Polub mnie na FB :)

środa, 14 sierpnia 2013

U doktora

No to koniec. Karolcia się rozchorowała. A. razem z nią. Bosko!

Nie miałam nawet dziś siły iść do lekarza, no ale sprawa zaczęła mnie denerwować, dodatkowo ból kręgosłupa mi się tylko wzmożył, więc postanowiłam:  Do doktora!

Poniżej wiersz na temat tego jak to wygląda 'w' i 'poza' poczekalnią ;).

foto: tomasz.kwlk.wrzuta.pl


U doktora pełno 'gości'
każdy sobie miejsce rości
'Który numer miała pani?
'Pan jest za mną czy ja za nim?'
'Teraz moja jest godzina',
ledwo szepce tam dziewczyna.
' Ale ja tu dłużej czekam!'
krzyczy starszy pan z daleka.
Drzwi się w końcu otwierają
wszyscy nań się ustawiają.
'Rylska!' pani doktor woła
nagle cisza dookoła.
Dziewczę weń nieśmiało wkracza,
z bólu nawet ciut zatacza.
Od tej pory dwie godziny
- ale wciąż nie ma dziewczyny.
Ludzie myślą: co się stało?
Może ona tam zemdlała?
Lecz po chwili twarz widzimy:
tak, należy do dziewczyny!

Gdy już dziewczę się ubrało,
tak do matki zawołało:
mamuś, ja muszę po leki
do najbliższej iść apteki.

Poszły więc po leki obie,
ale miny miały grobie
kiedy cenę zobaczyły...
szybko się z apteki zmyły.

Morał zatem z tego taki:
do lekarza nie żółtaki,
lecz pieniążki cięższe bierzmy
by się bardziej nadwyrężyć;
zdechnąć szybciej, aby państwo
mogło pozbyć się 'mieszczaństwa'.


To co prawda nie o mnie, ale i ja dostałam całą masę leków (jak dla starszej, schorowanej pani!), stąd to moje 'pisadło'.


No ale nic, miłego dnia Wam życzę, a ja... idę zażyć kolejne medykamenta ;)

---
korolowa

czwartek, 8 sierpnia 2013

Łabędzim szlakiem

Witam!

Dzisiejszy wpis miał się pojawić już tydzień temu, jednak niespodziewany obrót zdarzeń sprawił, że co nieco mi się poprzesuwało ;).

Otóż chciałam się pochwalić zdjęciami, jakie udało mi się zrobić w tamtym tygodniu podczas jednego z naszych wodnych wypadów.

Panie i Panowie, przedstawiam Wam ... łabędzia (a może łabędzicę?)!


 Łabędź to ptak z rodziny kaczkowatych. Na świecie występuje 6 gatunków łabędzi. W Polsce możemy znaleźć głównie łabędzia niemego.

 Wbrew powszechnemu przekonaniu, że łabędzie są białe,w Australii czy Ameryce Południowej możemy zobaczyć łabędzie o czarnym lub mieszanym - biało-czarnym namaszczeniu!

zdjęcie: www.ptaki.biz


Łabędzie to nie tylko najwierniejsze ptaki, ale również i świetnie współpracujący partnerzy!
Gdy rodzą im się małe łabędziątka, nie tylko samica jest 'tą czuwającą' - pan łabędź również czuje się zobowiązany do pilnowania oraz dokarmiania swoich pociech.

Jeśli chodzi o jedzenie, to ptaki te są głównie roślinożerne, jednak posiadają niewielkie ząbki, w związku z czym mogą polować również na nieduże, wodne zwierzątka.


Łabędzie z reguły są po prostu pięknymi, trzymającymi się raczej z daleka, dużymi ptakami (rozpiętość ich skrzydeł może osiągnąć nawet do 3 m długości!). Jednak gdy wyczują zagrożenie, potrafią być niebezpieczne. Dlatego lepiej uważać i nie podchodzić do nich za blisko, zwłaszcza, gdy mają przy sobie swoje młode.

 

Wiele można jeszcze napisać o tym rodzaju ptaków, ale jedno jest pewne - ich wygląd chyba zawsze będzie utożsamiany z pięknem, gracją oraz perfekcją.



PS. Czy ktoś wie jak odróżnić łabędzia od łabędzicy? Bo w celu wyjaśnienia sobie tej kwestii przeglądam różne strony, ale póki co trafiam tylko na same kawały :P.

 ---
korolowa

sobota, 3 sierpnia 2013

Tall Ships' Races

Witajcie!

