Polub mnie na FB :)

niedziela, 11 maja 2014

Best day of my life!

Wpis ten początkowo miał być o Eurowizji. Jeszcze wczoraj planowałam napisać o naszych 'Słowianach', o Conchicie Wurst i jej brodzie, która na pewno nie miała wpływu na wyniki owego show.

Swoją drogą, czy to jakaś nowa moda społeczna, że ludzie o odmiennej orientacji seksualnej czy o innym kolorze skóry ( nie mówię, że gorsi, podkreślam - po prostu na jakiś sposób inni) zdają się mieć coraz więcej przywilejów w porównaniu do tych przeciętnych (białych, zarabiających plus minus średnią krajową)? Chodzi mi nie tyle o Polskę jeszcze, co o Stany Zjednoczone. Chcesz tam iść, załóżmy, na studia, brakuje ci punktu, jednego czy dwóch, a tu okazuje się, że już ktoś dostał +10 za sam kolor skóry (i tym kolorem na pewno nie jest biały). Zaznaczam jednak, że ja absolutnie nikogo nie chcę się tu czepiać, wręcz szkoda mi tych ludzi, gdyż wydaje mi się, że w ten sposób próbuje się im zrekompensować jakieś braki, których przecież absolutnie z żadnego powodu nie powinni odczuwać.
Do tego strach się bać, co by złego słowa nie powiedzieć o jakiejkolwiek mniejszości, nie urazić.

No, ale nie o tym ostatecznie chciałam.

Wybaczcie dziś moją monotonię - pewnie niektórzy z Was domyślają się, o czym chcę napisać - ale nadszedł dzień, który może niekoniecznie zdarza się raz w życiu (to znaczy najlepiej, gdy jednak się zdarzy tylko raz i już na wieki wieków amen, no ale różnie bywa), niemniej jest on jednym z tych najważniejszych. Uprzedzam - nie, nie jestem w ciąży!

Wczorajszy wieczór był wyjątkowy. I to nie dlatego, że - o czym oczywiście wiadomo - były moje urodziny. I nie tylko dlatego (choć również), że mój kuzyn (Artem Furman, smsy możecie wysyłać na nr 7322 o treści 3) przeszedł do ścisłej szóstki X Factora. Przewspaniałym, aczkolwiek dalej nie końcowym elementem wczorajszej układanki dnia było przejście mojego ukochanego Otherlandu do finału Przeglądu Młodych Talentów (daliście wspaniały koncert, Jarku - pokłony za wokal!). Dopełnieniem okazała się bowiem niespodziewana, ostatnia atrakcja wieczoru, który spędziłam z moimi ukochanymi ludźmi. I pierwszy raz naprawdę zrozumiałam te wszystkie dziewczyny i ich płacz... ze szczęścia. Ja nie płakałam, ale było blisko.

W życiu nie spodziewałabym się, że w ogóle może istnieć idealny dzień. Może być piękny, romantyczny, miły...ale idealny? Wczoraj okazało się, że jednak taki może istnieć. I mimo pewnych rzeczy w życiu, które muszę w końcu sfinalizować, a przecież jeszcze więcej jest przede mną; mimo braku pewnych osób, które chciałabym, aby obok mnie w tym dniu były... i tak poczułam się przeszczęśliwa.

Moja ukochana ekipa nie zawiodła, za co bardzo, bardzo wszystkim i każdemu z osobna serdecznie dziękuję. Dzięki Wam, mogłam dzielić się swą radością, a chyba to jest właśnie w życiu ważne - aby dzielić się z innymi swoimi sukcesami, nie tylko tymi dużymi, ale także i mniejszymi, codziennymi radościami.
:)




 ---
korolowa