Polub mnie na FB :)

środa, 22 stycznia 2020

"Psy 3: W imię zasad" - recenzja filmu.

Nie jestem wielką fanką filmów sensacyjnych. Wstyd się przyznać, ale - właśnie z tego powodu - nigdy wcześniej nie obejrzałam ani jednej części "Psów." W ostatnim czasie udało mi się jednak naprawić ten błąd i nadrobić polską klasykę kinematografii.
Dlatego, gdy tylko usłyszałam o najnowszej produkcji Pasikowskiego, po niedługim namyśle postanowiłam sprawdzić, jakie, w porównaniu do poprzednich części, będą "Psy 3: W imię zasad."

Na seans wybrałam się dość sceptycznie nastawiona, nie spodziewając się fajerwerków, a jedynie odgrzewanych kotletów w postaci kolejnych przygód powracającego po latach bohatera.
Gdy tylko pojawiły się pierwsze sceny i moim oczom ukazał się filmowy Franz Maurer, pierwszą myślą, jaka przemknęła mi przez głowę, było: cholera, on się wcale nie zmienił.
Ten sam błysk w oku. Nonszalancki sposób bycia. Zawadiacki uśmiech. 
Jednak z każdą kolejną sceną dowiadywałam się jak bardzo się w swoim pierwszym wrażeniu pomyliłam.

Grany przez Bogusława Lindę Maurer wychodzi po 25 latach więzienia na wolność. 
Widać, że nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Po takim czasie, wiele się wszakże zmieniło. Maurer nie ma nikogo, do kogo może wrócić. Kto przyjmie go z otwartymi ramionami. Kto ugotuje mu obiad, albo chociaż zamiauczy. To wszystko stracił 25 lat temu. Pozostaje mu jedynie kolega Morawiec (Cezary Pazura), który aktualnie poszukuje syna. Franz przyłącza się do niego, bo będąc sam jak palec, twierdzi, że i tak nie ma już nic innego.


W filmie akcja jest wartka, okraszona ciekawymi, często zabawnymi dialogami, które mnie jednak trochę zbijały z tropu - miejscami nie byłam pewna, czy jestem na trzeciej części legendarnej polskiej sensacji lat dziewięćdziesiątych, czy może jednak komedii. Można by rzec, że to właściwie taki współczesny, miejscami zabawny polski western, w którym sprawiedliwość - jak zresztą było w poprzednich częściach - wymierzana jest przede wszystkim na własną rękę. 

Aktorsko imho film wypadł całkiem dobrze - zarówno starzy wyjadacze jak Linda i Pazura (Żmijewski miał tym razem zbyt małą rolę) czy młodsze pokolenie - Dorociński, Fabijański, Schuchardt - spełnili moje niewygórowane oczekiwania. Śmiem jednak twierdzić, że to właśnie świeżość, naturalność i energia tych drugich znacznie podniosły poziom filmu.

Po głębszym przemyśleniu i analizie odświeżonej postaci Maurera, dochodzę do wniosku, że Linda zagrał go najlepiej jak potrafił. Jak wycofanego,  mało już znaczącego, zagubionego w nowej rzeczywistości, dawno już dorosłego chłopca. 
Bo mimo swych sześćdziesięciu lat, Franz dalej naiwnie wierzy. Wznosi toast. Za żywych. Za martwych.

Lecz zawsze wiernych zasadom.


---
korolowa

Jeśli podobał Ci się powyższy post - udostępnij go dalej!
A jeśli chcesz podzielić się swoją opinią - zapraszam do dyskusji w komentarzach :)

niedziela, 19 stycznia 2020

All the good things come to those who are thankful - o wdzięczności.

Jej policzki przybrały kolor amarantu. Zostały spowite delikatnym muśnięciem słońca i lekkich podmuchów wiatru. Oddychała głęboko, próbując odzyskać wewnętrzną równowagę. Choć przecież, przecież i tak było dobrze.

Słyszała wszakże najpiękniejsze trele. Podziwiała zieloność traw. Dotykała chłodnego, acz nie zamarzającego policzka. 

W środku niby zimy...a może to była już inna pora roku?