Od dziś aż do poniedziałku Szczecin będzie prawdopodobnie najbardziej popularnym miastem w Polsce. Przez te trzy dni będą bowiem się tutaj odbywać Tall Ships' Races, czyli żeglarskie wyścigi, a właściwie ich huczne zakończenie.



 Statki rozpoczęły swój voyage już 7 lipca w duńskiej miejscowości Aarhus, przepłynęły Helsinki, Rygę, aż w końcu trafiły do szczecińskiego portu.

Co prawda nie jestem Szczecinianką, jednak mam do tego wojewódzkiego miasta na tyle blisko (zresztą dojeżdżam tam na codzień  pociągiem na uczelnię), że nie mogło i mnie tam zabraknąć!

Tym razem udało się pojechać całą rodzinką, jedynie A. został w domu, bo zachorował. Ten to ma szczęście!


with a sailor ;]


Cuauhtémoc – żaglowiec z Meksyku














 
   jak widać -   Fryderyk Chopin, czyli jedyny polski
żaglowiec, który ma maszty sześciorejowe
 (cokolwiek to znaczy)














 



Cisne Branco - żaglowiec brazyliskiej marynarki wojennej


Dar Młodzieży - największy polski żaglowiec :)















Te i całe mnóstwo innych, na pewno nie mniej wartościowych statków znajduje się od dziś właśnie w Szczecinie.

Całemu temu wydarzeniu towarzyszy również muzyka - z okazji odbywającej się tam Gali Eski Music Awards -  dobiegająca ze wspaniale prezentującej się sceny. Poza znanymi polskim wykonawcami, dzisiejszą galę uświetnić ma również występ Nelly Furtado!


Dlatego tych, którzy jeszcze nie byli, gorąco zachęcam do przyjścia/przyjazdu na to wydarzenie. Macie jeszcze całe dwa dni! Dla zainteresowanych, tutaj jest program imprezy.

Pozdrawiam Was gorąco, przybywajcie. Ahoj!





---

korolowa



środa, 31 lipca 2013

Niewiarygodne spotkanie

Witajcie!

To, co zdarzyło się wczoraj, było po prostu niewiarygodne. To historia lepsza od scenariusza niejednego filmu...ale już, ciii, bo zdradzę Wam wszystko jeszcze na samym początku.

Wczoraj wieczorem mieliśmy gości. Tata siedział z nimi w jednym pokoju, zaś ja razem z A. w drugim oglądaliśmy film. Gdy już zaczęłam być zmęczona oglądaniem i najchętniej poszłabym już spać, do pokoju zapukał tata.

Tato, jak można się domyślać, był już w stanie wskazującym, toteż gdy zakomunikował nam, że musi nam kogoś przedstawić, stwierdziłam 'A, wygłupia się albo zobaczył coś w TV'. Zdziwiłam się jednak mocno, gdy do mojego pokoju wszedł nagle nieznajomy chłopak.

W mojej głowie pojawiły się różnorodne myśli. 'Kto to?', 'Skąd się tu pojawił?'.
Tata powiedział tylko : 'Zostawiam Was. Porozmawiajcie' i odszedł do swoich gości. Dopiero, gdy przeszliśmy do kuchni, a nieznajomy dostał kubek ciepłej herbaty, uzyskałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.


Aby dokładniej zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, zachęcam do przeczytania poniższej notki.


 ... czyli o tym jak to było KIEDYŚ.

Mój ś.p. dziadek Stanisław pochodził z Wołynia, dokładniej z Porycka. To były czasy II Wojny Światowej. Dziadek miał żonę, która do końca swych dni pozostała na tych wschodnich terenach. Dziadek natomiast wyemigrował zaraz po wojnie do Łobza (województwo zachodniopomorskie). Tam poznał moją babcię i urodziła im się dwójka dzieci - chłopiec i dziewczynka. Ów chłopiec, to właśnie mój tata.

Dopiero po jego i babci śmierci wyszła na jaw skrywana przez tyle lat, tajemnica rodzinna. Mój tata miał drugą siostrę. Tyle, że na Ukrainie. Tak, to właśnie pierwsza żona mojego dziadka dała mu jego pierwsze, najstarsze dziecko. Oznaczało to, że... mam jeszcze drugą ciocię.




... i o tym, co jest DZIŚ.

'... siostra Twojego taty, czyli Twoja ciocia z Ukrainy, jest siostrą mojej babci'. W tym krótkim zdaniu, młody jegomość zawarł wszelkie potrzebne informacje.
I nie potrzebne było nawet, 'dlaczego'...



Moja druga ciocia. Zdjęcie ma ponad dwadzieścia lat!


