisane były świetnie, przynajmniej wtedy, gdy miałam te 20 lat i mogłam czuć się jak główna bohaterka.
Pamiętam jak poszłysmy pierwszy raz do kina. Normalnie aż się popłakałam... ze śmiechu. Pierwsza ekranizacja okazała sie niemalże dnem. Totalne rozczarowanie.
Pamiętam jak z ciekawości obejrzałam dwie nastepne. Z każdą jedną było już po troszku, o szczyptę lepiej.
Teraz pojawiła się w kinach część ostatnia. Z tego co czytałam, recenzje ma przychylne i nadzwyczaj pozytywne.
Dlatego wierzę, że nie wydam tych pieniędzy na darmo i będę cieszyć się filmem.
A jeśli nawet nie, to przynajmniej się chociaż trochę pośmieję, bo dobrą komedię już też coraz trudniej jest znaleźć. ;)
---
korolowa
czwartek, 22 listopada 2012
Mała Mi
W spódniczce króciutkiej
w czerwonym kapturku
- ach, chyba mi się śni
po moim podwórku
w czerwonym kapturku
biega złośliwa
Mała Mi
króciutka spódniczka
niczym baletniczka
- na szpilkach!
tak, gania cały czas
z głową uniesioną
miną
obrażoną
wkurza
kolejno
każdego z nas
wredne to dziewczę
zatruwa powietrze
tą złośliwością
i jadem swym
i któż by dał wiarę
że kobieta z tym czarem
to też ta wredna
Mała Mi
---
korolowa
w czerwonym kapturku
- ach, chyba mi się śni
po moim podwórku
w czerwonym kapturku
biega złośliwa
Mała Mi
króciutka spódniczka
niczym baletniczka
- na szpilkach!
tak, gania cały czas
z głową uniesioną
miną
obrażoną
wkurza
kolejno
każdego z nas
wredne to dziewczę
zatruwa powietrze
tą złośliwością
i jadem swym
i któż by dał wiarę
że kobieta z tym czarem
to też ta wredna
Mała Mi
---
korolowa
środa, 21 listopada 2012
Zamachowiec, czyli jak żyć?
Chryste Panie, co to się na tym świecie porobiło! Wcześniej terroryści czy zamachowcy kojarzyli nam się z Afgańczykami, muzułmanami i innymi egoztykami, żyjącymi z dala od nas. Z czymś tak dalekim, że aż baśniowym.
Teraz jednak cała Polska trzęsie portkami. Premier jest dumny z jakże szybkiego działania służb ABW, że powstrzymali polskiego zamachowca przed wysadzeniem Sejmu.
Czy to jednak naprawdę działanie służb, czy raczej informacja od żony niedoszłego zamachowca, ciężko obecnie ustalić.
Dlaczego Brunon K., wykładowca warszawskiego Uniwersytetu Rolniczego, chciał zburzyć tę instytucję?
Zatrzymany, jak wynika z jego zeznań, jest:
- ksenofobem
- antypaństwowcem
- antysemitą
- uważa, że najwyższe władze w państwie sprawują 'obcy'
Dodał też, że działał pod presją osób trzecich.
Z jednej strony - o mało nie doszło do kolejnej tragedii, z drugiej - czemu się dziwić, że w ludziach narasta coraz większe napięcie?
Skoro każdego dnia, przeciętny Polak zadaje sobie pytanie: Jak żyć?...
---
korolowa
Teraz jednak cała Polska trzęsie portkami. Premier jest dumny z jakże szybkiego działania służb ABW, że powstrzymali polskiego zamachowca przed wysadzeniem Sejmu.
Czy to jednak naprawdę działanie służb, czy raczej informacja od żony niedoszłego zamachowca, ciężko obecnie ustalić.
Dlaczego Brunon K., wykładowca warszawskiego Uniwersytetu Rolniczego, chciał zburzyć tę instytucję?
Zatrzymany, jak wynika z jego zeznań, jest:
- ksenofobem
- antypaństwowcem
- antysemitą
- uważa, że najwyższe władze w państwie sprawują 'obcy'
Dodał też, że działał pod presją osób trzecich.
Z jednej strony - o mało nie doszło do kolejnej tragedii, z drugiej - czemu się dziwić, że w ludziach narasta coraz większe napięcie?
Skoro każdego dnia, przeciętny Polak zadaje sobie pytanie: Jak żyć?...
---
korolowa
wtorek, 20 listopada 2012
Wiersz w innym tonie - 'Adela'
Dzisiaj, dla odmiany, umieszczam jeden z moich starszych wierszy. Enjoy! ;)
ADELA
Adela, oj Adela
Ty mnie wciąż onieśmielasz!
Gdy patrzę na Twe cudne lica
myślę : ach, cóż to za dziewica!
Gdy patrzę na Twe ręce
wciąż w myślach proszę o więcej!
Gdy patrzę w Twoje oczy
czuję, że jeszcze mnie zaskoczysz!..
Gdy zaś wzrokiem obejmę ciało
chcę mi się krzyczeć:wciąż za mało!
Jednak...
Gdy patrzę na twe włosy
widze coroczne sianokosy!
Zaś gdy pomnę Twoje usta...
hmm, cóż, oddech jak kapusta...
Nos troszeczkę garbowaty,
wybacz, lecz jak mego taty...
Gdy zaś spojrzę na Twe nogi...
(paraboli obraz srogi!)
Słońce świeci jak cholera
przy mnie ciągle jest ADELA
---
korolowa - 2005
ADELA
Adela, oj Adela
Ty mnie wciąż onieśmielasz!
Gdy patrzę na Twe cudne lica
myślę : ach, cóż to za dziewica!
Gdy patrzę na Twe ręce
wciąż w myślach proszę o więcej!
Gdy patrzę w Twoje oczy
czuję, że jeszcze mnie zaskoczysz!..
Gdy zaś wzrokiem obejmę ciało
chcę mi się krzyczeć:wciąż za mało!
Jednak...
Gdy patrzę na twe włosy
widze coroczne sianokosy!
Zaś gdy pomnę Twoje usta...
hmm, cóż, oddech jak kapusta...
Nos troszeczkę garbowaty,
wybacz, lecz jak mego taty...
Gdy zaś spojrzę na Twe nogi...
(paraboli obraz srogi!)
Słońce świeci jak cholera
przy mnie ciągle jest ADELA
---
korolowa - 2005
poniedziałek, 19 listopada 2012
Dziecko w zamrażalce, czyli arcybiskup Dzięga o In Vitro.
Wczorajszego wieczora, z przyczyn ode mnie dość niezależnych (albo raczej - bezdyskusyjnych) , znalazłam się w kościele w pewnym miasteczku w Zachodniopomorskiem.
Znalazłam się tam, by móc oddać się chwili refleksji. Choć na sekundę. Pomyśleć o osobach, za które jest ta msza, przypomnieć sobie czasy, w których to spędzałam z tymi ludźmi wspaniałe chwile.
Spróbować się odizolować, wejść w ten stan boskiej reminiscencji.
Próbowałam. Starałam się ze wszystkich sił, jednak...nie mogłam. ON mnie zagłuszył.
Paranoiczny list. Przesłanie skierowane do wiernych. Nie o miłości, Bogu, bojaźni czy choćby piekielnych pokusach.
Chociaż, z punktu widzenia zachodniopomorskiego arcybiskupa Dzięgi, z tym ostatnim ma to wiele wspólnego.
'Wszyscy jesteśmy świadomi, że są takie sytuacje, w których biskup nie może milczeć, aby nie stać się współwinnym grzechu. Oto dwa tygodnie temu media szczecińskie, a za nimi także ogólnopolskie, przekazały informację, że w Radzie Miasta Szczecina złożony zostanie formalny wniosek o dofinansowanie w Szczecinie, ze środków Miasta, tzw. procedur in vitro. Jest to temat bardzo poważny. Jest to – dosłownie – sprawa życia i śmierci.'
Ależ ja się oczywiście jak najbardziej zgadzam z Arcybiskupem - stosujesz in vitro - żyje człowiek, nie stosujesz - małej pociechy nie ma, potencjalni rodzice wpadają w depresję.
'Zaznaczam od razu, że pragnienie przekazania życia dziecku jest pięknym pragnieniem serca rodzicielskiego, a miłość rodzicielska jest jednym z najpiękniejszych przejawów miłości ludzkiej. Każde dziecko powołane do życia jest osobą ludzką od samego poczęcia, także poczęcia wymuszonego w laboratorium w ramach procedur in vitro. Każde dziecko jest umiłowane przez Boga i musi być umiłowane przez ludzi. Przez wszystkich ludzi. Każdy człowiek bowiem jest napełniony życiem przez Boga i tylko Bóg jest Dawcą życia ludzkiego.'
