Polub mnie na FB :)

środa, 21 sierpnia 2019

Studnia.

Witaj, strudzony wędrowcze.
Chciałabym Ci dziś powiedzieć tyle rzeczy.
Chciałam, ale...

Wiesz, każdy człowiek ma w sobie taką studnię. To wiadro uczuć, które znajduje się w środku, gdy jest przepełnione wodą, nie wytrzymuje ciężaru słów. Każdy gest jest na wagę złota. Każdy miły uśmiech powoduje, że podnosi się do góry. Tylko dlaczego ostatnio czuję, jakby moje dotykało dna?

Fot. Krzysztof Bolesta

Coraz częściej szukam jakiejkolwiek namiastki tęczy w tej codziennej szarudze zajmującej moją głowę.

Czekam, aż zrozumiesz - Ty, Ty i Ty, że tak nie można.

Nie można najpierw czegoś wymagać, a potem oczekiwać czegoś zupełnie innego.

Nie można oczekiwać szacunku, jeśli wcześniej samemu się tej drugiej osoby nie szanowało.

Wykonywać  pewnych gestów, jeśli nie jest się ich pewnym.

Oswajać, gdy nie chce się być oswojonym.

Wzbudzać strachu i jednocześnie oczekiwać pozytywnych uczuć wobec swojej osoby.

Czekać, aż wewnętrzna bomba wybuchnie i udawać, że wszystko jest w porządku.
Nic nie jest w porządku, jeśli w czymś tkwią sprzeczności.

To tak jakby mówić na wróbla, że to sokół, a kąciki zwrócone ku dołowi tworzą uśmiech.

Fot. Krzysztof Bolesta


Wkładam więc to wszystko do jednego wiadra.
Bez usłyszenia, choć raz, "jestem z Ciebie dumny."
Bez pewnego "przepraszam" i zastanowienia się nad tym, co się robi i do czego się naprawdę dąży.
Bez choćby jednej odpisanej wiadomości i głupiego "do widzenia", jakbym nawet na tyle, po latach znajomości, nie zasługiwała.

I choć znajduje się tam szczypta pewnej refleksji i odrobina otuchy, to jednak szala przeważa ku dołowi.

Bo pewne rzeczy przychodzą po chwili.
Bo ciężko jest mi mówić pewne rzeczy na głos.
Bo chciałabym wykrzyczeć całemu światu swoją cichą niemoc.

I choć próbuję usłyszeć w tym wszystkim siebie, dochodzi do mnie tylko dźwięk samotności i lęku.
Szukam siły, której obecnie nie posiadam.
Wszystko zatopiło się w jednej studni.

Dlatego chciałabym Ci dziś powiedzieć tyle rzeczy.

Chciałam, ale...

---
korolowa

sobota, 17 sierpnia 2019

Władysław Hasior - artysta bez granic

Powiedzieć o nim "kontrowersyjny" to zdecydowanie za mało. Pochodzący z Nowego Sącza artysta był z pewnością postacią nietuzinkową. I takie również były jego prace - wprawiające w zdumienie, skłaniające do refleksji, a nawet  - budzące strach. Bo jak inaczej można określić twór składający się z wózka dla dzieci i znajdujących się w środku miniaturowych krzyży?


Władysław Hasior urodził się 14 maja 1929 r. Czasy, w których dorastał, jak można się zresztą nietrudno domyślić, nie należały do najlżejszych. Przyszłemu twórcy życie wyjątkowo postanowiło nie ułatwiać spokojniejszego wejścia w dorosłość. Wychowywany w rozbitej rodzinie, a następnie wyrzucony na bruk przez swojego ojczyma młodzieniec szybko został zmuszony do poszukiwania szczęścia na własną rękę . I choć na jego drodze życiowej stanęło wielu dobrych ludzi, zdaje się, że to właśnie te początki obudziły w Hasiorze wrażliwość na zło i całą ludzką krzywdę, którą później przejawiał w swoich, pokusiłabym się o określenie, wręcz awangardowych - przynajmniej jak na polską twórczość -  pracach.


