Polub mnie na FB :)

sobota, 7 marca 2015

Great expectations


Najpierw się rodzimy. Jeśli rodzice lub dziadkowie nie mają czasu - jesteśmy wysyłani do żłobków, potem do przedszkola, aż w końcu zaczynamy naszą edukację w szkole podstawowej. I wtedy (a może już nawet wcześniej?) kończy nam się "wolność"; pojawiają się bowiem oczekiwania. Wzrastają zazwyczaj wraz wraz z naszym wiekiem (piątka? Ee, mogłeś dostać szóstkę!trója z fizyki w gimnazjum? A czemu nie czwórka?). 
W liceum wymagania wzrastają podwójnie, bo przecież nie tylko trzeba przejść do kolejnej klasy, ale i zdać maturę. To znaczy, nie tylko zdać, ale i mieć lepszy wynik od, wiecie, tej zarozumiałej Aśki i syna przyjaciela rodziny. A jak tylko spadniesz z podium, to już jest źle. Mało się starałeś. Nie chodziłeś na korepetycje z matematyki, to teraz masz. A Aśka chodziła i ma: 86% z matmy, 74% z fizyki, 81% z geografii i niezliczone, nieprzespane noce. Oczywiście, wszystko na poziomie rozszerzonym. Przed nią prestiżowe, gwarantujące świetne zarobki studia. Co z tego, że mało ją interesują. W końcu będzie żyć ponad stan -  taka chluba rodziny!

A Ty? Rezygnujesz z wybranego kierunku po trzech miesiącach, decydując się na coś zupełnie innego. Może nie jest to w stu procentach dokładnie to, co chciałbyś robić, ale jest przynajmniej bliskie Twym zainteresowaniom. A może i będzie z tego coś więcej? Dajesz Wam więc szansę - TEN związek może przetrwać.

I tak mija... kilka lat. Dojeżdżasz, więc nie masz kwitnącego życia studenckiego. Po drodze potykasz się - jeden zły ruch i koniec. Kolejny rok stracony. Nikt nie wie, jak Cię to cholernie wkurza i boli. Niektórzy nie ukrywają jednak swej radości - nareszcie, w końcu można o kimś pogadać, co za fajtłapa życiowa.
Zaczynasz myśleć o sobie jak najgorzej. Może faktycznie tutaj nie pasujesz? Nie udźwigniesz tego? Czyżbym był słabszy, niż przypuszczałem?

To pytanie gnębi Cię bardziej niż to, co naprawdę powinno. Nareszcie jednak, przy minimalnym wsparciu od najbliższych, dochodzi do Ciebie, że nieważne już, co się stanie - ważna jest Twoja przyszłość, to jak sobą pokierujesz. Próbujesz więc, w swoim zamierzeniu, po raz ostatni - udaje Ci się. Co prawda Twoja droga przez mękę nie kończy się tylko na tym - życie, studia rzucają Ci kolejne kłody pod nogi, tak zupełnie niespodziewanie. Ale tym razem nic Cię nie zniszczy. Masz w sobie siłę i determinację. Obrałeś w końcu drogę i wiesz, że trzeba przez to przejść, choćby i na początku bardzo bolało. Choćbyś miał nieraz zwątpić. Choćbyś zwątpił choć raz...

Dlatego Ty, mimo przeciwności, nie poddajesz się. Nie oszukujmy się, nie robisz tego tylko dla siebie - w końcu inni Cię tak długo wspierali, że chcesz im udowodnić, że faktycznie możesz, że ich nie zawiedziesz. Ale wiesz, że trzeba zamknąć za sobą te drzwi. Czasem to zamknięcie powoduje otwarcie kolejnych, choć nie zawsze. Niekiedy warto zastanowić się, czy aby na pewno warto dochodzić do końca pewnych bram - może, mimo poświęconego już czasu, szkoda będzie na to reszty Twojego życia? To, że zaczynamy, nie zawsze musi oznaczać, że musimy kończyć. Tym bardziej, jeśli to nijak ma się z naszą przyszłością.

Gdy jednak wiesz, że obrałeś odpowiednią drogę i finalnie znajdujesz się u celu...nagle okazuje się. że to wcale nie koniec."Będziesz robił coś jeszcze?"; "Kiedy ślub?"; "Kiedy w końcu weźmiesz się za prawo jazdy?" Ludzie zawsze mają wobec nas jakieś oczekiwania. Ale wiecie, co?
Czasami trzeba na to "zlać". Jeśli czujesz, że na obecną chwilę nie potrzebujesz niczego więcej (co przecież wcale nie oznacza, że nigdy tego nie zrobisz), nie zmuszaj się, aby zadowolić innych.


Dlatego ja na pytania o podobnym charakterze od niedawna odpowiadam: stop. Odpoczywam.
Właśnie osiągnęłam to, co zamierzałam. Reszta - może. Pewnie tak. Ale nie teraz -  za chwilę.

 



 

Dziękuję wszystkim za wsparcie!

---
korolowa