Polub mnie na FB :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

(znów) wypłynąć

Połowa sierpnia za nami. A ja mam wrażenie, jakby minęło nie - półtora miesiąca - ale co najmniej rok. 


To lato migotało różnymi barwami.


Bywało pomarańczowe w swojej beztrosce.

Czerwone: rozgrzane, zmysłowe.

Błękitne w metaforach, które ujrzały w końcu światło dzienne.

Fioletowe - liminalne, przejściowe, zawieszone pomiędzy spokojem a potrzebą zmian.


Poczułam coś, czego nie czułam od dawna. Nie spokój. Nie stabilizację. Ani nawet nie gwarancję, że wszystko będzie proste i się jakoś ułoży.


Dostałam coś mocniejszego. 

Przebudzenie.


Zamiast bać potykać się o własne nogi, odważnie stawiałam kroki. 

Choć czasem kończyło się kontuzją. I poczuciem, że może, może to już “o jeden krok za dużo.”


A jednak - nie żałuję niczego.


Ani jednej rzeczy. Choć nie wszystko, co zrobiłam, było racjonalne.



Ale zrobiłam też rzeczy, o których marzyłam od dawna.


Ruszyłam z “English and Coffee.” Opublikowano moje wiersze i powieść.

Zawodowo i rozwojowo, był to dla mnie bardzo dobry okres.


Patrzę na to lato i myślę: lipcu, sierpniu. Jak wy zmieściliście tyle wydarzeń w tak krótkim czasie?


A przecież, przecież sama wiem, z jakiego letargu budziłam się miesiącami.

I nagle, nagle mózg i ciało powiedziały: daj nam więcej. Potrzebujemy więcej.


Kolorów. Smaków. Barw.

Całej palety tęczy.


Chciałam się delektować. Czuć. Pływać. Rozmawiać do trzeciej nad ranem. Chodzić na długie spacery i skręcać w nieznane ścieżki.


Choć jeszcze czasem mój lęk mówił: “nie rób tego”, ja robiłam coś, wbrew niemu.

Ale za to, zgodniej z samą sobą.


I może właśnie tego potrzebowałam najbardziej.

Nie kolejnej bezpiecznej przystani.

Tylko odwagi, żeby znowu wypłynąć.



---
korolowa

piątek, 3 lipca 2026

Sok pomarańczowy.

Jeszcze rok temu pomyślałaby: 

nie mogę.


Za gorzkie. 

Zbyt pikantne.

Za kwaśne.


Nie wyjdę.

Chmurzy się.

Pada.

Zbyt wietrznie.


Nie spotkam się z koleżanką w restauracji, bo klimatyzacja dobije już i tak chore zatoki.

Nie pójdę do lasu, bo złapię kleszcza.

Nie zjem ulubionego obiadu, bo mam podejrzenie refluksu.


Znajdowała setki powodów,  a właściwie - wymówek.

Żeby nie wychodzić. Nie jeść tego, co smakuje.

Nie żyć pełnią życia.


Tylko nie zadała sobie najważniejszego: po co mi to wszystko?



To nie ona sterowała swoim życiem. To ON nią sterował.

Tylko, zamiast ku pięknej wyspie, kierował ją w krę.


Oddała się mu całkowicie. Lęk zagnieździł się w jej żyłach. Krtani. Mózgu.

Konsekwentnie zabierał każdy kawałek chęci. Spokoju. Radości.


Choć chwilami wydawało jej się, że ma nad wszystkim kontrolę. Bo przecież wybiera to, co dla niej dobre. Bo zdrowie, bo rozsądek, bo bezpieczeństwo były wtedy ważniejsze.


Wszystko musiało być zaplanowane. Każdy dzień - z góry ustalony. 

I mimo tego złudnego poczucia kontroli, ciągle czuła się jak w mieliźnie. Jakby coś ją paraliżowało i nie chciało puścić. Jakby trzymało niczym więźnia w kajdanach, w najbardziej opuszczonym, chłodnym lochu.


A przecież, przecież znała zupełnie inne życie.

Nie usłane różami. Nie z krainy mlekiem i miodem płynącej.


Ale z całym straganem różnych emocji i doznań.

Z uśmiechem sąsiadki. Pomocną dłonią kolegi.

Z sokiem pomarańczowym. Wędzoną ćwiartką z kurczaka. 

Z wieczorami pełnymi planszówek.

Ze spacerami po lesie, w którym czyhają te okropne kleszcze.

Z weekendami w restauracji, gdzie klima powodowała ból głowy, a śmiech podczas wielogodzinnych rozmów - ból brzucha.

Powoli odzyskiwała swoje życie.

Nie idealne. Nie zawsze przewidywalne.

Ale spontaniczne. Często zabawne i pełne radości.


Radości, która, po długim czasie, zaczęła do niej wracać. 


---
korolowablog





wtorek, 26 maja 2026

Za kilka chwil Twej obecności

Dawno tutaj nie pisałam.

No bo, co znówże mogłabym napisać?

Wiecie - dzieje się u mnie i nic, i wszystko zarazem.

---

W głowie mam też świadomość, że dziś jest "Dzień Matki."

Dla mnie jest to co roku dzień dość trudny.

Nie jestem niczyją matką. Nie mam też już własnej.

Zazdroszczę tym, którzy dalej mogą zadzwonić choćby na chwilę do swojej i powiedzieć "Kocham cię" czy nawet zwykłe "co słychać?"

Niech resztę dopowie nowy wiersz.

Dobrego dnia dla wszystkich Mam - tych doświadczonych, i tych na początku mamowej drogi.


--

I choćbym trzymała w dłoni gwiazd tysiące,

słońce by wyblakło,

księżyc zniknął z nieba —

oddałabym je wszystkie, aby znów tej nocy

pod Twymi stopami zbudziła się ziemia.


I choćbym nagle wszystkie skarby świata

miała zamknięte w najmniejszej kieszeni —

za nic nie oddałabym Ciebie.

Bo każdą rzecz, co złotem się mieni,

za Twój uśmiech, spokój i gesty czułości

oddałabym bez najmniejszego wahania

za kilka chwil Twojej obecności.


---

korolowa



czwartek, 1 stycznia 2026

Noworocznie [nie] postanawiam.

Koniec 2025 i początek 2026 to dla mnie zdecydowanie czas zmian.

Chciałabym napisać, że może nie jakichś wielkich — choć jedna z nich zdecydowanie jest dla mnie totalnie przełomowa. W tym roku otwieram się na siebie i na zdrową równowagę pomiędzy pracą, zdrowiem i spokojem ducha. To rok, w którym nie zamierzam iść na kompromisy, jeśli chodzi o relacje (zwłaszcza z niektórymi) z ludźmi. To dla mnie rok przełomowy mentalnie — czas, w którym wyznaczanie granic to coś więcej niż tylko puste hasło.

Jeśli to prawda, że jaki pierwszy dzień nowego roku, taki cały rok — to naprawdę życzę sobie, aby taki właśnie był. Spokojny. Zrównoważony. Z zadbaniem o pewne sprawy, ale przede wszystkim z przerwami, które są mi potrzebne, wręcz niezbędne. Może w końcu nauczę się NAPRAWDĘ odpoczywać. Zadbać o ciało i głowę. I nie tylko wtedy, gdy już rzeczywiście muszę — bo droga ewakuacji od dawna jest zamknięta.

Oby to był rok, w którym w swoich czterech kątach będę mogła poczuć się jak w NAPRAWDĘ swoim domu. Gdzie karton na podłodze czy niedomyty przez codzienny pośpiech  blat  nie będą świadczyć o mojej wartości.