Jako dydaktyk w Państwowym Liceum Technik Plastycznych, starał się wzbudzać wśród swych uczniów przede wszystkim wrażliwość na sztukę, którą niegdyś wyzwalał w nim jego własny  nauczyciel, Antoni Kenar. Ponadto, Hasior był zdania, iż artystycznych poczynań nie powinny obowiązywać jakiekolwiek granice. By dać temu dowód, swoich podopiecznych potrafił prowadzać wieczorami do lasu, by móc, w prześcieradła, w nikłym świetle latarki, łapać owady. Innym razem wprowadzał ich do ciemnej sali, w której stawiał trumienkę, a do środka... wsypywał cukierki.


Hasior zasłynął przede wszystkim jako polski pionier asamblażu (czyli pracy, która powstaje z połączenia przedmiotów codziennego użytku). W swojej twórczości wykazywał się odniesieniami do surrealizmu, rzeźby abstrakcyjnej i nowego realizmu, przy czym - z uwagi na miejsce zamieszkania - w jego pracach widać odwołania do stylu zakopiańskiego, a także do fascynacji naturą, obrzędami religijnymi oraz żywiołami. Jego prace charakteryzuje  przede wszystkim ich niewątpliwa, mroczna natura, która ma skłaniać do refleksji, wzburzać, a czasem wręcz przerażać wizjami, które się w niecodziennym połączeniu tych codziennych przedmiotów, kryją.


By dać nieco pełniejszy obraz  rzeczonego rzeźbiarza, malarza, scenografa i nauczyciela w jednym, nie da się nie wspomnieć o dwóch słabościach artysty: jednej - do kieliszka, zaś drugiej - jak się nietrudno domyślić -  do pięknych kobiet.
Choć był dwukrotnie żonaty, jego związki nigdy nie przetrwały próby czasu. Zatapiał się więc w coraz większej ilości: wódki i chętnych, kobiecych ciał.
Można by rzec, że tak naprawdę jego jedyną prawdziwą, odwzajemnioną miłością, była sztuka. Wszak kochanek miał wiele, ale ją - jedną.
Najszczerszą.
Tę, w której znajdował ukojenie.
    
Bo kiedy igrał z nią, nic już nie było ważne. Polityka czy nawracające problemy z przeszłości nagle przestawały istnieć, gdy bez reszty zanurzał się właśnie w  niej - swojej muzie i jedynej wiernej małżonce.

I prawdopodobnie, to właśnie z nią wziął prawdziwy ślub. Nie z Joanną. Nie z osobliwą poetką z Wybrzeża, ale z nią - sztuką. I to w jego przypadku - pisaną przez naprawdę wielkie "S".

***

Galeria Władysława Hasiora znajduje się w Zakopanem na ul. Jagiellońskiej 18bKoszt biletu: normalny - 7 zł, ulgowy - 5,50 zł


---
korolowa

sobota, 10 sierpnia 2019

Motyl.

Po nocnym pukaniu w okno, nadszedł w końcu orzeźwiający dzień. Przywitał pięknym uśmiechem skrzydlatego przyjaciela. Przytulił do siebie ciepłym ramieniem. Objął mocno, tak, aby nikt już skrzywdził. Nie zranił. Aby bez obaw można było przejść linę wywieszoną nad stromymi skałami. Bez potknięć. Z pewnością i bez zająknięcia.

Choć lato się jeszcze nie skończyło, w środku powoli rozpala się kominek -  pozytywnych uczuć i wiary, że "jeszcze będzie przepięknie." Tak naprawdę, bardziej czekasz na drugą część słów piosenki i dopowiadasz sobie w myślach "jeszcze będzie normalnie." Powoli jest, myślisz.  Powoli jest.

I uśmiechasz się sama do siebie. Do ludzi, którzy okazali się być tymi najpiękniejszym motylami. 
Z wdzięcznością patrzysz im w oczy. 

