Polub mnie na FB :)

czwartek, 1 lipca 2021

"Najpierw musimy zadbać o siebie, aby potem móc pomóc innym" - wywiad z psychologiem penitencjarnym @psychologwiezienny

Czym dokładnie zajmuje się psycholog penitencjarny? Jak można nim zostać oraz co jest najtrudniejsze w jego pracy - dzisiaj na kilka pytań odpowiada mi  osoba, która zajmuje się tym na co dzień, na Instagramie znana jako @psychologwiezienny. Serdecznie zapraszam!

Jesteś psychologiem penitencjarnym - pracujesz w zakładzie karnym. Mogłabyś nam nieco bardziej przybliżyć jego rolę - czym się tam zajmujesz, jakie są Twoje codzienne zadania?

Jako psycholog penitencjarny na co dzień zajmuję się prowadzeniem konsultacji psychologicznych dla osadzonych, którzy wymagają wsparcia. Opiniuję nowo przyjętych więźniów pod kątem uzależnień, zaburzeń psychicznych itd. Na podstawie danych zebranych z wywiadu, a także analizy akt osadzonego piszę propozycję skierowania do zakładu zamkniętego, półotwartego lub otwartego. Ważnym zadaniem psychologa penitencjarnego jest także praca z osobami zagrożonymi samobójstwem – tacy osadzeni objęci są wzmożonym wsparciem ze strony psychologów. Prowadzę również sesje Krótkiej Interwencji dla osób uzależnionych od alkoholu i narkotyków.

Jakie należy mieć kwalifikacje i umiejętności, aby otrzymać pracę w więzieniu? Z tego, co czytałam, na każdą taką osobę czeka masa różnego rodzaju testów. To prawda?

Aby zostać psychologiem penitencjarnym, należy ukończyć studia na kierunku psychologia, dodatkowe studia podyplomowe nie są wymagane, jednak na pewno mile widziane - np. studium terapii uzależnień. Można starać się o etat pracownika cywilnego lub funkcjonariusza. Jako funkcjonariusz spełnić trzeba kilka wymogów, m.in. mieć polskie obywatelstwo, nie być osobą karaną. Rekrutacja składa się z kilku etap - wysłania dokumentów, testu wiedzy ogólnej, rozmowy rekrutacyjnej, testów sprawnościowych, psychologicznych oraz komisji lekarskiej. W zależności od danej jednostki rekrutacja trwa od miesiąca do kilku miesięcy. Oferty pracy pojawiają się na stronie sw.gov.pl. Proces wydaje się długi i absorbujący, ale jeśli komuś marzy się praca w kryminale, to na pewno warto.

Jak innych psychologów i lekarzy, Was również obowiązuje tajemnica zawodowa. Na czym polega? Jakich informacji nie możecie wynosić poza mury więzienia?

Tajemnica zawodowa dotyczy zarówno psychologów jak i innych funkcjonariuszy SW. Poza murami więzienia nie możemy rozmawiać o konkretnych osadzonych w sposób, który umożliwiałby ich identyfikację.

Co jest najtrudniejsze w pełnieniu roli psychologa więziennego?

Myślę, że dużym wyzwaniem jest to, aby za więzienną bramą zostawić pewne historie i sytuacje - nie zabierać ich ze sobą do domu. Na pewno wyzwaniem jest też sama praca z pacjentami, którzy bywają niebezpieczni, wulgarni, nieprzewidywalni. Zdarzają się groźby i wyzwiska pod kątem funkcjonariuszy, w tym także psychologów. Potrzeba tu dużo dystansu, aby nie brać wszystkiego do siebie.

Co daje Ci motywację do pracy?

Motywują mnie osadzeni, którzy przychodzą podziękować za wsparcie, które otrzymali. Nieraz mówią, że w miejscu, w którym nikt nie chce ich wysłuchać, psycholog to dla nich jedyna osoba godna zaufania, która podtrzymuje ich na duchu w tym trudnym dla nich czasie.

W jaki sposób radzisz sobie z poczuciem wypalenia lub bezsilności? Co robisz, aby zadbać o siebie?

Myślę, że bardzo ważne jest to, aby mieć odskocznie po pracy – może to być np. sport, taniec czy inne zajęcie. Poza tym terapia własna i superwizja, która myślę, że powinna być obowiązkowym elementem pracy każdego psychologa. Przede wszystkim najpierw musimy zadbać o siebie, aby potem móc pomagać innym.

Jakiej rady udzieliłabyś osobie, która stara się o posadę psychologa penitencjarnego? Czego może się spodziewać, jakich jej aspektów powinna być świadoma?

Praca psychologa więziennego na pewno nie należy do najłatwiejszych. Trzeba być przygotowanym na różne wyzwania, trudne przypadki, interwencje kryzysowe, nadgodziny… Ale to także praca, która może dawać dużo satysfakcji. Na pewno nie ma tu miejsca na nudę i monotonię. Nie brakuje nowych doświadczeń, ciekawych przypadków. Myślę, że wiele można się w tej pracy nauczyć zarówno o innych jak i o samym sobie.

Dziękuję za rozmowę.


---

korolowa


Instagram: @psychologwiezienny


FB: Korolowa | Facebook Instagram: @korolowablog


wtorek, 15 czerwca 2021

Czy Polacy chętnie korzystają z usług psychologa? Jak wybrać odpowiedniego terapeutę? - rozmowa z psycholog Natalią Szarapow.

Dyplomowany psycholog, doświadczony trener oraz szkoleniowiec.

O specyfice jej pracy, sposobach radzenia sobie z emocjami, wyborze odpowiedniego terapeuty oraz plusach i minusach konsultacji online - przeczytacie już dziś, w niniejszym wywiadzie.

Serdecznie zapraszam!

Dlaczego zostałaś psychologiem?

Nie mogę powiedzieć, że był to wcześniej zaplanowany wybór. W szkole średniej uzyskałam wykształcenie techniczne (informatyka ze specjalnością aplikacje internetowe). W klasie maturalnej stwierdziłam, że nie jest to kierunek w którym chciałabym się dalej rozwijać. Podczas wizyty w osiedlowej bibliotece zaciekawiła mnie książka z zakresu psychologii. Nigdy wcześniej nie interesowałam się tą dziedziną nauki. Po jej przeczytaniu wróciłam i wypożyczyłam kolejną pozycję. A potem następną i następną. 


Zaaplikowałam na studia z psychologii nie mając jednoznacznego przekonania, co chciałabym robić zawodowo po ich ukończeniu. W trakcie studiów utwierdziłam się, że psychologia to fascynująca nauka. Odkryłam też w jak wielu dziedzinach życia można z niej korzystać. Z perspektywy czasu uważam, że ten trochę przypadkowy wybór kierunku kształcenia był właściwy. Od ukończenia studiów minęło sporo czasu, a ja wciąż nie straciłam w sobie tej ciekawości i pasji sprzed blisko 15 lat. 


Podobno każdy student psychologii w czasie trwania studiów przechodzi własną terapię. Czy rzeczywiście tak jest i jeśli tak, to dlaczego jest to tak istotne?

Absolwent psychologii może wybrać wiele ścieżek zawodowych – np. pracować z dziećmi, z dorosłymi, w szpitalu, w działach HR, w biznesie, w organizacjach pozarządowych czy prowadzić szkolenia. Podczas studiów nie ma wymogu ukończenia własnej terapii. 