Zaraz, zaraz - to Bóg stwarza człowieka, czy w końcu dwoje kochających się wzajemnie ludzi? Czyżby mały dysonans?
Po drugie - istotą ludzką stajemy się chyba dopiero wówczas, gdy dojdzie do zapłodnienia, a może źle mnie tego nauczono na biologii i nasienie to też człowiek?
'Poza tym, trzeba powiedzieć prawdę, że procedura in vitro nie jest leczeniem niepłodności, gdyż nie usuwa niepłodności, dlatego trudno uznać ją za procedurę leczniczą. To jest ważne dla osób zarządzających służbą zdrowia. Dobrze oni wiedzą, że są już dzisiaj bardzo pozytywne doświadczenia, naukowo udokumentowane, rzeczywistej pomocy w leczeniu niepłodności w ramach naprotechnologii, z bardzo dobrymi skutkami zdrowotnymi.'
[' (...)Zatem dla ok. 60% par cierpiących na niepłodność NaProTechnologia okaże się być nieskuteczną metodą poczęcia']
- http://www.proinvitro.pl/co-to-jest-naprotechnologia
Więc co z tą garstką 60%, którą ma Pan w dupie, Panie Arcybiskupie?
' (...)jakim prawem wreszcie żyjące dziecko trafia do zamrażarki, niby w oczekiwaniu na swoją kolej do rozwoju życia? Nawet rodzice – dawcy życia nie wiedzą, ile z ich dzieci pozostało w zamrażarce. Dzieci te są przecież pozbawione prawa do zwyczajnego rozwoju życia.'
Ehh, te lekcje biologii w dzisiejszych czasach naprawdę kuleją.
To nie jest dziecko, God damn it! To jest nasienie.
'Czy są w którymś momencie „odmrażane” czyli praktycznie unicestwiane?'
Chyba pozostawię to bez komentarza.
'Gdyby jednak ktoś z katolików świadomie podpisał się lub głosował za dopuszczalnością in vitro, (...) Sam się wtedy odłącza od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, póki następnie sprawy nie przemyśli, nie przemodli i nie zmieni publicznie swojego stanowiska. Do tego czasu niech pamięta, by nie prosił też Kościoła o dar Komunii świętej.'
W Biblii też zakazano in vitro? Czy Jezus kiedykolwiek, pytam, KIEDYKOLWIEK powiedział coś na ten temat, czy to może Kościół po raz enty zmienia coś, bo tak jest szanownym księ(ciom)żą wygodnie?
Dlaczego w takim razie księża mają kobiety na boku, dlaczego rodzą im się nieślubne dzieci? Dlaczego księży, którzy molestowali seksualnie dzieci, przenosi się po prostu do innej parafii?
I to nie jest wystąpienie przeciwko wierze, przeciw Bogu, a chęć posiadania dziecka poprzez laboratoryjną metodę in vitro już tak?
Z kościoła wyszłam pełna przemyśleń. Jednak nie nad zmarłymi. Myślałam o dzieciach. O słodkich maleństwach. Nienarodzonych, bo ich rodzice nie mieli innego sposobu na zapłodnienie poza in vitro.
Przez to, pomyślałam o czymś jeszcze. O ludziach oddanych nie Bogu, a instytucji katolickiego Kościoła.
Znalazłam się tam, by móc oddać się chwili refleksji. Choć na sekundę. Pomyśleć o osobach, za które jest ta msza, przypomnieć sobie czasy, w których to spędzałam z tymi ludźmi wspaniałe chwile.
Spróbować się odizolować, wejść w ten stan boskiej reminiscencji.
Próbowałam. Starałam się ze wszystkich sił, jednak...nie mogłam. ON mnie zagłuszył.
Paranoiczny list. Przesłanie skierowane do wiernych. Nie o miłości, Bogu, bojaźni czy choćby piekielnych pokusach.
Chociaż, z punktu widzenia zachodniopomorskiego arcybiskupa Dzięgi, z tym ostatnim ma to wiele wspólnego.
'Wszyscy jesteśmy świadomi, że są takie sytuacje, w których biskup nie może milczeć, aby nie stać się współwinnym grzechu. Oto dwa tygodnie temu media szczecińskie, a za nimi także ogólnopolskie, przekazały informację, że w Radzie Miasta Szczecina złożony zostanie formalny wniosek o dofinansowanie w Szczecinie, ze środków Miasta, tzw. procedur in vitro. Jest to temat bardzo poważny. Jest to – dosłownie – sprawa życia i śmierci.'

Ależ ja się oczywiście jak najbardziej zgadzam z Arcybiskupem - stosujesz in vitro - żyje człowiek, nie stosujesz - małej pociechy nie ma, potencjalni rodzice wpadają w depresję.
'Zaznaczam od razu, że pragnienie przekazania życia dziecku jest pięknym pragnieniem serca rodzicielskiego, a miłość rodzicielska jest jednym z najpiękniejszych przejawów miłości ludzkiej. Każde dziecko powołane do życia jest osobą ludzką od samego poczęcia, także poczęcia wymuszonego w laboratorium w ramach procedur in vitro. Każde dziecko jest umiłowane przez Boga i musi być umiłowane przez ludzi. Przez wszystkich ludzi. Każdy człowiek bowiem jest napełniony życiem przez Boga i tylko Bóg jest Dawcą życia ludzkiego.'
Zaraz, zaraz - to Bóg stwarza człowieka, czy w końcu dwoje kochających się wzajemnie ludzi? Czyżby mały dysonans?
Po drugie - istotą ludzką stajemy się chyba dopiero wówczas, gdy dojdzie do zapłodnienia, a może źle mnie tego nauczono na biologii i nasienie to też człowiek?
'Poza tym, trzeba powiedzieć prawdę, że procedura in vitro nie jest leczeniem niepłodności, gdyż nie usuwa niepłodności, dlatego trudno uznać ją za procedurę leczniczą. To jest ważne dla osób zarządzających służbą zdrowia. Dobrze oni wiedzą, że są już dzisiaj bardzo pozytywne doświadczenia, naukowo udokumentowane, rzeczywistej pomocy w leczeniu niepłodności w ramach naprotechnologii, z bardzo dobrymi skutkami zdrowotnymi.'
[' (...)Zatem dla ok. 60% par cierpiących na niepłodność NaProTechnologia okaże się być nieskuteczną metodą poczęcia']
- http://www.proinvitro.pl/co-to-jest-naprotechnologia
Więc co z tą garstką 60%, którą ma Pan w dupie, Panie Arcybiskupie?
' (...)jakim prawem wreszcie żyjące dziecko trafia do zamrażarki, niby w oczekiwaniu na swoją kolej do rozwoju życia? Nawet rodzice – dawcy życia nie wiedzą, ile z ich dzieci pozostało w zamrażarce. Dzieci te są przecież pozbawione prawa do zwyczajnego rozwoju życia.'
Ehh, te lekcje biologii w dzisiejszych czasach naprawdę kuleją.
To nie jest dziecko, God damn it! To jest nasienie.
'Czy są w którymś momencie „odmrażane” czyli praktycznie unicestwiane?'
Chyba pozostawię to bez komentarza.
'Gdyby jednak ktoś z katolików świadomie podpisał się lub głosował za dopuszczalnością in vitro, (...) Sam się wtedy odłącza od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, póki następnie sprawy nie przemyśli, nie przemodli i nie zmieni publicznie swojego stanowiska. Do tego czasu niech pamięta, by nie prosił też Kościoła o dar Komunii świętej.'
W Biblii też zakazano in vitro? Czy Jezus kiedykolwiek, pytam, KIEDYKOLWIEK powiedział coś na ten temat, czy to może Kościół po raz enty zmienia coś, bo tak jest szanownym księ(ciom)żą wygodnie?
Dlaczego w takim razie księża mają kobiety na boku, dlaczego rodzą im się nieślubne dzieci? Dlaczego księży, którzy molestowali seksualnie dzieci, przenosi się po prostu do innej parafii?
I to nie jest wystąpienie przeciwko wierze, przeciw Bogu, a chęć posiadania dziecka poprzez laboratoryjną metodę in vitro już tak?
