Wczoraj obejrzałam interesujący film Roberta Luketica '21'.
Opowiada on o grupce zdolnych studentów, którzy co tydzień jeżdżą do Vegas, aby, przy zastosowaniu pewnych zasad matematycznych, wraz ze swym wykładowcą zgarnąć jak najwięcej pieniędzy, grając w black jacka
Zasada jest jedna : studenci mają liczyć karty, dając sobie przy tym odpowiednie znaki.
Najlepszym okazuje się być w tej spółce nowy - Ben.
Jemu pieniądze potrzebne są na opłacenie szkoły. Ben jest geniuszem, razem z kolegami pracuje nad ważnym naukowym projektem, który jednakże zaniedbuje, wyjeżdżając co tydzień na rozgrywki do Vegas.
Grając, zapomina o Bożym świecie. Jego pieniężny target już dawno został urzeczywistniony, tymczasem Ben ... gra dalej.
Skąd taki wstęp?
Nie, nie miałam zamiaru pisać o gamblingu, naprawdę.
Tylko wiecie, co jest w tym wszystkim niesamowite?
To jest historia oparta na faktach.
Jak wiele można zrobić dla pieniędzy?
Obrabować bank, okraść przyjaciela? Tak, ale po co? Najlepiej urodzić się geniuszem matematycznym, poznać tajniki gry i iść do kasyna. To takie wygodne, zwalić winę na głupią grę. Przecież się nikogo nie okrada. Prawda?
A teraz pytanie, ile można przy tym stracić?
Może mamę czekającą na Ciebie z ciepłym obiadem? Przyjaciół, którzy Wasze wspólne plany dokończyli bez Ciebie? Dziewczynę/ chłopaka, bo zmieniłeś się nie do poznania?
Coś jeszcze?
Poza pieniędzmi oczywiście... bo przecież zawsze jest ryzyko. Nie tylko zysku.
Wczoraj odbył się już 21-szy Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Niestety nie udało mi się dorwać nikogo z serduszkami, a szkoda, bo parę pieniążków wrzucić (no i dostać serduszko!) chciałam.
W Internecie natomiast rozgorzała niemała dyskusja wokół poczynań WOŚPU i jej 'dyrygenta', Jurka Owsiaka.
Na jej temat wypowiedziała się bowiem pani Zawadzka, psycholog znana z telewizji jako Superniania.
Napisała o podziale, jaki panuje między ludźmi oraz o niejakim musie wrzucenia pieniędzy do WOŚPowej skarbonki, choćby i tej symbolicznej złotówki.
O tym, jaką presję wywiera się na ludzi, o wyścigu kto da więcej. Pani Zawadzka przypomina, że akcje charytatywne nigdy nie powinny stanowić przymusu, lecz być dobrym odruchem serca. ' A co jeśli ktoś NIE MA OCHOTY i wcale nie dlatego, że ma mózg wyprany „naukami społecznymi kościoła”?
Po prostu NIE CHCE tak pomagać. Nie w ogóle pomagać… nie chce TAK. Ma prawo.
Czemu ma się czuć gorszy?' - pisze Zawadzka.
Pojawiło się jednak wiele kontrargumentów. Że to przecież na sprzęt dla małych dzieci. Że zwrócili uwagę również na osoby starsze. Że tyle lat pomagają, a nie muszą.
Były jednak też takie, gdzie zastanawiano się, o ile więcej uzyskano by pieniędzy, gdyby taka impreza nie była przeprowadzana z tak wielką pompą; ile zwróciło by się z reklam czy koncertów (?).
Osobiście cieszę się, że jest coś takiego jak WOŚP, bo kto wie, czy i ja albo moje dziecko, nie będziemy musieli kiedyś skorzystać z takiego sprzętu? Poza tym, Orkiestrze udało się już zebrać prawie 40 mln złotych, więc gdyby nawet tylko 3/4 tego poszło na odpowiedni sprzęt, dalej była by to ogromna suma.
Uważam, że - mimo tego rozgłosu i niektórych niepotrzebnych wydatków - dobrze, że nasza Wielka Orkiestra gra. Oby grała jak najdłużej!
A Wy, co sądzicie o poczynaniach pana Owsiaka i jego towarzyszy?
Ostatnio coraz częściej szukam ciekawych filmów do obejrzenia, sugerując się Filmwebem (co nie zawsze niestety jest dobrą strategią).
Po obejrzeniu danego filmu, dość często na ten Filmweb wracam po to, by poznać opinie innych ludzi i skonfrontować je z moją. Czy im się podobało tak samo jak mnie, a może wręcz przeciwnie - uznali to za totalną szmirę?
