Polub mnie na FB :)

niedziela, 2 kwietnia 2017

Prima Aprilis, Ty też się (czasem) pomylisz.

Zastanawiam się nad tym, od czego by tu zacząć. Może od tego, ze ostatnio popełniłam wpis, w którym opisywałam, jak to się zawiodłam na niektórych osobach, Że spodziewałam się po nich czegoś więcej. Że takich relacji to ja nie potrzebuję. Cóż, trzeba przyznać, że wystarczył tydzień, a właściwie to jeden dzień, abym zmieniła swoje zdanie. Przynajmniej do co poniektórych.

Czasem jest tak, że najzwyczajniej w świecie mamy dość wszystkich i wszystkiego, i takie właśnie emocje skumulowały się we mnie, gdy jakiś czas temu napisałam tego posta.

Dużo się jednak w człowieku zmienia, gdy zaczyna patrzeć na to z innego punktu widzenia.
Co by było, gdyby taka osoba zniknęła z naszego życia niemal całkowicie? Gdyby wyjechała gdzieś i słuch całkiem o niej zaginął?  Czy na pewno przez cały czas żyłoby się Wam z tym dobrze? Czy nie odezwalibyście się jednak po jakimś czasie sms-em bądź na Messengerze, próbując, mimo wszystko, utrzymać kontakt?


Po chwilach świadomie wybranej samotności, po jakimś czasie zapewne, prawdopodobnie coś się w Was jednak zapali. Takie uczucie, które powoduje, że chcesz, aby ta osoba była tutaj teraz, z Tobą.
I nigdy więcej nie odchodziła.

Tęsknię za moimi dwiema przyjaciółkami, które wyjechały w pogoni za obietnicą lepszego życia. Choć zdarzało się, że miałam już dość przebywania z nimi - wszakże, co za dużo, to niezdrowo, poza tym, nawet najwspanialsze pod słońcem osoby nie są idealne - to teraz marzę o tym, aby mieszkać gdzieś blisko nich. Wychodzić, tak jak w czasach licealnych, na długie spacery i szwędać się po sklepach. Iść gdziekolwiek, bez celu. Byle razem.
















 




I znowu kolejna osoba  mnie/ nas tutaj zostawiła. I mimo tego, że właśnie na nią między innymi się ostatnio denerwowałam, to po minionym weekendzie (a głównie wczorajszym dniu, który swobodnie mógłby zostać moim wielkim Dniem Rozstań, tudzież Dniem Przyjaźni) - wiem, doskonale wiem - będzie mi jej tutaj brakować. Tym bardziej, że  - jak sądzę -  miejsce docelowe może jej się na tyle spodobać, że wcale nie będzie chciała tutaj wrócić.

***
Możemy się na siebie czasem denerwować. Gniewać, nie odzywać przez jakiś czas, nie zapraszać do domów, jeśli nie mamy ochoty. Ale chyba jednak ważniejsze jest to, że w razie potrzeby, zawsze sobie pomożemy. Wyjdziemy razem na piwo, aby porozmawiać o głupotach bądź o nurtujących nas sprawach. O tym, że mamy problemy w pracy lub że właśnie ktoś w nas rzucił gumą do żucia.

Że po prostu wspieramy się. Jesteśmy.
Choćbyśmy mieli robić to przez Skype'y, Messenger'y smsy i inne wynalazki.

Zawsze i tak zwyczajnie - po prostu: dla siebie.


---
korolowa