Za kilkugodzinne rozmowy do rana.
Za cierpliwość.
Za przywrócenie wiary we własną wartość.
Za odwzajemniony uśmiech i pizzę o północy (wszak o tej godzinie pizze smakują najlepiej!).

Za to, że są.
Dzięki takim osobom wraca wiara w ludzkość. 

Fot. Krzysztof Bolesta
Fot: Krzysztof Bolesta
Dlatego chcę napisać Wam po prostu: dziękuję.

Nie wiem, gdzie bym pofrunęła, gdyby nie Wasze wyciągnięte ręce. Codzienne rozmowy na komunikatorze. Spotkania w cztery oczy i trochę więcej litrów wlanych dla rozwinięcia języka procentów. 

A przecież ostatnio tyle okien zostało zamkniętych. Tyle wylatujących z niego ciem,  motyli...

Wierzę jednak w przepływ energii i równowagę w przyrodzie, w życiu. Wierzę, że jeśli coś się zakończyło, za moment zacznie się coś nowego. Otwieram więc delikatnie okna. Czuję obecność ludzi, którzy do niego wlecieli i obecnie w nim przebywają. I tak mi dobrze. 
I wierzę, że będzie jeszcze lepiej.
Piękniej. Barwniej. Spokojniej i jaśniej.

Bo z motylami wokół, nie może być inaczej.

           ---
              korolowa


poniedziałek, 29 lipca 2019

Pukam. Otworzysz?

Nikt nie powiedział, że to będzie proste. Zamknąć tyle niezamkniętych dróg. Otwartych na oścież serc, czekających na telefon, głupie "co tam?" Cokolwiek.
Lecz zamiast tych wszystkich rzeczy, uderza Cię nagle goła prawda.
Coś się skończyło.

I wtedy masz dwa wyjścia: próbować na siłę wrócić do stanu pierwotnego, czyli pukać w czyjeś okno, co chwila sprawdzając, czy nie ma Cię również w lodówce, albo... najzwyczajniej w świecie jak najszybciej to zaakceptować.


Nie wszystkie decyzje należą do nas. Jeżeli kogoś traktujesz z szacunkiem, dajesz mu prawo wyboru.
Jeśli wróci, to znaczy, że nigdy nie odszedł.
Jeśli nie, to prawdopodobnie zrobił to już dawno, tylko Ty tego nawet nie zauważyłeś.

I wszystkie "ale dlaczego "kiedy to się stało" " i "przecież się tak długo znaliśmy" powoli przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Koniec to koniec. Nieważne, czy przyjacielskiej relacji, czy związku.

Na początku czujesz się dziwnie, jakby ziemia miała zaraz rozstąpić Ci się pod nogami. Normalnie koniec świata i czarna dziura. Rozpaczasz, bo nagle tyle lat poszło w niepamięć. Tyle wspólnie spędzonego czasu. Tyle pięknych chwil...

Głowa cały czas przetwarza wszystkie te obrazy. Momenty, kiedy śmialiście się razem z najbardziej żenujących żartów. Długie spacery i rozmowy o wszystkim i o niczym. Wsparcie emocjonalne, gdy jedno potrzebowało drugiego. Nie możesz uwierzyć, że to już się rozsypało. Że tego już nie ma. I nie będzie.

I wtedy zastanawiasz się, co z Tobą jest nie tak. Jak bardzo beznadziejnym człowiekiem jestem, że to wszystko znowu się kończy?  I dlaczego to wszystko musi tak bardzo boleć?

Mając w głowie kłęby różnych myśli, przymykasz lekko okno. Mimo wszystko wierzysz w gołębia, w posłannictwo dobrych wieści. Na świat patrzysz jednak z coraz większym sceptycyzmem.
Choć wiesz, dobrze wiesz, że nie pierwszy i nie ostatni raz w życiu otworzyłeś je zbyt mocno, tym razem będziesz ostrożniejszy. W końcu nie chcesz później znowu przechodzić bólu, który odczuwasz teraz. Zdajesz sobie jednak sprawę, że to naiwne myślenie, bo czy ktokolwiek ma nad tym stuprocentową kontrolę? Nad uczuciami? Decyzjami, które nierzadko są dla nas kompletnie niezrozumiałe?