Była wdzięczna za każdy dźwięk, który wyśpiewały jej dzisiaj latający przyjaciele. 
Za krajobrazy, które budziły się szybciej, niż można byłoby przypuszczać.

Za ciepło dłoni i świetliki w oczach.


To takie piękne, czuć wdzięczność.
Tak niesamowicie relaksujące uczucie...

....gdy uświadamiasz sobie, jak szczęśliwym człowiekiem jesteś.
Że masz dwie nogi i dwie ręce.
Że możesz wstać każdego dnia wiedząc, że wstajesz we własnym łóżku.
Że masz za co kupić chleb.
Że możesz tańczyć i śpiewać, i nikt nie może Ci tego zabronić.
Że masz blisko siebie choć jedną życzliwą osobę, która podniesie Twoje skrzydła, gdy przez moment nie będą mogły latać.

Za każdy oddech.
Obiad zjedzony w miłym towarzystwie.
Rodzinę. Muzykę. Filmy. Spacery.
Śpiew ptaków.
Miauknięcie kota.
Zieleń drzew.
Każde dobre słowo.

Codziennie znajdą się setki powodów do wdzięczności...
...wystarczy tylko je dostrzec, gdy są akurat na wyciągnięcie dłoni.
Tej ciepłej dłoni...

---
korolowa

A Ty, za co jesteś dziś wdzięczny?

piątek, 3 stycznia 2020

Noworocznie [nie] postanawiam.

Gdy człowiek ma za dużo wolnego, zaczyna myśleć.
Więcej myśleć.
I te myśli, które się w nim kłębią, potrzebują wyjść, odpocząć, odetchnąć. Zostać przeczytane. Wnikliwie dotknięte wzrokiem innych.

-*-*-*-
Gdy niebo za oknem nie błyszczy już tysiącem różnobarwnych świateł, a człowiek dopija ostatnią kropelkę szampana, nagle powstaje pytanie: co dalej. Ale nie takie, przykładowo, "co dalej, iść po śledzika czy zapchać się resztkami bigosu" albo "dzień w łóżku czy dzień na kanapie przed Netflixem",choć i takie wybory należy, gdy zajdzie potrzeba, podejmować. Niemniej, nie owe miałam teraz na myśli.



Patrząc na to spokojne już niebo, myślę o tym, że właśnie wkroczyłam w kolejny rok.
Rok, w którym warto kontynuować to, co się zaczęło.
Rozwijać cele, do których się dąży[ło].
Relacje, które się rozpoczęło.
A te, które się definitywnie zakończyło, pozostawić na stercie ze spalonym węglem.

Nie rozglądać się za przeszłością, tylko iść na przód.
Mniej sentymentu, więcej inspiracji.
Nowych przeżyć. Osób. Miejsc. Smaków.
Wdzięczności za to, co jest. I pełnego ekscytacji oczekiwania na to, co jeszcze przede mną.

Nie chcę jednak traktować tego jako często przemijające, noworoczne postanowienie.
Niech to będą zatem życzenia dla mnie samej.
A właściwie, dla nas wszystkich.
Tak, dla Ciebie też.

Bo po co wypełniać swe myśli przeszłością, nie dając sobie tym samym możliwości na pójście naprzód i zobaczenia tego, co znajduje się za mgłą minionych dni?



Dlatego: oddzielić mocną kreską.
Wspominać, ale nie po to, by się smucić, zadręczać czy zastanawiać "A co by było, gdyby...?"Zwyczajnie: wyciągać wnioski z doświadczeń, lecz nie wracać do nich codziennie.

Iść w przód, nie w tył...
..poszukiwać inspiracji...
...dziękować za każdy uśmiech, miły gest...
....otaczać pozytywnymi ludźmi...
...zacząć mówić "nie", gdy nie chcesz powiedzieć "tak"....
... tym, którzy na to zasługują - dawać z siebie wszystko, co najlepsze...
... dopieszczać samą siebie..
...smakować, podróżować, delektować każdą chwilą...
...zaakceptować fakt, że nigdy nie wejdę dwa razy do tej samej rzeki...
... i skupić się na tym, co chcę, aby było, bo tylko wtedy, tylko wtedy będę mogła...

... dać sobie szansę na szczęśliwą przyszłość.