Artem - czyli, jak się okazuje, mój kuzyn - odważył się zapukać do naszych drzwi i powiedzieć, kim jest. Odważył się poznać nieznaną mu dotąd część rodziny. To on zrobił siedmiomilowy krok w stronę historii naszej familii. Połączył z powrotem pokolenia, ponownie ucisnął zerwaną niegdyś więź.

Żadne z nas nie mogło się wczoraj temu nadziwić.

Choć jego rodzina dalej mieszka na Ukrainie, on postanowił pomieszkać trochę w Polsce, spróbować życia tutaj. Tak naprawdę, jego domem jest obecnie bardziej jego samochód i podróże - Artem Furman jeździ bowiem po licznych miejscowościach, grając na gitarze.

 Zdjęcie z koncertu

Artem przywiózł ze sobą tort oraz list, a właściwie scan listu, który został napisany przez mojego tatę do swojej siostry z Ukrainy kilka lat po tym jak dowiedział się o jej istnieniu.


Siedzieliśmy zatem rozprawiając o naszych rodzinach, zainteresowaniach oraz poglądach niemal do 1 w nocy. Na sam koniec Artem przyniósł jeszcze z samochodu swoją gitarę i zagrał nam kilka piosenek, po czym wyjechał do Szczecina.



Jego następnym przystankiem będzie Kołobrzeg. A naszym? Na pewno Ukraina, gdzie planujemy się spotkać już CAŁĄ rodziną w następnym roku.

---
korolowa

wtorek, 30 lipca 2013

Przylasek, czyli zielono mi. :)

Witajcie jeszcze przed południem!

Jako, że już trochę odżyłam po tych (ob)jazdach, chciałabym Wam dzisiaj pokazać miejsce, które mnie ostatnio niezwykle zauroczyło.

Owo miejsce znajduje się tam, skąd właśnie przyjechałam, a zatem na Podkarpaciu, niedaleko Rzeszowa.
Zwie się Przylaskiem i... jest najpiękniejszym lasem jaki do tej pory widziałam!

Do Przylasku łatwo jest dotrzeć z Rzeszowa komunikacją miejską, toteż pewnego burzowego [sic!] dnia wzięliśmy z A. autobus i wybraliśmy się do tego zielonego terenu.

Niestety wystraszyłam się (zanadto) grzmiącej już nad nami burzy, powodując rychły powrót do domu.
Niebo jednak szybko pojaśniało, a ja, widząc markotnego A., postanowiłam z powrotem wyciągnąć go do jego ulubionego miejsca. Dlatego ponownie wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do uroczego Przylasku.

Co mnie w nim zachwyciło? Po pierwsze, to te pagórki, pokryte masą liści oraz grzybów wszelkiej maści.

Mój ukochany miał  tam co robić ;)

Od razu widać uradowaną michę ;-)

Poza tym, w głębi lasu została zrobiona ścieżka z drewnianymi poręczami...






...prowadząca do Źródełka - czyli studzienki, z której okoliczni mieszkańcy pobierają wodę :)
My na tę okoliczność też mieliśmy przygotowane butelki!





Ludzie wierzą nawet, że ta woda ma zdrowotne właściwości.

W ogóle okolica jest cudowna, można tam spacerować godzinami!
Jedyne, co mnie odstrasza od chodzenia tam to kleszcze, ale w końcu nie można ciągle uciekać od natury, dlatego pryskam się Off'em i idę dalej ;)







Pozdrawiamy wraz z muchomorem czerwieniejącym!
---


korolowa



niedziela, 28 lipca 2013

Home sweet home !

Stało się. Wróciłam!

Podróżowaliśmy nocą, po to aby w jak najszybszy i najchłodniejszy (!) sposób dotrzeć do mojego rodzinnego miasta, do mojego ukochanego domku.

Mówią, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. I to prawda. Uwielbiam podróżować, bywać w różnych miejscach, jednak spanie we własnym łóżku i otwieranie własnej lodówki wyposażonej w może nie własne, ale ulubione parówki sprawia, że czuję się sobą. Całą sobą i tylko sobą. Zwłaszcza, gdy nie mam przy sobie nikogo więcej poza najważniejszymi dla mnie osobami na świecie :).

Ale, wracając do jazdy. Podróże nocą mają w sobie to coś. Ta magia światła księżycowego i gwiazd... Nocny klimat sprawia, że, paradoksalnie, wcale nie chce się wtedy tak spać. Wręcz przeciwnie. Często czekamy wtedy na jakiś element zaskoczenia, czarów, a może nawet...grozy? Wszakże to nocą właśnie mają nas nawiedzać duchy, Freddy Krueger, czarownice z Salem i inne potworne zmory. Mrok jest fascynujący, dlatego i podróżowanie nocą staje się dużo mniej nużące...