Chcę też, aby był to rok, w którym lęk przestanie sterować moim życiem. I w którym nie będę tłamsić swoich uczuć i emocji. Gdzie — gdy tylko poczuję taką potrzebę — będę wracać do pisania. Bo kocham to robić i jest to coś, dzięki czemu czuję się lepiej. Bo wiecie — najpiękniejsze rzeczy często powstają wtedy, gdy boli najmocniej.


Roku 2026 — nie wiem, czy wierzyć, że będziesz dla mnie bardziej łaskawy.

Ale wierzę, że ja będę bardziej życzliwa wobec samej siebie.

niedziela, 23 października 2022

Kasztanowe.

Kasztanowe.

~~
Przemierzała przez gąszcze kolorowych liści. W krótkiej spódniczce, ciemnoniebieskim płaszczu i rajstopach w kolorze fuksji. Szukała spokoju. Celu. Sensu.

Oglądała każdy pojedynczy listek. Każdy kamyczek, który stanął na jej drodze. Drzewo, które spoglądało na nią z góry.

Jakaś sprytna, mała wiewiórka przebiegła jej krętą ścieżkę. Choć nie mijała żadnych ludzi, miała wrażenie, że ciągle kogoś spotyka.
Każda szyszka, kamień czy liść kogoś jej przypominały. Mrówki, uciekający w popłochu zając, tamta skoczna wiewiórka - oni wszyscy już gdzieś tam w jej życiu byli : spokojni i zwariowani, stateczni, pełni obaw, lekceważący i ci, którzy zawsze wywoływali uśmiech.

"To dziwne", pomyślała dziewczyna. Szła, zbierając do koszyczka podgrzybki i te co ładniejsze szyszki. Zza żółto - czerwonych koron drzew, przyświecało jej późno jesienne słońce.

Rozumiała, że nie może się cofnąć. 
Nie było już żadnego kroku w tył.


Wiedziała jednak, że nie musi się bać.
Że na końcu ścieżki, czeka ją nagroda.
Jej szczęście.

Niebo wysłało jej słoneczny uśmiech.
Otuliło promieniami, by mimo chłodu, nie zmarzła, docierając w spokoju do samego końca.

Aż wreszcie - ujrzała je.
Kasztanowe.
Pełne harmonii i ciepła, ciemnobrązowe oczy.

Obejmowały ją, mówiąc, że już nigdy nie będzie musiała się bać.

Że będą z nią i przy niej, już na zawsze.

Że obiecują pomagać i chronić, póki wieczna ciemność ich nie rozłączy.
I ona to widziała.

Znalazła swój spokój.
W tych niczym niezmąconych, mądrych oczach.

Swój sens
 - w tych dwóch, splecionych, kochających się ciałach.

Widziała i zrozumiała również wreszcie cel swej podróży.
Nie samo dojście do jej końca miało być ważne.

Choć już nie sama musiała stawiać jej czoła.

Oddała się zatem podmuchom wiatru i zakołysała w jesiennym tańcu.
Wzięła głęboki oddech, musnęła twarz stojącą wprost przed nią i znowu spojrzała.
W te oczy, te oczy jesienne.

Kasztanowe.



---

korolowa

środa, 22 czerwca 2022

Time to say goodbye.

 "Walking and observing are how you gather the ingredients of your travel, reflection is how you turn them into a meal."  P. Iyer *

___

Kiedyś powiedziałabym, że jedyne, o czym marzę, to aby mój świat - prywatny i zawodowy - przestał się w końcu zmieniać niczym w kalejdoskopie.

Marzyłam o stabilności i równałam ją z rutyną, jednostajnością. Na słowo "zmiana" reagowałam nerwowo, panicznie się jej bojąc. Bojąc się, że coś, co próbowałam jakkolwiek nadzorować, wymknie się spod mojej kontroli.

Niektórzy powiedzieliby, że w ich wieku za późno na jakiekolwiek zmiany. Że w tych czasach aż strach podejmować jakiekolwiek poważniejsze decyzje. Że może lepiej przeczekać ten trudny moment.

Dziś, słuchałabym ich, kiwając głową. Tym razem jednak... przecząco.

Może jestem wariatem... ale próbuję spełniać swoje marzenia. I nie odkładać ich, po raz kolejny, na później.

Odchodzę z miejsca, które z jednej strony pokochałam, z drugiej jednak... tak naprawdę, trudno znaleźć mi słowa adekwatne do sytuacji. Uwielbiam ludzi, z którymi przyszło mi współpracować. Uczniów, którzy nie raz spowodowali szeroki uśmiech na mojej twarzy. Tę specyfikę szkoły integracyjnej, w której uczniowie szybko uczą się współpracy, pomocy i zrozumienia. 

Zabrzmi to banalnie, ale ta placówka naprawdę nauczyła mnie wielu rzeczy. Jestem wdzięczna za doświadczenie, które tu zdobyłam. 

I jestem wdzięczna też sobie, że podjęłam się zmian.

A najważniejszą widzę w sobie.

Pamiętam swoje pierwsze lekcje w jednej z klas. Moją niemoc. Próby dotarcia do uczniów. Pisanie do nich listów mówiących o moich odczuciach. Tak, łatwo nie było.

Ale gdyby tak było, nie doceniłabym tego, co mam. Choć dalej czekam na wyniki egzaminów z języka angielskiego, i tak jestem niesamowicie dumna ze "swoich" ósmoklasistów. Nie za wiedzę czy niewiedzę - ale za ich sympatię i dobroć.

Chciałabym tu przekazać jeszcze o wiele, wiele więcej.

O tym, jak zmieniłam swoje nastawienie i jaką zmianę przeszłam - dzięki treściom, które czytam, ale też i ludziom, których przez te kilka lat poznałam.

O tym, że przestałam się bać tych "groźnych" zmian i zostawiać swoje marzenia na "kiedyś."

Bo to "kiedyś" może nigdy nie nadejść.

Dlatego cieszę się, że z czystym sumieniem i  bez wylewania zbędnych żalów, mogę zacząć je realizować już dzisiaj.

Zaczynam nową drogę, podczas której zamierzam smakować, obserwować, dotykać i czuć. 

Zbierając składniki podróży, by ostatecznie móc zmienić je w pyszny posiłek. Podróży, której nie cel, lecz sama w sobie - będzie moim szczęściem.

___

*...and my travel has not ended yet, but it has just begun.


---
korolowa

sobota, 16 kwietnia 2022

Odwilż.

Gdy dwa lata temu napisałam post o przeżywaniu świąt podczas pandemii (KLIK), nie spodziewałam się, że tyle się w tym czasie jeszcze zdąży zmienić.

Przeżyliśmy pandemię. Przeżywamy - mniej lub bardziej - wojnę. Jakby jakiś Armagedon spadł na nas niczym grom z jasnego nieba.

Staliśmy w obliczu trudnych, życiowych dylematów. Oddaleni od bliskich, zjednoczeni we wszechogarniającej tęsknocie.

Za rodzinnym ciepłem.

Spokojem.

Taką zwykłą, nieidealną codziennością.

Wyczekiwaliśmy głosu, który nas ukoi. Który powie, że "wszystko będzie dobrze" - nawet, jeżeli i tak byśmy to nie uwierzyli.

Wyczekiwaliśmy radości, której tak nam wtedy brakowało. 

A teraz... teraz nawet strach się z czegokolwiek cieszyć, bo przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że "to nie wypada." 

To, w takim razie, co powinniśmy robić? Założyć ręce za głowę, biczować, wylewać kołnierze łez? Smucić się, mimo uśmiechu w duszy po tak długim czasie nie spokoju?

