Polub mnie na FB :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Apele, protesty i inne dziwne polskie manifesty.

Ostatnie zamierzenia posłów PO, PIS-u i  PSL wzbudziły ogromne kontrowersje wśród Polaków. Ściślej  mówiąc, chodzi mi o pomysł, którego wdrożenie oznaczałoby koniec niedziel pracujących dla pracowników sklepów wielkopowierzchniowych . 
Politycy tłumaczą swój pomysł tym, że niedziele pracownicy powinni przeznaczać na spędzanie czasu ze swoimi rodzinami, zamiast na pracy w super- czy hipermarketach.

Pomijając jednak plany naszych polityków, list w sprawie zakazu wykonywania innego rodzaju pracy w niedziele wystosowała także grupa Polaków. Tym razem zakaz pracy w siódmy dzień tygodnia miałby obejmować  kolejarzy.

Jak jeszcze zrozumiałabym powody zamknięcia sklepów (bo zakupy można jeszcze przewidzieć i wyposażyć się we wszelkie produkty dzień przed), tak za cholerę nie zrozumiem koncepcji z odwołaniem pociągów. Oczywiście wiem, co to ma na celu - dać szansę osobom pracującym na kolei na spędzenie czasu z żoną, babcią, bratem oraz innymi członkami familii. Ale co z osobami dojeżdżającymi do domów właśnie w niedzielę, np studentami zaocznymi? Co ze studentami, którzy przyjeżdżają pociągami z domu na stancję - mamy im zrobić przymusowy dłuższy pobyt i poniedziałkowy, niekoniecznie przyjemny, ranny powrót?
Czy to czasem nie mija się z celem?

I - wreszcie - co z osobami, które jedynie w niedziele mają właśnie czasy, by dojechać do swych rodzin - mamy im to prawo odebrać? Ja, jako osoba bez prawa jazdy i samochodu, nie zgadzam się - to niczego nie ułatwi, a wręcz przeciwnie!

Ta sama grupa osób apelujących o wyżej wymienione, zapowiedziała już swoje przyszłe petycje, pod warunkiem akceptacji tej z PKP.

'Zachęcamy do poparcia naszej akcji. Obiecujemy że nie spoczniemy na laurach. Jeżeli wygramy z koleją przygotujemy też kolejne wnioski:

- koniec z zajęciami w niedzielę dla studentów zaocznych. Profesorowie skarżą się nam, że muszą poświęcać niedzielę kosztem rodziny na rzecz studentów, którzy równie dobrze mogliby się uczyć od poniedziałku do soboty;

- koniec z otwartymi restauracjami w niedzielę - dzięki temu kelnerzy mogliby podawać w niedzielę obiad swoim dzieciom, a kucharze mogliby gotować swoim rodzinom, a nie jak dziś hipsterom, którym z lenistwa nie chce się nastawić rosołu;

- koniec z występami w niedzielę polityków, którzy w wolny dzień pielgrzymują do nadawanych na żywo audycji w TVN 24 czy innym Radiu Z. Niech taki Hofman czy Kłopotek siedzą w domu. Niech zamiast odpowiadać na pytania Rymanowskiego czy Olejnik, odpowiadają na pytania swoich dzieci i żon.'



A ja mam propozycję: może w niedzielę w ogóle nie róbmy NIC?

Czekam na Wasze opinie dotyczące tej sprawy!

---

korolowa