Hej hej!
Jako że nie wiem, czy w ten weekend tutaj będę zaglądać, chciałabym Wam życzyć zdrowych, spokojnych, spędzonych w miłej atmosferze świąt ...wielkanocnych, choć pogoda za oknem wskazuje bardziej na Boże Narodzenie ;).
Dlatego jeszcze raz: smacznego jajka, czekoladowego zająca i mokrego Dyngusa - oby tylko nie był śnieżny!
---
korolowa
Polub mnie na FB :)
piątek, 29 marca 2013
czwartek, 28 marca 2013
Sen o śmierci, ciele i duszy.
Dopiero wczorajszym popołudniem przypomniał mi się sen z przedwczorajszej nocy.
Pamiętam, że obudziłam się tak jak gdyby nigdy nic. Otworzyłam oczy i rozglądając się dookoła, obserwowałam, co się wokół mnie dzieje.
Dopiero po dłuższej chwili zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak.
Mogłam myśleć. Mogłam doznawać różnych uczuć. Mogłam patrzeć i słuchać innych.
Jedyne, czego nie mogłam, to mówić.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co jest nie tak.
Ja NIE ŻYŁAM.
Moja dusza znajdowała się nad ciałem.
Mogłam spoglądać na wszystkich przechodniów, na moich bliskich, a także na siebie - czyli swoje ciało.
Nie wiem tylko, czy mogłam się przemieszczać, jednak słysząc rozmaitość głosów i spostrzegając wiele ludzkich postaci stwierdzam, że tak. Mogłam widzieć wszystko z lotu ptaka, słyszeć to, co się o mnie mówi.
To był mój sen.
Gdy opowiedziałam go A., był nieco przerażony.
Zapewniłam go, że może wystarczy zaprzestać oglądania kolejnych odcinków The Walking Dead - ten serial i tak niezbyt pozytywnie na mnie wpływa, zwłaszcza oglądany przed samym spaniem :P - choć ów sen wcale tak naprawdę nie miał żadnego negatywnego wydźwięku.
A Wy mieliście kiedykolwiek takie poczucie - w śnie czy w innych okolicznościach - jakbyście oderwali się od rzeczywistości, od... własnego ciała?
---
korolowa
Pamiętam, że obudziłam się tak jak gdyby nigdy nic. Otworzyłam oczy i rozglądając się dookoła, obserwowałam, co się wokół mnie dzieje.
Dopiero po dłuższej chwili zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak.
Mogłam myśleć. Mogłam doznawać różnych uczuć. Mogłam patrzeć i słuchać innych.
Jedyne, czego nie mogłam, to mówić.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co jest nie tak.
Ja NIE ŻYŁAM.
Moja dusza znajdowała się nad ciałem.
Mogłam spoglądać na wszystkich przechodniów, na moich bliskich, a także na siebie - czyli swoje ciało.
Nie wiem tylko, czy mogłam się przemieszczać, jednak słysząc rozmaitość głosów i spostrzegając wiele ludzkich postaci stwierdzam, że tak. Mogłam widzieć wszystko z lotu ptaka, słyszeć to, co się o mnie mówi.
zdjęcie: bit.ly/16iDJzx
To był mój sen.
Gdy opowiedziałam go A., był nieco przerażony.
Zapewniłam go, że może wystarczy zaprzestać oglądania kolejnych odcinków The Walking Dead - ten serial i tak niezbyt pozytywnie na mnie wpływa, zwłaszcza oglądany przed samym spaniem :P - choć ów sen wcale tak naprawdę nie miał żadnego negatywnego wydźwięku.
A Wy mieliście kiedykolwiek takie poczucie - w śnie czy w innych okolicznościach - jakbyście oderwali się od rzeczywistości, od... własnego ciała?