Z kościoła wyszłam pełna przemyśleń. Jednak nie nad zmarłymi. Myślałam o dzieciach. O słodkich maleństwach. Nienarodzonych, bo ich rodzice nie mieli innego sposobu na zapłodnienie poza in vitro.
Przez to, pomyślałam o czymś jeszcze. O ludziach oddanych nie Bogu, a instytucji katolickiego Kościoła.
niedziela, 18 listopada 2012
Ludzie...
('Ludzie dzielą się na dwa typy: tacy, bez których nie da się żyć i tacy, przez których nie da się żyć')
Demotywatory.pl
Witam dzisiejszym wczesnym popołudniem!
Dziś czeka mnie wycieczka do innego miasta.
Do rodzinnego miasta moich rodziców. Miasteczka odwiedzanego niegdyś przeze mnie w każdy weekend, święto czy wakacje.
Odwiedzałam tam babcie, dziadków, wujków oraz wujostwo mojego taty.
Teraz - odwiedzam groby.
Jeżdże tam, gdy tylko mam sposobność. Niestety, sposobność taka zdarza się coraz rzadziej.
Czasami się zastanawiam jak to jest, że osoby serdeczne, ciepłe, po prostu kochane odchodzą z naszego świata tak wcześnie, a Ci, którzy psują nam nerwy, żyją zazwyczaj długo?
Jakoś nie potrafię pojąć tej filozofii życia...
Demotywatory.pl
Witam dzisiejszym wczesnym popołudniem!
Dziś czeka mnie wycieczka do innego miasta.
Do rodzinnego miasta moich rodziców. Miasteczka odwiedzanego niegdyś przeze mnie w każdy weekend, święto czy wakacje.
Odwiedzałam tam babcie, dziadków, wujków oraz wujostwo mojego taty.
Teraz - odwiedzam groby.
Jeżdże tam, gdy tylko mam sposobność. Niestety, sposobność taka zdarza się coraz rzadziej.
Czasami się zastanawiam jak to jest, że osoby serdeczne, ciepłe, po prostu kochane odchodzą z naszego świata tak wcześnie, a Ci, którzy psują nam nerwy, żyją zazwyczaj długo?
Jakoś nie potrafię pojąć tej filozofii życia...
sobota, 17 listopada 2012
W papierową torbę...
piątek, 16 listopada 2012
Nie(u)kryty Król Internetu
Na początku chciałam się pochwalić moim małym 'osiagnięciem' - moja strona ma już ponad 1000 wyświetleń ! :D Dziękuję Wam bardzo za odwiedziny, ludzie kochani i zachęcam jedynie do częstszego komentowania :-)
A propos liczby wyświetleń, wiecie, kto na YouTube wymiata, jeśli chodzi o oglądalność? Kogo ogląda prawie (lub - w zależności od filmiku - ponad) milion osób za każdym razem?
Tak, to Maciej Frączyk, znany jako Niekryty Krytyk.
Sama oglądałam jego wszystkie dotychczasowe filmiki, niektóre nawet po kilka razy.
Ostatnio wydał książkę Zeznania Niekrytego Krytyka, w której, tak jak to zwykł czynić w swoich videos, komentuje sprawy życia codziennego, piosenki, filmy czy nawet gry w sposób sakrastyczny bądź ironiczny.
Kto jeszcze nie zna Niekrytego - w co raczej nie wierzę - poniżej znajdzie przykładowy filmik.
Polecam!!
---
korolowa
A propos liczby wyświetleń, wiecie, kto na YouTube wymiata, jeśli chodzi o oglądalność? Kogo ogląda prawie (lub - w zależności od filmiku - ponad) milion osób za każdym razem?
Tak, to Maciej Frączyk, znany jako Niekryty Krytyk.
Sama oglądałam jego wszystkie dotychczasowe filmiki, niektóre nawet po kilka razy.
Ostatnio wydał książkę Zeznania Niekrytego Krytyka, w której, tak jak to zwykł czynić w swoich videos, komentuje sprawy życia codziennego, piosenki, filmy czy nawet gry w sposób sakrastyczny bądź ironiczny.
Kto jeszcze nie zna Niekrytego - w co raczej nie wierzę - poniżej znajdzie przykładowy filmik.
Polecam!!
---
korolowa
czwartek, 15 listopada 2012
Konopnicka lesbijką była!?
Gdy tylko opuściłam me najwygodniejsze na świecie łóżko i otworzyłam laptopa w poszukiwaniu ciekawych informacji, moje jeszcze-nie-do-rozbudzone ciało i jeszcze bardziej nie-do-rozbudzony umysł mówiło stanowcze 'Wracaj do poduchy!'.
I nawet się z tym zamiarem nosiłam, jednak coraz to ciekawsze sprawy odszukałam, i tak już przy komputerku mym zostałam.
Do cna rozbudziły mnie te nowe, poranne wiadomości, jakże rzetelne i o jakże waznych sprawach donoszące!
Mimo wszystko do tej pory nie jestem pewna, czy bardziej ujęła mnie dzisiejsza informacja na temat wczorajszego meczu Polska - Urugwaj (' Zatem zarówno Polacy jak i Urugwajczycy strzelili po dwie bramki!Każdy ma prawo się pomylić, a nasz piłkarz pomylił po prostu kierunek w pierwszej części spotkania').
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/sport/654220,polska---urugwaj-22-w-gdansku.html
czy może jednak spór nad orientacją seksualną Marii Konopnickiej:
'Ktoś wymyślił, że Maria Konopnicka była lesbijką, dlatego należy ją dać na sztandary. Równie dobrze mógłbym twierdzić, że Adam Michnik jest nazistą i należy go izolować. Byłby to równy poziom absurdu - oburza się Artur Zawisza w rozmowie z TOK FM. Zawisza komentuje w ten sposób rozpowszechniany przez Feminotekę i środowiska LBGT obrazek, na którym autorzy przypominają narodowcom, że autorka "Roty" przez 20 lat żyła z kobietą.
Zawisza nie daje się przekonać argumentom, że Konopnicka żyła 20 lat z Marią Dulębianką co pozwala domniemywać, że kobiety łączyło coś więcej. - Wspólne podróże były?! Jezus Maria! Wspólne podróże? Ojej, to ja jestem homoseksualistą honoris causa, bo z wieloma mężczyznami też odbywałem wspólne podróże i też pisałem listy. Jezus Maria, wspólne podróże, rzeczywiście, przekonała mnie pani - irytuje się Zawisza słysząc argument, że o homoseksualizmie świadczą "listy i wspólne podróże Konopnickiej i Dulębianki'' .
??
M. Konopnicka
Ojj, ciężko ustalić coś z tą Konopnicką.
Wiem jednak na pewno, że po takich rewelacjach, mój dzień nie będzie już takim zwykłym i szarym jak ten, co jawi się za oknem.
Dziękuję, Panie Zawisza, dziękuję wiadomościom Google. You really made my day, wywołując już z samego rana uśmiech na mej twarzy. :)
I nawet się z tym zamiarem nosiłam, jednak coraz to ciekawsze sprawy odszukałam, i tak już przy komputerku mym zostałam.
Do cna rozbudziły mnie te nowe, poranne wiadomości, jakże rzetelne i o jakże waznych sprawach donoszące!
Mimo wszystko do tej pory nie jestem pewna, czy bardziej ujęła mnie dzisiejsza informacja na temat wczorajszego meczu Polska - Urugwaj (' Zatem zarówno Polacy jak i Urugwajczycy strzelili po dwie bramki!Każdy ma prawo się pomylić, a nasz piłkarz pomylił po prostu kierunek w pierwszej części spotkania').
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/sport/654220,polska---urugwaj-22-w-gdansku.html
czy może jednak spór nad orientacją seksualną Marii Konopnickiej:
'Ktoś wymyślił, że Maria Konopnicka była lesbijką, dlatego należy ją dać na sztandary. Równie dobrze mógłbym twierdzić, że Adam Michnik jest nazistą i należy go izolować. Byłby to równy poziom absurdu - oburza się Artur Zawisza w rozmowie z TOK FM. Zawisza komentuje w ten sposób rozpowszechniany przez Feminotekę i środowiska LBGT obrazek, na którym autorzy przypominają narodowcom, że autorka "Roty" przez 20 lat żyła z kobietą.
Zawisza nie daje się przekonać argumentom, że Konopnicka żyła 20 lat z Marią Dulębianką co pozwala domniemywać, że kobiety łączyło coś więcej. - Wspólne podróże były?! Jezus Maria! Wspólne podróże? Ojej, to ja jestem homoseksualistą honoris causa, bo z wieloma mężczyznami też odbywałem wspólne podróże i też pisałem listy. Jezus Maria, wspólne podróże, rzeczywiście, przekonała mnie pani - irytuje się Zawisza słysząc argument, że o homoseksualizmie świadczą "listy i wspólne podróże Konopnickiej i Dulębianki'' .
