Polub mnie na FB :)

sobota, 10 czerwca 2017

Małe rzeczy.

Sobota, godzina 9:30. Powoli podnosisz do góry powieki. Za oknem widzisz coś, co nawet przypomina słońce. Jest dobrze, myślisz. Jest dobrze.

Rozglądasz się po pokoju. Na stoliku znowu pojawiły się dwa kubki. I to puste. Cóż, zaczynasz poganiać się w myślach, odstawię jeden i od razu napełnię drugi. Trzeba chwytać dzień, póki jest dość wcześnie.

Jest tak ciepło, zastanawiasz się, czy podczas porannego prysznica od razu nie umyć włosów. Ostatecznie spłukujesz się cała - z brudu, z obowiązków, z całego zaganianego tygodnia. Brudna woda spływa po ramionach, nogach, rękach; spływa głęboko, już jej nie ma. A na łbie szampon, nowa odżywka i równie nowy dzień.


Po prysznicu okazuje się, że nie masz już bułek. Na szczęście jest jogurt porzeczkowy, jakieś opakowanie Cornflakes'ów również się znajdzie. Tyle Ci wystarczy. Słodycz jogurtu idealnie zastępuje kawę, budząc do życia Ciebie i  Twoje kubki smakowe.

Dzisiaj robisz odpoczynek swojej twarzy. Nie będzie cieni, tuszu do rzęs ani nawet kredki do oczu. Co najwyżej jakaś lekka pomadka, coby całkiem ludzi nie straszyć. Ubranie, które da Ci swobodę ruchów. Buty, które nie będą uwierać, a idealnie dopasują się do Twojej stopy. I nastroju.

No dobra, trzeba wychodzić. Nareszcie masz czas na zamianę kawałka papieru, który dostałaś w prezencie już jakiś czas temu, na porządny masaż. Całe 40 minut dla spragnionych dotyku i ukojenia pleców. Na pewno będą Ci za to wdzięczne.

Po rozmasowanej tudzież zrelaksowanej tylnej części ciała, wpadasz do sklepu na małe zakupy. Kupujesz brakujące pieczywo, przy okazji nabywając również rybę, która właściwie tanim produktem nie jest, ale dziś masz to w nosie. Masz ochotę na rybę, to ją kupujesz. Proste.

W domu rozwieszasz wstawione jeszcze przed wyjściem pranie i od razu kłądziesz na patelnię tego pstrąga, którego niemal od razu zjadasz. Przy okazji włączasz telewizor, "tylko na chwilę", aby sprawdzić, gdzie znowu doszło do zamachu i czy nie ma  czasem nowych teorii spiskowych odnośnie Smoleńska. Tymczasem, ku swojemu zaskoczeniu, całkiem przypadkiem wpadasz na swój ulubiony film z dzieciństwa. Wzruszasz się więc i śmiejesz na przemian przez ponad półtorej godziny. Pałaszujesz to, co uwielbiasz, oglądając to, co kochasz. Chyba nie może być lepiej.

Wyglądasz przez okno i spoglądasz na zegarek - chyba jeszcze nie jest za późno, aby pójść na spacer? Przy okazji zrobisz coś pożytecznego.


Na zewnątrz okazuje się, że jest jeszcze cieplej niż Ci się wydawało. Po drodze kupujesz sobie loda, tego karmelowego. Zawsze je uwielbiałaś. Czy nie zasłużyłaś na niego?

A na to piwo, które wypiłaś po przyjściu? Na uśmiech Pana ze sklepu? Na miły dialog z masażystą  i na to spojrzenie małej dziewczynki, które spowodowało, że pomyślałaś o swojej rodzinie - czy na to wszystko również zasłużyłaś?

A może, może właśnie tak miało być.
Takie małe, miłe, codzienne cuda.

Dlatego bierz je, jak lecą.
Powoduj je.
Zbieraj.
Kupuj sobie książki, wino, ciastka czy co tam jeszcze chcesz.
Pomóż starszej pani pozbierać wywalone na chodnik zakupy.
Wywołuj uśmiech na swojej twarzy.
Wywołuj uśmiech na twarzy innych.
Otaczaj się tym, co miłe i przyjemne.
Chwytaj każdy dzień i czyń go jak najlepszym.
Bądź spontaniczny.
Uśmiechaj się.
Przytulaj się.
Śpiewaj w głos, aż sąsiedzi zaczną pukać w ścianę.
Graj na gitarze, rysuj, wychodź na spacer, gotuj, pamiętaj o innych.
Dbaj.
Szanuj.
Przyjaźń się.
Kochaj.

Każdego dnia, ciesz się z małych rzeczy.


---
korolowa