---
korolowa
środa, 27 marca 2013
Tli się gdzieś w nas...
tli się gdzieś w nas
ta mała skra
że jeszcze będzie pięknie
że głód dziecka nie sięgnie
pies od ciosów nie zdechnie
mama na starość w naszym domu zostanie
i słoik będzie zawsze wypełniony
dżemem truskawkowym
tli się gdzieś w nas
ta cicha skra
że jeszcze będzie dobrze
że siostra płakać przestanie
że będzie szynka na śniadanie
i że jedno słowo
nie zabije...
więc tli się gdzieś w nas
ta nikła skra
że jeszcze będzie
tak po prostu
normalnie...
ta mała skra
że jeszcze będzie pięknie
że głód dziecka nie sięgnie
pies od ciosów nie zdechnie
mama na starość w naszym domu zostanie
i słoik będzie zawsze wypełniony
dżemem truskawkowym
tli się gdzieś w nas
ta cicha skra
że jeszcze będzie dobrze
że siostra płakać przestanie
że będzie szynka na śniadanie
i że jedno słowo
nie zabije...
więc tli się gdzieś w nas
ta nikła skra
że jeszcze będzie
tak po prostu
normalnie...
---
korolowa
wtorek, 26 marca 2013
A Ty jakim jesteś typem ucznia?
Myślę, że fajnie będzie, jeśli raz na jakiś czas notkę na swoim blogu poświęcę nauczaniu.
Tym razem chciałam napisać o trzech typach ucznia/ uczenia się.
Te trzy podstawowe typy to wzrokowiec, słuchowiec i kinestetyk (zwany także czuciowcem).
Przyjrzyjmy się teraz bliżej każdemu z nich.
Wzrokowiec najłatwiej przyswaja nowe informacje dzięki, jak sama nazwa wskazuje, wzrokowi. Co to oznacza?
Po pierwsze, wzrokowcowi najlepiej uczy się, gdy ma przed sobą obrazek, tekst, gdy widzi to, czego ma sie nauczyć.
No tak, ale niby każdy widzi, powiecie.
Tak, to prawda, każdy widzi, jednak zawsze czymś się różnimy z innymi ludźmi. Każdy ma bowiem zdolność widzenia, jednak to nie zawsze wzrok musi być tym zmysłem dominującym.
Dlatego wzrokowcy skupiają się głównie na tym, co widzą. Najlepiej zapamiętują twarze, jednak mogą mieć już większe problemy niż np. słuchowcy z zapamiętywaniem imion czy listy zakupów (dlatego najlepiej, gdy dane produkty spiszą sobie na kartce).
Chciałabym również zwrócić uwagę na sposób mówienia wzrokowców. Gdy dany wzrokowiec coś opisuje, używa najczęściej takich zwrotów jak 'A widziałeś...?', 'Zauważyłem, że...' , 'Łatwo dostrzec, że..' - a więc odwołują się w jakiś sposób do tego dominującego zmysłu, wzroku.
Wzrokowiec a nauka
Wzrokowcy potrzebują ciągle coś mieć przed oczami. Dlatego wszelkie diagramy, obrazki w książce czy po prostu zwykły tekst, który w każdej chwili mogą przeczytać, są dla nich najlepszym źródłem czy stymulatorem do nauki.
Słuchowiec lubi rozmowy, generalnie przywiązuje niewielką uwagę do słowa pisanego.
Najlepiej mu się pracuje na ćwiczeniach z listeningami (czyli odsłuchami), dlatego najczęściej to właśnie głównie słuchowcy wybierają studiowanie języków obcych (ja np. jestem wzrokowcem i jeśli chodzi o odsłuchy, to nieważne, ilu to bym się seriali/filmów po angielsku nie naoglądała - zawsze muszę się strasznie skupić, żeby czasem coś zrozumieć, dlatego najczęściej i tak oglądam z napisami ;P). Bardzo dobremu słuchowcowi wystarczy lekcja/wykład, by zapamiętać dany materiał (oczywiście, żeby go porządnie utrwalić, materiał musi być choć raz powtórzony).
Najczęściej używane teksty? 'Słyszałem o...', 'Niech pan posłucha, 'To brzmi jak...' i temu podobne.
Słuchowiec a nauka
Co tu dużo mówić - jak najwięcej dźwięku! Nagrania, filmy, piosenki to wyśmienite źródło przyswajania wiedzy dla słuchowca.
Kinestetyk znowuż potrzebuje ruchu, jakiejkolwiek formy aktywności fizycznej. Świetnie sprawdza się podczas różnego rodzaju zabaw, gier ruchowych, ćwiczeń. Może mu wystarczyć nawet zwykły długopis, który będzie obracał w palcach, co pomoże mu w skupieniu uwagi.
Jego zestaw TOP jeśli chodzi o słowa/wyrażenia to 'Poczułem wtedy, że...', 'Zademonstruję teraz...', 'Bardzo mnie to dotknęło', a więc odnoszą się do czucia, dotyku.