??
M. Konopnicka
Ojj, ciężko ustalić coś z tą Konopnicką.
Wiem jednak na pewno, że po takich rewelacjach, mój dzień nie będzie już takim zwykłym i szarym jak ten, co jawi się za oknem.
Dziękuję, Panie Zawisza, dziękuję wiadomościom Google. You really made my day, wywołując już z samego rana uśmiech na mej twarzy. :)
środa, 14 listopada 2012
Nie jesteś Bogiem, oddaj mi moją prawdziwą tożsamość.
Ostatnio dużo szumu pojawiło się wokół ostatniego filmu Leszka Dawida. W pierwszym rzędzie - tego pozytywnego. Czytałam, jak to ludzie wzruszeni historią Magika, zaczęli słuchać Paktofoniki. Nagle, z półek sklepów muzycznych zaczęły znikać setki, tysiące płyt tego hip-hopowego zespołu.
Niestety, nie tylko na tej dobrej stronie się skończyło.
Kiedy producent muzyczny filmu 'Jesteś Bogiem', niejaki Krzysztof K., poszedł ze swoją żoną oraz czternastoletnią córką do kina, by zobaczyć to, do czego sam się przyczynił, oniemiał. Okazało się, że jego postać była w filmie przedstawiona...delikatnie mówiąc, zupełnie inaczej, niż w rzeczywistości:
'Naruszenie polegało na nieprawdziwym przedstawieniu jego postaci w filmie. Zostały w nim pokazane m.in. sytuacje, w których bez zgody zespołu wydaje on muzykę na pirackiej płycie, po czym ją sprzedaje. Takie wydarzenie nie miało miejsca. Mój klient został pokazany jako szantażysta, niemalże gangster - powiedział dwokat.'
(http://www.rp.pl/artykul/9146,951546-Jestes-Bogiem-w-sadzie.html#)
Z jednej strony można zrozumieć zdenerwowanie Pana Krzysztofa. Jego postać została przedstawiona w filmie w sposób conajmniej negatywny, uwłaczający jego osobie.
Z drugiej jednak strony, to nie jest film dokumentalny, lecz fabularny.A różnica polega na tym, że w filmie fabularnym, choćby opartym na faktach, wszelkie zmiany są dozwolone. Można zmienić - mniej lub bardziej - osobowość, styl ubierania, ogólne zachowania itp. występujących w nim charakterów, a także i bieg zdarzeń. A to wszystko po to, aby film był wyrazisty.
Czy więc po to, aby dodać temu 'dziełu'szczypty kontrowersji, musieliśmy w nim kogoś umniejszyć, postawić w negatywnym świetle tylko po to, aby przyciągał coraz więcej ludzi do kina?
W sumie, dlaczego nie, odpowiedziałby zapewne producent (i tak będąc już w tragicznej sytuacji). To film fabularny, dlatego "fabuła filmu, choć oparta na faktach, stanowi artystyczną interpretację zdarzeń, losów i postaci w nim przedstawionych".
---
korolowa
Niestety, nie tylko na tej dobrej stronie się skończyło.
Kiedy producent muzyczny filmu 'Jesteś Bogiem', niejaki Krzysztof K., poszedł ze swoją żoną oraz czternastoletnią córką do kina, by zobaczyć to, do czego sam się przyczynił, oniemiał. Okazało się, że jego postać była w filmie przedstawiona...delikatnie mówiąc, zupełnie inaczej, niż w rzeczywistości:
'Naruszenie polegało na nieprawdziwym przedstawieniu jego postaci w filmie. Zostały w nim pokazane m.in. sytuacje, w których bez zgody zespołu wydaje on muzykę na pirackiej płycie, po czym ją sprzedaje. Takie wydarzenie nie miało miejsca. Mój klient został pokazany jako szantażysta, niemalże gangster - powiedział dwokat.'
(http://www.rp.pl/artykul/9146,951546-Jestes-Bogiem-w-sadzie.html#)
Z jednej strony można zrozumieć zdenerwowanie Pana Krzysztofa. Jego postać została przedstawiona w filmie w sposób conajmniej negatywny, uwłaczający jego osobie.
Z drugiej jednak strony, to nie jest film dokumentalny, lecz fabularny.A różnica polega na tym, że w filmie fabularnym, choćby opartym na faktach, wszelkie zmiany są dozwolone. Można zmienić - mniej lub bardziej - osobowość, styl ubierania, ogólne zachowania itp. występujących w nim charakterów, a także i bieg zdarzeń. A to wszystko po to, aby film był wyrazisty.
Czy więc po to, aby dodać temu 'dziełu'szczypty kontrowersji, musieliśmy w nim kogoś umniejszyć, postawić w negatywnym świetle tylko po to, aby przyciągał coraz więcej ludzi do kina?
W sumie, dlaczego nie, odpowiedziałby zapewne producent (i tak będąc już w tragicznej sytuacji). To film fabularny, dlatego "fabuła filmu, choć oparta na faktach, stanowi artystyczną interpretację zdarzeń, losów i postaci w nim przedstawionych".
---
korolowa
wtorek, 13 listopada 2012
Na pokuszenie
poniedziałek, 12 listopada 2012
Niż na uczelniach
Nie będzie o wczorajszych bójkach podczas marszu 'niepodległościowego'.
Nie będzie wiersza, ni żadnego tonu muzycznego.
Będzie o niżu, niżu na polskich uczelniach.
W zasadzie, to chciałam napisać jedynie tyle, że ja się wcale temu zjawisku nie dziwię,
'W maju w Polsce maturę zdawało 330 tys. osób, a jeszcze pięć lat temu aż 407 tys.'
(Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,12111970,Uczelnie_wyzsze_szykuja_sie_na_niz.html#ixzz2C0NSyV7G)
Nie będzie wiersza, ni żadnego tonu muzycznego.
Będzie o niżu, niżu na polskich uczelniach.
W zasadzie, to chciałam napisać jedynie tyle, że ja się wcale temu zjawisku nie dziwię,
'W maju w Polsce maturę zdawało 330 tys. osób, a jeszcze pięć lat temu aż 407 tys.'
(Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,12111970,Uczelnie_wyzsze_szykuja_sie_na_niz.html#ixzz2C0NSyV7G)
Tak, a dlaczego?
Ponieważ ludzie nie chcą studiować tylko po to, aby później nie móc zdobyć pracy, bo
a) nie mają doświadczenia w danym zawodzie (bo niby kiedy mieli zdobyć?)
b) mają za wysokie kwalifikacje (gdy już szukają jakiejkolwiek pracy). Coraz więcej ludzi woli mieć konkretny zawód, kończąc zawodówkę bądź technikum, jak np. kucharz, ślusarz czy malarz, ponieważ głównie na takich ludzi jest teraz zapotrzebowanie.
Resztę tego, co myślę nt temat znajdziecie również w poście 'Magister w Polsce'.
Ja postanowiłam skupić się na jezykach i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że, jak na realia polskie, to był najlepszy wybór, jakiego mogłam dokonać, biorąc pod uwagę moje zainteresowania oraz możliwości.
A Wy? Jakiego wyboru dokonaliście? I, patrząc na wszystko z perspektywy czasu, uważacie, że to był trafny wybór? A może coś byście zmienili w swojej ścieżce edukacyjnej?
---
korolowa
niedziela, 11 listopada 2012
Dzień niepodległości, dzień odprężenia.
Niepodległam dzisiaj nikomu ani niczemu. Obiad? Szybki, odmrożone warzywa z ryżem. Nauka? Na pewno trochę, ale później. No dobra, czyli trochę jednak podległam, ale nie tak jak zazwyczaj.
Z samego rana - spacer z kumpelą. Jako, że było ciepło, zafundowałyśmy sobie ponad dwugodzinny spacer.
Fotorelacja poniżej ;).
A Wy? Jak spędzacie ten dzień, wolny od zakupów czy (prawdopodobnie) sprzątania?
Z samego rana - spacer z kumpelą. Jako, że było ciepło, zafundowałyśmy sobie ponad dwugodzinny spacer.
Fotorelacja poniżej ;).
A Wy? Jak spędzacie ten dzień, wolny od zakupów czy (prawdopodobnie) sprzątania?
sobota, 10 listopada 2012
Zupa pomidorowa a'la Korolowa
Witam miłym popołudniem!