---
korolowa

niedziela, 22 grudnia 2019

Kiedyś zrozumiesz.

Niebo za oknem spowiła ciemność.
I choć żaden płatek śniegu nie rozjaśnia obecnie nocnego krajobrazu, coś migoczącego i tak zaczyna podsycać w Tobie ciepłe wspomnienia.

--
Stoły uginają się od wielości różnorodnych potraw. Karp, kutia, grzybowa, pierogi z kapustą i grzybami, barszcz, sałatka jarzynowa... Babcia zastanawia się, czy to nie za mało, choć już z góry wiadomo, że jedzenia wystarczy i dla pułku wojska. Obok śledzika pojawiają się kieliszki, które później wypełni rozgrzewający trunek. 
Dzieci niecierpliwie wiercą się przy choince, czekając na znak. Na to migoczące "coś". Na te jedyne i niepowtarzalne ciało niebieskie, które pojawia się raz do roku, zwiastujące rychłe odpakowywanie prezentów. Ten szelest kokard, ta niepewność, to podniecenie... Co to będzie? Lalka, miś, klocki Lego, worek słodyczy, a może jakaś ciekawa książka?


Myśli o tych przyjemnościach przerywa jednak okrzyk babci z kuchni, aby nakryć do stołu. Przeliczasz talerze i zauważasz, że podała Ci o jeden za dużo.
"Dziecko - mówi babcia- ten jeden jest dla niespodziewanego gościa."
Robisz zdziwioną minę.
"Ale po co kłaść dodatkowy talerz? Przecież każdy ma chyba własną rodzinę, z którą spędza święta?"
Babcia uśmiecha się do siebie i odpowiada jedynie lakonicznym: "Kiedyś zrozumiesz."

Dokładasz więc kolejną parę sztućców i szklankę, rozmyślając o tym, co właśnie powiedziała babcia.

Obok Ciebie ogromna choinka świeci feerią barw. Na samym dole wiszą większe, cięższe bombki. Pośrodku zrobione przez Ciebie i mamę pierniczki. Po bokach zaś "fruwają" wesołe aniołki i psotne elfiki.
Całość natomiast okraszona jest srebrnym łańcuchem i migoczącymi, białymi lampkami.
Na samej górze choinki widnieje oczywiście ta najważniejsza - wielka, złota gwiazda.

Przypominając sobie o niej, spoglądasz zaciekawionym wzrokiem za okno. Czyżby nadszedł już czas..:?
***

Od kilku minut obserwujesz spowijający miasto mrok.
Na biurku przy oknie świeci mała, sztuczna choinka. Bez łańcuchów, pierniczków czy aniołków. Tylko kilka niewielkich białych bombek.

Przy Twoim boku krząta się trzyletni brzdąc. Razem z mężem ustaliliście, że nie będziecie nigdzie jechać, bo za daleko i nie macie już na nic siły ani chęci. Spędzicie te święta w trójkę. Tylko Ty, on i owoc Waszej miłości.

Zapalasz więc świece, aby było bardziej klimatycznie. Na stole może nie jest tak suto jak za czasów Twojego dzieciństwa, jednak nie mogło zabraknąć barszczu, sałatki jarzynowej i pierogów z Biedronki. I choć w tym roku musieliście przycisnąć pasa, każdy dostaje po drobiazgu: mąż powerbanka, który już od dawna mu się marzył; Ty - piękne pudełko na drobiazgi; dziecko zaś - spodenki i nowego misia, bo tamtemu już dawno "ktoś" wydłubał oczy.

Maluch dalej krząta się przy Tobie, nie odstępując nawet na sekundę. Spoglądacie razem w niebo. Czyżby coś zamigotało w oddali?
"Zobacz, to pierwsza gwiazdka" - mówisz do synka. Wystrojeni, chcecie zasiąść do nakrytego pięknym, bordowym obrusem stołu. Jednak, gdy docierają nań ostatnie dania, nagle słychać dzwonek do drzwi.

Nie masz pojęcia, kto to może być. Przecież nikogo się nie spodziewałaś. Czyżby jakiś bezdomny liczył na trochę jedzenia?