Spoglądam więc na owe komentarze - i, wcale nierzadko, załamuję ręce (inne części ciała też).
Chociażby wczoraj. Obejrzałam 'Całe życie z wariatami', film, który miał być dramatem.
Czy po opisie (Dr Henry Carter (Kevin Spacey)
jest psychiatrą z Los Angeles, który leczy gwiazdy Hollywood. Nie
potrafi jednak poradzić sobie z przeżytą ostatnio osobistą tragedią i
zaczyna tracić wiarę w możliwość pomocy swoim pacjentom.)
sądzicie, że a) to film akcji b) thriller c) dramat o ludziach z problemami, nie do końca wierzących w swoje możliwości i nie wiedzących, jaką ścieżkę życiową obrać ?
Na pewno odpowiedzi c nie wybrał komentujacy owy film pan X, który napisał : 'Wczoraj miałem wątpliwą przyjemność obejrzeć to pseudo dzieło. Myślałem, że będzie to film fajny, taka miła komedyjka z główną rolą Kevina Spacey.
(...)
Film ciągnął się jak flaki z olejem. Głównymi bohaterami byli ludzie zblazowani, nijacy, wręcz
irytujący swoją postawą. Środowisko w którym się akcja filmu toczyła
zdecydowanie nieciekawe. Jak można utożsamiać się z bohaterem, który
wygląda - jakby nie wyglądał - cały czas pali jakąś trawkę, włóczy się
po tym filmie bez celu. I wszytko tak, przez bite 90 minut! Litości.
Poza tym reszta postaci w filmie też wcale nie lepsza.'
Nie, no, po co w ogóle czytać streszczenie, albo przynajmniej gatunek danego filmu! Przecież to zabierze zbyt-dużo-czasu!
Ale! Są i tacy, którzy oceniają film z samego tytułu! Zresztą, nawet, niech i sobie oceniają, ale jeśli czytam później takie wypociny...
'Jestem wielkim fanem motoryzacji. Od dziecka wychowywałem się na takich filmach jak ''Auta'', ''Szybcy i Wściekli'' oraz serial NASCAR na Jetix. O Samochodach wiem niemalże wszystko ,zaś gran torino to obiekt pożądania większości mężczyzn. Dlatego czuje się oszukany. Zero spektakularnych wyścigów ,albo chociaż pościgów. Nie tego się spodziewałem po filmie o samochodach. Jak dla mnie 3/10. Dlaczego tak dużo? Sama obecność gran Torino , plus motyw z tuningiem Hondy. Wielkim minusem jest postać głównego bohatera - Waltera. Postaci nie da się w żaden sposób polubić, rasista, ksenofob i gbur. Oczko wyżej za to ,że główny bohater pod koniec dostaje nauczkę. Nieporozumienie, osobom ,które zawiodły się na tym filmie tak samo jak ja polecam film z tego samego roku ,ale lepiej pokazujący o co chodzi w samochodach.'
(na temat,oczywiście, Gran Torino)
... to mam ochotę komuś zrobić krzywdę.
Nie mam absolutnie nic przeciw udzielaniu własnej opinii, ale dobrze uargumentowanej, a nie biorącej się z powietrza. Każdy ma w końcu inny gust, jedni lubią dramaty, inni komedie. Wystarczy tylko wiedzieć, o czym się pisze.
Podsumowując
Ludzie mogą myśleć, co chcą. Mogą - niestety - nawet mówić i pisać, co im się żywnie podoba.
Czasami jednak lepiej, aby pewne myśli, zachowali dla siebie.
Kiedyś istniało takie słowo jak szacunek. Nie tylko w słowniku, miało też bowiem swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Ludzie młodsi szanowali tych starszych, starsi młodszych. Większość ludzi odnosiła się do siebie z kulturą (no chyba, że kogoś naprawdę poniosły emocje).
Kiedyś chłopcy ciągali dziewczynki za warkoczyki, bo tak wyrażali swoje uczucia.
Chłopcy bili się, urządzali niebezpieczne zabawy takie jak strzelanie z wiatrówki czy kto wychyli się najdalej, stojąc na dachu budynku.
Jednak nikt intencjonalnie nie myślał o zrobieniu drugiej osoby krzywdy.
Wtedy nie było komputerów, Internetu ani telefonów komórkowych. Nawet w czasach, gdy ja byłam mała, ludzie, nie mając co robić w domu, chętnie wychodzili na dwór (ja akurat częściej, miedzy Bogiem a prawdą, siedziałam w domu czytając książki). Dzieciaki bawiły się razem: wspólnie grały, biegały za piłką, skakały na skakance czy wygłupiały się na trzepaku.