Wiecie, tak sobie pomyślałam, że dzisiaj dla odmiany napiszę coś na temat mojego 'odkrycia'. Nie jest to odkrycie godne Kolumba i może już wielu/wiele z Was to stosuje, niemniej jednak chciałabym się z Wami nim podzielić.
Chciałam dziś zrobić pomidorówkę. Taką standardową - wrzucam warzywa, potem kostkę (robię bez mięsa, ponieważ mam pod dachem wegetarianina), później koncentrat i na koniec śmietana.
Nie tym razem, powiedział stanowczo mój facet. Jak już chcesz mi gotować tą swoją pomidorówkę, to musisz zmienić przepis, ja mam jej dość w takiej postaci.
Wybredne stworzenie to to, ale co zrobić?
Na szczęście sam wziął się do pomocy i zrobił coś, co - z użyciem niewielkiej ilości zmian z mojej strony - sprawiło, że zupa ta nabrała zupełnie innego smaku.
Tak więc, po standardowym wrzuceniu warzyw i kostki, potrzebujemy:
- niedużej patelni
- 6-7 ząbków czosnku
- ew. jak ktoś lubi na ostro, 1 papryczki chilli
- 1 cebulę
- troszkę mąki do posypania
Czosnek i cebulę siekamy na małe kawałeczki, po czym wszystkie składniki wsypujemy i podsmażamy, aż cebula zacznie brązowieć (czosnek lepiej jest dodać nieco później, bo może nam się przypalić).
Dodajemy koncentrat pomidorowy.
Niedogotowaną marchewkę wyjmujemy z zupy (albo bierzemy świeżą, obojętnie) i dosłownie mały jej kawałeczek ścieramy na tarce, po czym to co starte, wrzucamy do zupy. Bierzemy 1 pomidora, obieramy ze skórki, również trzemy i również wrzucamy.
Niedugo przed ostatnim etapem, czyli doprawieniem zupy śmietaną, dodajemy ową cebulę z czosnkiem.
Na końcu oczywiście dodajemy śmietanę z zupą, wszystko porządnie mieszamy i Voila!
Poza początkową solą, do zupy nie musiałam dodawać ŻADNYCH przypraw!
Zupa wyszła boska, podniebienie mojego mężczyzny zostało zaspokojone, a może i nawet, sądząc po jego zadowolonej minie, trochę więcej :)
Oczywiście każdy ma inne gusta i nie każdemu to musi smakować, ja jednak kocham ten przepis za niepowtarzalny smak i osobiście polecam :)
Wiecie, tak sobie pomyślałam, że dzisiaj dla odmiany napiszę coś na temat mojego 'odkrycia'. Nie jest to odkrycie godne Kolumba i może już wielu/wiele z Was to stosuje, niemniej jednak chciałabym się z Wami nim podzielić.
Chciałam dziś zrobić pomidorówkę. Taką standardową - wrzucam warzywa, potem kostkę (robię bez mięsa, ponieważ mam pod dachem wegetarianina), później koncentrat i na koniec śmietana.
Nie tym razem, powiedział stanowczo mój facet. Jak już chcesz mi gotować tą swoją pomidorówkę, to musisz zmienić przepis, ja mam jej dość w takiej postaci.
Wybredne stworzenie to to, ale co zrobić?
Na szczęście sam wziął się do pomocy i zrobił coś, co - z użyciem niewielkiej ilości zmian z mojej strony - sprawiło, że zupa ta nabrała zupełnie innego smaku.
Tak więc, po standardowym wrzuceniu warzyw i kostki, potrzebujemy:
- niedużej patelni
- 6-7 ząbków czosnku
- ew. jak ktoś lubi na ostro, 1 papryczki chilli
- 1 cebulę
- troszkę mąki do posypania
Czosnek i cebulę siekamy na małe kawałeczki, po czym wszystkie składniki wsypujemy i podsmażamy, aż cebula zacznie brązowieć (czosnek lepiej jest dodać nieco później, bo może nam się przypalić).
Dodajemy koncentrat pomidorowy.
Niedogotowaną marchewkę wyjmujemy z zupy (albo bierzemy świeżą, obojętnie) i dosłownie mały jej kawałeczek ścieramy na tarce, po czym to co starte, wrzucamy do zupy. Bierzemy 1 pomidora, obieramy ze skórki, również trzemy i również wrzucamy.
Niedugo przed ostatnim etapem, czyli doprawieniem zupy śmietaną, dodajemy ową cebulę z czosnkiem.
Na końcu oczywiście dodajemy śmietanę z zupą, wszystko porządnie mieszamy i Voila!
Poza początkową solą, do zupy nie musiałam dodawać ŻADNYCH przypraw!
Zupa wyszła boska, podniebienie mojego mężczyzny zostało zaspokojone, a może i nawet, sądząc po jego zadowolonej minie, trochę więcej :)
Oczywiście każdy ma inne gusta i nie każdemu to musi smakować, ja jednak kocham ten przepis za niepowtarzalny smak i osobiście polecam :)
Cisza
Podłoga kuchenna
pachnie lakierem
do paznokci
Kromka chleba
przypalona
w niewinnym tosterze
Otwieram drzwi
chcąc krzyknąć
tak głośno
W pokoju za ścianą
głos ściszył
się nieznośnie
---
korolowa
piątek, 9 listopada 2012
Gdyby Mickiewicz żył w XXI wieku...
Takiego oto demota dzisiaj znalazłam.
Zgadzam się z nim totalnie. Gdyby Mickiewicz żył w naszych czasach, prawdopodobnie byłby wyśmiewany; albo co najmniej mało kto rozumiałby, chciał zrozumieć jego poematy.
A może Wy sądzicie inaczej? Może Adaś miał by jednak u Was szansę na znośne przetrwanie?
Zgadzam się z nim totalnie. Gdyby Mickiewicz żył w naszych czasach, prawdopodobnie byłby wyśmiewany; albo co najmniej mało kto rozumiałby, chciał zrozumieć jego poematy.
A może Wy sądzicie inaczej? Może Adaś miał by jednak u Was szansę na znośne przetrwanie?
Polacy sami sobie winni
Od czasu katastrofy w Smoleńsku, spokój polityczny polskich obywateli został zakłócony.
Ostatnio PISowski informator odkrył ponoć obecność trotylu we wraku Tupolewa, mimo, że wcześniej byliśmy poinformowani o braku jakichkolwiek substancji wybuchowych.
Oczywiście, ze względu na jego bezpieczeństwo, nagranie z dowodem nie zostanie ukazane.
Ponadto, "Surowa zawartość czarnej skrzynki, magnetyczne nagranie danych i głosu aż do napisania raportu to jest kilka kroków… niektóre rzeczy mogą ulec zagubieniu… Po drugie, jakiekolwiek magnetyczne nagranie może być zmienione, a najłatwiej to po prostu wyciąć, dźwiękowcy potrafią przecież dokonać zmian". Dlatego karygodnym zaniedbaniem było oddanie zabezpieczania miejsca katastrofy, w tym czarnych skrzynek, Rosjanom".
(z www.naszapolska.pl, rozmowa ze Stanisławem Pristupą.).
No właśnie. Dlaczego czarne skrzynki oddane były od razu w ręce Rosjan? Dlaczego nie zajęło się tym polskie Państwo, któremu ponoć tak bardzo zależy na ujawnieniu prawdy o katastrofie?
'Przed naszym przyjazdem miała miejsce w Sejmie debata, podczas której pani minister zdrowia Ewa Kopacz mówiła, że przesiano dosłownie każdy centymetr ziemi i wydobyto każdą śrubkę, bo każdy element może mieć znaczenie dla ustalenia przyczyn katastrofy. Dopiero po tym, co zobaczyliśmy na miejscu, wiedzieliśmy, że słowa pani Kopacz nijak się mają do tego, co zobaczyliśmy w Smoleńsku. Na miejscu byli też polscy harcerze. Wszyscy chodziliśmy po tym polu i w końcu ktoś powiedział: "Ludzie, jak to jest możliwe?!".'
Chyba nie mam nic więcej do dodania w tej kwestii.
Nie wspomnę już nawet o potrzebie ekshumacji ofiar,a tym samym o problemie z identyfikacją ciał, m.in. ś.p. Anny Walentynowicz.
Kto jednak jest za to odpowiedzialny - Rosja, której tak naprawdę to wszystko w większej mierze 'wisi', czy Polska, której to właśnie najważniejsi obywatele zostali straceni? Komu powinno zależeć?