Mąż otwiera drzwi. Widzisz w nich starszą sąsiadkę. Chciała poprosić o szklankę cukru, bo zabrakło, a sklepy już pozamykane. Wygląda jednak dość nieswojo. Widać u niej bardziej pomarszczone czoło i zaczerwienione oczy.

Domyślasz się, co się stało. Nie pytając o nic, zapraszasz ją do środka. I choć opiera się przez chwilę, ostatecznie ustępuje pod naciskiem Twych słów i wchodzi do pokoju, z którego dociera już zapach pierogów i barszczu.

Synek patrzy z niedowierzaniem. Spogląda to na mamę, to na miejsce przy stole.
Przygotowane czwarte miejsce.
"Mamusiu, skąd wiedziałaś, że ta pani dziś do nas przyjdzie?" - pyta zaciekawione dziecko.
A Ty w głębi ducha uśmiechasz się do siebie. 

I odpowiadasz mu jedynie : "Kiedyś zrozumiesz."



---
korolowa

niedziela, 8 grudnia 2019

So cosy.

Blask świecy ociepla łososiowe ściany pokoju.
I nie tylko.
Choć za oknem mróz szczypie policzki, czuję jak wewnątrz mnie lata stado motyli.


---
Szybko ubieram sukienkę, robię delikatny makijaż. Po raz kolejny sprawdzam zawartość torebki: portfel, parasolka, szminka, chusteczki... Wszystko jest. W ostatniej chwili chwytam w dłoń jeszcze książkę i klucze. Przekręcam zamek i wychodzę.

Powietrze pachnie ulicznymi spalinami i nadchodzącym deszczem. W niedługim czasie czuję na sobie ciężkie krople. Słońce próbuje przemknąć przez zachmurzone niebo. Choć nie udaje mu się to na długo, czuję, jak mimo wszystko, ogarnia mnie rozchodzące się po całym ciele ciepło.
---
Jadąc, obserwuję ludzi.  Na ich twarzach widzę ich codzienność: rozterki i zadowolenie, smutki i szczęścia.
Tak wiele z nich opowiada osobną historię. Tak wielu z nich szuka czegoś, choć sami nie wiedzą, czego dokładnie. Dokąd zaprowadzi ich własny pociąg?

Obserwuję też zmieniający się za oknem krajobraz. Przytulające się do siebie konary drzew. Zbliżające się do siebie altostratusy. Krople deszczu przebywające drogę po tym samym oknie, stykające się przy jej samym końcu.
---
Powietrze miast spalin pachnie malinami.
Coraz silniej czuję jego słodycz.

Wchodzę szybko po schodach.
W myślach już widzę Ciebie i Twój uśmiech.

Otwierasz drzwi.
I znów wraca do mnie to uczucie.
Blask świecy.
Ciepło.

Czuję.

Jesteś.



"Ludzie z Twojej planety hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie… i nie znajdują w nich tego, czego szukają… A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży."

---
korolowa


wtorek, 5 listopada 2019

Chandra? Precz! - 10 sposobów na jesienne smutki.

Z czym kojarzy Ci się jesień?

Mi do tej pory w pierwszej kolejności na myśl przychodziły coraz krótsze, mgliste dni. Opadające z drzew liście, zwiastujące koniec podnoszącej na duchu, wszechotaczającej zieleni.
Szarobure niebo, wywołujące snucie przytłaczających wizji.

I choć to wszystko nie znika w stu procentach z mojej głowy, to jednak okres wrześniowo-październikowo-listopadowy widzę w coraz cieplejszych barwach.

Jakie są moje sposoby na jesienną chandrę?


1. Odkrywanie nowych inspiracji muzycznych
Na odprężenie po pracy nie ma nic lepszego na niż puszczenie na full'a ulubionych dźwięków i śpiewanie lub tańczenie wraz z ulubionymi kapelami. Moim odkryciem roku jest zdecydowanie Kwiat Jabłoni, którego fundamentem jest rodzeństwo, Kasia i Jacek (notabene, dzieci Kuby Sienkiewicza z Elektrycznych Gitar).  Uwielbiam też słuchać grającej na wiolonczeli Karoliny Protsenko bądź Hauser'a. Ze starych ulubieńców, niezmiennie króluje u mnie Pearl Jam i Slash. 