Sytuacja jest nieco inna jeśli psycholog wiąże swoją przyszłość z zawodem psychoterapeuty. W trakcie całościowego, kilkuletniego kursu przygotowującego do tej pracy zaplanowany jest czas na doświadczenie własne. Szkoły różnią się pod względem wymagań co do jego formy. Może być to np. indywidualna psychoterapia, trening intrapsychiczny czy udział w grupie psychodramatycznej. 


To ważne, żeby mieć za sobą takie doświadczenie. Poznanie siebie, świadomość osobistych rezerw, przepracowanie własnych bolesnych doświadczeń jest bardzo ważne w perspektywie późniejszej terapeutycznej pracy z drugim człowiekiem. 


Specjalizujesz się m.in w psychologii penitencjarnej. Mogłabyś nam przybliżyć ten obszar Twojej ścieżki zawodowej - co to jest oraz czym się konkretnie zajmujesz?

Psychologia penitencjarna zajmuje się m.in. wpływem przymusowej izolacji na psychikę. W praktyce, tą dziedziną zajmują się psychologowie więzienni.


Na co dzień pracuje z osobami narażonymi na silne emocje i stres zawodowy.  Jestem psychologiem w areszcie śledczym z oddziałem karnym typu zamkniętego dla mężczyzn. Obejmuje też kompleksowym wsparciem i pomocą psychologiczną pracowników firm i korporacji. Prowadzę szkolenia nastawione na efektywne zarządzanie zespołem i zapobieganie wypaleniu zawodowemu.


Specjalizuję się w pomocy i terapii psychologicznej osób zmagających się ze stresem, trudnościami adaptacyjnymi, przewlekłymi przeciążeniami natury emocjonalnej oraz interwencjach w sytuacjach kryzysowych. 


Gdy pogarsza nam się wzrok, udajemy się do okulisty. Słuch - laryngologa. Problemy z sercem - idziemy do kardiologa. Z psychiką - wynikałoby z tego - do psychiatry lub psychologa. Czy aby na pewno tak jest? Polacy chętnie zapisują się na wizyty, czy niekoniecznie? I z czego to wynika?

Doceniam, że w przestrzeni publicznej naturalizuje się temat zdrowia psychicznego, które jest tak samo ważne jak zdrowie fizyczne. Dzięki temu, otwartość społeczna na korzystanie z pomocy psychologicznej i psychoterapii jest coraz większa.


To budujące, że coraz więcej osób daje sobie szansę na podniesienie jakości życia. Obserwuje rosnącą świadomość faktu, że wizyta u psychologa, psychoterapeuty czy psychiatry nie jest czymś czego należałoby się wstydzić. To przecież wyraz troski o swoje zdrowie, podobnie jak konsultacja ze wspomnianymi przez Ciebie specjalistami.


Z doświadczenia pracy gabinetowej mogę powiedzieć, że czasem blokujący może być strach przed oceną lub niepokój, że jeśli korzystam z takiej formy pomocy to znaczy, że „coś jest ze mną nie w porządku”. Pierwsza konsultacja służy również rozwianiu tego typu obaw.


Czy w czasie pandemii obserwujesz wzrost liczby osób zainteresowanych pomocą psychologiczną ? Jak ten okres wpłynął na ludzi?


Na podstawie własnej praktyki – zauważam wzrost zapotrzebowania. W moim odczuciu, pandemia i związana z nią izolacja społeczna nasiliła częstotliwość korzystania z pomocy psychologicznej. 


To naturalne, że sytuacja z którą mierzymy się już od ponad roku wyczerpuje nasze zasoby. Korzystając z dorobku wspomnianej psychologii penitencjarnej – izolacja może powodować nasilenie trudnych emocji i objawów takich jak wstrząs psychiczny spowodowany wyrwaniem z dotychczasowego "kontekstu" życiowego, dystresy związane z nową sytuacją, wewnętrzne konflikty,  bezradność, narastanie agresji i frustracji. Odczuwać można poczucie krzywdy, a nawet wykształcić poczucie obcości w stosunku do świata zewnętrznego. 


Od kilku lat obejmuje pomocą psychologiczną pracowników firm i korporacji. Taka forma benefitu pozapłacowego była obecna już przed pandemią. Sytuacja na świecie sprawiła jednak, że coraz więcej pracodawców zapewnia pracownikom możliwość korzystania z usług psychologicznych w ramach firmowego pakietu zdrowotnego. Zauważyłam też większą potrzebę psychoedukacji oraz szkoleń z profilaktyki zdrowia i wypalenia zawodowego. 


Wydaje mi się, że jeśli mielibyśmy mówić o pozytywnych skutkach pandemii to zwrócenie uwagi na profilaktykę zdrowia psychicznego byłby jednym z nich.


Prowadzisz konsultacje online - czy taka forma może nam zastąpić spotkania twarzą w twarz? Czy wynikają z tego jakieś ograniczenia, czy może wręcz odwrotnie - jakie widzisz tutaj korzyści pozaekonomiczne?


Przed pandemią, pracowałam jedynie w formie stacjonarnej, w tradycyjnym gabinecie. O terapii online w trakcie moich studiów mówiono jak o zbliżającym “trendzie zachodnim”. Na zajęciach dyskutowaliśmy, czy taka forma rozmów jest w ogóle możliwa do realizacji, bo nie było wtedy wielu badań dotyczących ich skuteczności. Dzisiaj zauważam jak na przestrzeni ostatniej dekady wiele się zmieniło. 


Jak każda forma wsparcia, pomoc psychologiczna i psychoterapia online ma swoje korzyści i ograniczenia. Obecnie dostępne badania i metaanalizy wskazują, że psychoterapia online może przynosić efekty nie mniejsze niż ta prowadzona w tradycyjny sposób. Sojusz terapeutyczny również może być tak samo wartościowy. 


Należy wspomnieć o tym jak wirtualna forma spotkań zwiększyła dostępność pomocy psychologicznej. Możemy ją otrzymać z prawie każdego miejsca na ziemi. Ze wsparcia można skorzystać z dowolnej bezpiecznej i komfortowej dla nas przestrzeni. Pacjenci mówią o czasie zaoszczędzonym na dojazdach czy braku konieczności oczekiwania na rozmowę w publicznej poczekalni. 


Z perspektywy psychologa, uważam, że jest to forma pracy, której trzeba się nauczyć. Wykorzystywać jej korzyści, ale i być wrażliwym na pewne ograniczenia. Nieco inaczej buduje się relację terapeutyczną. Osobiście uważam, że zadbać należy szczególnie o kwestie związane z poufnością rozmów. 


Doświadczenie pokazuje, że konsultacje i terapia online są skuteczne i przynoszą realne wsparcie o wysokim poziomie dostępności. Nie będzie to jednak najlepsza forma we wszystkich przypadkach – sytuacje ostre, nagłe, zagrażające zdrowiu czy życiu to okoliczności w których rekomendowałabym (w miarę możliwości) tradycyjna formę konsultacji.

 

Uważam, że pomoc psychologiczna i psychoterapia online stawia przed pacjentem i terapeutą pewne nowe wyzwania, ale mimo to może być tak samo satysfakcjonującą formą pracy i niesienia pomocy jak tradycyjne, stacjonarne spotkania.


Jest tyle różnych nurtów terapii. Jak wybrać ten odpowiedni dla siebie?


Warto przed wybraniem swojego nurtu poszukać informacji na jego temat w rzetelnych źródłach. Zastanowić się, który wydaje się najbliższy nam, naszej wrażliwości i sposobowi patrzenia na świat. Być może, któreś podejście nas zaciekawi, a inne od razu wyda nam się “nie nasze”.