Kinestetyk a nauka
Świetnie u kinestetyka sprawdzają się gry typu kalambury czy innego rodzaju performance, gdy można gestykulować/ wykonać coś/ modelować/gotować itp. Wspomniany powyżej długopis może również okazać się świetnym wyjściem z sytuacji, gdy akurat takich ćwiczeń brakuje.
Jeśli chodzi o naukę teorii, bardzo dobrym sposobem może okazać się chodzenie po pokoju/pomieszczeniu, w którym się uczy podczas powtarzania materiału.
Oczywiście o tych typach można pisać i pisać ( przede wszystkim o technikach nauki). Myślę jednak, że takie podstawowe informacje są wystarczające dla rozróżnienia tych trzech rodzajów uczniów, a także dla zrozumienia, dlaczego niektórzy wolą pracować z mapą, a inni uczyć się poprzez oglądanie ulubionego filmu.
Należy oczywiście pamiętać, że każdy człowiek jest choć w części każdym z powyżej wymienionych typów, czasami jedynie któraś partia - wzrokowa, słuchowa albo czuciowa - może okazać się bardziej dominująca.
A Ty? Jakim jesteś typem ucznia?
---
korolowa
PS Przypominam o konkursie na logo - zostały już tylko dwa dni!
Tym razem chciałam napisać o trzech typach ucznia/ uczenia się.
Te trzy podstawowe typy to wzrokowiec, słuchowiec i kinestetyk (zwany także czuciowcem).
Przyjrzyjmy się teraz bliżej każdemu z nich.
Wzrokowiec najłatwiej przyswaja nowe informacje dzięki, jak sama nazwa wskazuje, wzrokowi. Co to oznacza?
Po pierwsze, wzrokowcowi najlepiej uczy się, gdy ma przed sobą obrazek, tekst, gdy widzi to, czego ma sie nauczyć.
No tak, ale niby każdy widzi, powiecie.
Tak, to prawda, każdy widzi, jednak zawsze czymś się różnimy z innymi ludźmi. Każdy ma bowiem zdolność widzenia, jednak to nie zawsze wzrok musi być tym zmysłem dominującym.
Dlatego wzrokowcy skupiają się głównie na tym, co widzą. Najlepiej zapamiętują twarze, jednak mogą mieć już większe problemy niż np. słuchowcy z zapamiętywaniem imion czy listy zakupów (dlatego najlepiej, gdy dane produkty spiszą sobie na kartce).
Chciałabym również zwrócić uwagę na sposób mówienia wzrokowców. Gdy dany wzrokowiec coś opisuje, używa najczęściej takich zwrotów jak 'A widziałeś...?', 'Zauważyłem, że...' , 'Łatwo dostrzec, że..' - a więc odwołują się w jakiś sposób do tego dominującego zmysłu, wzroku.
Wzrokowiec a nauka
Wzrokowcy potrzebują ciągle coś mieć przed oczami. Dlatego wszelkie diagramy, obrazki w książce czy po prostu zwykły tekst, który w każdej chwili mogą przeczytać, są dla nich najlepszym źródłem czy stymulatorem do nauki.
Słuchowiec lubi rozmowy, generalnie przywiązuje niewielką uwagę do słowa pisanego.
Najlepiej mu się pracuje na ćwiczeniach z listeningami (czyli odsłuchami), dlatego najczęściej to właśnie głównie słuchowcy wybierają studiowanie języków obcych (ja np. jestem wzrokowcem i jeśli chodzi o odsłuchy, to nieważne, ilu to bym się seriali/filmów po angielsku nie naoglądała - zawsze muszę się strasznie skupić, żeby czasem coś zrozumieć, dlatego najczęściej i tak oglądam z napisami ;P). Bardzo dobremu słuchowcowi wystarczy lekcja/wykład, by zapamiętać dany materiał (oczywiście, żeby go porządnie utrwalić, materiał musi być choć raz powtórzony).
Najczęściej używane teksty? 'Słyszałem o...', 'Niech pan posłucha, 'To brzmi jak...' i temu podobne.
Słuchowiec a nauka
Co tu dużo mówić - jak najwięcej dźwięku! Nagrania, filmy, piosenki to wyśmienite źródło przyswajania wiedzy dla słuchowca.