Dzieci wychowywało poniekąd podwórko. One wychowywały się razem, uczyły odpowiednich zachowań. Gdy się kogoś zbiło - cóż, mama brała za ucho i trzeba było przeprosić! Dzieci cały czas się tego uczyły i dużo rozumiały. Brak potrzebnych im 'rekwizytów' rekompensowały sobie bujną wyobraźnią oraz umiejętnością robienia 'czegoś z niczego'. Gdy mogli posłuchać muzyki, która była dla nich nie w pełni dostępna, budziła się w nich wrażliwość. Oni spacerowali po pustych placach i kijami bili się z przeciwną drużyną. Jedli chleb ze smalcem i pili niesłodzoną herbatę. O pomarańczach i czekoladzie marzyli, jednak dostać je mogli jedynie od święta.
Ale, przede wszystkim, mieli w sobie wrażliwość, szacunek i honor.
A dzisiaj?
Wszystko mamy pod ręką. Rozwój cywilizacyjny, technologiczny, komputery, komórki, bla bla bla.
Tak, to wspaniałe, tak, to wiele ułatwia. Nie trzeba stać w kolejkach do sklepu. Nie trzeba w ogóle nigdzie wychodzić, bo wszystko możemy już załatwić przez Internet.
Ostatnio po raz kolejny spytałam mojego kuzyna, kiedy się w końcu spotkamy, tak pogadać, opowiedzieć, co u nas. Ciągle jednak nie miał czasu. Zapytałam więc, co takiego robi, skoro ponad pół roku temu skończył studia i z tego, co mi wiadomo, nie dostał pracy ani stażu. W odpowiedzi usłyszałam : 'Bo mi tu w domu, przed kompem jest dobrze i nie chce mi się wychodzić'.
Strasznie to smutne. Ludzie komunikują się już coraz częściej tylko przez Internet i... dziczeją.
Jak to się ma do obecnych bachorów.. pfu, dzieci?
Dopadła je zachłanność po 'więcej'. Muszą mieć lepsze laptopy, smartfony, o ciuchach i kosmetykach nie wspominając. Żyją w innej rzeczywistości - tej wirtualnej, a rodzice nie widzą w tym problemu, albo widzą i nie wiedzą, co z tym zrobić. Kary, jeśli je w ogóle stosują, są zazwyczaj zbyt łagodne i nie pomagają w wychowaniu.
W dzieciach rodzi się opór albo, co gorsze, stagnacja. Tracą podstawowe wartości, jak np. wyżej wymieniony szacunek, ponieważ nic ich już nie obchodzi. Przecież i tak wszystko już mają!
rodzice pozwalają dziecku na wszystko, przez co dochodzi do takich zachowań
Dlatego więc, drodzy przyszli rodzice - tak, mówię do mojego pokolenia - pokażmy naszym dzieciom świat z innej strony.
I nie mówię, aby całkiem rezygnować z nowości technologicznych i żyć 'w dziczy'.
Gdyby jednak wszystko było zgodnie z umiarem, i gdyby pokazać im ten świat wyobraźni, gdzie ze zwykłego kijka możemy stworzyć miotłę, miecz czy samolot... na pewno wyszło by im to na lepsze.
Napisałam poem. Właśnie teraz, właśnie przed chwilą.
Uprzedzam, że jest trochę smutny. Chciałam po prostu napisać dziś wiersz, i na nic innego nie było mnie stać.
Może to zły dzień na inwencję twórczą.
Niemniej - napisałam, a więc proszę. Dobrej nocy!
Zaśnij, kotku zaśnij zmrużże swe powieki zaśnij proszę zaśnij sen już niedaleki Zaśnij do gwiazd odleć do pięknej krainy w której zła nie znajdziesz ani odrobinę Zaśnij, kotku zaśnij odleć od cierpienia od rzutów kamieni i braku sumienia
zaśnij kotku zaśnij zamknij swe powieki tak spokojnie zaśnij i zgaśnij na wieki.
Ostatnimi czasy zauważyłam pewien trend, a mianowicie - parcie na seriale.
Młodzież, w szczególności ta pomiędzy 14 a 19 rokiem życia, z uwielbieniem śledzi poczynania swoich ulubionych bohaterów.