Oprócz nurtu, warto zweryfikować informacje dotyczące psychoterapeuty (jego wykształcenie, ukończone studia, szkolenia, w czym się specjalizuje, gdzie zdobywał doświadczenie, czy poddaje swoją pracę profesjonalnej superwizji). Pierwsza konsultacja może służyć również temu, żeby o to dopytać. Osoba szukająca wsparcia ma do tego pełne prawo. Specjalista powinien udzielić wszelkich informacji dotyczących jego przygotowania zawodowego. 


Z większości badań wynika, że skuteczność terapii nie zależy w dużej mierze od nurtu. Tym, co łączy wszystkie modalności, jest relacja terapeutyczna, która w istotnym stopniu warunkuje efektywność psychoterapii. Jest to pewien rodzaj unikatowej więzi, która ma się wytworzyć pomiędzy pacjentem a terapeutą. 


Dobrą relację terapeutyczną można rozpoznać po odczuciach w trakcie rozmowy. Na ile bezpiecznie i komfortowo jest w tym kontakcie. Czy można swobodnie opowiedzieć o swoich osobistych sprawach i trudnych doświadczeniach. Ważne jest poczucie, że zostanie się wysłuchanym, ale nieocenionym. W mojej opinii, wybierając terapeutę warto zaufać tego typu wrażeniom podczas pierwszych konsultacji.


Każda taka sesja terapeutyczna wydaje się być emocjonalną mieszanką wybuchową. Jak radzisz sobie po takim spotkaniu po zakończonej pracy? Potrzebujesz wyciszenia, zatapiasz w swoim świecie i “przeżuwasz” to, co usłyszałaś, czy może odwrotnie? Masz na to jakiś sposób?


Każdy zawód może nieść za sobą pewne przeciążenia. Praca z drugim człowiekiem wymaga dużego skupienia i koncentracji uwagi. Z tego powodu dbam o balans pomiędzy życiem osobistym i pracą. Systematycznie podnoszę swoje kompetencje poprzez udział w specjalistycznych szkoleniach. Swoją pracę poddaje regularnej superwizji. To cenne narzędzia, które wspierają psychologa w aspekcie zawodowym. 


Prywatnie - jestem zwolennikiem dbałości o podstawy. Troszczę się o sen, odpoczynek i uważnie definiuje swoje granice. Moją pasją są sporty siłowe - regularne treningi pozwalają mi wzmacniać swoją odporność, odreagować napięcia i wyciszyć po intensywnym dniu pracy.


Najtrudniejszy przypadek w Twojej karierze zawodowej - z czym musiałaś się zmierzyć? Czy możesz nam zdradzić coś na ten temat, czy to już przekracza granice tajemnicy zawodowej?


To naturalne, że takie aspekty pracy psychologa mogą budzić ciekawość. Na drodze zawodowej spotkałam unikatowe, zastanawiające, a czasem zaskakujące mnie osoby. Nie mam jednak w pamięci przypadków, a raczej myśl, że za każdym razem w fotelu naprzeciwko siedział człowiek, który opowiedział mi swoją osobistą historię. Obdarzył kredytem zaufania wierząc, że jej treść nie wyjdzie poza ściany gabinetu. Z tego powodu nie chciałabym opisywać tutaj konkretnych sytuacji. 


Oczywiście, jak w każdym zawodzie napotyka się na trudności. Z tego powodu psycholodzy, psychoterapeuci czy zespoły terapeutyczne korzystają z narzędzia, którym jest superwizja. Są to regularne spotkania z drugim psychoterapeutą (superwizorem), posiadającym kompetencje i kwalifikacje w tym zakresie. 


Superwizja to przestrzeń do rozwijania swojego warsztatu umiejętności, weryfikowania użytych technik terapeutycznych, omówienia zastosowanych podczas sesji interwencji. Ma ona wiele funkcji, a jedną z nich jest właśnie konsultowanie (z zachowaniem zasad anonimowości) swoich wątpliwości czy trudności w pracy z konkretnym pacjentem. Daje to gwarancję, że otrzyma on właściwe i profesjonalne  wsparcie oraz  pomoc.


Każdy z nas jest inny i wymaga indywidualnego ukierunkowania. Czy jednak, na podstawie doświadczeń, mogłabyś wskazać kilka uniwersalnych sposobów na poratowanie swojego zdrowia psychicznego i poprawę samopoczucia?


Warto zacząć od podstawowej profilaktyki zdrowia psychicznego i fizycznego. Dbać o higienę życia i zdrowe relacje z innymi. Wysypiać się, nie zapominać o odpoczynku. Racjonalnie się odżywiać i neutralizować emocje poprzez aktywność fizyczną. Nauczyć się czasem odpuszczać. Szukać swojego własnego sposobu na konstruktywne rozładowanie napięcia emocjonalnego.

 

Daniel J. Siegel i David Rock w koncepcji nazwanej Zdrowym Półmiskiem Umysłowym wymienili siedem podstawowych aktywności, które powinniśmy praktykować w naszym życiu. Każda z nich jest potrzebna dla utrzymania równowagi i dobrostanu – psychicznego i fizycznego. Więcej o tym, na co warto zwrócić uwagę, opisałam tutaj

 

Zaletą metody Zdrowego Półmiska Emocjonalnego jest jej uniwersalność. Dość łatwo można ją wdrożyć w codziennym życiu. Zastosowana w kryzysie emocjonalnym pomaga zaadaptować się szybciej oraz poprawić ogólne funkcjonowanie. 

 

Jeśli jednak mamy poczucie, że pomimo dbania o higienę życia jest nam źle, czas mija, a nam jest na coraz ciężej radzić sobie z codziennymi sprawami, zauważamy u siebie niepokojące objawy - zachęcam aby bez obaw korzystać z profesjonalnego wsparcia - psychologa, psychoterapeuty czy lekarza psychiatry. To właściwie przygotowane osoby, które pomogą wybrać skuteczną i najlepszą  dla nas formę pomocy. 


Dziękuję za rozmowę.


Dziękuję!


---

strona Natalii:

Siła spokoju - (nataliaszarapow.pl)


Instagram: @natalia.szarapow



FB: Korolowa | Facebook

Instagram: @korolowablog

---
korolowa

środa, 9 czerwca 2021

Emocjonalne domino - krótka recenzja filmu "Ojciec" Floriana Zellera.

Spośród seriali oraz filmów obejrzanych przeze mnie na przestrzeni mniej więcej roku, mogłabym wyróżnić zaledwie kilka pozycji:  dokument "My Friend Octopus" P. Ehrlich i J. Reeda, niedościgniony w kwestii thrillerów psychologicznych "Broadchurch" C. Chibnaila ("Mare of Eastown" i |Undoing" się nawet, imho, nie umywają) , przecudowny i sentymentalny "Ania, nie Anna" oraz "The Father" F. Zellera.

I właśnie o tym ostatnim chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć.

Tytułowy ojciec to starszy pan, który zaczyna odczuwać skutki upływającego czasu. Nie rozpoznaje już własnej córki, myląc ją z inną osobą. Choroba mocno miesza mu w głowie -  plączą mu się fakty, osoby, wydarzenia, a nawet miejsca, w których przebywa. Widać, że czuje się zagubiony. Ten cały mętlik i dezorientacja powodują u niego narastającą, wewnętrzną frustrację. Napięcie, które rodzi się pomiędzy nim a innymi osobami oraz brak merytorycznego dialogu, doprowadzają do wielu nieporozumień, kłótni, a czasem nawet ogromnych awantur i wybuchów gniewu. 