Kinestetyk znowuż potrzebuje ruchu, jakiejkolwiek formy aktywności fizycznej. Świetnie sprawdza się podczas różnego rodzaju zabaw, gier ruchowych, ćwiczeń. Może mu wystarczyć nawet zwykły długopis, który będzie obracał w palcach, co pomoże mu w skupieniu uwagi.
Jego zestaw TOP jeśli chodzi o słowa/wyrażenia to 'Poczułem wtedy, że...', 'Zademonstruję teraz...', 'Bardzo mnie to dotknęło', a więc odnoszą się do czucia, dotyku.
Kinestetyk a nauka
Świetnie u kinestetyka sprawdzają się gry typu kalambury czy innego rodzaju performance, gdy można gestykulować/ wykonać coś/ modelować/gotować itp. Wspomniany powyżej długopis może również okazać się świetnym wyjściem z sytuacji, gdy akurat takich ćwiczeń brakuje.
Jeśli chodzi o naukę teorii, bardzo dobrym sposobem może okazać się chodzenie po pokoju/pomieszczeniu, w którym się uczy podczas powtarzania materiału.
Oczywiście o tych typach można pisać i pisać ( przede wszystkim o technikach nauki). Myślę jednak, że takie podstawowe informacje są wystarczające dla rozróżnienia tych trzech rodzajów uczniów, a także dla zrozumienia, dlaczego niektórzy wolą pracować z mapą, a inni uczyć się poprzez oglądanie ulubionego filmu.
Należy oczywiście pamiętać, że każdy człowiek jest choć w części każdym z powyżej wymienionych typów, czasami jedynie któraś partia - wzrokowa, słuchowa albo czuciowa - może okazać się bardziej dominująca.
A Ty? Jakim jesteś typem ucznia?
---
korolowa
PS Przypominam o konkursie na logo - zostały już tylko dwa dni!
poniedziałek, 25 marca 2013
Dziennikarz seryjnym zabójcą, czyli o potworze z Macedonii.
Bodajże wczoraj trafiłam przypadkiem na stronę nasygnale.pl.
Są tam opisywane różne przerażające wydarzenia: morderstwa, gwałty i inne przestępstwa.
Chciałabym opisać tutaj jedno z nich, gdyż wyjątkowo wstrząsnął mną fakt, że ktoś mógł dopuścić się tak perfidnej zbrodni.
Jest to historia pewnego macedońskiego dziennikarza. Miły, spokojny człowiek, a przy nim - rodzina: matka, żona i dwójka dzieci. Wydaje się, że sielanka.
Ojciec dziennikarza, z którym był bardzo związany emocjonalnie, 13 lat temu popełnia samobójstwo. To wstrząsa młodym mężczyzną oraz mocno wpływa na jego psychikę. Dziennikarz za wszystko obwinia swą matkę - niewykształconą sprzątaczkę.
W dziennikarzu powstaje tak ogromny uraz (tak naprawdę niczym nie podparty), że postanawia się zemścić.
Jego celem stają się właśnie takie niewykształcone, starsze sprzątaczki. Wiele z nich, to znajome jego mamy.
Swoje ofiary przestępca ogłuszał i związywał, a następnie bił i gwałcił. Każdą traktował bestialsko. Gdy już było 'po wszystkim', zwłoki ćwiartował i wywoził w workach w odludne miejsce.
Żeby było ciekawiej, ów dziennikarz przeprowadzał wywiady z rodzinami ofiar, a następnie wszystko relacjonował!
Ile w sobie trzeba mieć nienawiści, żeby dopuścić się takiego postępowania?
Mężczyzna po aresztowaniu sam sobie jednak wymierzył karę.
23. czerwca 2008 roku został znaleziony z głową zanurzoną w wiadrze z wodą.
---
korolowa
Są tam opisywane różne przerażające wydarzenia: morderstwa, gwałty i inne przestępstwa.
Chciałabym opisać tutaj jedno z nich, gdyż wyjątkowo wstrząsnął mną fakt, że ktoś mógł dopuścić się tak perfidnej zbrodni.
Jest to historia pewnego macedońskiego dziennikarza. Miły, spokojny człowiek, a przy nim - rodzina: matka, żona i dwójka dzieci. Wydaje się, że sielanka.
zdjęcie:nasygnale.pl
W dziennikarzu powstaje tak ogromny uraz (tak naprawdę niczym nie podparty), że postanawia się zemścić.