Przecież wiesz, że nie jesteś beznadziejny. Czasami tylko beznadziejnie się zachowujesz. Czy to jednak pozwala komuś na to, aby, tak po prostu, zatrzasnąć je z hukiem?

Wszak jedni otworzą je na tyle, by móc zamieszkać w nim na dłużej. Drudzy uchylą, by móc później doń wrócić. Inni jednak zamkną je na zawsze.


I tutaj, ten jeden wybór należy do Ciebie Nie pozwól im się nim bawić. Zamykaj je, kiedy trzeba. Nawet jeśli czujesz jak świat w Twoich myślach rozpada się na tysiąc kawałków. Że coś Cię tak bardzo boli i nie daje spać po nocach. Gdy czujesz jak wszystko w Tobie drży i nie potrafi przestać, pamiętaj - to jest Twój wybór. Jeśli ufasz - uchyl. Jeśli nie, bądź czujesz, ze to już nie to - zamknij, zarygluj i nigdy więcej nie otwieraj. Czasami taka całkowita separacja i spalenie mostów jest nam potrzebne, aby zachować zdrowie psychiczne. Dla własnego dobra.

Dlatego dbaj o to, kto się w nim znajduje, bo masz je jedno.
To, które bije codziennie, tylko dla Ciebie.
Chroń je przed kolejnym zadanym ciosem.
Zrób to dla niego.
Dla swojego zagubionego, zranionego, a jednak oczekującego na nowo otwarte okno, serca.

---
korolowa

niedziela, 14 lipca 2019

Tam, gdzie mieszka serce.

Zza okna wyłania się połączenie żółci i pomarańczu. Delikatne promienie pieszczą opalone już policzki. Choć ostatnio na nadmiar słońca narzekać nie mogłam, to jednak czuję, że wraca do mnie upragnione ciepło.

Przywdziewam zatem letnią sukienkę i wyruszam z domu. Na piętach mam plastry i ślady pięknych wycieczek. Szukam siebie wokół, ale nie znajduję. Dalej jestem tam. Kilkaset kilometrów stąd.


Idę dalej. Wspominam feerię neonowych szyldów i barwnych strojów. Śmiech turystów na Krupówkach i powitania na szlakach. A przede wszystkim, zapierające dech w piersiach, widoki.

 Kiedy gdzieś wyjeżdżam, staram się planować wszystko w taki sposób, aby nic mi nie umknęło. Abym mogła rozkoszować się każdą chwilą. Gryźć ją, kęs po kęsie, zamiast napadać na nią łapczywie, co mogłoby skończyć się mocno obolałym brzuchem i wrzodami żołądka.


Taki balans w zwiedzaniu pozwala mi na pełniejsze poznanie danego miejsca. Mogę wtedy tkać każdy dzień różnymi nićmi, sprawdzając, która z nich będzie mi bliższa. A może utkany krajobraz w ogóle nie będzie pasował do mnie, albo to ja okażę się nietrafionym elementem tego konkretnego skrawka ziemi?


Lubię błądzić i odnajdować się w różnych miejscach. Iść przed siebie i sprawdzać, dokąd mnie poniosą nogi. Przez miasto i wśród natury. W tłumie i samotności. Hałasie i głuchej ciszy.
Wygrzewając się w ciągu słonecznego dnia i chłodząc morskim wieczorem.



Idę i rozglądam się dookoła. Nie ma tu gór, ani nawet zagęszczonych różnymi nacjami Krupówek. Nie sprawdzę teraz ręką jak zimny jest nasz Bałtyk.
Ale mogę przywołać je w myślach.

Tak jak zielone wzgórza i pagórki w Irlandii. Wieczory przy winie w W Starym Kadrze w samym centrum  Gdańska. Spacer ze znajomymi po  Krakowie i ten pamiętny koncert Pearl Jam.