Noc w Budziwoju


Niemniej, taka samochodowa przejażdżka potrafi być wyczerpująca, zwłaszcza, gdy jedzie się z jednego końca Polski na drugi. Tym razem i tak został pobity rekord i trasę Rzeszów - Stargard pokonaliśmy w zaledwie 9 godzin! Dla porównania, poprzedni rekord to 11 godzin, a zdarzało się jechać i 14 h (pociągiem nawet 17!).

Dlatego - o ludu!- cieszę się, że przybyłam i, że przez jakiś czas nie będę musiała już przemierzać tylu km!

Tymczasem padam na twarz, a więc żegnam Was!

Posty z relacjami już niedługo ;-)

Idźcie się napić zimnego piwa!

Buziaki!

---
korolowa

piątek, 19 lipca 2013

Zasnął w USA, obudził się w ...Polsce.

Ostatnio wpadł mi w ręce ciekawy artykuł, który nieco podważa etykę działań amerykańskiej służby zdrowia.

Sprawa wygląda następująco: pan Władysław H. przez 27 lat  żył nielegalnie w Stanach Zjednoczonych. Po jakimś czasie stracił tam pracę, dom i zamieszkał w przytułku dla bezdomnych. Wraz z wiekiem odezwały się jednak problemy zdrowotne. Pewnego dnia Pan Władek dostał udaru i dzięki pomocy swego kolegi trafił do szpitala. Tam udzielono mu pierwszej pomocy, w związku z czym kolega zostawił go i przyjechał go odwiedzić kilka dni później. Pana Władka tam jednak nie było, gdyż znajdował się już wtedy...w Polsce.
Przetransportowano go tam leżącego w śpiączce!


foto: google.pl

Czy takie postępowanie jest humanitarne (tylko mi nie piszcie proszę, że ubój rytualny też nie jest, a jakoś się o niego do tej pory nie pytano)? Wiem,. że i w Polsce było mnóstwo spraw, których etykę można kwestionować i jak najbardziej bym i również nad nimi debatowała, jednak teraz chciałabym się skupić na tym konkretnym przypadku.

USA bronią się swoim prawem, a właściwie jedynym obowiązkiem w takich sytuacjach , że gdy ktoś w Stanach nie ma ubezpieczenia społecznego, trzeba udzielić mu pierwszej pomocy. Niestety - nic ponadto. Nie liczy się dla nich nawet to, że ten człowiek był w śpiączce i taki przelot mógł poważnie zagrozić jego życiu, nie wspominając już o tym, że ten człowiek nie miał nawet możliwości by zadecydować, co dalej. On nie mógł wpłynąć na swój los. Zadecydowali za niego amerykańscy lekarze. Tylko...czy słusznie...?


---
korolowa

niedziela, 14 lipca 2013

Series for a rainy day

Hej hej!

Z racji tego. że dawno nic nie pisałam (a to nie jest tak, że nie mam czasu. choć po części właściwie właśnie tak jest...no dobrze, po prostu nie chce mi się/nie mam weny do pisania), chciałabym jedynie wspomnieć, co obecnie robię w te deszczowe popołudnia.

Tak, Karolcia wyemigrowała na Podkarpacie i, niestety, trafiła na nieciekawą pogodę. Na szczęście Karolcia ma A. i jego niezastąpionego laptopa, na którym znajduje się multum ciekawych filmów (ale o tym kiedy indziej) oraz coraz to nowszych seriali. Szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłam, że będę fanatyczką jakichkolwiek 'ciągutek', zawsze filmy mnie dużo bardziej interesowały.

Niemniej, ostatnio wciągnęłam się w oglądanie 'Hannibal'a'. Przyznam szczerze, że serial ten zainteresował mnie dopiero po pojawieniu się na ekranie drugiego aktora Mads'a Mikkelsen'a, który wcielił się w rolę psychiatry i killera jednocześnie, dr Hannibala.

Poza tym serialem, jest jeszcze jeden, kapitalny, amerykański, zrobiony w latach 90', odkryty przez nas całkowicie przypadkowo. Nazywa się 'The Critic' , a jego akcja toczy się głównie wokół Jay'a Sherman'a, krytyka filmowego. Serial ten jest przede wszystkim parodią wszelkich filmów, seriali, a także wyolbrzymieniem, groteską pewnych  życiowych sytuacji.



Dlatego. jeśli Wam się nudzi lub po prostu macie ochotę obejrzeć coś zabawnego, zdecydowanie polecam! :)

---
korolowa