Jego celem stają się właśnie takie niewykształcone, starsze sprzątaczki. Wiele z nich, to znajome jego mamy.
Swoje ofiary przestępca ogłuszał i związywał, a następnie bił i gwałcił. Każdą traktował bestialsko. Gdy już było 'po wszystkim', zwłoki ćwiartował i wywoził w workach w odludne miejsce.
Żeby było ciekawiej, ów dziennikarz przeprowadzał wywiady z rodzinami ofiar, a następnie wszystko relacjonował!
Ile w sobie trzeba mieć nienawiści, żeby dopuścić się takiego postępowania?
Mężczyzna po aresztowaniu sam sobie jednak wymierzył karę.
23. czerwca 2008 roku został znaleziony z głową zanurzoną w wiadrze z wodą.
---
korolowa
niedziela, 24 marca 2013
Czytanie ze zrozumieniem i inne problemy ze słowem związane.
Już wiele razy się z tym spotkałam. Sama, nie powiem, czasem przeoczę jakąś istotną informację, która może diametrialnie zmienić mój punkt widzenia/wypowiedź, ale ja potrafię się do tego przyznać.
Nie lubię jednak, gdy ktoś nie dość, że nie czyta ze zrozumieniem, to jeszcze później 'bije się' o swoją rację na zasadzie 'bo moja racja jest najmojsza' i nie ma żadnych logicznych argumentów w swojej kontr-wypowiedzi.
Co więcej, denerwuje mnie, gdy ktoś pisze do mnie z propozycjami seksualnymi, widząc (no chyba, że zabrakło okularów), że jestem w związku. A potem pretensje 'czemu nie odpisalas' (nierzadko bez znaku zapytania na końcu), no kurcze, sorry Winnetou!
Nosi mnie również, gdy ktoś wypowiada się w kwestii, o której kompletnie nie ma pojęcia.
Mogłabym przytoczyć wiele przykładów tego pokroju.
Chociażby wypowiedzi na Filmwebie na temat 'Śniadania na Plutonie' i postaci Kitten (Kici); żeby nie było, przytoczę dwie, zarówno pozytywnie oceniającą film jak i negatywną:
Negatywna:
'nigdy nie zdarzyło mi się wyjść z kina podczas trwania projekcji flimu. nigdy- aż do teraz! nie wytrzymyałam na sali i wyszłam na końcówce tego jakże "cudownego" i "uczącego pogody ducha" filmu... osobiście uważam że kreacja "kici" to karykatura człowieka, to ktoś, komu należy się najwyżej współczucie a nie podziw za reprezentowaną postawę(napewno nie podziw!)
trzeba umieć odróżnić pogodę ducha od niezdrowej ironii i śmieszności'
i pozytywna:
absolutnie sie z toba nie zgadzam. murphy doskonale wcielil sie w role kociaka. dla mnie byl przekonujacy. ta postac nie jest zadna karykatura jest jak najbardziej prawdziwa.patrick po prostu wie kim jest i nie stara sie z tym walczyc.sama mam podobnego kolege ktory na pierwszy rzut oka tez moze wydawac sie "karykatura", ale tak naprawde po prostu jest soba bez wzgledu na to co mysla o nim inni.oczywiscie kociakowi nalezy sie wspolczucie, ale nie przez jego postawe wobec zycia.mysle ze w pewnym sensie jest ona godna podziwu, wlasnie dlatego, ze nie stara sie ze soba walczyc, wie kim jest i zna swoja wartosc
Słowa podkreślone pogrubioną czcionką to te, które wskazują na wypowiedzi częściowo lub zupełnie nieprawdziwe.
Dlatego, zanim wejdzie się w jakąkolwiek polemikę, radzę najpierw troszkę poczytać i zeznajomić się z tematem, niż później się ośmieszyć :)
Tymczasem powoli zbieram się na spacer, więc życzę wszystkim miłego dnia! I duużo słońca :)
---
korolowa
Nie lubię jednak, gdy ktoś nie dość, że nie czyta ze zrozumieniem, to jeszcze później 'bije się' o swoją rację na zasadzie 'bo moja racja jest najmojsza' i nie ma żadnych logicznych argumentów w swojej kontr-wypowiedzi.