Kto powinien dociekać, prosić, nalegać?
Nie wiadomo, co tak naprawdę zdarzyło się 10-ego kwietnia 2010 roku. Wiadomym jest natomiast, iż rząd polski sprawę tą już na tyle zaniedbał, że być może już nigdy nie dowiemy się, co zdarzyło się ponad dwa lata temu podczas lotu tupolewem.
Odpowiedź? Sami jesteśmy sobie winni.
----
korolowa
Ostatnio PISowski informator odkrył ponoć obecność trotylu we wraku Tupolewa, mimo, że wcześniej byliśmy poinformowani o braku jakichkolwiek substancji wybuchowych.
Oczywiście, ze względu na jego bezpieczeństwo, nagranie z dowodem nie zostanie ukazane.
Ponadto, "Surowa zawartość czarnej skrzynki, magnetyczne nagranie danych i głosu aż do napisania raportu to jest kilka kroków… niektóre rzeczy mogą ulec zagubieniu… Po drugie, jakiekolwiek magnetyczne nagranie może być zmienione, a najłatwiej to po prostu wyciąć, dźwiękowcy potrafią przecież dokonać zmian". Dlatego karygodnym zaniedbaniem było oddanie zabezpieczania miejsca katastrofy, w tym czarnych skrzynek, Rosjanom".
(z www.naszapolska.pl, rozmowa ze Stanisławem Pristupą.).
No właśnie. Dlaczego czarne skrzynki oddane były od razu w ręce Rosjan? Dlaczego nie zajęło się tym polskie Państwo, któremu ponoć tak bardzo zależy na ujawnieniu prawdy o katastrofie?
'Przed naszym przyjazdem miała miejsce w Sejmie debata, podczas której pani minister zdrowia Ewa Kopacz mówiła, że przesiano dosłownie każdy centymetr ziemi i wydobyto każdą śrubkę, bo każdy element może mieć znaczenie dla ustalenia przyczyn katastrofy. Dopiero po tym, co zobaczyliśmy na miejscu, wiedzieliśmy, że słowa pani Kopacz nijak się mają do tego, co zobaczyliśmy w Smoleńsku. Na miejscu byli też polscy harcerze. Wszyscy chodziliśmy po tym polu i w końcu ktoś powiedział: "Ludzie, jak to jest możliwe?!".'
Chyba nie mam nic więcej do dodania w tej kwestii.
Nie wspomnę już nawet o potrzebie ekshumacji ofiar,a tym samym o problemie z identyfikacją ciał, m.in. ś.p. Anny Walentynowicz.
Kto jednak jest za to odpowiedzialny - Rosja, której tak naprawdę to wszystko w większej mierze 'wisi', czy Polska, której to właśnie najważniejsi obywatele zostali straceni? Komu powinno zależeć?
Kto powinien dociekać, prosić, nalegać?
Nie wiadomo, co tak naprawdę zdarzyło się 10-ego kwietnia 2010 roku. Wiadomym jest natomiast, iż rząd polski sprawę tą już na tyle zaniedbał, że być może już nigdy nie dowiemy się, co zdarzyło się ponad dwa lata temu podczas lotu tupolewem.
Odpowiedź? Sami jesteśmy sobie winni.
----
korolowa
czwartek, 8 listopada 2012
Napisz do mnie sms'a
Napisz do mnie sms'a
wystukaj kilka błędnych literek
pogłaszcz subtelnie klawisze komórki
pieść w dłoniach zgrabną obudowę
zapoznaj z każdym
nieznanym fragmentem
sprawdź wszystkie właściwości
odnajdź najgłębiej ukryte części
być może doprowadzi Cię
do Euforii
na końcu naciśnij przycisk : Ona
naciśnij przycisk wyślij
i dopisz jeszcze : "Nie chciałem Cię zranić''.
(''...To ona
środa, 7 listopada 2012
Światem kieruje Diabeł
No to Obama został jednak ponownie prezydentem.
Jak to się ima z Waszymi oczekiwaniami, spekulacjami?
Ja, jak już pisałam, cieszyłabym się na miejscu większości Amerkanów. W końcu będzie jak Robin Hood - odbierał bogatym, rozdawał... przecietnym. ;)
Poza tym, obejrzałam wczoraj film. Nie bylejaki zresztą. Aż dziw, że dopiero po raz pierwszy w życiu go widziałam.
Keanu Reeves wcielił się w postać adwokata, który, kuszony intratną propozycją, przeprowadza się wraz z zoną do Nowego Jorku.
Już wiecie, o jakim filmie mowa?
Tak, to 'Adwokat diabła'.
Genialny Al Pacino w roli samego...sami zobaczycie, jeśli jeszcze nie oglądaliście.
Film wzbudza niesamowity dreszcz emocji, a ja jestem raczej wybredna jesli chodzi o filmy.
I to pytanie, jakże świetnie pasujące do obecnych czasów: ile moglibyśmy pświęcić dla kariery? Czy po to, aby 'wygrać', musimy kłamać, a może... uciekać się do jeszcze gorszych środków?
Mnie zastanawia, czy istnieje w ogóle tzw. 'złoty środek'. Czy może być coś 'pomiędzy'? Czy dobro i zło ma jakiegoś pośrednika?
Chyba jednak nie jest tak, że coś jest czarno-białe, mimo, że film ten trochę ten nasz świat właśnie w tych barwach przedstawia. Myślę, że jednak istnieje 'szarość', a nawet różne jej odcienie. W zyciu chodzi o to, aby, próbując wspinać się po drabinie kariery, jednoczesnie nie zatracić samego siebie, własnych wartości. I nie oszukujmy się - wielu z nas jest przecież dobrymi ludźmi, którym zdarzają się chwile zawahania czy też zwyczajne pomyłki.
Po prostu bądźmy sobą i nie przekraczajmy tych norm i zachowań, które by nam samym przeszkadzały w tym bardziej prywatnym życiu.
Tymczasem zachęcam wszystkich tych, którzy jeszcze nie widzieli, do obejrzenia 'Adwokata diabła'.
-----
korolowa
Jak to się ima z Waszymi oczekiwaniami, spekulacjami?
Ja, jak już pisałam, cieszyłabym się na miejscu większości Amerkanów. W końcu będzie jak Robin Hood - odbierał bogatym, rozdawał... przecietnym. ;)
Poza tym, obejrzałam wczoraj film. Nie bylejaki zresztą. Aż dziw, że dopiero po raz pierwszy w życiu go widziałam.
Keanu Reeves wcielił się w postać adwokata, który, kuszony intratną propozycją, przeprowadza się wraz z zoną do Nowego Jorku.
Już wiecie, o jakim filmie mowa?
Tak, to 'Adwokat diabła'.
Genialny Al Pacino w roli samego...sami zobaczycie, jeśli jeszcze nie oglądaliście.
Film wzbudza niesamowity dreszcz emocji, a ja jestem raczej wybredna jesli chodzi o filmy.
I to pytanie, jakże świetnie pasujące do obecnych czasów: ile moglibyśmy pświęcić dla kariery? Czy po to, aby 'wygrać', musimy kłamać, a może... uciekać się do jeszcze gorszych środków?
Mnie zastanawia, czy istnieje w ogóle tzw. 'złoty środek'. Czy może być coś 'pomiędzy'? Czy dobro i zło ma jakiegoś pośrednika?
Chyba jednak nie jest tak, że coś jest czarno-białe, mimo, że film ten trochę ten nasz świat właśnie w tych barwach przedstawia. Myślę, że jednak istnieje 'szarość', a nawet różne jej odcienie. W zyciu chodzi o to, aby, próbując wspinać się po drabinie kariery, jednoczesnie nie zatracić samego siebie, własnych wartości. I nie oszukujmy się - wielu z nas jest przecież dobrymi ludźmi, którym zdarzają się chwile zawahania czy też zwyczajne pomyłki.
Po prostu bądźmy sobą i nie przekraczajmy tych norm i zachowań, które by nam samym przeszkadzały w tym bardziej prywatnym życiu.
Tymczasem zachęcam wszystkich tych, którzy jeszcze nie widzieli, do obejrzenia 'Adwokata diabła'.
-----
korolowa
wtorek, 6 listopada 2012
Wybory w USA
Witam wieczorową porą!
Jeszcze wczoraj pisałam o tym, co można robić bez prądu, a tymczasem odcięto mnie aż do tej chwilii od telewizji, telewizora i, co najwazniejsze (!) Internetu.
Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat.
Jak wiecie (lub i nie), dzisiaj w Ameryce odbywają się wybory prezydenckie. Być może juz niedługo dowiemy się, czy Obama ponownie zostanie prezydentem, czy może zastąpi go niejaki Romney o kamiennej twarzy.
Jeżeli by wszystko zebrać do kupy, to ich obietnice są, mniej więcej, 'wyrównane'. Obydwaj chcą dać pracę milionom Amerykanom. Romney pragnie dofinansować uboższe rodziny, aby i ich dzieci uczęszczały do szkół prywatnych. Chce też odwołać reformę ochrony zdrowia uchwaloną z inicjatywy Obamy (tzw. Obamacare), co ma zmniejszyć obciążenie drobnego biznesu kosztami ubezpieczeń pracowników. Romney chce również osiągnąć niezależność dla Ameryki od obcych surowców energetycznych do 2020r.
Znowu kandydat Demokratów, Obama stawia na ekologię i chce inwestować w zieloną energię'. Do 2014 r. chciałby również ściagnąć żołnierzy z wojny z Afganistanu, aby budować 'Nową Amerykę'. Obama chciałby również zmniejszyć podatki mniejszym przedsiębiorstwom, zwiększając je tym samym milionerom czy miliarderom.
Podsumowując, Romney byłby dobrym wyborem dla bogaczy, Obama zaś dla ludzi klasy średniej.
Ja już 'wybrałam' swojego kandydata.
A WY?
----
korolowa
Jeszcze wczoraj pisałam o tym, co można robić bez prądu, a tymczasem odcięto mnie aż do tej chwilii od telewizji, telewizora i, co najwazniejsze (!) Internetu.
Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat.
Jak wiecie (lub i nie), dzisiaj w Ameryce odbywają się wybory prezydenckie. Być może juz niedługo dowiemy się, czy Obama ponownie zostanie prezydentem, czy może zastąpi go niejaki Romney o kamiennej twarzy.
Jeżeli by wszystko zebrać do kupy, to ich obietnice są, mniej więcej, 'wyrównane'. Obydwaj chcą dać pracę milionom Amerykanom. Romney pragnie dofinansować uboższe rodziny, aby i ich dzieci uczęszczały do szkół prywatnych. Chce też odwołać reformę ochrony zdrowia uchwaloną z inicjatywy Obamy (tzw. Obamacare), co ma zmniejszyć obciążenie drobnego biznesu kosztami ubezpieczeń pracowników. Romney chce również osiągnąć niezależność dla Ameryki od obcych surowców energetycznych do 2020r.
Znowu kandydat Demokratów, Obama stawia na ekologię i chce inwestować w zieloną energię'. Do 2014 r. chciałby również ściagnąć żołnierzy z wojny z Afganistanu, aby budować 'Nową Amerykę'. Obama chciałby również zmniejszyć podatki mniejszym przedsiębiorstwom, zwiększając je tym samym milionerom czy miliarderom.
Podsumowując, Romney byłby dobrym wyborem dla bogaczy, Obama zaś dla ludzi klasy średniej.
Ja już 'wybrałam' swojego kandydata.
A WY?
----
korolowa
poniedziałek, 5 listopada 2012
'Pod tą maską jest idea...' Guy Fawkes Day
Fawkes... co Wam mówi to nazwisko?
Pewnie krążą Wam po głowie myśli związane z ogniem, wybuchem, spiskiem...
Otóż Fawkes należał do grupy lokalnych angielskich katolików, którzy zaplanowali w 1605 roku zakończony fiaskiem spisek prochowy. Miał być to zamach na protestanckiego króla Jakuba I.
Niestety nie udało się. Król dowiedział się o spisku, którego przebieg, mimo wiedzy spiskowców o dostarczeniu informacji nt ich spisku królowi, kontynuowano. Ostatecznie wszystko wyszło na jaw i spiskowcy zostali złapani. Sam Fawkes, aby uchronić się od powieszenia i poćwiartowania złamał kark, skacząc z szafotu.
Legenda o nim jest jednak do dziś żywa. Odniesienie do jego osoby znajdziecie w filmie V jak Vendetta, który Wam szczerze rekomenduję.
'Beneath this mask there is more than flesh. Beneath this mask there is an idea, Mr. Creedy, and ideas are bulletproof'
----
korolowa
Pewnie krążą Wam po głowie myśli związane z ogniem, wybuchem, spiskiem...
Otóż Fawkes należał do grupy lokalnych angielskich katolików, którzy zaplanowali w 1605 roku zakończony fiaskiem spisek prochowy. Miał być to zamach na protestanckiego króla Jakuba I.
Niestety nie udało się. Król dowiedział się o spisku, którego przebieg, mimo wiedzy spiskowców o dostarczeniu informacji nt ich spisku królowi, kontynuowano. Ostatecznie wszystko wyszło na jaw i spiskowcy zostali złapani. Sam Fawkes, aby uchronić się od powieszenia i poćwiartowania złamał kark, skacząc z szafotu.
Legenda o nim jest jednak do dziś żywa. Odniesienie do jego osoby znajdziecie w filmie V jak Vendetta, który Wam szczerze rekomenduję.
'Beneath this mask there is more than flesh. Beneath this mask there is an idea, Mr. Creedy, and ideas are bulletproof'
----
korolowa
Huragan Sandy, czyli co zrobilbyście bez prądu?
Według ostatnich wiadomości, szalejący obecnie w Ameryce huragan Sandy zabił jakieś sto osób.
Zabił, nie wspominając o tym, jakiej miary szkody wyrządził. Zburzone domy. Pozrywane linie energetyczne. Brak możliwości dojazdów, brak pracy. Nie ma nawet możliwości wypłaty jakichkolwiek pieniędzy, bowiem i bankomaty nie działają.
Kto szczęśliwszy, może przynajmniej zostać we własnym domu. Co jednak można robić, gdy komputer nie działa i musicie siedzieć przy świeczkach?
Właśnie, świeczki. Można przy nich siedzieć i, na przykład, czytać książki.
Można w końcu nauczyć się gotować. Zrobić coś prostego, np. deser z bananów i pokruszonych kostek czekolady.
Można wreszcie odmalować swój pokój.
Można w końcu usiąść i odpocząć. W tak zaganianym świecie, rzadko znajduje się czas na spokojne rozmowy. Rozmowy z bliskimi, z rodziną. Na spotkanie z przyjaciółmi. Tak po prostu usiąść i porozmawiać o tym, co się ostatnio u Was działo. A może był jakiś temat, na którego poruszenie ciągle brakowało Wam czasu?
Ja na pewno nadrobiłabym zaległości książkowe. Być może napisała piosenkę. Więcej śpiewała.
Zrobiłabym też małe porządki, np. mycie okien, albo poukładałabym coś w szafkach. W końcu miałabym na to wszystko czas.
A WY? Co WY zrobilibyście, pozostając w domu bez elektryczności?
----
korolowa
Zabił, nie wspominając o tym, jakiej miary szkody wyrządził. Zburzone domy. Pozrywane linie energetyczne. Brak możliwości dojazdów, brak pracy. Nie ma nawet możliwości wypłaty jakichkolwiek pieniędzy, bowiem i bankomaty nie działają.
Kto szczęśliwszy, może przynajmniej zostać we własnym domu. Co jednak można robić, gdy komputer nie działa i musicie siedzieć przy świeczkach?
Właśnie, świeczki. Można przy nich siedzieć i, na przykład, czytać książki.
Można w końcu nauczyć się gotować. Zrobić coś prostego, np. deser z bananów i pokruszonych kostek czekolady.
Można wreszcie odmalować swój pokój.
Można w końcu usiąść i odpocząć. W tak zaganianym świecie, rzadko znajduje się czas na spokojne rozmowy. Rozmowy z bliskimi, z rodziną. Na spotkanie z przyjaciółmi. Tak po prostu usiąść i porozmawiać o tym, co się ostatnio u Was działo. A może był jakiś temat, na którego poruszenie ciągle brakowało Wam czasu?
Ja na pewno nadrobiłabym zaległości książkowe. Być może napisała piosenkę. Więcej śpiewała.
Zrobiłabym też małe porządki, np. mycie okien, albo poukładałabym coś w szafkach. W końcu miałabym na to wszystko czas.
A WY? Co WY zrobilibyście, pozostając w domu bez elektryczności?
----
korolowa
niedziela, 4 listopada 2012
Kontrowersje wokół mojego zdjęcia
Witam wszystkich jakże wczesną porą!