Nie muszę wyjeżdżać, aby tam być.
Choć mogłabym tam być codziennie.

W tych wszystkich miejscach, w których kiedykolwiek zamieszkało moje serce.


---
korolowa

A gdzie zamieszkało TWOJE serce? Podziel się swoją piękną historią!

piątek, 28 czerwca 2019

Introwertyk, ekstrawertyk, ambiwertyk - kim jesteś?

Kiedyś opowiadałam swojemu tacie pewną sytuację. Nie pamiętam już, o co dokładnie w niej chodziło, za to pamiętam reakcję mojego taty, mniej więcej w stylu "Nie dziwię się. Przecież jesteś osobą ekstrawertyczną, więc...". Halo, halo! Słucham? Ja, ekstrawertykiem? A w życiu! Toć ze mnie totalne przeciwieństwo ekstrawertyzmu! Tata mnie, najzwyczajniej w świecie, nie zna!
Zaczęłam się jednak poważnie nad tym zastanawiać. I po wgłębieniu się w temat, stwierdziłam... że poniekąd ma rację. Ale nie do końca.

Pojęcie ekstrawertyzmu i introwertyzmu

Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku szwajcarski psycholog i psychiatra Carl Gustav Jung jako pierwszy użył pojęcia ekstra - oraz introwertyzmu. Jung rozdzielił dwa typy osobowości pod względem energii, którą przedstawiają i która napędza ich do działania. 

Ekstrawertycy są skoncentrowani na nieustannym działaniu, pędzie, dążeniu do celu. To osoby, które uwielbiają przebywać z ludźmi i świetnie odnajdują się nawet w towarzystwie nieznajomych. To ze spotkań towarzyskich czerpią największą energię, gdy zaś nie podlewają swojego ogrodu przyjaźni zbyt często, bardzo szybko więdną. Jednym słowem - ekstrawertyk nie potrafi obejść się bez towarzystwa innych osób, inaczej  - zwiędnie z samotności.


Introwertycy, w przeciwieństwie do tego, co się często o nich pisze, również lubią spotkania, lecz tylko z najbliższymi osobami i niezbyt często. Źle czują się w większej gromadzie, a już zwłaszcza wśród nieznajomych bądź przy osobach, które je w jakimś sposób tłamszą. Jeśli się z kimś w miarę regularnie spotykają, to znaczy, że mają do tej osoby ogromne zaufanie i dobrze się przy niej czują. Jednak nawet spotkania z najbliższymi osobami, jeśli są aranżowane zbyt często, mogą zmęczyć introwertyka. Wtedy taka osoba najchętniej zaszywa się w mieszkaniu słuchając muzyki, czytając książkę bądź oglądając film. Najchętniej - samotnie. Dopiero wtedy się regeneruje. I może nawet za dwa tygodnie zaprosi przyjaciela na obiad. Bo po co wychodzić do restauracji - tam przecież jest tak tłoczno!


...a jednak jest coś jeszcze.

Ilekroć się nad tym wszystkim zastanawiałam, nie miałam bladego pojęcia, do jakiego typu ja w końcu należę. Cechy, które posiadam pokrywały mi się częściowo z jednym jak i drugim rodzajem osobowości. Lubię grupki ludzi, choć raczej małe i zaufane. Nie mam nic przeciwko tłumom, jeśli nie muszę w nich przebywać zbyt długo. W piątek chętnie wyjdę ze znajomymi na piwo, aby w sobotę na spokojnie posprzątać, a wieczorem poczytać książkę. Nie mam większych problemów z nawiązywaniem kontaktów i prowadzeniem rozmowy, jednak nie przy wszystkich czuję się swobodnie. Nieczęsto lubię się wypowiadać na dany temat w towarzystwie. Chyba, że jestem z kimś sam na sam, ewentualnie w małej grupce zaufanych znajomych. Umiem słuchać, ale potrafię i coraz częściej lubię mówić również o sobie.

Brzmi znajomo?