2. Oglądanie filmów
Latem zawsze poświęcam na to mniej czasu. Kiedy jednak nadchodzą chłodniejsze dni, uwielbiam zakopać się pod kocem, z winem i pizzą (albo i bez ;) ) i włączyć coś, na co mam obecnie ochotę. Ostatnio odświeżyłam sobie "Clerks 2" i był to zdecydowanie strzał w dziesiątkę - zabawny, mega relaksujący film, w sam raz na sobotni wieczór. Na nieco dłuższą chwilę i już w dużo bardziej poważniejszym klimacie polecam "Oczy Szeroko Zamknięte' Stanley'a Kubrick'a - wierzcie mi, dreszcze gwarantowane!

3. Gotowanie
Latem nie zawsze mamy ochotę na typowy obiad. Co innego jesienią, gdy za oknem termometr pokazuje minusową temperaturę i sugeruje, abyśmy się dobrze przygotowali na zimowy okres.
Nasz organizm natychmiastowo zaczyna domagać się kalorii. Oczywiście wszystko należy robić z głową, jednak - sami powiedzcie, kiedy mamy piec ciasta, jeśli nie teraz? Kiedy jeść zapiekanki, spaghetti, wszelkiego rodzaju pierogi czy wspomnianą wcześniej pizzę? Właśnie teraz jest na to najlepsza pora. I - co najlepsze - to wszystko możemy przygotować w domu własnymi rękoma.
Serdecznie polecam Wam strony Ania Gotuje czy Kwestia Smaku - dość często stają się moją kulinarną inspiracją. Może od tej pory zostaną też i Twoją?



4. Czytanie książek
Niby banalne, ale - któż oparłby się choć kilku stronom dziennie? Najchętniej w ciepłym szlafroku, z kubkiem gorącej herbaty i przy ulubionej, acz ściszonej muzyce. Choć przyznam, że ostatnio topornie mi to idzie, to powoli, mozolnie wręcz czytam kryminał Samuel'a Bjorka "Sowa." Z tego roku jednak najbardziej spodobał mi się "Samotny Wilk" J. Grishama. A Wy, co byście polecili?

5. Escape Room/Dom Strachu
Większą ekipą zawsze warto udać się do escape roomu. O zaletach tego sposobu spędzania czasu pisałam już kiedyś w tym poście :KLIK:. Taka rozrywka kosztuje przeciętnie od 100 do 120 zł. Oczywiście im więcej osób się zbierze, tym mniejsze wyjdą koszta na osobę. Sama uwielbiam escape roomy, choć byłam do tej pory w zaledwie dziesięciu. Mój ulubiony to zdecydowanie szczeciński Demon Asylum przy Bolesława Krzywoustego 76.

6. Filharmonia lub teatr
Jeśli uważacie, że escape room czy zwykły film to mało wymagająca rozrywka, to zdradzę Wam "sekret" - okres jesienno-zimowy to czas pełen wszelkich przedstawień teatralnych czy koncertów filharmonijnych. Jeżeli zatem macie ochotę na sztukę przez duże S - sprawdzajcie na bieżąco repertuar pobliskich ośrodków kultury. Bilety na niektóre przedstawienia należy rezerwować już z kilkumiesięczną rezerwacją, zatem - miejcie rękę na pulsie!

7. Odwiedź ulubione miejsce
Kiedy się już ściemni, a latarnie zaczną oświetlać zmęczone hałasem i wyczekujące odpoczynku miasto, warto udać się gdzieś, gdzie mentalnie będziemy w stanie odpocząć. Pójść w ulubione miejsce. Choćby na kwadrans. Dotlenić ciało. Oczyścić umysł. Po prostu wziąć, ot tak, ukochaną osobę za rękę i pójść w nieznane, póki nogi nie zdrętwieją Wam z zimna. A potem przyjść i rozgrzać się w taki sposób, na jaki tylko będziecie mieli ochotę.


