Polub mnie na FB :)

sobota, 8 grudnia 2012

Choinka

 To powyżej oraz na samym dole, to moja, przyozdobiona wczoraj, choinka. Poniżej - wiersz. Miłego zimowego popołudnia!


Spod pudeł
żalu
kurzu
samotności
wyciągnęłam
choinkę
taką z mojej
przeszłości

Obwiązałam
złotym
łańcuchem
przebaczenia
wymazując
z głowy
wszystkie złe wspomnienia

Srebrne ze złotymi
bombkami  tam się spotkały
tworząc miłości i ciepła
duet wręcz wspaniały

I tylko gwiazda betlejemska
gdzieś mi się schowała
lecz wiem, nie dane mi dziś ją
 tutaj zobaczyć

Aby więc, i bez gwiazdy,
reszta
pięknie lśniała
i by nie trzeba było
niczego wybaczać







---
korolowa










 

piątek, 7 grudnia 2012

Aborcja

Chciałam dziś poruszyć jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów w Polsce. Proszę Was najpierw, abyście przeczytali poniższy artykuł.

'31-letnia kobieta będąca w 17 tygodniu ciąży zmarła w szpitalu w irlandzkim Galway po tym, jak lekarze odmówili aborcji pomimo zagrożenia dla matki. Władze wszczęły śledztwo.
Savita Halappanavar była w 4 miesiącu ciąży. Nie była to jej pierwsza, ale poprzednie poroniła. Tym razem ciąża także nie przebiegała normalnie i płód był zagrożony, a kobieta źle się czuła. Skarżyła się na potworne bólee, w końcu poprosiła lekarzy o przerwanie ciąży. Od medyków miała jednak usłyszeć, że "Irlandia to katolicki kraj" i "póki bije serce płodu" nie wykonają aborcji.
Po trzech dniach agonii matki, funkcje życiowe płodu ustały. Lekarze usunęli go, a kobietę przenieśli na intensywną terapię, gdzie niedługo później zmarła. Sekcja zwłok wskazała na sepsę jako przyczynę śmierci.
Zarówno władze szpitala i irlandzkiego odpowiednika NFZ wszczęły dochodzenie w sprawie. W Irlandii prawo nie pozwala na dokonanie aborcji nawet jeśli życie matki jest zagrożone. Słowa męża zmarłej, który podkreśla, że nie jest "ani Irlandczykiem, ani katolikiem", mogą wywołać jednak debatę na ten temat w katolickim kraju. Przed szpitalem już teraz pikietują przeciwnicy restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego.'

Tutaj zaś  list kobiety, która dokonała aborcji. O jej przyczynach, rozterkach tej Pani oraz o spotkaniu z duchownym:

'Jestem młodą kobietą z kilkuletnim „stażem małżeńskim". Z oszczędności stosowaliśmy najtańsze metody antykoncepcji, no i stało się - nagle okazało się, że jestem w drugim miesiącu ciąży. Najpierw przyszły refleksje: co teraz robić? Dziecka nie planowaliśmy, bo nie mieliśmy ani dostatecznych środków (brak mieszkania, pieniędzy, podstawowych sprzętów, itd.) ani możliwości (tylko ja miałam stałą pracę po 15-16 godzin na dobę, a mąż pracował dorywczo). Wiedziałam, że szef mnie zwolni, gdy tylko zauważy, że jestem w ciąży, bo zrobił tak z dwiema innymi kobietami. Zarobki męża nie starczyłyby nawet na utrzymanie nas dwojga, nie mówiąc już o dziecku. Pewnie opisuję tu banalnie typową sytuację, jakich w naszym kraju są tysiące. Pojawiło się widmo aborcji jako niestety jedynego wyjścia. Jestem wierzącą katoliczką i zaczęłam mieć straszne wątpliwości. Z jednej strony nie mogłam urodzić, z drugiej strony nie chciałam nikogo zabijać. Byłam tak tym wszystkim zmęczona, że nawet myślałam o samobójstwie. Poszłam do spowiedzi i miałam wyjątkowe szczęście, bo przypadkowo trafiłam na mądrego i odważnego księdza (nie powiem o nim nic więcej, by mu nie zaszkodzić). Widząc moją szczerą rozterkę, ksiądz nie mówił mi gotowych formułek o grzechu, morderstwie itd., tylko najpierw uspokoił mnie a potem zaczął miłym głosem przekonywać, że aborcja wcale nie jest złem, jeśli ja sama czuję, że jest potrzebna.