Nie można odbierać sobie prawa do szczęścia. Do uśmiechu. Do dzielenia się dobrem i radością.

Bo właśnie to nam jest teraz potrzebne. W naszym nastawieniu zaklęta jest niesamowita moc.

Więc idźcie dziś głosić nowiny. Dobre nowiny. Szczęście, radość i ciepło.

A w końcu - przyjdzie upragniona odwilż.


---
korolowa

wtorek, 22 lutego 2022

Życie zero - jedynkowe.

Bądź wrażliwa, opanowana i uważna. Taka w duchu slow-life. Kupuj tylko z second - handów, broń Cię Boże żadnych ciuchów z ulubionej sieciówki. Stanik przecież też  można wyprać.

Bądź fit. Kupuj tylko warzywa i kaszę gryczaną. Owoce tuczą, więc są passe. Chleb - tylko ciemny wieloziarnisty. 

Zapisz się na jogę, basen i karate. A wieczorem, podczas oglądania Discovery, na którym co wieczór dowiesz się czegoś nowego o życiu mrówek czy szerszeni (przecież nieustannie trzeba poszerzać swoją wiedzę, zamiast po raz kolejny oglądać "Przyjaciółki"), koniecznie wskakuj na rowerek stacjonarny - nie możesz przecież zmarnować tylu godzin wyrzeczeń i wylanego wcześniej potu.

I języki. Tak! Koniecznie naucz się nowego języka. Arabski, holenderski, hebrajski?  Super! Te bardziej niszowe są teraz takie modne. Może od razu spróbuj kilku naraz?

Nigdy też nikomu nie odmawiaj. Pamiętaj - bycie samolubnym to grzech! Dziel swój czas z innymi. Nawet, gdy nie masz go dla siebie.

Bądź posłuszna.

Nie klnij.

Codziennie sprzątaj.

Nie buntuj się.

Gotuj dwudaniowe obiady.

Ucz się.

Rozwijaj się.

Uspokój się!

Bądź...

_ _ _

Jesteś czymś więcej niż książka od lat stojąca prosto w tym samym miejscu na tej samej półce.

Jesteś księgą, która otwierając się, może widzieć szerzej.

_ _ _

Gdy perfekcjonizm i sumienność nas zjadają, warto na chwilę zastanowić się: po co ja to wszystko robię?

Gdy czujesz, że nie masz czasu na swoje sprawy: dlaczego ja jej teraz pomagam?

Gdy masz cholerną ochotę na steka z frytkami, dlaczego udajesz, że wolisz sałatkę z tuńczykiem i raz na ruski rok po prostu go nie zjesz?

Gdy padasz na twarz, bo musiałaś wziąć nadgodziny w pracy, dlaczego ten jeden jedyny raz nie zrezygnujesz z kursu hebrajskiego?

_ _ _

To piękne, gdy jesteśmy w czymś konsekwentni.

Gdy jednak Twój organizm mówi wyraźne: STOP.

Gdy śnisz po nocach o tej pięknej, czerwonej sukience z H&M.

Gdy już ślinka Ci leci na myśl o kromce zwykłego chleba...


Pamiętaj, że jesteś księgą.

I ona raz na jakiś czas spadnie, otwierając się wtedy we właściwym dla siebie miejscu.


---

korolowa

piątek, 4 lutego 2022

In love with Venice.

Zakatarzona ja, jeszcze dzień wcześniej obstawałam przy opcji: nie lecimy. No, nie ma mowy.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi już kilka dni wcześniej skutecznie zniechęciły mnie do jakichkolwiek wyjazdów. W dodatku za oknem zimno, szaro i ponuro, a ja chora. No way.

Ale moja druga osóbka się uparła, że koniec tych żartów, że mam się pakować i nie marudzić.
Na testach wypadliśmy negatywnie (co poradzisz, jak nic nie poradzisz), toteż mimo niechęci, wzięłam swoje klamoty i spakowałam w dwa małe bagaże podręczne.

Zdecydowałam się na wyjazd również dlatego, iż wiedziałam, że raczej już nigdy w takiej cenie tam nie pojedziemy. Koszt lotów w dwie strony dla dwóch osób + zakwaterowania ze śniadaniami (trzy noce) nie przekroczył 1000 zł.

Wybyliśmy z lotniska Berlin-Brandenburg. Lot zajął nam niecałe 1,5 godziny.

Wylądowaliśmy w Treviso, z którego mieliśmy już pociąg prosto do samej Wenecji (choć i na stację trzeba było kawałek podjechać. Na szczęście przy lotnisku znajdują się przystanki autobusowe, wystarczy złapać autobus nr 6, kilkanaście minut i jesteście na miejscu ).

Wenecja jest podzielona na dwie części: jedna jest lądowa, to taka nowożytniejsza jej wersja, z wszelkimi środkami transportu. Druga: tutaj poruszać się można na dwa sposoby: albo po wodzie, albo na nogach. Innej opcji nie ma ;). Wielokrotnie przechodzi się za to przez różnorakie mosty i mościki, które zdecydowanie dodają uroku i tak już pięknemu krajobrazowi.

most Rialto


Gondolą nie płynęłam, ale i tak nie było przez to mniej romantycznie. Wystarczył tramwaj wodny (20 euro/osobę/24 h, ale można wziąć też pojedynczy rejs za 7,50euro). - popłynęliśmy nim na dwie pobliskie wyspy: Burano i Murano.

Murano słynie z produkcji szkła. Choć nie jestem wielką fanką tego typu tworów, to tutaj zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Spójrzcie tylko sami:




fabryka szkła


Burano to natomiast niewielka wyspa, którą można obejść dosłownie w 20 minut. Na swój sposób jest jednak wyjątkowa - nazywana jest najbardziej kolorową wyspą Europy. A to wszystko z powodu wymogu stawiania różnobarwnych domków. Dlaczego? Gdy mgła spowija niebo, rybakom trudno jest wrócić do domu - widząc jednak tęczowe budynki, łatwiej jest im odnaleźć swoją bezpieczną przystań.

W ogóle Burano mnie zachwyciło - to miejsce jest malutkie, ale tak urocze, że nie sposób się napatrzeć!












Zakochałam się w tamtejszych kolorach. Pogoda nam sprzyjała, toteż śmiało mogliśmy przemierzać te mniej lub bardziej zaplanowane szlaki - gubienie się w wąskich uliczkach było bowiem na porządku dziennym. GPS nie zawsze chciał współpracować - w takich momentach rozglądaliśmy się za tabliczkami z nazwami ulic, jednocześnie pozwalając sobie na zejście z obranej trasy na rzecz wgłębiania się w kolejne zaułki, zabawiania w Sherlock'a Holmes'a i wyczekiwania, co czeka nas za kolejnym rogiem.



Tutaj wszystko robi niesamowite wrażenie. 
Te zaułki. Mosty. Gondole. Woda o kolorze szmaragdu.
Choć rozczarowało mnie jedzenie - coraz trudniej bowiem znaleźć naprawdę dobre dania obiadowe bez sugerowania się poleceniami innych osób - to na szczęście, na naszej drodze pojawiały się liczne, małe bary z pysznymi kanapkami. Włoska mortadela wprost rozpływała się w ustach, podczas gdy za oknem mogłam obserwować niespiesznie przemieszczających się ludzi. Przegryzając kolejny kęs, w otwartych ramionach zielonych okiennic wypatrywałam włoskiej codzienności.

Wenecja to miasto, w którym nie sposób się nie zauroczyć. 
Chciałabym tam kiedyś wrócić.  Posmakować i raz jeszcze poczuć: smak, zapach i ciepło tego niesamowitego miejsca, w którym każda uliczka, dom czy most, niesie za sobą jakąś ukrytą, piękną historię.







