Polub mnie na FB :)
piątek, 18 grudnia 2020
Gwiazd(k)a.
niedziela, 25 października 2020
Krzycz.
poniedziałek, 10 sierpnia 2020
Gdańsk - miasto kontrastów
Gdyby ktoś mnie zapytał o moje ulubione polskie miasto, z całą pewnością i bez zająknięcia stwierdziłabym, że jest to Gdańsk. To miasto pełne wdzięku: otulone rzekami i delikatną, morską bryzą. Miasto pełne wspaniałej, gotyckiej oraz renesansowej architektury. Niekończących się, przechodzących jedna w drugą, uliczek. Ballad granych przez stojących pod kamienicami grajków i obserwującego radosny gwar jarmarku koła widokowego na Ołowiance.
Poza beztroską, letnią odsłoną, w Gdańsku znajduje się wiele ważnych i interesujących obiektów kulturalno-historycznych: Westerplatte, Europejskie Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej czy też Gdański Teatr Szekspirowski (jedyny taki na świecie z otwieranym dachem!). Te trzy pierwsze przypominają o przeszłości: wojnie, cierpieniu, męstwie i patriotyzmie. O latach walk o wyzwolenie, spokój i wolność. Walk i demonstracji, w których krew oddało setki tysięcy ludzi.
A wszystko po to, aby w końcu nam się lepiej żyło...
Wróćmy jednak do tej przyjemniejszej odsłony Gdańska.
Gdy rok temu zwiedzałam to miasto w okresie zimowym, przypadkiem natknęłam się na niesamowicie klimatyczną kawiarnię. "W Starym Kadrze' znajduje się na ul. Lawendowej 2/3. To magiczne miejsce oferuje jednak nie tylko niezłej jakości ciasta i rozgrzewające herbaty. Dwa razy dziennie, w oddzielnej salce, emitowane są tam filmy: od Casablanci Curtiza po współczesne, najnowsze produkcje. Warto tam pójść, aby z kubkiem gorącego napoju zasiąść wygodnie przed niewielkim ekranem i rozkoszować kameralną atmosferą tej filmowej kawiarenki.
3. Billy's American Restaurant - Targ Sienny 7
Jeżeli chcecie zjeść naprawdę dobrego burgera - idźcie do Billi'ego! Znajdziecie tam pyszne amerykańskie jedzenie. W menu znajdują się m. in pancakesy, omlety, burgery, steki, żeberka i wiele innych. Można tam wpaść zarówno na śniadanie jak i porę obiadową. Sama mogę z całkowitą odpowiedzialnością polecić Jack Burger'a. Niebo w gębie!
2. Whisky in the Jar - Chmielna
Gdy pierwszego dnia przyjechaliśmy do Gdańska, lało jak z cebra. Przemoknięci i zziębnięci, mieliśmy ochotę zjeść coś gorącego. Czytając wcześniej o tym miejscu, tak bardzo się na nie nakręciliśmy, że nie zraziła nas nawet czekająca przed nami na wolne miejsca kolejka do restauracji (!). Gdy jednak udało nam się już zająć miejsca, szybko zamówiliśmy jedyną podawaną tam zupę pomidorową... i oniemieliśmy. Zupa miała być jedynie zwykłym starterem, a okazała się naszym odkryciem: była przepyszna, inna niż dotychczas, taka wyrazista, a do tego mocno sycąca.
Po zupie natomiast nadszedł czas na konkret: steki.
I to był po prostu sztos.
Podany na gorącym kamieniu, soczysty, a jednocześnie konkretny kawał mięsa.
Dla mnie może trochę zbyt delikatnie doprawiony, jednak, muszę przyznać - wszystko zjedliśmy z ogromną przyjemnością. Zdecydowanie polecam! I nie zrażajcie się kolejkami - czekanie nie trwa długo. A wierzcie mi, że warto.
1. Mito Sushi - Szeroka 91
Szczerze mówiąc, myślałam, że nie zjemy już nic lepszego od tego, co zdobyło nasze podniebienia w Whiskey in The Jar.
Biorąc jednak pod uwagę zarówno wrażenia smakowe jak i stosunek jakości do ceny, liderem okazało się mocno rekomendowane Mito Sushi. Okazało się, że zachwyty nad tym miejscem nie były wyssane z palca.
To, co tam zjedliśmy, to był majstersztyk. Po prostu ob-łęd! Jeszcze delikatnie ciepły ryż i połączenie znanych, rybio-warzywnych zestawów ze słodkim mango i dżemem chilli zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Taką kompilację przełamanych słodyczą smaków można znaleźć chociażby w m.in. zamówionym przez nas zestawie Kawasaki.