Spieszę zatem Was poinformować, że istnieje jeszcze jeden typ osobowości. 
Wprowadził go Hans Eysenck, angielski psycholog i autorytet w dziedzinie badania osobowości. Eysenck stwierdził, że stworzona przez Junga teoria osobowości na intro - i ekstrawertyków jest zbyt uproszczona. Wprowadził więc pojęcie ambiwersji, czyli czegoś pomiędzy tymi dwoma typami.



Ambiwertykami jest zdecydowana większość naszego społeczeństwa. Według artykułu magazynu Focus, to najstabilniejsza emocjonalnie grupa ludzi. Badania prowadzone przez Adama Granta z Wharton School of Business (University od Pensylvania) dowodzą, że ambiwertycy są lepszymi handlowcami niż ekstrawertycy, ponieważ łączą w sobie pewność siebie z empatią, umiejętnie słuchają i dostosowują się do potrzeb klienta.

Czy po przeczytaniu tego tekstu masz wrażenie, że jesteś ambiwertykiem, jednak nie jesteś co do tego do końca przekonany ? Wystarczy, że odpowiesz na trzy poniższe pytania, przygotowane przez behawiorystkę Vanessę van Edwards:

1. Czy lubisz spędzać czas zarówno samotnie, jak i wśród ludzi?

2. Czy niektóre sytuacje sprawiają, że czujesz się pewny siebie i otwarty, a inne powodują, że zamykasz się w sobie?

3. Czy nie potrafisz jednoznacznie określić się jako introwertyk lub ekstrawertyk?

Jeżeli na każde z poniższych pytań odpowiedziałeś twierdząco, możesz mi przybić piątkę - tak jak ja, Ty również jesteś ambiwertykiem!

I choć tak naprawdę cały ten podział nie jest aż tak bardzo ważny i nie ma potrzeby, aby się tak mocno szufladkować, to jednak warto czasem zastanowić się nad swoją naturą - wtedy łatwiej będzie nam zrozumieć przyczyny ludzkich  - w tym i własnych - zachowań.

---
korolowa


PS Dajcie znać, jakim typem osobowości jesteście i jakie zachowania zauważyliście u siebie, które przekonują Was, że to właśnie do tego typu należycie!

piątek, 21 czerwca 2019

"Otoczeni przez idiotów' , czyli każdy z nas jest głupi dla innych i każdy ma rację.

 - O co ci znowu chodzi? - zapytała Aśka.
 - Bo kubek nie stoi na stole. Jego miejsce jest w kuchni, w tej szafce przy parapecie,  nad drugą szufladą. Poza tym - Tomek przyjrzał się uważniej swojej dziewczynie -  co ty masz na sobie?
Asia jęknęła w duchu. Wiedziała, czego się może spodziewać i w jakim to najprawdopodobniej pójdzie kierunku. Jednak ze stoickim spokojem odpowiedziała wybrankowi serca najczystszą prawdą, jakiej nie znał ten zapaskudzony świat.
- Bieliznę. Chcesz sprawdzić? - spytała uwodzicielskim głosem.
Chłopak jednak nie był w nastroju na żarty, ani na kuszącą i rzuconą pół żartem, pół serio propozycję ukochanej. W głowie kołatały mu się tysiące myśli.
 - Jak możesz być taka tępa, aby nie pamiętać, że te pieprzone kubki trzymamy w tej cholernej szafce! I zdejmij tę szmatę, wyglądasz w niej jak dziwka. No chyba, że odstawiłaś się tak dla Mareczka ...
W Aśce wezbrał gniew. Po raz kolejny. Nie chciała być tak traktowana. Kochała Tomka, jednak nie potrafiła się z nim dogadać. Starała się jak mogła. To dla niego próbowała być najlepszą wersją siebie. Wiedziała, że nie wszystko jej wychodziło...ale przecież nikt nie jest idealny. Ona się starała, a on tego nie doceniał. Nie wiedziała już, co robić. Jak się zachowywać? Jak rozmawiać, aby pomiędzy nimi było lepiej?
-----------
Prowadzenie owocnych rozmów i utrzymywanie pozytywnych relacji to sztuka, którą można szlifować, jednak niemal niemożliwe jest osiągnięcie w tym perfekcji. Dlaczego? Ponieważ, że już polecę truizmem, każdy z nas jest inny. A skoro KAŻDA pojedyncza jednostka różni się czymś od pozostałych, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zawsze może inaczej zareagować niż osoby do niej w jakiś sposób podobne. Choć można by, z drugiej strony, nieco sobie ułatwić życie i spróbować wyróżnić kilka konkretnych rodzajów osobowości. I gdyby tak tego się trzymać i stosować do pewnych wskazówek, można sobie nieco tę drogę porozumiewania się uprościć.