---
korolowa

czwartek, 6 stycznia 2022

Jak trudno.

Czuję jej obecność. Płaszczem przeróżnych emocji otulają mnie dźwięki miękkiego saksofonu.
"Lily was here". Lily was here...

Obgryzane hybrydowe paznokcie nie zwiastują spokoju. Przystanku. Choćby kropli harmonii.
Czy choć na chwilę powstanę z tego popiołu?

Szukając względnego spokoju, spoglądam w głęboki brąz. Orzechową otchłań, w którą mogę się zagłębić, gdy wszystko idzie nie tak.

Jestem wdzięczna, że mam tak wiele - choć obecnie czuję jakby życie grało ze mną w szachy, robiąc co chwila szybkie szach-mat.


Jak trudno jest być w pewnych momentach silnym.
Jak trudno jest momentami być.




---
korolowa

sobota, 2 października 2021

"Żeby nie było śladów" - film na który NIE warto iść.

Sprawa Grzegorza Przemyka była mi dotąd bliżej nieznana. Nie wiedziałam zatem zupełnie, co dokładnie będzie się działo ani jak zakończy się ta historia. Jedyne, czego - niestety - byłam pewna to to, że zginie młody chłopak. Chłopak, który miał ambicje. Marzenia. Który chciał udowodnić światu, że jest czegoś wart. Który chciał żyć.

Wiosna 1983. Dwaj młodzieńcy świętują właśnie zdaną maturę. Sącząc wino, rozmawiają o swoich planach na przyszłość. Jeden z nich - początkujący poeta - oznajmia, że koniecznie musi dostać się na polonistykę. Zapytany o to, co zrobi, gdy to mu się jednak nie uda, odpowiada: "Nie ma takiej opcji."

Los jednak brutalnie obchodzi się z ambitnym abiturientem, nie pozwalając mu na spełnienie marzenia. Rozentuzjazmowani chłopcy napotykają bowiem na drodze strażników prawa. Milicjantom nie podoba się zachowanie podekscytowanych chłopaków, a zwłaszcza niedoszłego polonisty, Grzegorza P. Młody mężczyzna zostaje spałowany do tego stopnia, że trafia do szpitala. Po dwóch dniach walki o życie, chłopak umiera.

Kilkanaście minut filmu. Kilkanaście minut, a głównego bohatera - nie ma. Zastanawiałam się przez chwilę, o czym w takim razie będzie kolejne 2,5 godziny?

Cóż - tyle reżyserowi J. Matuszyńskiemu zajęło opowiedzenie historii śledztwa i procesu. Wydawałoby się, że to sporo, ale tak naprawdę jest to temat trudny do wyczerpania. Czasy komuny, wbrew wielu opiniom, nie miały smaku waty cukrowej. To była permanentna inwigilacja. Szpiegostwo. Upolitycznianie wszystkich i wszystkiego dookoła. A jeśli nie byłeś z nimi - robili wszystko, aby to zmienić. Rewizje domu. Przekupstwa. Zastraszanie. Groźby śmierci. To tematy dobrze znane matce Grzegorza, Barbarze Sadowskiej - literatce działającej w ówczesnej opozycji, kilkakrotnie aresztowanej przez Służby Bezpieczeństwa. Mówi się, że to właśnie przez jej antykomunistyczną działalność zabito jej syna, że była to zbrodnia z premedytacją. Jaki był jednak prawdziwy bieg wydarzeń - i czy sanitariusze z pogotowia rzeczywiście, jak ówczesna władza próbowała wskazać, pobili Grzegorza P. ze skutkiem śmiertelnym - możemy się jedynie domyślać.

W filmie Barbarę Sadowską zagrała Sandra Korzeniak i imho uważam, że ta rola zasługuje na szczególne wyróżnienie. Z pełnym szacunkiem do pani Sandry muszę niestety stwierdzić - rola zagrana została okropnie: drętwo i  jakoś tak mało emocjonalnie, do tego z jedną, głupią miną oraz irytującym sposobem mówienia. Niestety, nie kupuję jej przejętej losem syna kreacji.

Nie najgorzej wypadli za to J. Braciak jako ojciec kolegi, który, w imię ratowania dobra rodziny, przestaje być politycznie bezstronny (w zasadzie, to on nadał filmowi jakiegoś wyrazu) oraz R. Więckiewicz jako opanowany i bezwzględny generał Kiszczak. Bardzo dobrze natomiast spisał się Tomasz Ziętek jako kolega Grześka (również jedna z głównych ról) oraz balansująca na krawędzi groteski Aleksandra Konieczna jako pani prokurator. W obsadzie znalazło się jeszcze kilka sławnych głów, m.in A. Chyra, T. Kot czy A. Grochowska, jednak  szybko niknęli gdzieś w oddali, a ich role, zbyt małe i krótkie, nie zapadły zbyt mocno w pamięć.

Dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa w postaci ówczesnych przebojów polskiej muzyki rozrywkowej (głównie zespołu Bajm) sprawiła, że film oglądało się - mimo mankamentów - nie najgorzej. Czy jednak poleciłabym go dla kogoś, kto zna już historię syna Barbary Sadowskiej? Niekoniecznie.

Dla mnie film ten jest jednak ważny z dwóch powodów.

Po pierwsze, Grzegorz Przemyk urodził się 17 maja 1964. A to oznacza, że gdyby żył, byłby teraz dokładnie w wieku mojego Taty. Zdawał maturę w tym samym roku, co moi rodzice. I ta historia, to wszystko, mogłoby równie dobrze dotyczyć ich. I ta, kołacząca gdzieś z tyłu głowy myśl, przeszywa coś w moim sercu, sprawiając, że odbieram to jeszcze bardziej osobiście.

Ale - co najważniejsze  i najsmutniejsze zarazem - ten film, to przypomnienie, że tak naprawdę, dużo się u nas nie zmieniło. Więc zakończę jedynie słowami Karoliny K.-Piotrowskiej: "To nie jest historyczny film. Nic a Nic. Wystarczy spojrzeć za okno. I zobaczyć."


---

korolowa

poniedziałek, 20 września 2021

Przyjemna jesień? TAK! - 4 sprawdzone sposoby + polecajki na przetrwanie.

Tak, to teraz.
Ten okres, gdy dusza płacze.
Tęskni do słońca. Ciepła. Urlopu.

Gdy doskwiera nam szarość i monotonność dnia codziennego.
Praca. Obiad. Przygotowywanie materiałów. Starcie kurzy. Pranie. Kolacja. Sen.
I tak w kółko. 
Do tego dochodzi niekiedy nadmiar obowiązków zawodowych.
I właściwie o tym miał być ten post. O tym cholernym przytłoczeniu. O złości, którą czuję, bo nie tak sobie ten rok wyobrażałam.

Ale, wiesz co? Możemy pisać o tym, jak nam jest źle. I to nawet może nam w pewien sposób pomóc wypluć to, co w nas siedzi. Wyrzucić wszelkie negatywne emocje na ekran czyjegoś laptopa.

Jednak tym razem postawiłam napisać o tym, co w takie dni jak dziś, kiedy mam kumulację wyjątkowo złego nastroju i zmęczenia, pomaga mi - choć trochę poprawić ten stan.