Pisząc te wszystkie pochlebstwa, myślę sobie, że mogłabym tu również wspomnieć o miejscach, w których lepiej nie jadać... jednak teraz wolałabym skupić się już tylko na pozytywach.
Aromacie pysznych potraw.
Gwarze jarmarku.
Obnażającym serce Gdańska kole widokowym.
Na tej magii i poczuciu kameralności, które - o, ironio - można odnaleźć na nawet najbardziej zatłoczonej Ołowiance.
Jak?
Wystarczy kupić rogala bądź drożdżówkę. Usiąść wygodnie na jednym z leżaków.
Rozkoszować ciepłem słońca i bliskością wody. Obserwować łodzie płynące po Motławie.
Oddać się sielskiemu obrazowi. Chwili.
Wziąć głęboki oddech... i poczuć jak klimat tego miasta wypełni Twoje płuca i uszy, podniebienie i oczy, wreszcie - całą duszę.
---
korolowa
poniedziałek, 15 czerwca 2020
Uwierzyć.
---
korolowa
poniedziałek, 11 maja 2020
Huśtawka.

wtorek, 7 kwietnia 2020
WIELKANOC w dobie koronawirusa: wyciągam ręce, ale nikogo nie ma...
- Cztery? No co ty, to wyjdzie za mało!
-Cholera!
- Co?
- Zapomniałam o obrusie.
- Ale co z nim?
- Plama nie zeszła..
- ...
- No zapomniałam.
- Na cały rok o nim ZAPOMNIAŁAŚ? Gdzie ty masz łeb? Z tyłkiem miejscami go zamieniłaś?
- Aśka, Gośka, dawać mi tutaj. Z sałatką mi pomożecie. I pisanki jeszcze zrobić trzeba...
---
12 kwietnia 2020 roku. Słońce bezczelnie próbuje przedrzeć się przez lekko uchylone okna.
Jest ciepło, stwierdzasz w duchu - choć tym razem nie robi Ci to właściwie większej różnicy.
Chmury czy czyste niebo, słońce czy deszcz. Na zewnątrz to możesz co najwyżej głowę wychylić...
Już po 11. Normalnie dawno bylibyście po śniadaniu... tymczasem, nikomu nigdzie się nie spieszy.
Zdarza Ci się spać do południa i nikt z tego nie robi afery. Żadnego pośpiechu - bo i do czego?
Do pracy iść nie musisz. Właściwie - nic nie musisz. Choć przydałoby się coś czasem zjeść. Z głodu wszakże też można umrzeć.
Przeciągasz się ospale w łóżku. Drożdży nie dostałeś, więc właściwie jedyne co sobie zrobisz na święta to jajka w skorupce. Taki mały, symboliczny akcent. Udało Ci się też zamówić bezę z ulubionej kawiarni, którą już od wczoraj trzymasz w lodówce.
To nic, że zjesz ją sam. Będzie na 3 dni.
O 12 umówiliście się z rodziną na WhatsAppie. Będzie mama, Jacek i babcia Tereska.
Nikt nie będzie miał na sobie garnituru ani odświętnej sukienki. Co najwyżej ładniejszą koszulę i jasną, w miarę elegancką bluzkę. Babcia Tereska założy jednak swoje ulubione, czerwone korale.
W końcu to jednak święta.
O 12:40 rozłączycie się, bo ile można rozmawiać o tym samym bez popitki i zakąski. A propos tego ostatniego - przypomina Ci się, że nie zjadłeś jeszcze tego cholernego śniadania...
Nikt Cię jednak nie pogania. Nikt nie krzyczy, że zlew jest zapchany i trzeba zmyć kolejną serię naczyń. Ukochana babcia nie próbuje wcisnąć kolejnej sałatki.
I niby ta cisza i ten spokój są dla Ciebie czymś błogosławionym.
A jednak, przyznasz z ukłuciem w sercu, brakuje Ci tego.
Tej pysznej sałatki babci.
Rozkazującego, lecz jakże pełnego ciepła głosu Mamy.
Głupich żartów i sprośnych powiedzonek Jacka.
I wtedy uświadamiasz sobie, co w życiu jest najważniejsze.
I nagle chcesz ich wszystkich tak mocno przytulić... tylko, gdy wyciągasz ręce, zdajesz sobie sprawę, że przecież nikogo obok Ciebie dzisiaj nie ma.