Przeżyłam szok, bo spodziewałam się zupełnie innych słów, które zniechęciłyby mnie do aborcji i (teraz to wiem) zrujnowały moje życie. Nawiązaliśmy szczerą i otwartą rozmowę, która trwała prawie 3 godziny. Ja przekazywałam księdzu swoje wątpliwości, a on je po kolei tłumaczył. Miałam wrażenie, że budzę się z jakiegoś koszmaru, w którym cały czas tkwiłam i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Ten koszmar to było to sztuczne poczucie winy, które źli duchowni wmawiają kobietom. Teraz wiem, że jest to z ich strony złośliwość, niechęć do kobiet, niezrozumienie życia a też i chęć kontroli, bo osobą, która się zmaga z głupimi dogmatami łatwiej kierować.

(...)
W tym miejscu każdy może sobie) zadać pytanie, czy tak może pisać katoliczka? Tak, jestem nadal katoliczką, ale tylko ze względu na tego księdza, który przekonał mnie do podjęcia właściwej decyzji. Dzięki niemu nie czuję żadnych wyrzutów sumienia, bo jestem pewna, że niczego złego nie zrobiłam. Wręcz przeciwnie, uważam aborcję w mojej sytuacji za wielkie dobro. Nie urodziłam dziecka niechcianego, nie jestem osobą nieodpowiedzialną, która zgadza się na oddanie własnego dziecka jakimś przypadkowym ludziom, albo, nie daj Boże, na wychowanie u zakonnic lub w domach dziecka (znam niestety takie instytucje (...) '
 więcej na http://prochoice.blox.pl/2007/03/Moja-aborcja.html.

Większość komentarzy pod artykułem jest... bardzo delikatnie mówiąc, niepochlebna.
Pozwólcie, że zacytuję jeden z nich:

'JAK DLA MNIE JESTES ZWYKLĄ MORDERCZYNIA CO GORSZA JESZCZE NIE MASZ WYRZUTÓW SUMIENIA Z TEGO POWODU. PIEKŁO POWINNO CIE POCHLONAC. TO JA PROSZE BOGA O DAR KTORY BYL TOBIE NIEGODNEJ DANY I TAK GO ZMARNOWALAS ALE MAM NADZIEJE ZE KIEDYS PRZYJDZIE DZIEN I POJMIESZ ZE ZABILAS CZLOWIEKA!!!!!!!!!!!!!'

Dobrze, to teraz ja. Szczerze? Ta ostatnia 'spowiedź' jest, akurat, nieco naciągana. Po pierwsze, ta kobieta nie miała środków materialnych, aby się lepiej zabezpieczyć, a miała na usunięcię ciąży?
Biorę jednak pod uwagę fakt, że takie urodzenie czy nieurodzenie dziecka to zdecydowanie lifetime decision, no i niech będzie, że zaciagnęli nawet na to kredyt; nie pasuje mi jednak zupełnie ksiądz mówiący o wykształceniu się mózgu u  dziecka, ponadto to, co powiedział, prawdą nie jest, gdyż u płodu mózg rozwija się już w 8 tygodniu, a więc po 1,5 miesiąca.

Czy opisana powyżej sytuacja jest całkowicie prawdziwa czy nie, nie jest aż tak ważne jak to, że dalej mamy problem z zaakceptowaniem pewnego stanu rzeczy.