Film ten pięknie pokazuje przede wszystkim problem wzajemnego zrozumienia i kontroli nad własnymi emocjami. A. Hopkins wspaniale odtworzył rolę ojca, który chce móc robić więcej niż jest w stanie obecnie udźwignąć. Który chce pamiętać, ale zapomina. Który chce być szanowanym i podziwianym - choć nawet nie wie, co się wokół niego dzieje. Który z jednej strony chce dalej czuć, że posiada kontrolę nad swoim życiem - choć już od jakiegoś czasu to właśnie jego trzeba kontrolować.

Kolejnym ważnym aspektem tego dzieła jest relacja mężczyzny z córką (graną przez O. Colman, która,  notabene, odtwarza jedną z ważniejszych postaci w  "Broadchurch"). Niemal nieustannie próbuje on pokazać swoją "władzę" nad nią - że jest mądrzejszy, zabawniejszy, bardziej pewny siebie. Zapomina jednocześnie o jeszcze jednej, niezwykle istotnej rzeczy - że teraz nie ona od niego, lecz on od niej, będzie coraz bardziej zależny.

Film ten, choć horrorem nie jest, miejscami przyprawia wręcz o gęsią skórkę. Dlaczego? 

Ponieważ traktuje o relacjach, które wydarzają się tu i teraz, w tej chwili. W Polsce, Norwegii, Kanadzie, Australii czy Azji. Te problemy dotykają każdego. I często stanowią temat tabu.

Bo trudno jest o tym mówić.

Bo często nie wyobrażamy sobie powiedzieć choćby złego słowa (d)o naszych najbliższych. Zwłaszcza tych, którzy zawsze zapewniali nam wikt i opierunek.

I choć celem filmu było zapewne - przede wszystkim - ukazać świat z perspektywy starszego człowieka i jego zmagań z rzeczywistością, nie sposób pominąć kwestię relacji, które nas kształtują. Relacji rodzic- dziecko. Sposób, w jaki byliśmy wychowywani i jakie mieliśmy relacje ze swoimi rodzicami, w ogromnym stopniu wpływa na to, jakimi później stajemy się ludźmi. Czy gdyby tytułowy ojciec był bardziej (słownie) powściągliwy  w stosunku do swojej córki, czy gdyby kiedyś jej nie zdominował - czy byłaby teraz taka wycofana? Czy może bardziej starałaby się pracować nad ich wspólną więzią, zamiast szukać kolejnych opiekunek?

I to właśnie stanowi niezwykłą wartość filmu - ta mnogość pytań bez jednoznacznych odpowiedzi. Interpretacje zależne od własnych doświadczeń. Emocje, których jest wręcz cała paleta - a które, jak sam obraz pokazuje - potrafią nami sterować niczym marionetkami. Tylko jak się nie wzruszać, nie płakać, nie kochać i nie cierpieć, gdy nieustannie wpływamy na siebie nawzajem, tworząc ciąg niekończącego się, emocjonalnego domina?

--

korolowa


środa, 26 maja 2021

Szukałam Cię.

Szukałam Cię.


W każdej książce, którą zostawiłaś na półce.

Firance, którą wieszałyśmy razem, choć wtedy miałaś ochotę wyrwać mi ją z rąk.

Swetrze, który czeka na Ciebie, aż wrócisz.

Tylko, że nie wracasz.

Szukałam Cię w swojej pasji.

W cierpliwym i jednocześnie zapalczywym sercu.

W dłoniach małych jak dziecko i w lekko przymkniętych ustach.

Wiesz, coraz częściej mówią, że uśmiecham się "tak jak ona."

To największy komplement jaki mogę otrzymać.

Usłyszeć, że jestem podobna do Ciebie.

I choć mówią, że ideały nie istnieją, dla mnie - Ty właśnie nim byłaś.

Niebo postanowiło jednak zagrać z nami w ciuciubabkę i schowało Twoje piękno za lazurowymi chmurami.

Wtapiając nań swój wzrok, wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: "Za którą jesteś właśnie Ty?"


Szukając Cię, błądziłam.

Szłam na oślep, niczym ćma miotająca się przy jaskrawej lampce.

Nie widziałam Cię już tak długo.

I pewnie bym już nie odnalazła...


Aż zobaczyłam.

Byłaś tam. 


W cierpliwych i  pełnych pasji oczach.

Przygryzionych wargach.

Stłumionym uśmiechu.

Otwartym i niespokojnym sercu.


Widziałam Cię.

W końcu.

Tak bardzo wyraźnie.


I wszystko stało się prostsze i jaśniejsze.

Nie musiałam już dłużej szukać.

Czekać, płacząc z tęsknoty.


Widziałam Cię

Znów.

W końcu.

I tak zwyczajnie.


We mnie.



---

korolowa

niedziela, 9 maja 2021

Czasami dobrze jest umrzeć.

Już drugi raz próbuję spisać to, co siedzi w mojej głowie.
A siedzi w niej...dużo myśli. Przemyśleń wokół tego, co się przez ten cały rok zmieniło.
A nie da się ukryć - zmieniło się wiele.

Gdy wracam więc wspomnieniami do zeszłego roku, widzę zlęknioną dziewczynę. Trochę pogubioną i przytłoczoną tym, co się wokół niej dzieje. 
Z drugiej strony - szczęśliwą, bo pojawił się ktoś, kto ją docenił.
I zaczął pokazywać, że jej zdanie też jest coś warte.
Że ona jest czegoś warta.

Zaczęła przesuwać granice, które wcześniej sama sobie stawiała.
I te, które stawiali jej inni.

Zrozumiała, jak wielką moc mają nie tylko słowa, ale i odpowiednie podejście.
Nauczyła się odróżniać swoje priorytety od potrzeb innych.
Zaczęła być bardziej asertywna i rozwijała tę umiejętność na wielu frontach.
Przyjrzała się bliżej swoim prawdziwym potrzebom i zaczęła dostosowywać je do swojego trybu życia, zamiast - jak  to często natenczas bywało - do oczekiwań ludzi wokół.


***
Mimo pandemii, muszę z czystym sumieniem stwierdzić - był to dla mnie całkiem dobry rok.
Wyremontowałam - z pomocą A. (a właściwie to ja pomagałam A.) pokój, który od lat wołał o pomstę do nieba. Zapisałam się na prawo jazdy, przed którym się tak zawsze opierałam, zamiast w końcu spróbować (choć prawdopodobnie wcześniej nie czułabym się na siłach). Wystartowałam z serią wywiadów, które - z tego, co mi mówicie bądź piszecie -  Wam się podobają. Zaczęłam poważniej myśleć o swojej przyszłości i  brać życie w swoje ręce. Próbować. I przede wszystkim -  dalej jestem z osobą, która nie stoi w miejscu i  nieustannie przez to napędza mój pociąg, pchając go do przodu.

I dzięki tej osobie, a także innym dobrym i mądrym ludziom, których znam zarówno z sieci jak i poza nią - wierzę, nareszcie wierzę, że mam tę moc.

***
Na te - jakże symboliczne - 33-cie urodziny - czuję jakbym zmartwychwstała.
Czasami dobrze jest umrzeć, aby móc znów narodzić się na nowo.

                                                                                ---

korolowa

środa, 5 maja 2021

"Nie było czasu na zwątpienie" - o sile rodzinnej miłości mimo trudów życia: rozmową z Agnieszką Kreft-Ignaś.