Jakie to rodzaje osobowości, zapytacie? W swojej książce "Otoczeni przez Idiotów" Thomas Erikson ukazuje podział takowych na cztery barwy: zieloną, żółtą, niebieska i czerwoną.


Oczywiście istnieją jeszcze inne podziały, które są w książce nadmienione, chociażby słynny podział Hipokratesa na sangwiników, choleryków, melancholików i flegmatyków. Swoją drogą, czy wiedzieliście, że nazwy te nie są przypadkowe i wzięły się od nazw związanych z ludzkim ciałem? Przykładowo, łacińskie słowo sanguis oznacza krew, zaś greckie chole to żółć, która jest związana z wątrobą.
Aztekowie znowuż rozróżniali cztery główne żywioły: wodę, ogień, ziemię i powietrze. Przyznaj - ile razy w życiu sprawdzałeś, którym żywiołem jesteś?

Wróćmy jednak do tych barw.
Żółci, według tego, co opisuje Erikson, są niezwykle otwartymi gadułami. Wszędzie ich pełno, są najbardziej towarzyscy, mili i entuzjastycznie podchodzący do życia. Pełni energii i wiecznie uśmiechnięci. To oni najczęściej komplementują innych, choć bardzo lubią plotki i rozmowy o wszystkim i o niczym. Znacie takich?

Czerwoni są, dosłownie, rozgrzani do czerwoności. To ci, którzy, gdy nadepniesz im na odcisk, zostaniesz pozbawiony wszystkich palców, pięty i dodatkowo głowy. Wiecznie wszystko kontrolują i nie znoszą nieposłuszeństwa. Są równie, a nawet bardziej energiczni niż ludzie o żółtej osobowości.
Często też zajmują stanowiska kierownicze, ponieważ są konkretni i z reguły ambitnie pną się po szczeblach kariery. A teraz, przyznaj się - czy na myśl przyszedł Ci właśnie Twój własny szef?

Niebieski to, dla kontrastu, ostoja spokoju, choć potrafi być dość upierdliwy. Sztywno trzyma się zasad, regułek i obliczeń z arkuszy Excela. Jeśli chcesz z nim na jakiś temat podyskutować, musisz mieć solidne argumenty w postaci najświeższych faktów. Wytknie Ci niemal każdą pomyłkę, abyś przypadkiem nie żył w niedouczeniu bądź niewiedzy. Chyba każda mama ma w sobie trochę z niebieskiego temperamentu.

A zieloni, zapytacie? To większość z nas. Oni najlepiej dogadują się z pozostałymi grupami, ponieważ najłatwiej wychodzi im dostosowanie się do innych osób. Najczęściej siedzą cicho i po prostu robią swoje. Kompletnie nie nadają się na liderów, za to są świetnymi pomocnikami i przyjaciółmi. Jeśli jednak szala goryczy się u nich przeleje, to może w konsekwencji poskutkować zaburzeniami czy chorobami wynikłymi ze zgromadzonego stresu.

Erikson nadmienia, że większość z nas łączy w sobie dwa, a nawet trzy kolory, jednak nigdy wszystkie cztery. Dlatego czasami może być trudne ustalenie "koloru" danej osoby, a zatem cech, które ją nakreślą w sposób najbardziej autentyczny.