1. Nie tworzy nas nikt inny poza kobietą i mężczyzną, nie doszukujmy się  tam kogokolwiek innego, kto poza rodzicami, miałby prawo o nas decydować.
2. Kiedy ktokolwiek ma prawo za kogokolwiek decydować? Tak naprawdę, nikt nie powinien. Gdy
 to 'coś w brzuszku możemy już świadomie nazwać dzieckiem (bo jest to 8 czy 9 miesiąc i wszystko: zmysły, narządy są już ukształtowane) nie powinno się usuwać ciąży.
3. Skoro jest coś o prawie wyboru, to takie prawo powinna mieć również kobieta mająca urodzić dziecko.
Moim zdaniem powinno to jednak dotyczyć określonych sytuacji:
  • jeżeli ciąża zagraża kobiecie/dziecku/obydwojgu
  • jeżeli kobieta została zgwałcona, a więc nie był to akt miłości
  • związki/kobiety, których nie stać na utrzymanie przyszłych dzieci, NIE powinny poddawać się aborcji, ale być wspierane przez państwo/środki unijne. 
Każdy przypadek jednak jest inny i każdy może wygladać, mimo podobnych przyczyn, zupełnie inaczej. To są tylko moje pewne schematyczne sugestie, które, wprowadzone w życie, ułatwiłyby, uratowałyby życie wielu osobom. Nie tylko matkom. Bowiem wprowadzenie takiej ustawy wcale nie musiało by od razu oznaczać większej ilości wykonywanych aborcji, może właśnie przeciwnie - uświadomiło by kobietom, że w państwie, w którym mogą polegać na pomoc finansową rządu, nie muszą się niczego obawiać  i MOGĄ zdecydować się na urodzenie dziecka.



---
korolowa

czwartek, 6 grudnia 2012

Nie kupuj psa 'pod choinkę'!

Witajcie kochani!

Dzisiaj wyjątkowo nie będzie ani typowego komentowania, ani wierszy, ale mój mały apel do Was.

Natkęłam się dziś bowiem w Internecie, a dokładniej na Facebooku, na ten oto obrazek.


Uważam, że powinniśmy wziąć sobie to głęboko do serca i pamietać o tym zawsze, nie tylko od święta.
Zwierzę to nie zabawka. Ono czuje i cierpi, niekiedy nawet mocniej niż ludzie.
Jeżeli kopiesz psa czy kota to wiedz, że to tak, jakbyś kopał swoją siostrę.
Jeżeli kupujesz dziecku 'wspaniały prezent' i  później oddajesz, to tak, jakbyś oddał gdzieś babcię, wujka, ojca.
Bo ONE są jak MY.

Jeśli wnosisz do domu żywą istotę, jaką jest pies, kot, kanarek czy nawet rybki to wiedz, że jesteś za to odpowiedzialny.
Bowiem łatwo jest się czymś pobawić i zostawić, gorzej własnie tą odpowiedzialność na siebie przyjąć.

Więc jeśli i Ty się tak zachowujesz i dalej nie chcesz zmienić swojego postepowania to wiedz, że dla mnie ten porzucony przez Ciebie psiak jest dużo bardziej wart od Twojej, pozbawionej człowieczeństwa oraz wrażliwości, gównianej osoby.

Dlatego, zanim zdecydujesz się na zakup zwierzaka, pomyśl, czy aby

1) Nie będziecie z rodziną zbyt często wyjeżdzać
2) Zawsze znajdzie się osoba, która nie tylko z nim wyjdzie i go nakarmi, ale także znajdzie czas na wspólną zabawę
3) Czy przedyskutowałeś wszystkie plusy i minusy z wszystkimi członkami rodziny i czy to jest Twój ostateczny wybór.