A zatem - mili Państwo - oto moje sposoby oraz polecenia, które z pewnością poprawią Ci humor tej jesieni :)

1. Ruch.

Gdy jestem przeładowana wszelkimi bodźcami i potrzebuję świętego spokoju oraz czasu dla siebie, nic mi tak nie pomaga jak trochę ruchu. Najczęściej włączam wtedy jakiś odmóżdżający program bądź film i jeżdżę sobie na rowerku (oczywiście stacjonarnym, na tym normalnym zdążyłabym się wywrócić z tysiąc razy!).

Jeśli nie masz roweru - nic straconego! Gdy jest ładna pogoda, a nie mam siły na jakiekolwiek ćwiczenia, zazwyczaj idę na chociaż 10 minut spaceru. A gdy jest brzydko, rozkładam matę i ćwiczę jogę. Początkowo zamiast maty do ćwiczeń służył mi zwykły dywan, więc nie róbcie wymówki z jej braku! Jeśli chodzi o kanały na Youtube, to jogę ćwiczę z Gosią Mostowską.
Czasami zdarza mi się również poćwiczyć  - wrzucam wtedy treningi od Marty z Codziennie Fit - ta dziewczyna ma masę pozytywnej energii i świetnie motywuje. Zdecydowanie polecam!

2. Filmy i seriale

Nic tak nie relaksuje jak dobry seans. I tu muszę przyznać, że jak coraz trudniej jest znaleźć dobre filmy, tak mam wrażenie, iż seriale przechodzą prawdziwy renesans.

Moje polecenia:

Filmy (niektóre mogą być dość ciężkie albo przytłączające, ale ja takie lubię - byle z klimatem):

*Corpse Bride (kocham całym serduszkiem!) (2005)
*Joker (2019)
* Koralina i Tajemnicze Drzwi (2009)
*Mary and Max (2009)
* Sweeney Todd (2006)
*Siedem minut po północy (2016)
*Mechaniczna Pomarańcza (1971)
*Donnie Darko (2001)
*Lśnienie (1980)

...i mogłabym jeszcze wymienić całe multum innych... kiedyś chyba zrobię osobny wpis dotyczący filmów (dajcie znać w komentarzu, czy chcielibyście taki).

Jeśli natomiast chodzi o seriale - może ograniczę się do kilku najbardziej ulubionych.

A zatem, moje ulubione seriale to:

* Game of Thrones
* The Office (koniecznie amerykańska wersja, ze Stevem Carellem!)
* The Good Wife
* Broadchurch 
* Girls
* Czarne Lustro
*Unorthodox

A jak chcecie sobie poprawić humor - to zdecydowanie:

*Ania nie Anna - cudowny!
* Gilmore Girls - wspaniały poprawiacz nastroju
* i oczywiście nieśmiertelne Big Bang Theory.


3. Posłuchaj czegoś odprężającego i/lub ciekawego (polecajki na Youtube)
Czasami warto poddać się nastrojowi. Wsłuchać w swoje myśli. 
Można wtedy włączyć dobrą muzykę, albo posłuchać ciekawych  i mających coś do powiedzenia, innych osób.

Z tego też względu np. co tydzień słucham podcastu Marty Kruk i Moniki Ciesielskiej Od Poniedziałku. Jak sama nazwa wskazuje, dziewczyny co poniedziałek wrzucają nagrania dotyczące tematów związanych ze zdrowym stylem życia, ale nie tylko - poruszają po prostu mniej lub bardziej ważne dla młodych kobiet sprawy. Do tego są niesamowicie pozytywne i słuchanie ich wspaniale poprawia mój nastrój. Dziewczyn można posłuchać również na Youtubie - wystarczy wpisać "Od poniedziałku", a ich filmy same Wam się ukażą.

Bardzo lubię też serię "W moim stylu" Magdy Mołek, która przeprowadza wywiady ze znanymi osobami. Kiedyś za nią nie przepadałam, jednak gdy przesłuchałam większość z jej rozmów, nieco zmieniłam o niej zdanie. Może nie wszystkie rozmowy mi się podobają, jednak co mnie w nich urzeka to to, że Magda często dąży do przekazania czegoś więcej - dużo jest w tych wywiadach mowy o naturalności, akceptacji siebie i ukłonów do wzajemnego wsparcia.

Z innej beczki: Globstory to kanał podróżniczy, który uwielbiam i który jest dla mnie wielką inspiracją. Poczynania Kai oraz Mateusza śledzę już od dobrych kilku lat - ich filmy z podróży są zawsze merytoryczne, ciekawe i mocno dające do myślenia.

Z nowo odkrytych polecam również vlog Wysokowrażliwa - czyli coś dla osób z WWO, a także Mówiąc Inaczej - o języku polskim (no nie mogło tego zabraknąć!) oraz Po Cudzemu (kanał z ciekawostkami dotyczącymi języka angielskiego).

4. Znajdź swoją pasję.

I nie chodzi mi o coś, co zaraz będzie Ci zabierało połowę życia.
To może być cokolwiek, co sprawia, że czujesz się lepiej. 
Może to będzie jakiś sport. A może nauka nowego języka? Modelarstwo? Lepienie z gliny? Poznanie podstaw programowania? Pisanie wierszy?

Cokolwiek by to było - będziesz wiedzieć, gdy w końcu to znajdziesz. Gdy po kilku godzinach bądź lekcjach nie uznasz, że Cię to nudzi, lecz wręcz przeciwnie - zapragniesz przeznaczać na to swój wolny czas. Jest jednak mały kruczek - jeżeli będziesz czuć potężne zmęczenie i dopadnie Cię brak czasu, pamiętaj, że jest to całkiem normalne, iż będziesz czuł/a potrzebę pozostawienia  w cholerę wszystkiego - również tego, co robić uwielbiasz. Od hobby też można chwilę odpocząć. Ono nie ucieknie.

Moja obecna zajawka?
Oczywiście, niezmiennie - pisanie. 
Ale wtedy, gdy mam na to czas. I chęć.
Ostatnio próbuję też trochę w video, ale to, póki co, bardzo amatorsko.
No i na poważnie zabrałam się za swój norweski - a piszę to wszem wobec, aby nie poddać się gdzieś w międzyczasie. Chciałabym móc posługiwać się tym językiem za kilka miesięcy przynajmniej trochę komunikatywnie. 

Czegokolwiek się nie podejmiesz - pamiętaj, abyś dobrze zagospodarował/a swój wolny czas.
I miał/a czas na odpoczynek.
Śmieszny film.
Odmóżdżający serial.
Rozmowy o wszystkim i o niczym z najlepszym przyjacielem/przyjaciółką.
Przygotowanie pysznego ciasta i poczęstowanie nim najbliższych znajomych i sąsiadów.

Miał/a ten, jakże cenny, czas dla siebie.
Uśmiechniętej jesieni!

---
korolowa

środa, 1 września 2021

A może teraz?

Gęste krople stukają o nieumyte okno. Zostawiam na nim ślady palców. Skrobię je, uparcie przyglądając się z zań światu i szukając tego, co minione.

Chmur lekkich jak ptasie mleczko. Odbijającej się na nich i parzącej żółto-pomarańczowej kuli. Przydrożnych maków i popołudniowych ust wypełnionych arbuzem i czereśniami. Codziennych kąpieli, gdy wannę zamieniało się na pobliskie jezioro.

Wyczekiwanych przez rozgrzane ciała, letnich nocy. Spontanicznych decyzji i jeszcze mniej planowanych podróży. Oddalania się w nieznane. Dzikie. Niezbadane.

A z podróży... przywożenie wspomnień. Pamiątek w postaci opalenizny, obolałych stóp i lekkiej głowy.
Tego uczucia powracającej do Ciebie siły. Ciekawości. Inspiracji.
Ponownego zrozumienia, że czas i tak zleci. Że może warto.
Szukać.
Próbować.
Chcieć.
Sięgać tam, gdzie wydawało Ci się, że za wysoko. Że kiedyś. Że może. 
Ale nie teraz.