8. Kursy i szkolenia
Dla osób, które nie lubią stać w miejscu i czują nieustanną potrzebę rozwijania się, polecam zapisanie się na szkolenie z zakresu, który znajduje się w Waszym polu zainteresowań. Jeśli w tygodniu nie macie czasu na taki kurs, zawsze istnieje opcja wykupienia takowego online - zdarzyło mi się korzystać z takich kursów i byłam nawet zadowolona. Są one często dużo tańsze niż kursy stacjonarne, a często niewiele im brakuje pod względem ilości informacji do takowych. Sama już prawie zakończyłam kurs marketingu i reklamy w sieci oferowany przez stronę PM Management. Ogromna ilość ćwiczeń praktycznych i nie mniejsza wiedzy - zdecydowanie polecam.

9. Podejmij aktywność
Więcej jedzenia oznacza więcej tkanki tłuszczowej - warto byłoby zatem choć troszkę pozbyć się jej nadmiaru. Zastanów się, czy w Twojej okolicy jest coś, co by Cię zainspirowało do działania? Ja na przykład kocham pływać, niestety jedyny normalny basen w moim mieście jest obecnie w remoncie, zatem muszę poczekać jeszcze z rok, zanim będę mogła go użytkować. Na ten okres zajęłam się i na poważnie zainteresowałam jogą - jest wspaniała i dla ciała, i dla umysłu. A Ty, jaki typ ćwiczeń/ruchu preferujesz?

10. Znajdź swoje hobby
Niejednokrotnie słyszałam "ale ja się do niczego nie nadaję", "nie mam bzika na jakimkolwiek punkcie", "nie jestem w niczym dobry/a". Well, it's rubbish!  Być może po prostu jeszcze nie znasz swojej ukrytej mocy, wierzę jednak, że na pewno ją posiadasz. Obserwuj samego siebie. Zapytaj otoczenie, co Ci wychodzi najlepiej. Próbuj różnych rzeczy: szyj, maluj, pisz, graj, śpiewaj, tańcz. W końcu coś Ci wyjdzie. Poczujesz, że coś należy do Ciebie. Że jesteś w tym dobry. Ale pamiętaj - próbuj. I - choć nic na siłę - nie poddawaj się. Bo, kto wie, kiedy odnajdzie Cię Twoje przeznaczenie?

 ***
A tak już całkowicie ode mnie - wsłuchaj się w siebie. W to, co podpowiada Ci Twój umysł, ciało i serce.
Tylko wtedy znajdziesz spokój i być może odnajdziesz radość w chwilach, które wydają się być szare, a tak naprawdę - wystarczy kilka kolorowych liści, aby ułożyć swą jesień w piękną całość.


---
korolowa

poniedziałek, 14 października 2019

Joker - zwyrodnialec bez sumienia czy samotny obłąkaniec?

"Wierzę, że cokolwiek cię nie zabije, po prostu uczyni cię… dziwniejszym."
Joker

Czarny charakter z komiksu o Batmanie zyskał nareszcie swoje 5 minut. I to takie pomnożone przez dwadzieścia  pięć - tyle bowiem trwa film o kultowej postaci z kreskówek i filmów o Batmanie -  krwisto-ustym, niezrównoważonym psychicznie Jokerze.


Na początku chciałabym zaznaczyć, że żadnym znawcą kina nie jestem, jednakże filmy oglądać bardzo lubię  - zwłaszcza nowsze produkcje oraz te z lat 90-tych. Oczywiście nieobcy jest mi również - mimo, iż za komiksami i filmami fantasy średnio przepadam -  portret Batmana, którego części również oglądałam. I tak jak uważam, że Mroczny Rycerz Powstaje z ś.p. Heathem Ledgerem to było coś absolutnie fenomenalnego, mocno depresyjnego i wręcz przygniatającego swym mrocznym klimatem, tak, jeśli chodzi o Jokera...niestety takiego odczucia już nie miałam.

Na film szłam fakt faktem już z pewnymi oczekiwaniami - oceny i opinie na Filmwebie wskazywały bowiem, iż będzie to coś absolutnie genialnego. Coś, co mnie wwierci w  kinowy fotel i przez dłuższą chwilę nie pozwoli mi wstać. Film był wszakże opisywany jako absolutne arcydzieło, a J. Phoenix jako pierwszy pretendent do Oskara. Czy jednak film ten urzekł mnie na tyle, abym mogła się pod tymi wszystkimi pochwałami i zachwytami podpisać?