PS. Życzę wszystkim wesołych i pysznych Mikolajek! :)











---
korolowa

środa, 5 grudnia 2012

' Pokłosie', czyli dalej dostajemy w dupę.

Na stronie http://www.polskieradio.pl/7/473/Artykul/735407,Poklosie-Polski-antysemityzm-jest-bardzo-silny  czytamy, że ''nowy film Władysława Pasikowskiego od kiedy wszedł do kin budzi wielkie emocje. Z różnych stron badają zarzuty, że "Pokłosie" jest filmem antypolskim. Z takimi opiniami nie zgadza się Ryszard Bugajski. Reżyser mówił w Jedynce, że Polacy krytykują film Pasikowskiego ponieważ "nie chcą się dowiedzieć prawdy o sobie".

Trudno się z tym nie zgodzić.
Niemniej jednak uważam, że chyba jesteśmy narodem, który równie wyjątkowo lubi obniżać swoją wartość i dostawać, za przeproszeniem, w dupę.

Ludzie, uratowaliśmy jakieś 300 000 Żydów. W czasie wojny, Polacy nierzadko poświęcali również swoje życia, aby tylko uchronić, głównie żydowskie dzieci, przed hitlerowcami. Polacy mieli ZAKAZ ukrywania Żydów, a mimo to robili to.
Ciekawe, czy inne nacje również miały by taką odwagę?



I to nie to, że ja mam coś przeciw kręceniu takich filmów, w końcu prawda jest najważniejsza.
Tylko ciekawe, które państwo zgodziło by się na taki film, w którym pokazuje same swoje najgorsze cechy, totalnie ujmując sobie tych pozytywnych dokonań, zwłaszcza w tej samej kwestii.

---
korolowa

wtorek, 4 grudnia 2012

Najbardziej zaskakujący prezent

Witam Was kochani bardzo gorąco!

Dosłownie przed chwilą skończyłam przeglądać, co się na tym naszym Internecie dzieje.
Weszłam również na blogi, które staram się regularnie odwiedzać.
Na jednym z nich osoba komentująca pod postem zastanawiała się, co można kupić na prezent gwiazdkowy swojemu chłopakowi, ponieważ ma z tym problem.



Wiadomo jednak, że radzenie w takich sprawach w Sieci wygląda tak: 'wszystko zależy od charakteru i zainteresowań', 'jesli Ty nie wiesz, co mu kupić, to skąd my mamy wiedzieć' itd.
I, co najgorsze, to wszystko jest prawdą.

Niemniej jednak, czasami można znaleźć na forach, portalach, blogach pewne sugestie, które mogą nam pomóc w zakupie tego perfekcyjnego prezentu.

Nie chciałabym tu Was jakoś specjalnie w tej kwestii pouczać, jednak jest kilka fundamentalnych zasad (+ rad ode mnie), którymi chciałabym się z Wami podzielić.

1. Starajcie się NIKOMU nie wręczać pieniędzy jako prezent. To NIE jest prezent. Wyjątkiem są sytuacje, gdy ta osoba ma już w naszym mniemaniu wszystko i jest członkiem naszej rodziny, osobom obcym kasy dawać po prostu nie wypada.

2. Stara zasada - kupcie coś zgodnego z zainteresowaniami/hobby. Czy ta osoba naprawdę tylko siedzi przed TV i totalnie nic ją nie ciekawi? To może ją czymś zainteresujcie? Można by zacząć od podsunięcia biografii kogoś znanego albo nagrać płytę z ulubionymi piosenkami?

3. Właśnie - pamiętajcie, że nie za każdym razem musicie wydawać na owy prezent pieniądze! W końcu np. nagranie ww  płyty pochłania jedynie czas na wybranie najbardziej odpowiednich piosenek. Jeśli posiadacie zdolności manualne, a w kuchni czujecie się jak ryba, sami upieczcie tort/ciasto +  zróbcie kartkę z życzeniami (to oczywiście wersja bardziej na urodziny, no chyba, że ktoś jest wielbicielem kartek).