A może, mówi lato, może właśnie teraz.
Gdy masz czas.
Siłę.
I otwartą głowę.

Przestań odkładać na "kiedyś."
Ono zazwyczaj nie nadchodzi.

Spróbuj sięgnąć do słońca.
Rozbudzić chęci.
Ponownie poczuć w sobie tę dzikość i odwagę lata.

Nie czekaj na lepszy moment.
Zacznij z tym, co już masz.

Pozwól ponieść się tam, gdzie bywałeś już jako dziecko, czy nastolatek chcący udowodnić światu, że może wszystko.

Zatop głowę w chmurach swoich największych pragnień.
I krocz konsekwentnie wytyczoną drogą  - a słońce Twojego uporu i kreatywności poprowadzi Cię ścieżką na sam szczyt spełnionych marzeń.


---
korolowa

sobota, 7 sierpnia 2021

Jak budować rzeczywistość opartą na wrażliwości, spokoju i asertywności jednocześnie? - wywiad z Anetą Fons.

Piękno , klasa, mądrość życiowa oraz morze odwagi w jednej, delikatnej istocie.  Co pchnęło ją "ku temu, aby wymyślić siebie na nowo" i jakie życie zbudowała pod "tę  nową rzeczywistość"? Poznajcie Anetę i jej historię!


---

korolowa


Instagram: @aneta.fons

Strona internetowa : anetafons.pl


FB: Korolowa | Facebook Instagram: @korolowablog

czwartek, 1 lipca 2021

"Najpierw musimy zadbać o siebie, aby potem móc pomóc innym" - wywiad z psychologiem penitencjarnym @psychologwiezienny

Czym dokładnie zajmuje się psycholog penitencjarny? Jak można nim zostać oraz co jest najtrudniejsze w jego pracy - dzisiaj na kilka pytań odpowiada mi  osoba, która zajmuje się tym na co dzień, na Instagramie znana jako @psychologwiezienny. Serdecznie zapraszam!

Jesteś psychologiem penitencjarnym - pracujesz w zakładzie karnym. Mogłabyś nam nieco bardziej przybliżyć jego rolę - czym się tam zajmujesz, jakie są Twoje codzienne zadania?

Jako psycholog penitencjarny na co dzień zajmuję się prowadzeniem konsultacji psychologicznych dla osadzonych, którzy wymagają wsparcia. Opiniuję nowo przyjętych więźniów pod kątem uzależnień, zaburzeń psychicznych itd. Na podstawie danych zebranych z wywiadu, a także analizy akt osadzonego piszę propozycję skierowania do zakładu zamkniętego, półotwartego lub otwartego. Ważnym zadaniem psychologa penitencjarnego jest także praca z osobami zagrożonymi samobójstwem – tacy osadzeni objęci są wzmożonym wsparciem ze strony psychologów. Prowadzę również sesje Krótkiej Interwencji dla osób uzależnionych od alkoholu i narkotyków.

Jakie należy mieć kwalifikacje i umiejętności, aby otrzymać pracę w więzieniu? Z tego, co czytałam, na każdą taką osobę czeka masa różnego rodzaju testów. To prawda?

Aby zostać psychologiem penitencjarnym, należy ukończyć studia na kierunku psychologia, dodatkowe studia podyplomowe nie są wymagane, jednak na pewno mile widziane - np. studium terapii uzależnień. Można starać się o etat pracownika cywilnego lub funkcjonariusza. Jako funkcjonariusz spełnić trzeba kilka wymogów, m.in. mieć polskie obywatelstwo, nie być osobą karaną. Rekrutacja składa się z kilku etap - wysłania dokumentów, testu wiedzy ogólnej, rozmowy rekrutacyjnej, testów sprawnościowych, psychologicznych oraz komisji lekarskiej. W zależności od danej jednostki rekrutacja trwa od miesiąca do kilku miesięcy. Oferty pracy pojawiają się na stronie sw.gov.pl. Proces wydaje się długi i absorbujący, ale jeśli komuś marzy się praca w kryminale, to na pewno warto.

Jak innych psychologów i lekarzy, Was również obowiązuje tajemnica zawodowa. Na czym polega? Jakich informacji nie możecie wynosić poza mury więzienia?

Tajemnica zawodowa dotyczy zarówno psychologów jak i innych funkcjonariuszy SW. Poza murami więzienia nie możemy rozmawiać o konkretnych osadzonych w sposób, który umożliwiałby ich identyfikację.

Co jest najtrudniejsze w pełnieniu roli psychologa więziennego?

Myślę, że dużym wyzwaniem jest to, aby za więzienną bramą zostawić pewne historie i sytuacje - nie zabierać ich ze sobą do domu. Na pewno wyzwaniem jest też sama praca z pacjentami, którzy bywają niebezpieczni, wulgarni, nieprzewidywalni. Zdarzają się groźby i wyzwiska pod kątem funkcjonariuszy, w tym także psychologów. Potrzeba tu dużo dystansu, aby nie brać wszystkiego do siebie.

Co daje Ci motywację do pracy?

Motywują mnie osadzeni, którzy przychodzą podziękować za wsparcie, które otrzymali. Nieraz mówią, że w miejscu, w którym nikt nie chce ich wysłuchać, psycholog to dla nich jedyna osoba godna zaufania, która podtrzymuje ich na duchu w tym trudnym dla nich czasie.

W jaki sposób radzisz sobie z poczuciem wypalenia lub bezsilności? Co robisz, aby zadbać o siebie?

Myślę, że bardzo ważne jest to, aby mieć odskocznie po pracy – może to być np. sport, taniec czy inne zajęcie. Poza tym terapia własna i superwizja, która myślę, że powinna być obowiązkowym elementem pracy każdego psychologa. Przede wszystkim najpierw musimy zadbać o siebie, aby potem móc pomagać innym.

Jakiej rady udzieliłabyś osobie, która stara się o posadę psychologa penitencjarnego? Czego może się spodziewać, jakich jej aspektów powinna być świadoma?

Praca psychologa więziennego na pewno nie należy do najłatwiejszych. Trzeba być przygotowanym na różne wyzwania, trudne przypadki, interwencje kryzysowe, nadgodziny… Ale to także praca, która może dawać dużo satysfakcji. Na pewno nie ma tu miejsca na nudę i monotonię. Nie brakuje nowych doświadczeń, ciekawych przypadków. Myślę, że wiele można się w tej pracy nauczyć zarówno o innych jak i o samym sobie.

Dziękuję za rozmowę.


---

korolowa


Instagram: @psychologwiezienny


FB: Korolowa | Facebook Instagram: @korolowablog


wtorek, 15 czerwca 2021

Czy Polacy chętnie korzystają z usług psychologa? Jak wybrać odpowiedniego terapeutę? - rozmowa z psycholog Natalią Szarapow.

Dyplomowany psycholog, doświadczony trener oraz szkoleniowiec.

O specyfice jej pracy, sposobach radzenia sobie z emocjami, wyborze odpowiedniego terapeuty oraz plusach i minusach konsultacji online - przeczytacie już dziś, w niniejszym wywiadzie.

Serdecznie zapraszam!

Dlaczego zostałaś psychologiem?