Poczynając od tych kryminalnych (CSI, Kości, Kryminalni, Wzór, Dexter, Prawo i Porzadek) przez s-f i fantasy (Star Trek, Roswell : w kręgu tajemnic, Czysta krew, Pamietniki wampirów), fabularne i komediowe (Bing Bang Theory, Awkward (Inna), Girls, Ally Mc Beal, Kochane kłopoty, Gotowe na wszystko, Magda M, Dr House ... - tych jest chyba najwięcej!) aż do tych historycznych (Dynastia Tudorów, Rodzina Borgiów, Ogniem i Mieczem, Czarne Chmury, Czterej Pancerni i Pies, Czas honoru) (tak tak, zrobiłam mały research!).
Skąd się bierze fenomen tych 'ciągutek'?
Przecież, teoretycznie, filmy powinny być dużo ciekawsze. Nie trzeba pracować nad tyloma detalami, nad charakteryzacją, miejscami scen, więc powinno je się robić łatwiej i lepiej, a przez co precyzyjniej i ... ciekawiej? A jednak...
... jednak ludzie coraz częściej wybierają seriale.
I, tak, niektórzy przyznają, że niektóre odcinki kręcone są po to, aby tylko się utrzymać i po 167 odcinku fabuła jest tak pogmatwana i tak strasznie wymyślona, że nie warto dłużej takiego serialu oglądać.
Niemniej jednak ludzie często, nawet gdy się zawiodą, po prostu zmieniają serial na inny.
Co tak naprawdę przyciąga do oglądania seriali?
Przede wszystkim długość ich trwania. Niektóre trwają 20, inne 30 minut, żaden jednak nie przekracza magicznego czasu 1 godziny, a więc dlugości równej maksymalnej uwagi, jaką człowiek jest w stanie poświecić na oglądanie i się nie znużyć.
Poza tym, co dla widza jest równie ważne, każdy koniec odcinka jest zapowiedzią kolejnego. Jest zaproszeniem, obietnicą na coraz ciekawszy ciąg dalszy. Jeśli więc aktorom uda się wciągnąć nas w ich losy, możemy zapomnieć o przespanych nocach!
Każdy odcinek to jedna opowieść, a połączenie wszystkich opowieści tworzy całość. Całość postaci, rozbudowana na 30, 50 albo i 648 odcinków (no bo czemu nie?). Rozwija się osobowość ulubionych bohaterów, poznajemy ich przeszlość, to, co wpłynęło na ich obecną sytuację. Uczymy się ich w takim tempie, w jakim poznajemy naszych rówieśników, co daje nam złudzenie 'prawdziwego' poznania.
Ten ich rozwój, ich życie osobiste wciąga, ich problemy stają się naszymi problemami.
Seriale dają nam tą więź z postaciami, której nie dostarczy nam prawdopodobnie żaden film, z uwagi na to, że jest po prostu... za krótki.
Jednak nie tylko młodzież, bowiem duża część dorosłych, moich rówieśników czy nawet osób starszych de mnie, ogląda seriale!
Również i ja, była przeciwniczka maratonów ciągutkowych,jakimś cudem się w to wciągnełam. Czas honoru, Borgias, Daria, Awkward, True Blood już za mną.
Przede mną za to jeszcze seriali morza nieodkryte, oceany niezmierzone...
Najważniejsze, aby wybrać coś pasującego do własnego gustu, aby móc cieszyć się z każdego momentu, każdej akcji...śledzić losy swoich ulubieńców... aby znowu przenieść się w świat naszych wspaniałych, wymyślonych przyjaciół i, by choć przez chwilę, móc znów pożyć ich życiem...aż do nastepnego odcinka.
Wczorajszej/dzisiejszej nocy, włączyliśmy sobie z A. jeden z oczekujących w kolejce do oglądania filmów.
Padło na The Grey /(polski : Przetrwanie) z 2012r.
W sercu Alaski rozbija się samolot. Na
miejscu ginie 117 pasażerów, a tylko ośmiu udaje się przeżyć.
Na skutym lodem odludziu, bez kontaktu ze światem, bez ciepłej odzieży i
jedzenia każdy z nich musi się zmierzyć z siłami natury i samym sobą. Dzięki jednemu z nich, reszta decyduje się na walkę o życie i śmierć. Walkę przed głodem, zimnem oraz szukającymi zemsty za wtargnięcie na ich terytorium wilkami. Walkę o przetrwanie.
Mimo kilku uchybień, film jest naprawdę wciągający. Trwa niemal dwie godziny, lecz potrafi wciągnąć tak mocno, że byłam zaskoczona, że to już koniec!
Polecam każdemu, kto lubi oglądać zmagania człowieka z drapieżną i bezwzględną naturą.