Ja w tym roku otrzymałam najpiękniejszy jak do tej pory prezent.
Prezent, na który niepotrzebny był żaden budżet.

Mój A., który normalnie gra na gitarze, mając do wykorzystania miesiąc praktyki w pewnym miejscu, gdzie do wykonania miał jeszcze dużo innej roboty, nauczył się, do dnia moich imienin, śpiewać oraz grać na fortepianie 'Zawsze tam gdzie ty'. Nikt nigdy wcześniej niczego specjalnie dla mnie nie zagrał, a tu jeszcze totalna zmiana instrumentu. To był najpiękniejszy prezent, jaki mogłam sobie tylko wymarzyć, czułam, jak dla mnie grał, z głębi serca.



A Wy, otrzymaliście kiedyś taki wyjątkowy prezent? A jeśli nie, to jak sobie wyobrażacie ten idealny podarunek? Jaki był najlepszy prezent do tej pory otrzymaliście?

Wypowiedzcie się!
Może dzięki Waszym komentarzom, choć jedna osoba przestanie mieć problem z przygotowaniem świątecznego prezentu.

Hugs!

---
korolowa

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Gran Torino

Wczoraj, z braku wiekszej weny, usiedliśmy sobie całą trójeczką około godziny 22. razem w pokoju dziennym, zwanym potocznie 'stołowym'. Otworzyliśmy szampana, po czym stwierdziliśmy, że fajnie by było coś obejrzeć.

Andrzej powiedział, że może ściągnąć Gran Torino. Słyszałam o tym filmie, ale nie wiedziałam nawet dokładnie, o czym jest.

Po 15-stu minutach film był już ściągnięty.
I w ten właśnie sposób rozpoczęliśmy wspólnie śledzić losy Walt'a Kowalskiego (Clint Eastwood), weterana wojny w Korei, zatwardziałego rasisty. Całkowicie odciętego od najbliszej rodziny, nie utrzymującego kontaktów z synami czy wnukami, mieszkającego w dzielnicy z Chińczykami, do których ma wyjątkowe uprzedzenie.

Tytułowy Gran Torino to jego zabytkowy samochód, którego to jeden z, jak to Walt ma w zwyczaju mówić, żółtków, próbował, zmuszony przez kuzynów, mu ukraść.

W ramach odkupienia grzechów, Thao (żółtek, którego Walt ciagle nazywał Toad [ropucha]) ma pomagać przez tydzień Walterowi w czymkolwiek, co sobie starszy pan wymyśli.




I tak oto zaczyna się opowieść. O walce z uprzedzeniami. O oddaleniu i przybliżaniu. 

Ale, co mnie ujęło, także o bliskości z pozornie-nieznajomymi oraz odwracaniu się od najbliższych.
Jak to jest, że czasami mamy więcej wspólnego z ledwo poznanymi osobami niż z własną rodziną?
Jak to się dzieje?
Czy Wy też tak macie, że (przynajmniej czasami) sto razy szybciej pomoglibyście sasiadowi niż własnemu rodzicowi?
Zostawiam Was z tym pytaniem, jednocześnie polecając obejrzenie tego filmu.

Bowiem nie jest to film o samochodach, jak to się niektórym może wydawać, ani o żadnych pościgach.
Oglądając go, może się okazać, że ten film dotyczy w pewnym sensie również Was.





---
korolowa


niedziela, 2 grudnia 2012

A Ty czego się boisz?

Dzisiaj długo zastanawiałam się nad tematem posta.

Męczyłam nawet mojego chłopaka, pytając go notorycznie, czy nie ma  może jakiegoś ciekawego tematu on mind.