Cóż - niewątpliwie Joaquin "zrobił" ten film. Jego mimika twarzy i gesty wraz z genialnie dobranym image'm oraz całą kolorystyką obrazu sprawiły, iż film ów był  bardzo klimatyczny, a z całą pewnością - nie był nijaki. Tak jak tytułowy Joker i jego wizje - okazał się być na swój sposób groteskowy: "zabawny" i smutny zarazem, a jednocześnie - trochę pogubiony. Jeden wątek wydał mi się bowiem zbędny i niewiele wnoszący do tego, co już jako widzowie otrzymaliśmy.Na minus było również przedłużające się zakończenie i miejscowa dosłowność - choć wiem, iż niektórzy uważają, że właśnie tak miało być - wydaje mi się, że mogłoby jej być odrobinę mniej - niemniej, to tylko i wyłącznie moja opinia.

Piękna była natomiast scena na schodach - barwy, muzyka i Phoenix, z którego wychodziły emocje - to wszystko sprawiało, że mogłam jeszcze bardziej wczuć się w atmosferę filmu i uwierzyć, że tak właśnie mógł zachowywać się w takiej chwili Joker, gdyby faktycznie istniał.


Nie chciałabym jednak zdradzać więcej szczegółów, aby nie zburzyć Wam przyjemności z oglądania filmu, jeśli jesteście dopiero przed seansem.

Dlatego, podsumowując - czy film spełnił moje oczekiwania? Nie w stu procentach.
Czy warto się na niego wybrać? Zdecydowanie tak.
Joker to imho bardzo dobry film i warto go obejrzeć chociażby po to, aby samemu wyrobić sobie o nim zdanie. I choć według mnie reżyser nie wspiął się tutaj na wyżyny swojego Everestu - zwłaszcza jeśli chodzi o studium psychologiczne tak arcyciekawego przypadku jakim jest właśnie Joker - to mimo wszystko warto zgłębić się w tę drogę, przemianę, którą genialnie odtworzył Phoenix, stając się tym samym godnym następcą ś.p. Ledgera.

---
korolowa

czwartek, 5 września 2019

Półka

(...) Świat będzie pozbawiony barw, chyba, że flamastrem go namalujesz sam (...)
Flamaster, Hollow Quartet
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ile razy uderzyłeś, o coś, po czym poczułeś jak słodka, czerwona ciecz pojawia się na Twojej skórze? Jak często zdarzyło Ci się wtedy krzyknąć z bólu? Czy narzekałeś wtedy na tę cholerną półkę wiszącą tuż nad Twoim ramieniem, rozpamiętując incydent w bezkres? Stanąłeś, czekając, aż ktoś Cię pogłaszcze po główce? 
A może po prostu nałożyłeś opatrunek i uśmiechając się do siebie pomyślałeś, że trzeba tę półkę po prostu przewiesić?



Wiesz, świat wcale nie będzie nigdy lepszy.
Ani bardziej sprawiedliwy.
Ani pełen samego dobra.
Nie będzie w nim samych przyjaznych ludzi, którym warto zaufać.

Ale to nie znaczy, że trzeba się przed nim chować w piasek.


Bo świat nie będzie również gorszy.

Nie będzie bardziej niesprawiedliwy niż już jest.
Nie będzie na nim samych złych ludzi.
Tylko na niektórych trzeba czasem uważać.

Bo tak naprawdę, my sami tworzymy swój świat.

Codziennie wyjmujemy różne kredki i malujemy na nowo własne pejzaże.
Kreujemy rzeczywistość na bazie własnych emocji i doświadczeń.
Jeśli więc pokolorujesz ją dzisiaj odcieniami czerni i szarości, nie miej o to pretensji do całego świata.
Daj jej trochę zieleni i błękitu nieba, a zobaczysz, że na pejzażu pojawi się również coś  okrągłego i mocno żółtego, nasycającego swoją barwą pozostałe kolory.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bo na tym świecie, półka może znaleźć się wszędzie.
Od Ciebie zależy, co zrobisz, gdy Twoja głowa zetknie się z nią ponownie.


---
korolowa