Pełna pasji i zaangażowania nauczycielka. 

Żona. 

Mądra i niezwykle sympatyczna kobieta.

Ale, przede wszystkim - Matka.

Z czym zmaga się na co dzień i co daje jej siłę, aby przetrwać -przeczytacie już w dzisiejszym wywiadzie. I żeby nie było, że nie uprzedzałam - przygotujcie chusteczki. Tonę chusteczek. Bo to naprawdę cudowna osoba, a jej historia jest niezwykle wzruszająca. Poznajcie zatem Agnieszkę i jej rodzinę. Serdecznie zapraszam!

Dzień dobry, Agnieszko. Powiedz nam, jak długo zajmujesz się już nauczaniem?

17 lat 😊

Od ponad roku, z niewielkimi przerwami, funkcjonuje nauczanie zdalne. Jak Twoi uczniowie reagują na tę zmianę? Czy taka nauka  im odpowiada?

Wszystko jest kwestią bardzo indywidualną. Są dzieci, którym nauczanie zdalne nie odpowiada, gubią się w wirtualnej rzeczywistości. Są jednak i tacy uczniowie, którzy podczas „zdalnego” pokazali się z jak najlepszej strony. Bardzo często wśród gwaru klasowego nie potrafili się odnaleźć, teraz rozkwitli. Zabierają głos, są aktywni, poczuli, że też mają coś do powiedzenia. 

Co sądzisz o powrocie do szkół pod koniec maja w kontekście spekulacji na temat nowej fali związanej z pandemią koronawirusa?

Nie jestem wirusologiem ani epidemiologiem. Pewnie, że obserwuję tendencję panującej pandemii. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, czy ta decyzja o powrocie jest dobra. Oczywiście – pozostaje obawa, czy znowu nie będzie przyrostu zachorowań, a z drugiej strony chcemy się ze sobą już zobaczyć w normalnej rzeczywistości. 

Jak sądzisz, jakie będą skutki tak długofalowej nauki zdalnej? 

Myślę, że obecnie demonizuje się nieco owe skutki. Obserwuję na lekcjach zdalnych dużą aktywność u większości  uczniów. Wiem też doskonale, że zaległości będą. W nauczaniu zdalnym często brakuje obserwowania reakcji uczniów na omawiany materiał. To niebywała trudność dla nauczyciela, ponieważ nie może na bieżąco analizować stopnia przyswojenia wiedzy przez uczniów. Skutki długofalowe? Mam wrażenie, że nasza edukacja musi tak czy siak w końcu się jakoś przestawić.. Myśleć w tej chwili o potrzebach uczniów, nauczycieli, o relacjach, a system jest, niestety, nieprzystający do realiów. To, czy uniesiemy na swoich barkach skutki nauki zdalnej, zależy od tego, czy będziemy umieli patrzeć szerzej. Nadrabianie zaległości? Jaką miarą mamy to zmierzyć? Ocenami, diagnozami? Jeśli tak, to zgubimy to, co najważniejsze – człowieka. 

Choć obecna sytuacja jest trudna dla wielu z nas, Ciebie życie przestało oszczędzać dużo wcześniej. Twoi dwaj synowie  mierzą się z niezwykle rzadko spotykaną chorobą - deficytem kinazy glicerolowej. Czy mogłabyś nam nieco o niej opowiedzieć i przybliżyć historię Jasia oraz jego brata? 

Choroba jest ultrarzadka. Wymaga stosowania rygorystycznej diety niskotłuszczowej. Ciągłego monitorowania poziomu lipidów, witamin. Wiąże się to z hospitalizacjami, badaniami, wizytami u lekarzy. Dzieci wymagają regularnych posiłków, wysokokalorycznych. Dłuższa przerwa w  jedzeniu może doprowadzić do dekompensacji organizmu, a tym samym zapaści. Nasza historia dowodzi, że choroby rzadkie są…częste. Choroba zostanie z chłopcami do końca życia. Obecnie to my uczymy ich, jak sobie z nią radzić, by kiedyś potrafili to robić sami.

Jeśli chodzi o Jasia - choć na zdjęciach wygląda na niesamowicie pogodne i szczęśliwie dziecko - z tego, co mi wiadomo, jego życie dotknęło najmocniej. Z czym jeszcze musieliście się wspólnie zmagać? I jak to wpłynęło na życie rodzinne?

Jaś, oprócz wyżej wspomnianego schorzenia, zmaga się z wieloma innymi problemami. Jest wcześniakiem. Po jego narodzinach nie było wielkiej radości z nowego życia, a jedynie obawa, czy uda się to życie utrzymać. Wygrał. Wyszedł z tego obronną ręką, choć do dziś mierzy się z wieloma konsekwencjami trudnego startu. Jaś jest faktycznie niesamowicie radosnym dzieckiem. Cieszy go napotkana biedronka, deszcz, słońce… Wszystko. 

Jak to wpłynęło na nasze życie? W tej chwili życie całej rodziny podporządkowane jest pod rehabilitację Jasia, terapie, wizyty u lekarzy. Planujemy wszystko dokładnie. Jest zatem kalendarz z zapiskami, podział obowiązków, wymienianie się w różnych miejscach, czasem w biegu.

Jak  wygląda Twój typowy dzień? O której musisz wstać, aby móc ogarnąć wszystkie sprawy - swoje i dzieci -  oraz co musisz zazwyczaj zrobić przed i po powrocie z pracy? Czy masz w ogóle czas dla siebie?

Wstajemy normalnie, przed 6. Ważne jest dla dzieci, by jadły regularnie, zatem śniadanie, musi być kaloryczne. Przedszkole, szkoła, praca. Po pracy w biegu po Jasia, bo trzeba mu dać obiad w domu, zanim pójdziemy na rehabilitację. Po zajęciach – do domu. Później jest czas dla dzieci. A później…dnia brakuje. Trzeba się jeszcze przygotować do pracy, ogarnąć dom, zakupy itd. Przeważnie czas jest dla nas towarem deficytowym. Mamy go mało. Bardzo mało.  Za mało. 

Czy często miewałaś chwile zwątpienia i bezradności? Co Ci wtedy pomagało? 

Nie, nie często. Może na początku. Było to raczej chwilowe, coś na kształt „Jak my to udźwigniemy?”. Później nie było czasu na zwątpienie i tak już zostało. Potrzebny był czas i podniesienie się. Potrzebny był taki zimny prysznic, by zrozumieć, że życie mogło dokopać bardziej, więc i tak mamy szczęście. W gruncie rzeczy jesteśmy bardzo szczęśliwi. Nauczyliśmy się „być”, przewartościowaliśmy swoje życie, zmieniliśmy priorytety. 

Co mi pomogło się „podnieść”? Motywacja. Rozmowy z bliskimi mi ludźmi. Poznanie środowiska osób niepełnosprawnych, rodziców dzieci niepełnosprawnych, którzy pomogli mi w wielu praktycznych zagadnieniach. 

Na swoich barkach dźwigasz ogrom odpowiedzialności. Skąd odnajdujesz w sobie tyle siły na to wszystko?

Czasami wydaje mi się, że ja tych sił nie mam. To trochę tak, jakbym była świetną aktorką. Wszyscy wokół  powtarzają, że jestem silna, a ja… tak wcale nie czuję. Motorem dla mnie są moje dzieci, moja rodzina. Wsparciem – mąż. Tolkien napisał kiedyś „Jeżeli żyjąc lub ginąc zdołam cię ocalić – zrobię to”. Ten cytat idealnie wpasowuje się w to, co czuję, co myślę w moim obecnym „tu i teraz”. 