W "Otoczeni przez Idiotów' autor ukazuje jak szeroki jest problem komunikacji między ludźmi  i jak sobie z tym problemem radzić. Przedstawia historie z życia wzięte i ludzkie reakcje na konkretne sytuacje. Podpowiada, co robić i jak reagować mając do czynienia z osobą o konkretnej osobowości.
I choć to wszystko można na tak zwany "chłopski rozum" samemu rozkminić, to warto jednak przypomnieć sobie pewne kwestie związane z naszym charakterem i osobowością. I docenić to, że jesteśmy inni  - wszakże różnorodność jest piękna.



-------

A teraz pytanie do Was - wyobraźcie sobie ciąg dalszy historii z początku posta. Asia po kilku godzinach wraca do Tomka. Chce, aby ją w końcu zrozumiał i by rozmowa miała pozytywne zakończenie. Co mu powie?
- Tomek, chciałam z Tobą porozmawiać...

---
korolowa


piątek, 14 czerwca 2019

Moralność pani wierzącej.

"Przekażcie sobie znak pokoju"  - słowa księdza docierają do mnie tym razem z lekkim opóźnieniem.
 Rozglądam się dookoła. Wokół mnie ludzie w skupieniu słuchają dobrze już znanej im formułki.
Obserwuję ich uważnie. Co robią? Gdzie patrzą? Czy bezmyślnie powtarzają wypowiedzi duchownego, czy z przejęciem śpiewają na cześć Pana, wreszcie - czy przy znaku pokoju, patrzą bliźnim w oczy?

Wśród nich jest i ona. Jej bladoróżowa, elegancka marynarka idealnie współgra z sukienką o podobnym odcieniu. W jej postawie widać pełne skupienie. Gdy na chwilę odwraca wzrok, odkrywa przejęcie w jasnobrązowych oczach. Jakby za każdym razem przeżywała to inaczej. Intensywniej. Piękniej. Tak bardzo prawdziwie. Jak jedna z niewielu, pobożna, dobra parafianka.

Obserwuję jak wyciąga rękę do uścisku. Jak z łagodnością patrzy na każdego wokół.
I zastanawiam się, po co ona do cholery próbuje kogokolwiek oszukać.


Wiem, co  naprawdę myśli o dziewczynie, której ściska rękę. Jak oddala najbliższych od reszty rodziny i znajomych. Ile kłamstw, krętactwa i niedomówień wyszło do tej pory z jej ust. Jak bardzo jest skoncentrowana na pościgu za pieniądzem oraz to, ze niejednokrotnie złamała już daną komuś obietnicę...

Patrzę na nią. Na kilka innych osób. Na krzyż. Księdza. Obraz Jezusa.
I kolejny raz czuję, że coś się nie klei.
Ten cholerny dysonans pomiędzy pobożnością a spaczeniem. Moralnością i zepsuciem. Udawanym dobrem.

Czy ludzie naprawdę uważają, że jeśli co tydzień wybiorą się do tej sakralnej instytucji i odhaczą niecałą godzinę chórków i klęczków, to nagle staną się lepsi? Że niebiosa będą stały dla nich otworem, bo co niedzielę dawali  5 złotych na tacę?

Osobiście nie mam nic do samego uczęszczania do kościoła, o ile ktoś faktycznie stara się żyć według dekalogu, nie robi nikomu krzywdy i można o nim rzec, że jest dobrym człowiekiem.
Ale jeżeli ktoś idzie się tam jedynie wybladoróżowić, to już dla mnie szczyt hipokryzji.

Drodzy bladoróżowi: jeżeli chcecie być postrzegani jako dobrzy ludzie, powiem Wam coś, czego być może jeszcze nie wiecie: nie musicie wcale chodzić do kościoła. Wystarczy, że będziecie zachowywali się choć troszkę bardziej moralnie i traktowali innych na równi z sobą, a wtedy i sumienie Wasze będzie czystsze, i Wam - oraz innymi -  będzie się lepiej żyło.



 ---
korolowa