Nie mogę powiedzieć, że był to wcześniej zaplanowany wybór. W szkole średniej uzyskałam wykształcenie techniczne (informatyka ze specjalnością aplikacje internetowe). W klasie maturalnej stwierdziłam, że nie jest to kierunek w którym chciałabym się dalej rozwijać. Podczas wizyty w osiedlowej bibliotece zaciekawiła mnie książka z zakresu psychologii. Nigdy wcześniej nie interesowałam się tą dziedziną nauki. Po jej przeczytaniu wróciłam i wypożyczyłam kolejną pozycję. A potem następną i następną. 


Zaaplikowałam na studia z psychologii nie mając jednoznacznego przekonania, co chciałabym robić zawodowo po ich ukończeniu. W trakcie studiów utwierdziłam się, że psychologia to fascynująca nauka. Odkryłam też w jak wielu dziedzinach życia można z niej korzystać. Z perspektywy czasu uważam, że ten trochę przypadkowy wybór kierunku kształcenia był właściwy. Od ukończenia studiów minęło sporo czasu, a ja wciąż nie straciłam w sobie tej ciekawości i pasji sprzed blisko 15 lat. 


Podobno każdy student psychologii w czasie trwania studiów przechodzi własną terapię. Czy rzeczywiście tak jest i jeśli tak, to dlaczego jest to tak istotne?

Absolwent psychologii może wybrać wiele ścieżek zawodowych – np. pracować z dziećmi, z dorosłymi, w szpitalu, w działach HR, w biznesie, w organizacjach pozarządowych czy prowadzić szkolenia. Podczas studiów nie ma wymogu ukończenia własnej terapii. 


Sytuacja jest nieco inna jeśli psycholog wiąże swoją przyszłość z zawodem psychoterapeuty. W trakcie całościowego, kilkuletniego kursu przygotowującego do tej pracy zaplanowany jest czas na doświadczenie własne. Szkoły różnią się pod względem wymagań co do jego formy. Może być to np. indywidualna psychoterapia, trening intrapsychiczny czy udział w grupie psychodramatycznej. 


To ważne, żeby mieć za sobą takie doświadczenie. Poznanie siebie, świadomość osobistych rezerw, przepracowanie własnych bolesnych doświadczeń jest bardzo ważne w perspektywie późniejszej terapeutycznej pracy z drugim człowiekiem. 


Specjalizujesz się m.in w psychologii penitencjarnej. Mogłabyś nam przybliżyć ten obszar Twojej ścieżki zawodowej - co to jest oraz czym się konkretnie zajmujesz?

Psychologia penitencjarna zajmuje się m.in. wpływem przymusowej izolacji na psychikę. W praktyce, tą dziedziną zajmują się psychologowie więzienni.


Na co dzień pracuje z osobami narażonymi na silne emocje i stres zawodowy.  Jestem psychologiem w areszcie śledczym z oddziałem karnym typu zamkniętego dla mężczyzn. Obejmuje też kompleksowym wsparciem i pomocą psychologiczną pracowników firm i korporacji. Prowadzę szkolenia nastawione na efektywne zarządzanie zespołem i zapobieganie wypaleniu zawodowemu.


Specjalizuję się w pomocy i terapii psychologicznej osób zmagających się ze stresem, trudnościami adaptacyjnymi, przewlekłymi przeciążeniami natury emocjonalnej oraz interwencjach w sytuacjach kryzysowych. 


Gdy pogarsza nam się wzrok, udajemy się do okulisty. Słuch - laryngologa. Problemy z sercem - idziemy do kardiologa. Z psychiką - wynikałoby z tego - do psychiatry lub psychologa. Czy aby na pewno tak jest? Polacy chętnie zapisują się na wizyty, czy niekoniecznie? I z czego to wynika?

Doceniam, że w przestrzeni publicznej naturalizuje się temat zdrowia psychicznego, które jest tak samo ważne jak zdrowie fizyczne. Dzięki temu, otwartość społeczna na korzystanie z pomocy psychologicznej i psychoterapii jest coraz większa.


To budujące, że coraz więcej osób daje sobie szansę na podniesienie jakości życia. Obserwuje rosnącą świadomość faktu, że wizyta u psychologa, psychoterapeuty czy psychiatry nie jest czymś czego należałoby się wstydzić. To przecież wyraz troski o swoje zdrowie, podobnie jak konsultacja ze wspomnianymi przez Ciebie specjalistami.


Z doświadczenia pracy gabinetowej mogę powiedzieć, że czasem blokujący może być strach przed oceną lub niepokój, że jeśli korzystam z takiej formy pomocy to znaczy, że „coś jest ze mną nie w porządku”. Pierwsza konsultacja służy również rozwianiu tego typu obaw.


Czy w czasie pandemii obserwujesz wzrost liczby osób zainteresowanych pomocą psychologiczną ? Jak ten okres wpłynął na ludzi?


Na podstawie własnej praktyki – zauważam wzrost zapotrzebowania. W moim odczuciu, pandemia i związana z nią izolacja społeczna nasiliła częstotliwość korzystania z pomocy psychologicznej. 


To naturalne, że sytuacja z którą mierzymy się już od ponad roku wyczerpuje nasze zasoby. Korzystając z dorobku wspomnianej psychologii penitencjarnej – izolacja może powodować nasilenie trudnych emocji i objawów takich jak wstrząs psychiczny spowodowany wyrwaniem z dotychczasowego "kontekstu" życiowego, dystresy związane z nową sytuacją, wewnętrzne konflikty,  bezradność, narastanie agresji i frustracji. Odczuwać można poczucie krzywdy, a nawet wykształcić poczucie obcości w stosunku do świata zewnętrznego. 


Od kilku lat obejmuje pomocą psychologiczną pracowników firm i korporacji. Taka forma benefitu pozapłacowego była obecna już przed pandemią. Sytuacja na świecie sprawiła jednak, że coraz więcej pracodawców zapewnia pracownikom możliwość korzystania z usług psychologicznych w ramach firmowego pakietu zdrowotnego. Zauważyłam też większą potrzebę psychoedukacji oraz szkoleń z profilaktyki zdrowia i wypalenia zawodowego. 


Wydaje mi się, że jeśli mielibyśmy mówić o pozytywnych skutkach pandemii to zwrócenie uwagi na profilaktykę zdrowia psychicznego byłby jednym z nich.


Prowadzisz konsultacje online - czy taka forma może nam zastąpić spotkania twarzą w twarz? Czy wynikają z tego jakieś ograniczenia, czy może wręcz odwrotnie - jakie widzisz tutaj korzyści pozaekonomiczne?


Przed pandemią, pracowałam jedynie w formie stacjonarnej, w tradycyjnym gabinecie. O terapii online w trakcie moich studiów mówiono jak o zbliżającym “trendzie zachodnim”. Na zajęciach dyskutowaliśmy, czy taka forma rozmów jest w ogóle możliwa do realizacji, bo nie było wtedy wielu badań dotyczących ich skuteczności. Dzisiaj zauważam jak na przestrzeni ostatniej dekady wiele się zmieniło. 


Jak każda forma wsparcia, pomoc psychologiczna i psychoterapia online ma swoje korzyści i ograniczenia. Obecnie dostępne badania i metaanalizy wskazują, że psychoterapia online może przynosić efekty nie mniejsze niż ta prowadzona w tradycyjny sposób. Sojusz terapeutyczny również może być tak samo wartościowy. 


Należy wspomnieć o tym jak wirtualna forma spotkań zwiększyła dostępność pomocy psychologicznej. Możemy ją otrzymać z prawie każdego miejsca na ziemi. Ze wsparcia można skorzystać z dowolnej bezpiecznej i komfortowej dla nas przestrzeni. Pacjenci mówią o czasie zaoszczędzonym na dojazdach czy braku konieczności oczekiwania na rozmowę w publicznej poczekalni. 