Jak się macie? Bo ja czuję się w końcu wyspana/całkiem wyluzowana/po prostu happy, że po 2 tygodniach nieustannych gości, w końcu z A. zostaliśmy sami.
Jeszcze wczoraj zaczęliśmy świętować tenże fakt, popijajac różowe wino oraz zjadając chipsy, nie tylko wczoraj wspomniane paprykowe.
Ale, do rzeczy. Bowiem jeszcze wczoraj zdarzyło się coś, o czym pragnę tutaj napisać.
Na jednej ze stron odwiedzanych przez młodych ludzi (teraz 14-34latków) umieściłam moje 'cmentarne zdjęcia', wybrane z tych, które już wcześniej zamieściłam na blogu.
I, nie, ludzie nie zjedli mnie z powodu mojej głupiej miny na jednym z nich, gdzie szczerzę zęby, wyglądając niczym wampir. Ani nie na tej, gdzie widać nazwisko zmarłego (fakt, to akurat było mało etyczne, ujawniać personalia zmarłej osoby). Ale NIE! Ludzie wyjątkowo zainteresowali się tymże oto zdjęciem:
Dzięki nim dowiedziałam się, jakże niewdziecznie ono wygląda i jakże niemoralne było jego zamieszczanie.
W ciągu godziny spadła na mnie lawina tych jakże przydatnych komentarzy, których jedynie garść jestem w stanie przytoczyć (patrz niżej):
Jestem nienormalna, bo siedzę na ławce. Już od małego wiedziałam, że cos ze mną nie tak ;(
Jak się macie? Bo ja czuję się w końcu wyspana/całkiem wyluzowana/po prostu happy, że po 2 tygodniach nieustannych gości, w końcu z A. zostaliśmy sami.
Jeszcze wczoraj zaczęliśmy świętować tenże fakt, popijajac różowe wino oraz zjadając chipsy, nie tylko wczoraj wspomniane paprykowe.
Ale, do rzeczy. Bowiem jeszcze wczoraj zdarzyło się coś, o czym pragnę tutaj napisać.
Na jednej ze stron odwiedzanych przez młodych ludzi (teraz 14-34latków) umieściłam moje 'cmentarne zdjęcia', wybrane z tych, które już wcześniej zamieściłam na blogu.
I, nie, ludzie nie zjedli mnie z powodu mojej głupiej miny na jednym z nich, gdzie szczerzę zęby, wyglądając niczym wampir. Ani nie na tej, gdzie widać nazwisko zmarłego (fakt, to akurat było mało etyczne, ujawniać personalia zmarłej osoby). Ale NIE! Ludzie wyjątkowo zainteresowali się tymże oto zdjęciem:
Dzięki nim dowiedziałam się, jakże niewdziecznie ono wygląda i jakże niemoralne było jego zamieszczanie.
W ciągu godziny spadła na mnie lawina tych jakże przydatnych komentarzy, których jedynie garść jestem w stanie przytoczyć (patrz niżej):
Bad_Boy_WwY 21 Lat
2012-11-03 06:11
jeszcze może wejdź do środka?
Naprawdę poważnie się nad tym zastanawiałam, panie Niegrzeczny. Podkręciło by to Pana? Mrrr...
Aha, a właściwie, to chyba chodzi o jakieś wejście podziemne,tak?
klus1994 18 Lat
2012-11-03 06:11
nienormalni są wśród nas. poniżenie dla ludzkości
zagubiona_w_bajce__ 16 Lat
2012-11-03 06:11
"CZEGO NIE LUBIĘ : * chamstwa * peridnych
kłamstw * śmiania się z cudzej krzywdy, wyszydzania innych * " <--
kolejne twoje słowa
Podeptałam liście przy grobie? ;( PRZEPRASZAM !!!
Niezły pustak z ciebie
zajebiście się wypowiadasz
Masamune 23 Lat
2012-11-03 11:11
Że robisz zdjęcie półleżąc na ławce obok grobu?
Hm. Sądziłem zawsze, że miejsca spoczynku należy jakoś szanować.
po czym ten Pan później dopisał:
Masamune 23 Lat
Poza tym, że to się nie udało, akurat na nim nie widzę żadnego nieposzanowania zmarłej osoby... po co te dyskusje
Mnie bardziej pod nieposzanowanie zmarłych podchodzą takie sytuacje:
http://demotywatory.pl/3958278/Co-za-idiota-postawil-tu-ten-zielony-znicz
lub sprzedawanie przed cmentarzami hot-dogów, czy zbieranie kasy do puszek.
Na bank takie sytuacje zdarzają się częściej.
Nie chce mi się szukać, ale widziałem wiele profesjonalnych zdjęć zrobionych na cmentarzach, o których mielibyście zupełnie inne zdanie.
2012-11-03 12:11
Kto tu mówi o bluźnieniu? Nie serwuj mi swoich
ciasnych standardów, bo znów - to kiepska linia obrony. Nie sugeruję, że
bluźnisz, bo religia mnie nie obchodzi tak bardzo. Zdjęcie po prostu
może być obraźliwe, z powodu przekazu 'patrzcie, półleżę obok grobu!'.
Dla mnie osobiście jest głupie, gdyż nie ma sensu zupełnie.
Skoro najpierw jest o szanowaniu grobów, to później nie można nagle zmienić zdania. Dzięki czemu dowiaduję się, że zdjęcie jest 'obraźliwe, bo półleżę obok grobu'. Dzięki Masamune, nie doszłabym do tego bez Twojej pomocy.
Ten poniżej przejał mnie jednak do głębi:
Exceptional-__ 16 Lat
Ty masz 24 lata a ja mam 16 .
Zrozumiałabym to zdjęcie, gdybyś była w moim wieku
ale nie rozumiem jak kobieta może wstawiać zdjęcie ze cmentarzu.? My
wszyscy mieliśmy się tym zdjęciem fascynować ? Daruj sobie .
Exceptional-__ 16 Lat
2012-11-03 12:11
Dziewczyno . Zrozumiałabym to zdjęcie, gdybyś była w moim wieku
Jak kobieta może wstawiać zdjęcie na cmentarzu?! Toż to szok, zło nikczemne! Dziękuję Exceptional, dzięki Tobie i Twojemu dojrzałemu podejściu, czuję, że staję się lepsza i więcej rozumiem.
VICCIAA 16 Lat
Zmarłym osobą, jednak należy się szacunek. Trzeba było nago sobie fotke walnąć !
2012-11-03 12:11
Nie chcę być nie miła, jednak sądzę, że to już jest przesada ! Zmarłym osobą, jednak należy się szacunek. Trzeba było nago sobie fotke walnąć !
Trzeba było częściej do słownika zaglądać!
Ale, co do fotki nago, to też ciekawy pomysł. Tylko jakoś czuję w kościach, że w starciu z innymi pięknymi paniami na tym portalu nie mam szans ;( te ich oczy i... inne narządy...
Kiedy już zaczęłam sądzić, że już całe społeczeństwo mnie potępiło i skazało na potrójne dożywocie, znalazł się ktoś, kto napisał... po prostu tak:
Zygi 33 Lat
Z założenia to miało być "zdjęcie artystyczne".
2012-11-03 12:11
Poza tym, że to się nie udało, akurat na nim nie widzę żadnego nieposzanowania zmarłej osoby... po co te dyskusje
Mnie bardziej pod nieposzanowanie zmarłych podchodzą takie sytuacje:
http://demotywatory.pl/3958278/Co-za-idiota-postawil-tu-ten-zielony-znicz
lub sprzedawanie przed cmentarzami hot-dogów, czy zbieranie kasy do puszek.
Na bank takie sytuacje zdarzają się częściej.
Nie chce mi się szukać, ale widziałem wiele profesjonalnych zdjęć zrobionych na cmentarzach, o których mielibyście zupełnie inne zdanie.
Zygi, nie rób mi tego, proszę, nieee! Nie odbieraj mi tytułu wrednej, zimnej suki bez uczuć, tak bardzo o niego walczyłam!
Może jeszcze rozbiorę się dla Ciebie na cmentarzu? Co Ty na to?
Może wtedy, zamiast otworzyć, zamknę innym usta..?. Nie, w to jednak nie uwierzę. Ludzie mówić będą,tak jakby nigdy wcześniej nie widzieli cmentarza. To może fotografie ze zniczami na grobach też zlikwidujmy? W końcu, one na nich stoją, depcząc szacunek świętej pamięci zmarłych.
-----
korolowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)