Polub mnie na FB :)

piątek, 3 lipca 2026

Sok pomarańczowy.

Jeszcze rok temu pomyślałaby: 

nie mogę.


Za gorzkie. 

Zbyt pikantne.

Za kwaśne.


Nie wyjdę.

Chmurzy się.

Pada.

Zbyt wietrznie.


Nie spotkam się z koleżanką w restauracji, bo klimatyzacja dobije już i tak chore zatoki.

Nie pójdę do lasu, bo złapię kleszcza.

Nie zjem ulubionego obiadu, bo mam podejrzenie refluksu.


Znajdowała setki powodów,  a właściwie - wymówek.

Żeby nie wychodzić. Nie jeść tego, co smakuje.

Nie żyć pełnią życia.


Tylko nie zadała sobie najważniejszego: po co mi to wszystko?



To nie ona sterowała swoim życiem. To ON nią sterował.

Tylko, zamiast ku pięknej wyspie, kierował ją w krę.


Oddała się mu całkowicie. Lęk zagnieździł się w jej żyłach. Krtani. Mózgu.

Konsekwentnie zabierał każdy kawałek chęci. Spokoju. Radości.


Choć chwilami wydawało jej się, że ma nad wszystkim kontrolę. Bo przecież wybiera to, co dla niej dobre. Bo zdrowie, bo rozsądek, bo bezpieczeństwo były wtedy ważniejsze.


Wszystko musiało być zaplanowane. Każdy dzień - z góry ustalony. 

I mimo tego złudnego poczucia kontroli, ciągle czuła się jak w mieliźnie. Jakby coś ją paraliżowało i nie chciało puścić. Jakby trzymało niczym więźnia w kajdanach, w najbardziej opuszczonym, chłodnym lochu.


A przecież, przecież znała zupełnie inne życie.

Nie usłane różami. Nie z krainy mlekiem i miodem płynącej.


Ale z całym straganem różnych emocji i doznań.

Z uśmiechem sąsiadki. Pomocną dłonią kolegi.

Z sokiem pomarańczowym. Wędzoną ćwiartką z kurczaka. 

Z wieczorami pełnymi planszówek.

Ze spacerami po lesie, w którym czyhają te okropne kleszcze.

Z weekendami w restauracji, gdzie klima powodowała ból głowy, a śmiech podczas wielogodzinnych rozmów - ból brzucha.

Powoli odzyskiwała swoje życie.

Nie idealne. Nie zawsze przewidywalne.

Ale spontaniczne. Często zabawne i pełne radości.


Radości, która, po długim czasie, zaczęła do niej wracać. 


---
korolowablog





wtorek, 26 maja 2026

Za kilka chwil Twej obecności

Dawno tutaj nie pisałam.

No bo, co znówże mogłabym napisać?

Wiecie - dzieje się u mnie i nic, i wszystko zarazem.

---

W głowie mam też świadomość, że dziś jest "Dzień Matki."

Dla mnie jest to co roku dzień dość trudny.

Nie jestem niczyją matką. Nie mam też już własnej.

Zazdroszczę tym, którzy dalej mogą zadzwonić choćby na chwilę do swojej i powiedzieć "Kocham cię" czy nawet zwykłe "co słychać?"

Niech resztę dopowie nowy wiersz.

Dobrego dnia dla wszystkich Mam - tych doświadczonych, i tych na początku mamowej drogi.


--

I choćbym trzymała w dłoni gwiazd tysiące,

słońce by wyblakło,

księżyc zniknął z nieba —

oddałabym je wszystkie, aby znów tej nocy

pod Twymi stopami zbudziła się ziemia.


I choćbym nagle wszystkie skarby świata

miała zamknięte w najmniejszej kieszeni —

za nic nie oddałabym Ciebie.

Bo każdą rzecz, co złotem się mieni,

za Twój uśmiech, spokój i gesty czułości

oddałabym bez najmniejszego wahania

za kilka chwil Twojej obecności.


---

korolowa



czwartek, 1 stycznia 2026

Noworocznie [nie] postanawiam.

Koniec 2025 i początek 2026 to dla mnie zdecydowanie czas zmian.

Chciałabym napisać, że może nie jakichś wielkich — choć jedna z nich zdecydowanie jest dla mnie totalnie przełomowa. W tym roku otwieram się na siebie i na zdrową równowagę pomiędzy pracą, zdrowiem i spokojem ducha. To rok, w którym nie zamierzam iść na kompromisy, jeśli chodzi o relacje (zwłaszcza z niektórymi) z ludźmi. To dla mnie rok przełomowy mentalnie — czas, w którym wyznaczanie granic to coś więcej niż tylko puste hasło.

Jeśli to prawda, że jaki pierwszy dzień nowego roku, taki cały rok — to naprawdę życzę sobie, aby taki właśnie był. Spokojny. Zrównoważony. Z zadbaniem o pewne sprawy, ale przede wszystkim z przerwami, które są mi potrzebne, wręcz niezbędne. Może w końcu nauczę się NAPRAWDĘ odpoczywać. Zadbać o ciało i głowę. I nie tylko wtedy, gdy już rzeczywiście muszę — bo droga ewakuacji od dawna jest zamknięta.

Oby to był rok, w którym w swoich czterech kątach będę mogła poczuć się jak w NAPRAWDĘ swoim domu. Gdzie karton na podłodze czy niedomyty przez codzienny pośpiech  blat  nie będą świadczyć o mojej wartości.

Chcę też, aby był to rok, w którym lęk przestanie sterować moim życiem. I w którym nie będę tłamsić swoich uczuć i emocji. Gdzie — gdy tylko poczuję taką potrzebę — będę wracać do pisania. Bo kocham to robić i jest to coś, dzięki czemu czuję się lepiej. Bo wiecie — najpiękniejsze rzeczy często powstają wtedy, gdy boli najmocniej.


Roku 2026 — nie wiem, czy wierzyć, że będziesz dla mnie bardziej łaskawy.

Ale wierzę, że ja będę bardziej życzliwa wobec samej siebie.