Czy można jakoś wspomóc Was , a szczególności Jasia i jego brata?

Potrzeb jest mnóstwo. Rehabilitacja, terapie, leki, badania, wizyty, ortezy, okulary, bardzo kosztowna dieta, zbliżająca się operacja Jasia w prywatnej klinice… Po prostu mnóstwo. Nie zakładamy zbiórek, zrzutek. Dlaczego? Chciałabym móc zapewnić moim dzieciom wszystko sama z mężem. To nasze dzieci, to my ponosimy za nie odpowiedzialność. Pracujemy. Mogłabym co prawda przejść na świadczenie pielęgnacyjne na Jasia, ale praca jest dla mnie zdrową odskocznią. W niej się realizuję. Poza tym praca sprawia, że nie muszę prosić co chwilę o pomoc na wszystko. Zbieramy 1 %. Czasem ktoś od serca ot tak wpłaci darowiznę na subkonto chłopaków w Fundacji Złotowianka. Te fundusze pomagają nam „przetrwać”. Tak, „przetrwać”, bo życie z niepełnosprawnym dzieckiem jest w naszym kraju bardzo trudne. 


Czego można Ci życzyć?

Siły. 

Dziękuję za rozmowę.


---
korolowa


Agnieszka to naprawdę niezwykle dzielna i wspaniała osoba (znam ją osobiście - razem pracowałyśmy niegdyś w jednej szkole), starająca się zapewnić swoim synom jak najlepsze warunki życia.

Jeśli jednak ktoś miałby ochotę dodatkowo wspomóc jej rodzinę, przekazując swój 1% podatku, poniżej podaję dane:

Cel szczegółowy Jan i Michał Ignaś I/51

KRS 0000308316

Z góry - wspólnie- dziękujemy za okazaną dobroć serca.

niedziela, 2 maja 2021

"Nie chcę być kolejnym, nudnym człowiekiem" - o indywidualizmie i konsekwencji z @books_and_caffee (Emilią Jaśko)

Od ponad dwóch lat prowadzi cieszące się coraz większą popularnością, konto bookstagramowe. Co sądzi o poziomie czytelnictwa w Polsce oraz jakie cechy sprzyjają sukcesowi jej twórczego profilu- przeczytacie już dziś, w niniejszym wywiadzie. Serdecznie zapraszam!

Prowadzenie Instagrama dotyczącego książek w tych czasach - czy to ma sens? Czy ludzie dalej chętnie czytają i interesują się książkami tak, jak kiedyś?

Może najpierw powołam się na wykonane ostatnio badania dotyczące czytelnictwa - według nich ponad 60 % Polaków w ciągu roku nie wzięło do ręki ani jednej książki. Wydaje mi się jednak, że badania te są dość mocno przesadzone - sama nie znam zbyt wielu osób, które nie lubią bądź choć w minimalnym stopniu nie czytają obecnie książek. Po założeniu konta na Instagramie zauważyłam jak wielką społeczność tworzą ludzie, którzy tak jak ja uwielbiają czytać i jest to ich największą pasją. Obecnie dostrzegam ogromny przyrost osób o takich właśnie czytelniczych zainteresowaniach - na  wymienionej już aplikacji powstaje coraz więcej kont bookstagramowych [książkowych]. Zresztą, wystarczy spojrzeć na Targi Książki - można tam spotkać całe mnóstwo młodych ludzi, których łączy ta jedna, wspólna pasja. Dlatego wydaje mi się, że - choć badania wskazują inaczej - książki dalej są nam potrzebne, co widać po naszych działaniach - zarówno w Internecie jak i poza nim.


Co Ci się podoba w czytaniu książek, czy można z tego uzyskać jakieś korzyści?

Na początku chciałabym tylko dodać, iż wiele osób zaczyna przygodę z książkami w późniejszym wieku. Dlaczego? Jest w tym ogromna wina narzucanych nam w całym okresie naszej edukacji lektur. Nie mając wyboru, pewne pozycje czytamy na siłę albo w ogóle je odrzucamy, a tym samym zniechęcamy się do czytania książek. Dopiero mając wolność wyboru i mogąc sami wybierać odpowiadające nam dzieła, możemy czerpać prawdziwą przyjemność z czytania.                               

A co nam daje samo czytanie? Przede wszystkim: niesamowity rozwój -  wyobraźni i kreatywności.


Studiujesz psychologię - dlaczego akurat ten kierunek? Nie obawiasz się, że w przyszłości nie będziesz mogła znaleźć pracy?

Wybierając studia kierowałam się przede wszystkim jednym czynnikiem: aby były użyteczne. Będąc psychologiem jestem w stanie pomóc i ludziom młodym, i starszym (np. z demencją). W naszym kraju  zapotrzebowanie na profesjonalną pomoc psychiatryczną i psychologiczną nieustannie wzrasta, dlatego sądzę, że kierunek, który wybrałam, jest pod każdym względem jak najbardziej odpowiedni dla mnie.


[archiwum prywatne]

Czy bliskie Ci osoby - znajomi, przyjaciele, rodzina - lubią czytać tak chętnie jak Ty? 
Miłość do książek została mi chyba przekazana w genach - czytała moja babcia, mama, ciocia. Czyta również spora większość moich znajomych, aczkolwiek nie wszyscy. To nie jest tak, że przyciągam tylko pożerające kolejne powieści osoby. Moja przyjaciółka przez bardzo długi okres czasu nie interesowała się książkami  w ogóle. Gdy dawałam jej jakieś w prezencie, zwyczajnie odstawiała je na półkę. Tak naprawdę dopiero po wielu latach zaczęła sama zanurzać się w literaturze - co oczywiście niezmiernie mnie cieszy i motywuje, bo myślę, że może być w tym spora moja zasługa.

Jesteś dość młodą osobą, a mimo to od kilku lat prowadzisz piękne wizualnie i coraz silniej przybierające na popularności konto. Co powiedziałabyś osobie, która zapytałaby Cię: jak Ci się to udało?

Myślę, że najważniejsza jest konsekwencja w działaniu. Sama zauważam, jak niektóre konta, które teoretycznie mają być np. właśnie o książkach, po czasie wprowadzają co nieco z innych kategorii - np. lifestyle’u czy zdrowia - przez co nieco się “rozjeżdżają.” Ja postanowiłam jednak, że mój profil będzie tylko i wyłącznie o literaturze i nie zamierzam tego zmienić. Poza tym, myślę, że dużo też dają takie charakterystyczne dla danego konta rzeczy i u mnie można je znaleźć - są to chociażby moje co niedzielne quizy. Ludzie o nich pamiętają i wracają do mnie - często dostaję wiadomości, że jest to ich taka tradycja niedzielna i to ich właśnie przyciąga.


Już tak od tej hobbistycznej strony - jaki gatunek literacki jest Twoim ulubionym?

Kryminał i fantastyka.


A czy jest jakaś książka, która z jakiegoś powodu  jest dla Ciebie najważniejsza?

Można powiedzieć, że są dwie takie pozycje.

Pierwsza, to “Magia Baśni” - stoi właśnie za mną na półce.

Jest to wspaniały zbiór z cudownymi malunkami, a jednocześnie moja pierwsza, dziecięca styczność z fantastyką. Kolejna, również przepięknie ilustrowana pozycja to “Skrzaty” - przeglądałam ją jeszcze zanim zaczęłam czytać. Jako, że jest dość mroczna, wierzę, że właśnie przez nią mam teraz takie upodobanie do budzących grozę opowieści.