Z perspektywy psychologa, uważam, że jest to forma pracy, której trzeba się nauczyć. Wykorzystywać jej korzyści, ale i być wrażliwym na pewne ograniczenia. Nieco inaczej buduje się relację terapeutyczną. Osobiście uważam, że zadbać należy szczególnie o kwestie związane z poufnością rozmów. 


Doświadczenie pokazuje, że konsultacje i terapia online są skuteczne i przynoszą realne wsparcie o wysokim poziomie dostępności. Nie będzie to jednak najlepsza forma we wszystkich przypadkach – sytuacje ostre, nagłe, zagrażające zdrowiu czy życiu to okoliczności w których rekomendowałabym (w miarę możliwości) tradycyjna formę konsultacji.

 

Uważam, że pomoc psychologiczna i psychoterapia online stawia przed pacjentem i terapeutą pewne nowe wyzwania, ale mimo to może być tak samo satysfakcjonującą formą pracy i niesienia pomocy jak tradycyjne, stacjonarne spotkania.


Jest tyle różnych nurtów terapii. Jak wybrać ten odpowiedni dla siebie?


Warto przed wybraniem swojego nurtu poszukać informacji na jego temat w rzetelnych źródłach. Zastanowić się, który wydaje się najbliższy nam, naszej wrażliwości i sposobowi patrzenia na świat. Być może, któreś podejście nas zaciekawi, a inne od razu wyda nam się “nie nasze”.


Oprócz nurtu, warto zweryfikować informacje dotyczące psychoterapeuty (jego wykształcenie, ukończone studia, szkolenia, w czym się specjalizuje, gdzie zdobywał doświadczenie, czy poddaje swoją pracę profesjonalnej superwizji). Pierwsza konsultacja może służyć również temu, żeby o to dopytać. Osoba szukająca wsparcia ma do tego pełne prawo. Specjalista powinien udzielić wszelkich informacji dotyczących jego przygotowania zawodowego. 


Z większości badań wynika, że skuteczność terapii nie zależy w dużej mierze od nurtu. Tym, co łączy wszystkie modalności, jest relacja terapeutyczna, która w istotnym stopniu warunkuje efektywność psychoterapii. Jest to pewien rodzaj unikatowej więzi, która ma się wytworzyć pomiędzy pacjentem a terapeutą. 


Dobrą relację terapeutyczną można rozpoznać po odczuciach w trakcie rozmowy. Na ile bezpiecznie i komfortowo jest w tym kontakcie. Czy można swobodnie opowiedzieć o swoich osobistych sprawach i trudnych doświadczeniach. Ważne jest poczucie, że zostanie się wysłuchanym, ale nieocenionym. W mojej opinii, wybierając terapeutę warto zaufać tego typu wrażeniom podczas pierwszych konsultacji.


Każda taka sesja terapeutyczna wydaje się być emocjonalną mieszanką wybuchową. Jak radzisz sobie po takim spotkaniu po zakończonej pracy? Potrzebujesz wyciszenia, zatapiasz w swoim świecie i “przeżuwasz” to, co usłyszałaś, czy może odwrotnie? Masz na to jakiś sposób?


Każdy zawód może nieść za sobą pewne przeciążenia. Praca z drugim człowiekiem wymaga dużego skupienia i koncentracji uwagi. Z tego powodu dbam o balans pomiędzy życiem osobistym i pracą. Systematycznie podnoszę swoje kompetencje poprzez udział w specjalistycznych szkoleniach. Swoją pracę poddaje regularnej superwizji. To cenne narzędzia, które wspierają psychologa w aspekcie zawodowym. 


Prywatnie - jestem zwolennikiem dbałości o podstawy. Troszczę się o sen, odpoczynek i uważnie definiuje swoje granice. Moją pasją są sporty siłowe - regularne treningi pozwalają mi wzmacniać swoją odporność, odreagować napięcia i wyciszyć po intensywnym dniu pracy.


Najtrudniejszy przypadek w Twojej karierze zawodowej - z czym musiałaś się zmierzyć? Czy możesz nam zdradzić coś na ten temat, czy to już przekracza granice tajemnicy zawodowej?


To naturalne, że takie aspekty pracy psychologa mogą budzić ciekawość. Na drodze zawodowej spotkałam unikatowe, zastanawiające, a czasem zaskakujące mnie osoby. Nie mam jednak w pamięci przypadków, a raczej myśl, że za każdym razem w fotelu naprzeciwko siedział człowiek, który opowiedział mi swoją osobistą historię. Obdarzył kredytem zaufania wierząc, że jej treść nie wyjdzie poza ściany gabinetu. Z tego powodu nie chciałabym opisywać tutaj konkretnych sytuacji. 


Oczywiście, jak w każdym zawodzie napotyka się na trudności. Z tego powodu psycholodzy, psychoterapeuci czy zespoły terapeutyczne korzystają z narzędzia, którym jest superwizja. Są to regularne spotkania z drugim psychoterapeutą (superwizorem), posiadającym kompetencje i kwalifikacje w tym zakresie. 


Superwizja to przestrzeń do rozwijania swojego warsztatu umiejętności, weryfikowania użytych technik terapeutycznych, omówienia zastosowanych podczas sesji interwencji. Ma ona wiele funkcji, a jedną z nich jest właśnie konsultowanie (z zachowaniem zasad anonimowości) swoich wątpliwości czy trudności w pracy z konkretnym pacjentem. Daje to gwarancję, że otrzyma on właściwe i profesjonalne  wsparcie oraz  pomoc.


Każdy z nas jest inny i wymaga indywidualnego ukierunkowania. Czy jednak, na podstawie doświadczeń, mogłabyś wskazać kilka uniwersalnych sposobów na poratowanie swojego zdrowia psychicznego i poprawę samopoczucia?


Warto zacząć od podstawowej profilaktyki zdrowia psychicznego i fizycznego. Dbać o higienę życia i zdrowe relacje z innymi. Wysypiać się, nie zapominać o odpoczynku. Racjonalnie się odżywiać i neutralizować emocje poprzez aktywność fizyczną. Nauczyć się czasem odpuszczać. Szukać swojego własnego sposobu na konstruktywne rozładowanie napięcia emocjonalnego.

 

Daniel J. Siegel i David Rock w koncepcji nazwanej Zdrowym Półmiskiem Umysłowym wymienili siedem podstawowych aktywności, które powinniśmy praktykować w naszym życiu. Każda z nich jest potrzebna dla utrzymania równowagi i dobrostanu – psychicznego i fizycznego. Więcej o tym, na co warto zwrócić uwagę, opisałam tutaj. 

 

Zaletą metody Zdrowego Półmiska Emocjonalnego jest jej uniwersalność. Dość łatwo można ją wdrożyć w codziennym życiu. Zastosowana w kryzysie emocjonalnym pomaga zaadaptować się szybciej oraz poprawić ogólne funkcjonowanie. 

 

Jeśli jednak mamy poczucie, że pomimo dbania o higienę życia jest nam źle, czas mija, a nam jest na coraz ciężej radzić sobie z codziennymi sprawami, zauważamy u siebie niepokojące objawy - zachęcam aby bez obaw korzystać z profesjonalnego wsparcia - psychologa, psychoterapeuty czy lekarza psychiatry. To właściwie przygotowane osoby, które pomogą wybrać skuteczną i najlepszą  dla nas formę pomocy. 


Dziękuję za rozmowę.


Dziękuję!


---

strona Natalii:

Siła spokoju - (nataliaszarapow.pl)


Instagram: @natalia.szarapow



FB: Korolowa | Facebook

Instagram: @korolowablog

---
korolowa