Polub mnie na FB :)

środa, 20 stycznia 2016

Nowy Jork - cz. 1. Święta w Nowym Jorku.

Tak mi się ostatnimi czasy życie poukładało, że ostatecznie wylądowałam w miejscu, o odwiedzeniu którego marzy wielu moich rodaków (i nie tylko!). Miejscu oddalonym od Polski o prawie dziesięć tysięcy kilometrów. Dotarłam do miasta, które - ponoć - nigdy nie śpi. Pełnego różnych kultur, religii, ras.

Razem z A., wyjechaliśmy w końcu do jego miejsca urodzenia, miejsca, w którym przeżył zdecydowaną większość swego życia, do królestwa konsumpcji i stolicy wszelkich stolic. Tak, wyjechałam do Nowego Jorku.

Jako, że mam zamiar stworzyć z tego obszerniejszą relację i dodać nieco więcej niż kilka zdjęć z tych dotychczasowo złapanych, postanowiłam podzielić to wszystko na co najmniej dwie, jeśli nie trzy - albo i więcej - części.

Jeśli chodzi o Święta Bożego Narodzenia, można by stwierdzić, że były one dla nas -z uwagi na pochodzenie wszystkich uczestników spotkań przy stole - właściwie typowo polskie. Z moim ukochanym ulepiliśmy pierogi - ruskie oraz z kapustą i grzybami, jego mama zrobiła grzybową, kupiliśmy i zrobiliśmy również rybę smażoną, a także - już od gości - dostaliśmy rybę po grecku. Jedzenia było w bród, a i wcale nie mniej prezentów. :)

Choinkę kupiliśmy na takim targu, gdzie było od groma różnej wielkości i rozpiętości, zielonych drzewek. Po długim czasie poszukiwań, znaleźliśmy w końcu nasze idealne drzewko, które później ochoczo z moim A. przystrajaliśmy bombkami i innymi, świątecznymi ozdobami.




                                       



Katolikom w Stanach nie ułatwia się jednak celebrowania świąt - jedynym dniem wolnym od pracy jest bowiem 25. grudnia. W drugi dzień świąt pootwierane są już niemal wszystkie sklepy, a ludzie ponownie wracają do swojej codziennej rutyny. Trochę kiepsko, no nie?



Trzeba jednak przyznać, że Amerykanie celebrujący święta są po prostu fantastyczni w przystrajaniu domów. Myślałam, że te wszystkie filmy, w których pokazane są ogrody pełne "zaśnieżonych" białymi lampkami drzewek czy fantazyjnie puszczone, kolorowe świecidełka, to lekkie wyolbrzymienie - nawet nie macie pojęcia, jak bardzo się myliłam! Niektóre kiczowate od natłoku kolorów i różnorodności; inne stonowane, wysmakowane, po prostu: bajeczne.


Nie inaczej jest w miejscach publicznych. Choinki - zapomnijcie o jednej, tutaj niemal zawsze występują w liczbie mnogiej - stoją przy praktycznie każdym sklepie, w muzeum, czy po prostu przy najbliższym rogu. Bardzo często ozdabiają również dachy mieszkań, a nawet i niektóre piętra w budynku (!). Nie nacieszymy jednak nimi oczu zbyt długo - gdy tylko święta się kończą, wszelkie ozdoby - w przeciwieństwie do tych wiszących na naszych polskich, stojących czasem i przez kilka miesięcy, drzewkach - znikają niemal w oka mgnieniu.

Oczywiście nie omieszkaliśmy zobaczyć tej wszech-popularnej choinki na Rockefeller Center (na Manhattanie).
                                                                                 
                                   

 Po lewej: wspaniały pokaz multimedialny na jednym z budynków; w środku - jedna ze świątecznych wystaw; po prawej - jeden z ozdobionych domów.


Trochę się bałam tych świąt - był to wszakże mój pierwszy raz, kiedy spędzałam je w innym kraju, na innym kontynencie, a nawet w, niemalże, zupełnie odmiennym towarzystwie. Na szczęście wszystko udało się lepiej, niż myślałam. Czasami warto tak totalnie zmienić klimat, choćby na chwilę, aby spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy.

W następnych częściach będzie o zwiedzaniu, o tym, jakie wrażenia zrobiły na mnie miejsca, z których Nowy Jork słynie, a także o jedzeniu i mentalności Amerykanów.

A jak Wy, kochani, spędziliście Święta?


---
korolowa