Staliśmy akurat w łazience, myjąc zęby (tak, wiem, niezwykle intymna i romantyczna sceneria). Mój pełen genialnych pomysłów Andrzej zaczął opowiadać mi historię, którą sam wymyślił, o Yeti i kobiecie, o tym, jak się próbowała od niego wyzwolić (tak, również w tym perwersyjnym znaczeniu), potem o związywaniu, i tak dalej...

' Jesus, you scare me', powiedziałam pół żartem, pół serio.

I od razu pomyślałam, że w sumie czemu by nie napisać o lękach, o tym, czego się boimy?




W końcu jest wiele rzeczy, które nas przerażają.
Mnie na przykład przeraża od jakiegoś czasu wehikuł zwany rowerem. Wiem, brzmi to strasznie głupio. Ja jednak od kilku lat nie jeżdżę. Boje się, że ponownie potrące staruszkę albo sama pod ten pojazd wpadnę, jako że wiele już miałam takich sytuacji. Dlatego od dłuższego czasu unikam dwóch kółek.

Boję się też horrorów oglądanych w nocy. Nieważne czy z towarzystwem, czy bez. Potem boję się zasnąć, choć koszmarów raczej nie miewam. Jednak nigdy nie wiadomo, czy coś mi nie wylezie spod łóżka, gdy moja czujność będzie prawie uśpiona.

Nie lubię też pająków i karaluchów, co również w pewnym sensie implikuje to, że się ich boję.

Co mnie jeszcze przeraża, to, z tych ważniejszych już rzeczy fakt, że czas tak szybko ucieka. Odchodzą bliskie mi osoby. Czasu się jednak nie cofnie, a bliskich nie wróci się do życia.

Dlatego boję się samotności. Teraz jest ktoś, później może nie być.

Jest jeszcze wiele rzeczy, jednak nie będę rozgrzebywać, gdyż są zbyt osobiste, zbyt mocne.

A Ty? Czego Ty się boisz?



sobota, 1 grudnia 2012

Świętowania czas.

Ho, ho ho!

Z uwagi na to, że już mamy grudzień, i nawet - gdzieniegdzie - sypie śnieg, witam Was bardzo mikołajowo.

Jak spędziliście wczorajsze Andrzejki? Domówka, klub, a może spokojny wieczór przy piwie/soczku?

Ja mimo, że spędziłam go w domu z dwoma najbliższymi mi facetami, na brak wrażeń nie mogłam narzekać.
Opiliśmy dzień mojego chłopaka, słuchajac pięknej muzyki. Na zmianę z Peterem Gabrielem leciało  All that remains i Opeth. Potem zaś moi panowie dostarczyli mi niespodziewanie takiej dawki emocji, że wolę nawet o tym nie wspominać.

Ah, zapomniałabym! Jeszcze wcześniej wróżyliśmy sobie przyszłość, lejąc przez klucz woskiem do wody. Mi wyszła jakaś niewyraźna postać, ewentualnie niedomknięte koraliki w łańcuszku. jakby to zinterpretować?




Dziś znowu idziemy świętować, tym razem wspomnianą już przeze mnie 50-tkę mojego wujka. Dlatego zostawiam Was z ułożonym dla niego wierszem, delektujcie się nim i pijcie z niego wszyscy.

Miłego wieczoru Wam życzę, do jutra, kochani !


***

Dziś są Twoje urodziny,
ja nie powiem jednak, które,
więc przyjmij od naszej rodziny
życzeń niezmierzoną górę:

Słońca w każdy
dzień ponury
deszczu w środku
skwaru lata
siły
byś przenosił góry
i gdzieś nad chmurami latał

Ale i obiadów dobrych
przez swą żonę gotowanych
dużo ciepła
również w łóżku
wrażeń w nim nieopisanych

Abyś gola niejednego  
strzelił niczym Lewandowski
i powiedzieć mógł  kolegom;
tak się zdobywa bramki dla Polski!

Abyś podczas wędkowania
swoją złotą rybkę złapał
która spełni Twe marzenia
przez następne piękne lata!



---
korolowa