Co więcej, denerwuje mnie, gdy ktoś pisze do mnie z propozycjami seksualnymi, widząc (no chyba, że zabrakło okularów), że jestem w związku. A potem pretensje 'czemu nie odpisalas' (nierzadko bez znaku zapytania na końcu), no kurcze, sorry Winnetou!
Nosi mnie również, gdy ktoś wypowiada się w kwestii, o której kompletnie nie ma pojęcia.
Mogłabym przytoczyć wiele przykładów tego pokroju.
Chociażby wypowiedzi na Filmwebie na temat 'Śniadania na Plutonie' i postaci Kitten (Kici); żeby nie było, przytoczę dwie, zarówno pozytywnie oceniającą film jak i negatywną:
Negatywna:
'nigdy nie zdarzyło mi się wyjść z kina podczas trwania projekcji flimu. nigdy- aż do teraz! nie wytrzymyałam na sali i wyszłam na końcówce tego jakże "cudownego" i "uczącego pogody ducha" filmu... osobiście uważam że kreacja "kici" to karykatura człowieka, to ktoś, komu należy się najwyżej współczucie a nie podziw za reprezentowaną postawę(napewno nie podziw!)
trzeba umieć odróżnić pogodę ducha od niezdrowej ironii i śmieszności'
i pozytywna:
absolutnie sie z toba nie zgadzam. murphy doskonale wcielil sie w role kociaka. dla mnie byl przekonujacy. ta postac nie jest zadna karykatura jest jak najbardziej prawdziwa.patrick po prostu wie kim jest i nie stara sie z tym walczyc.sama mam podobnego kolege ktory na pierwszy rzut oka tez moze wydawac sie "karykatura", ale tak naprawde po prostu jest soba bez wzgledu na to co mysla o nim inni.oczywiscie kociakowi nalezy sie wspolczucie, ale nie przez jego postawe wobec zycia.mysle ze w pewnym sensie jest ona godna podziwu, wlasnie dlatego, ze nie stara sie ze soba walczyc, wie kim jest i zna swoja wartosc
Słowa podkreślone pogrubioną czcionką to te, które wskazują na wypowiedzi częściowo lub zupełnie nieprawdziwe.
Dlatego, zanim wejdzie się w jakąkolwiek polemikę, radzę najpierw troszkę poczytać i zeznajomić się z tematem, niż później się ośmieszyć :)
Tymczasem powoli zbieram się na spacer, więc życzę wszystkim miłego dnia! I duużo słońca :)
---
korolowa
sobota, 23 marca 2013
Wiosenne porządki
Witajcie!
Już zaraz, po śniadaniu, zabieram się za sprzatanie!
Święta za pasem, a okna czekają na umycie; stare kurze na starcie; dywany na pranie, lodówka na czyszczenie...
Przede mną dużo roboty, dlatego te wszystkie porządki rozkładam na dwie tury - dziś i w następny czwartek, gdy już będzie wolne i będę mogła, jeszcze przed samymi Świętami, dopucować wszystko na ostatni błysk!
Dziś zamierzam skorzystać z ładnej pogody i umyć te nieszczęsne okna.
A Wy?
Przed czy już po porządkach? A może w ogóle sobie w tym roku darowaliście wiosenno-świąteczne sprzątanie? ;)
---
korolowa
Już zaraz, po śniadaniu, zabieram się za sprzatanie!
Święta za pasem, a okna czekają na umycie; stare kurze na starcie; dywany na pranie, lodówka na czyszczenie...
Przede mną dużo roboty, dlatego te wszystkie porządki rozkładam na dwie tury - dziś i w następny czwartek, gdy już będzie wolne i będę mogła, jeszcze przed samymi Świętami, dopucować wszystko na ostatni błysk!
Dziś zamierzam skorzystać z ładnej pogody i umyć te nieszczęsne okna.
A Wy?
Przed czy już po porządkach? A może w ogóle sobie w tym roku darowaliście wiosenno-świąteczne sprzątanie? ;)
zdjęcie: bit.ly/167r96n
---
korolowa
piątek, 22 marca 2013
Zmiany, ach zmiany w PKP!
Idę dziś z koleżanką z grupy na moją ukochaną stację PKP.
