Polub mnie na FB :)

niedziela, 9 października 2016

...bo gdy się coś weselem zaczyna, to zazwyczaj pogrzebem kończy... - czyli dlaczego nie powinieneś iść na "Wołyń."

Generalnie wychodzę z założenia, że jeżeli już mam iść do kina, to tylko na film 1) z dobrymi efektami specjalnymi; 2)wyjątkowo wyczekiwany ( jak było w przypadku "Hunger Games") lub 3) polski.


Tym razem ten ostatni okazał się być głównym powodem, dla którego w ten weekend wybraliśmy się na aż dwie (sic!) produkcje. Pozwólcie jednak, że skupię się teraz tylko na jednej z nich.


Jest rok 1943. Na jednej z ukraińskiej wiosek, mimo trwającej jeszcze wojny, życie toczy się relatywnie spokojnie. A to ktoś bierze ślub, a to komu innemu krowa się cieli. Mimo przemaszerowujących gdzieniegdzie w poszukiwaniu Żydów, umundurowanych Niemców, można by wręcz rzec, że nareszcie nastał względny spokój. Jednak w takich grupach, w jakich przyszło ówczesnym ludziom wtedy żyć: Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi, Polacy - ciężko było takie nastroje utrzymać. Bo okazało się, że ryzykowanie życia całej rodziny za ukrywanie Żydów, to jedno. Okazało się, że  pragnący wyrżnąć całą rasę żydowską Niemcy, którzy grozili strzałem w łeb każdemu, kto próbował ich chronić, nie musieli być wcale tym najgorszym złem. Najgorsze miało dopiero nadejść.


I to z ręki własnego sąsiada.




Do tej pory zliczono prawie 400 rodzajów tortur, jakie stosowała UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) wobec Polaków na Wołyniu. Myślę, że nie będzie dużym spoilerem, jeśli napiszę, że  - tak, niektóre z nich będziecie mogli zobaczyć w tej polskiej produkcji.


Smarzowski bowiem nareszcie nakręcił film ukazujący prawdę. Mimo początkowych problemów z uzbieraniem funduszy, udało mu się zrealizować niezwykle ważną dla nas produkcję. Nareszcie nie zostaliśmy przedstawieni jako najgorsi pijacy, burki czy złodzieje. Nie przepraszamy za coś, za co przepraszać nie powinniśmy. I w końcu nie wstydzimy się mówić głośno o tym, że ktoś w przeszłości zrobił nam ogromną krzywdę. Bo zrobił. I to wielu pokoleniom ludzi. Mój dziadek pochodził z tamtych terenów, miał tam rodzinę, znajomych. Gdyby nie został wtedy wysłany na Sybir- kto wie, czy w ogóle bym się, te kilkadziesiąt lat później, urodziła.


Nie wszyscy jednak zgadzają się z historią przedstawioną w "Wołyniu". Kogo zatem najbardziej kole w oczy? Oczywiście, na pierwszym  miejscu, Ukraińców. Lecz, o dziwo, głównie młodych, zagorzałych nacjonalistów.  Widziałam już soczyste wypowiedzi typu "Aż duma rozpiera za rodzimy kraj. Wyrżnęliśmy lachów, wyrżniemy i kacapów”; „Co sobie myślą te polskie ścierwa?”; „Dziękuję za rzeź wołyńską. Niski pokłon przed weteranami." Szczerze nie dowierzałam, gdy to czytałam.  Tego nawet nie da rady w żaden sposób skomentować.  Normalnie aż żal ściska. Ciekawa jestem tylko, czy byliby takimi samymi chojrakami, gdyby to ich tak  podpalano, wydłubywano im oczy, rozrywano skórę lub rozciągano przez konie jadące w przeciwnych kierunkach, a części ich ciała pryskałyby na różne strony, plamiąc ziemię, na której jeszcze nie tak dawno żyli z tymi  " wstrętnymi lachami" po dobrosąsiedzku.




Gdy oglądałam ten film, przypomniały mi się krótkie urywki z opowiadań mojej rodziny. Wiedziałam, że palono nie tylko chaty, ale nawet kościoły. Jednak zobaczenie tego na dużym ekranie było ogromnym przeżyciem. To był moment, który spowodował, że cały smutek, żal i złość, budujące się przez większość seansu, musiały w końcu wyjść na wierzch. Ciężko było bowiem nie zadrżeć podczas scen, w których nawet duchowni nawołują do walki. Ciężko nie uronić łzy, gdy ci, którzy powinni dbać o życie każdej jednostki, nawoływać do dobra, do przestrzegania przykazań - burzyli święte fundamenty, przyzwalając na najgorsze okrucieństwo, jakie człowiek może zrobić drugiemu człowiekowi. I to, przepraszam, w imię czego? Bo chyba nie Ojca ani Syna Świętego.




Jeżeli po tym opisie dalej zastanawiasz się, czy warto obejrzeć ten film w kinie, pozwól, że Ci pomogę:


Jeżeli  obawiasz się wyżej wymienionych, drastycznych scen i nie chcesz widzieć tortur, jakie nazistowscy Ukraińcy stosowali na Polakach; jeśli nie chcesz poznać kawałka prawdziwej, solidnej historii, w której to nie my zadajemy cierpienie, a jesteśmy Werterem całej sytuacji -  jeżeli nie chcesz otworzyć oczu na to, co mogło zaważyć na wielu z nas być albo nie być - zdecydowanie odradzam pójście na seans.


Bo, żeby go obejrzeć, poczuć i zrozumieć, polecam najpierw otworzyć: umysł albo serce.
A najlepiej, od razu, obydwa.


***

korolowa


PS Jeżeli podobał Ci się post - daj like'a i/lub podaje go dalej przez udostępnienie. Dzięki!