Natomiast jeśli chodzi o książkę - a właściwie książki - po które po raz pierwszy sięgnęłam sama, była to, jak u wielu osób zresztą - seria o Harrym Potterze. Pewnego razu moja mama stwierdziła, że w ogóle nie czytam książek i tak nie może być (byłam wtedy w czwartej klasie podstawówki), toteż postanowiłam to zmienić i udałam się do swojej biblioteki. Wybrałam :Harry’ego”, ponieważ wcześniej oglądałam już ekranizacje i stwierdziłam, że spróbuję to, co moje oczy już widziały, przeczytać. Przeczytałam wtedy pierwsze 100 stron i byłam z siebie niesamowicie dumna (choć wtedy zajęło mi to cały dzień). Książka o Harrym i jego przyjaciołach była pierwszą, która zainicjowała u mnie chęć do czytania.


Z którym pisarzem/pisarką najchętniej zjadłabyś śniadanie okraszone długą wymianą zdań?

Na pewno taką pisarką jest Cassandra Clare, autorka “Darów Anioła.” Obserwuję tę panią na Instagramie i wydaje mi się być ciepłą, sympatyczną osobą.Chciałabym się z nią kiedyś spotkać, dać jej swój stos książek do podpisania [śmiech] i porozmawiać o sposobie kreacji swoich postaci.

Drugą taką osobą jest Edgar Allan Poe - niestety musiałabym go najpierw wskrzesić, aby móc odbyć z nim rozmowę. Myślę, że był to niezwykle interesujący człowiek z fascynującą duszą. Chętnie zapytałabym go, dlaczego pisał tak mroczne opowieści.


Skoro o Allanie Poe mowa - czy lubisz czytać poezję?

Pierwsze spotkanie z Poe to była właśnie poezja - był to jego poemat “Uśpiona”, który wręcz uwielbiam i znam niemal na pamięć. 

Lubię też polską poezję - bardzo cenię sobie J. Słowackiego albo C.K. Norwida, który jest według mnie bardzo niedoceniany, ponieważ przeważnie skupiamy się na twórczości Słowackiego właśnie i A. Mickiewicza, zapominając, że równolegle swoje dzieła tworzył również Norwid.


Co robisz poza studiami i czytaniem książek? Czym się zajmujesz na co dzień? Jakie masz inne zainteresowania?

Aby trochę odciążyć swoich rodziców, zaczęłam pracować zaraz po maturze jako opiekunka do dzieci, czym zajmuję się do teraz (choć nie zamierzam wiązać z tym przyszłości). Jeśli chodzi o moje hobby, to lubię robić zdjęcia, szczególnie kompozycji, które sama układam. Niestety nie umiem malować, a że uwielbiam sztukę - fotografia daje mi możliwość artystycznego spełnienia. Poza tym, lubię również oglądać filmy oraz słuchać muzyki, choć ani w jednej, ani w drugiej formie artystycznej nie posiadam ulubionego gatunku.


Czy lubisz siebie? Jeśli tak - za co?

Wydaje mi się, że z roku na rok lubię siebie coraz bardziej, ponieważ moja osobowość nieustannie się kształtuje. Coraz lepiej rozumiem, kim jestem, czego chcę w życiu i co chcę osiągnąć oraz w którym chcę iść kierunku. Coraz bardziej rozwijam swoją indywidualność  - i chyba to mi się w samej sobie najbardziej podoba, że nie idę za tłumem, tylko staram się iść własną drogą, sama kształtując swój tok myślenia i tor działania.


[archiwum prywatne]

Jaki jest Twój życiowy cel? Kariera, dzieci, domek z ogródkiem? Jakie masz marzenia?
Trudno jest to obecnie sprecyzować.. na pewno nie chcę być takim nudnym człowiekiem, który tylko chodzi do pracy od 8 do 16, wraca do domu, robi obiad dzieciom, po czym jest tak zmęczony, że pada na kanapę i idzie spać. Myślę, że chciałabym pracować jakoś bardziej kreatywnie i nieszablonowo spędzać czas. Być może podróżować, zwiedzać nowe miejsca, spotykać nowych ludzi. Jako, że jestem jednak bardziej statyczną osobą, widzę siebie w jakimś loftowym mieszkaniu, słuchającą klimatycznych dźwięków wydobywających się ze starego gramofonu. Być może przyjmowałabym tam swoich pacjentów albo miałabym tam jakieś swoje biuro. Na pewno miałabym własną pracownię, w której mogłabym robić zdjęcia. Tak...myślę, że byłaby to dla mnie dobra przyszłość.


I tego Ci z całego serca życzę! Dziękuję serdecznie za ciekawą rozmowę.


Również dziękuję.


Profil Emilii:

@books_and_caffee


FB: Korolowa | Facebook

Instagram: Karolina K (@korolowablog)


środa, 21 kwietnia 2021

O introwertyzmie oraz o tym, dlaczego ważne jest poznanie siebie - rozmowa z @Introważne.

 Sama o sobie pisze:

“Myślicielka, introwertyczka (...) pomagam, zadaję sobie nieustannie ważne pytania.”

O tym, czym się zajmuje oraz kim jest osoba, która nie chce odsłonić twarzy ani zdradzić swojego nazwiska - i jakie są tego pobudki - w dzisiejszym wywiadzie dla Korolowej. Serdecznie zapraszam!


Na początek chciałabym zapytać: dlaczego chcesz pozostać anonimowa?

Na potrzeby tego wywiadu zdradzę, że mam na imię Wiola. Zabrzmi to trywialnie, natomiast nie mam obecnie żadnego dobrego pomysłu ani wizji, jak siebie przedstawić. Zdecydowanie łatwiej jest mi zrobić infografikę niż napisać kilka zdań o sobie. Z pewnością kiedyś to nastąpi. Przede wszystkim chciałabym jednak przebić się treścią, niż "nadrabiać twarzą."


Prowadzisz konto na Instagramie o nazwie “Introważne”. Jakich tematów dotykasz i skąd takie właśnie zainteresowania?

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że kontro @introwazne nadal jest w trakcie zmian. Zakładając je, nie miałam w głowie żadnej strategii. Daje sobie pozwolenie na to, aby konto rozwijało się według moich wewnętrznych potrzeb. Uważam, że nie ma nic gorszego w życiu niż tworzenie rzeczy, które nas męczą i wypalają.

Zdecydowanie można dostrzec jednak motyw przewodni, jakim jest: introwersja. Powód, dla którego wybrałam taką tematykę, jest bardzo prosty: znam ten temat na wylot. Utożsamiam się z osobami o takim właśnie temperamencie. Inspiracją do wszystkich moich postów są moje osobiste przeżycia. Nie każdy introwertyk się z nimi zgadza, co można zauważyć w komentarzach. 



Napisałaś, o sobie, że “pomagasz.”  Czy mogłabyś to rozwinąć? Jak, w czym, komu?

Przy słowie pomagam, znajduje się strzałka skierowana w dół. Pod opisem jest link do strony internetowej gdzie można wesprzeć w rehabilitacji mojego bratanka, Staszka. Jeżeli dotrę do chociaż jednej osoby, która sama z siebie odda 1% ze swojego podatku dla Staszka-Niestraszka, uznam to za wielki sukces. To dla mnie niezwykle ważna sprawa. Przy okazji prowadzenia konta chciałbym pomagać najbliższym dla mnie osobom.