Okazuje się, że będziemy wracać tym samym pociągiem, z tym, że ja wysiadać miałam wcześniej.
W drodze na dworzec okazuje się, że koleżanka, która bilet jednorazowy kupiła dwa dni temu, ma bilet z tzw. miejscówką (numerowanym miejscem do siedzenia, do którego normalnie trzeba dopłacać). No to pięknie, myślę sobie, znowu będę miała problemy z tym moim miesięcznym biletem.
Wchodzimy, ona znalazła swoje miejsce, ja zaś poszłam szukać konduktora.
Gdy go znalazłam, zapytałam, jak mój miesięczny bilet ma się do pociągu, który ponoć cały jest 'w miejscówkach'.
Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, ze nawet nie muszę do tego biznesu dokładać, bylebym tylko usiadła w ostatnim, rezerwowym wagonie, w związku z czym nie mogłam dalej jechać z koleżanką, no ale przynajmniej nie było żadnych dodatkowych opłat i miałam miejsce do siedzenia.
Później jednak do pociągu zaczęło wchodzić naprawdę dużo ludzi, wielu z nich stało w korytarzach.
Stąd moje pytanie: co, jeśli ktoś wybiera się w dłuższą podróż, a bilet kupił przed 19 marca (czyli jeszcze przed tymi zmianami, gdy jeszcze pociąg był bez miejscówek), a później okaże się, że nie ma gdzie siedzieć, bo nagle wszystkie miejscówki zostały wykupione?
Oczywiście jest to dość czarny scenariusz, niemniej również możliwy. Pod uwagę trzeba wziąć zwłaszcza osoby starsze - czy w takim wypadku stałyby całą drogę? Bo raczej mało prawdopodobne, aby ktoś ustąpił im miejsca. Tak, wiem, teraz narzekam i wyciągam na wierzch same negatywy, które być może się nie spełnią (i oby!).
Po prostu nie lubię tych zmian, gdy nie wiem, czy w ogóle mogę wejść do pociągu, by zaraz nie płacić kary; gdy jest tylu zdezorientowanych ludzi i nawet konduktorzy nie są w stanie wyjaśnić co i jak.
---
korolowa
Okazuje się, że będziemy wracać tym samym pociągiem, z tym, że ja wysiadać miałam wcześniej.
W drodze na dworzec okazuje się, że koleżanka, która bilet jednorazowy kupiła dwa dni temu, ma bilet z tzw. miejscówką (numerowanym miejscem do siedzenia, do którego normalnie trzeba dopłacać). No to pięknie, myślę sobie, znowu będę miała problemy z tym moim miesięcznym biletem.
Wchodzimy, ona znalazła swoje miejsce, ja zaś poszłam szukać konduktora.
Gdy go znalazłam, zapytałam, jak mój miesięczny bilet ma się do pociągu, który ponoć cały jest 'w miejscówkach'.
Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, ze nawet nie muszę do tego biznesu dokładać, bylebym tylko usiadła w ostatnim, rezerwowym wagonie, w związku z czym nie mogłam dalej jechać z koleżanką, no ale przynajmniej nie było żadnych dodatkowych opłat i miałam miejsce do siedzenia.
Później jednak do pociągu zaczęło wchodzić naprawdę dużo ludzi, wielu z nich stało w korytarzach.
Stąd moje pytanie: co, jeśli ktoś wybiera się w dłuższą podróż, a bilet kupił przed 19 marca (czyli jeszcze przed tymi zmianami, gdy jeszcze pociąg był bez miejscówek), a później okaże się, że nie ma gdzie siedzieć, bo nagle wszystkie miejscówki zostały wykupione?
Oczywiście jest to dość czarny scenariusz, niemniej również możliwy. Pod uwagę trzeba wziąć zwłaszcza osoby starsze - czy w takim wypadku stałyby całą drogę? Bo raczej mało prawdopodobne, aby ktoś ustąpił im miejsca. Tak, wiem, teraz narzekam i wyciągam na wierzch same negatywy, które być może się nie spełnią (i oby!).
Po prostu nie lubię tych zmian, gdy nie wiem, czy w ogóle mogę wejść do pociągu, by zaraz nie płacić kary; gdy jest tylu zdezorientowanych ludzi i nawet konduktorzy nie są w stanie wyjaśnić co i jak.
www.kurierkolejowy.eu
---
korolowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)