To będą inne święta.
Nikt z daleka nie przyjedzie w odwiedziny.
Nie teraz.
Być może nawet nie za miesiąc.
Ale, gdy już będzie można, gdy przeminie ten najgorszy czas, wiesz, że pierwszą rzecz jaką zrobisz to będzie wizyta u kogoś bliskiego.
Przyjedziesz na cały weekend do babci.
Zaprosisz do siebie Mamę z Jackiem.
Zorganizujesz wielką imprezę dla swoich przyjaciół. Taką z planszówkami, kalamburami i czerwonym winem.
I wyściskasz ich wszystkich tak jak byście się nie widzieli przynajmniej z pół roku... bo tak zresztą najprawdopodobniej będzie.
A jeśli z kimś mieszkasz - ciesz się, bo nie wszyscy mają ten komfort.
Bo łatwiej jest przetrwać, gdy nie jest się samotnym.
Dlatego życzę Wam, mimo tej trudnej sytuacji, abyście nie tracili kontaktów ze swoimi najbliższymi.
Dzwońcie do siebie.
Piszcie do siebie.
Po to to wszystko mamy, aby się wzajemnie wspierać.
A mając i zdrowie, i siebie nawzajem - przetrwamy wszystko.
czwartek, 19 marca 2020
Tak cicho.
piątek, 6 marca 2020
Kobiety XXI wieku - mało kobiece?
czwartek, 13 lutego 2020
A gdy wypalą się iskry... czyli niewalentynkowo o związkach słów kilka.
środa, 22 stycznia 2020
"Psy 3: W imię zasad" - recenzja filmu.
niedziela, 19 stycznia 2020
All the good things come to those who are thankful - o wdzięczności.
piątek, 3 stycznia 2020
Noworocznie [nie] postanawiam.
Więcej myśleć.
I te myśli, które się w nim kłębią, potrzebują wyjść, odpocząć, odetchnąć. Zostać przeczytane. Wnikliwie dotknięte wzrokiem innych.
-*-*-*-
Gdy niebo za oknem nie błyszczy już tysiącem różnobarwnych świateł, a człowiek dopija ostatnią kropelkę szampana, nagle powstaje pytanie: co dalej. Ale nie takie, przykładowo, "co dalej, iść po śledzika czy zapchać się resztkami bigosu" albo "dzień w łóżku czy dzień na kanapie przed Netflixem",choć i takie wybory należy, gdy zajdzie potrzeba, podejmować. Niemniej, nie owe miałam teraz na myśli.
Patrząc na to spokojne już niebo, myślę o tym, że właśnie wkroczyłam w kolejny rok.
Rok, w którym warto kontynuować to, co się zaczęło.
Rozwijać cele, do których się dąży[ło].
Relacje, które się rozpoczęło.
A te, które się definitywnie zakończyło, pozostawić na stercie ze spalonym węglem.
Nie rozglądać się za przeszłością, tylko iść na przód.
Mniej sentymentu, więcej inspiracji.
Nowych przeżyć. Osób. Miejsc. Smaków.
Wdzięczności za to, co jest. I pełnego ekscytacji oczekiwania na to, co jeszcze przede mną.
Nie chcę jednak traktować tego jako często przemijające, noworoczne postanowienie.
Niech to będą zatem życzenia dla mnie samej.
A właściwie, dla nas wszystkich.
Tak, dla Ciebie też.
Bo po co wypełniać swe myśli przeszłością, nie dając sobie tym samym możliwości na pójście naprzód i zobaczenia tego, co znajduje się za mgłą minionych dni?
Dlatego: oddzielić mocną kreską.
Wspominać, ale nie po to, by się smucić, zadręczać czy zastanawiać "A co by było, gdyby...?"Zwyczajnie: wyciągać wnioski z doświadczeń, lecz nie wracać do nich codziennie.
Iść w przód, nie w tył...
..poszukiwać inspiracji...
...dziękować za każdy uśmiech, miły gest...
....otaczać pozytywnymi ludźmi...
...zacząć mówić "nie", gdy nie chcesz powiedzieć "tak"....
... tym, którzy na to zasługują - dawać z siebie wszystko, co najlepsze...
... dopieszczać samą siebie..
...smakować, podróżować, delektować każdą chwilą...
...zaakceptować fakt, że nigdy nie wejdę dwa razy do tej samej rzeki...
... i skupić się na tym, co chcę, aby było, bo tylko wtedy, tylko wtedy będę mogła...
... dać sobie szansę na szczęśliwą przyszłość.