Co to właściwie znaczy “być introwertykiem”? Jak go odróżnić od np. ekstrawertyka, który lubi rozmawiać i jest jednocześnie dobrym słuchaczem?

Jak to jest być introwertykiem? To jakby zapytać jak to jest być człowiekiem :)
Moim zdaniem nie ma nic nadzwyczajnego w byciu introwertykiem czy ekstrawertykiem.
Natomiast niestety wokół introwersji narosło strasznie dużo mitów, z którymi chciałabym się rozprawić. Czasami trafiam na przekomiczne treści a czasami na bardzo krzywdzące, które trzeba koniecznie naprostować. Wystarczy prosty przykład. Wpisz proszę w wolnej chwili słowo introwertyk i wyszukaj jego synonimy a przekonasz się jak wiele niemiłych zamienników tam znajdziesz: (dzik, dzikus, milczek, mizantrop, mruk, mumia, niemowa, odludek, ponurak, pustelnik, samotnik, smutas, borsukowaty, cichy, introwertyczny, małomówny, mrukliwy, mrukol, nierozmowny, skryty, zamknięty w sobie, frustrat, narzekacz, pesymista, zgorzknialec, eremita, pokutnik, osoba introwertyczna, autystyczny, neurotyczny, zamknięty,) dla porównania zerknij na słowo ekstrawertyk (aktywny, błyskotliwy, bystrzak, ekstrawertyczny, imprezowicz, optymista, osoba ekstrawertyczna, pomysłowy, towarzyski, żartowniś) Na taki podział lepszy/gorszy absolutnie się nie zgadzam. 


O tym, czy jesteśmy introwertykami, czy ekstrawertykami decyduje nasz układ nerwowy i jego wrażliwość na odbierane bodźców ze świata zewnętrznego. Jest to wrodzone i nie można tego zmienić. W największym skrócie "Introwertycy mają chronicznie podwyższony poziom aktywacji – czyli wystarczy bardzo niewiele, aby ich zdenerwować, zawstydzić, a nawet przestraszyć. Ekstrawertycy natomiast mają zupełnie odwrotnie: mają obniżony poziom aktywacji, czyli – niewiele ich rusza. Dlatego lubią dostarczać sobie nowych bodźców, aby poczuć, że żyją" * moja ulubiona definicja zaciągnięta z ebooka o temperamentach "Nie tak Cię wychowałam" Matyldy Kozakiewicz.

Introwersja to tak szerokie pojęcie, że aby w pełni zrozumieć ten temat musiałabym tutaj napisać co najmniej 30-40 stron:) Dlatego przy okazji zachęcam zainteresowanych, aby przeczytali chociaż jedną książkę lub ebooka o introwersji zanim wypowiedzą swoje zdanie na ten temat.

Czy można rozróżnić introwertyka od ekstrawertyka? Ja odróżniam ich po tym, jak wypoczywają i jak reagują na intensywne bodźce. Natomiast to tylko luźne spostrzeżenia, staram się nie przypisywać ludziom ich temperamentów. Dodatkowo też istnieje jeszcze trzeci typ osobowości jak ambiwertyk (mieszanka intro z ekstra).

Dlaczego poznanie i zrozumienie naszych cech osobowości jest tak ważne?

Poznanie siebie w tym aspekcie moim zdaniem jest bardzo ważne. Zwracając szczególną uwagę na to, jak reagujemy na bodźce mamy szansę lepiej funkcjonować i wypoczywać w tym zwariowanym świecie.
Powiem to na własnym przykładzie. Jestem aktywnym introwertykiem. Moja praca dostarcza mi bardzo dużo bodźców zewnętrznych. Pracuje w umiarkowanych hałasie, rozmawiam każdego dnia ze sporą ilością klientów i wykonuje mnogą liczbę telefonów. Bywały takie momenty w moim życiu, kiedy czułam się strasznie przytłoczona i nie umiałam sobie odpowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Kiedy zdałam sobie sprawę, że jestem introwertykiem, zaczęłam o siebie dbać inaczej. Przede wszystkim zapewniam sobie momenty totalnego wyciszenia,  nie planuje spotkań towarzyskich dzień po dniu, ograniczam przebywanie w tłumnych i głośnych miejscach itd.
Dzięki temu przez większość dni w roku czuję się bardzo dobrze:)
Naprawdę chciałabym, aby inni też mieli okazję poznać się na tyle dobrze, aby móc dopasować odpowiednią strategię dbania o siebie.

Czy uważasz, że ludzie mogą się dość mocno zmienić? Czy introwertyk może stać się ekstrawertykiem, bądź na odwrót?

Nie jestem tu ekspertem. Z licznych książek i publikacji wyczytałam, że nasz temperament jest niezmienny. Czyli nie można nagle przeistoczyć się z introwertyka w ekstrawertyka. Jeżeli osoba odczuwa takie zmiany, być może jest typem ambiwertyka, o którym już wspomniałam.


Jesteś bardzo tajemnicza - zdradzisz nam chociaż może, czym się zajmujesz na co dzień? Praca, studia, dzieci, gra na fortepianie? :)

Jestem szczęśliwą minimalistką, myślicielką i introwertyczką. Uwielbiam czytać filozoficzne rozprawy i dumać nad sensem życia. Im więcej dumam, tym większą mam pewność, że prawdziwa radość kryje się w prostych rzeczach.
Dodatkowo jestem przedsiębiorcą. Prowadzę małą lokalną firmę razem z moim bratem. W mojej pracy najbardziej lubię spędzać czas w tabelkach i różnych programach, które ułatwiają mi analizowanie postępów firmy.
Oprócz moich naturalnych talentów analitycznych ostatnio odkryłam w sobie niesamowitą potrzebę tworzenia kreatywnych treści. Tu akurat wrodzonych talentów nie mam, ale w trakcie rysowania odczuwam niesamowitą radość i odprężenie. Dlatego też powstało konto @introwazne, aby tworzyć info-grafiki i dzielić się z ludźmi tym, co ważne.


Akceptujesz siebie? Co poradzisz osobom, które mają z tym problem, bo np. nie podoba im się swój wygląd bądź nie doceniają swojej wartości?

Dziś, tak. Akceptuję swoje wady i zalety. Akceptuję swoje naturalne talenty i te wypracowane ciężką mozolną pracą. Akceptuję też to, czego nie umiem wypracować, pomimo chęci i starań. Natomiast nie wiem, co przyniesie mi przyszłość. Uważam, że z akceptacją siebie jest trochę jak ze zdrowiem- trzeba stale o nie dbać.

W tym aspekcie nie mogę niczego poradzić. Każdy ma swoją niepowtarzalną drogę do samoakceptacji.
Inaczej z tym poradzi sobie:
-młoda dziewczyna z trądzikiem
-kobieta, która nie akceptuje swojego wyglądu po dwóch ciążach
-osoba, która przez swoje ciężkie dzieciństwo uważa, że nie zasługuje na nic dobrego.

Nie chcę wrzucać wszystkich problemów do jednego worka oraz decydować, który problem jest wart uwagi, a który nie.

Jedyne co przychodzi mi do głowy, to jeżeli nie radzimy sobie z jakimś problemem, a wpływa on na pogorszenie jakości naszego życia, dobrze by było zgłosić się do specjalisty (psycholog, psychiatra) albo skorzystać z bezpłatnej pomocy telefonicznej (np pierwsza pomoc psychologiczna 22 425 98 48).



Dziękuję za rozmowę.


IG: @Introważne


FB: Korolowa | Facebook

Instagram: Karolina K (@korolowablog)

---

korolowa