Polub mnie na FB :)

niedziela, 10 listopada 2013

Bo bez prawdy nietrudno jest zagrać fałszem...

Chciałabym się dzisiaj z Wami podzielić pewną refleksją na temat muzyki i zespołów.
Co prawda nie jestem żadnym muzykiem, nie znam się na instrumentach ani na profesjonalnym śpiewie, jednak jako 'zwykły słuchacz' mam w końcu wszelkie prawo do tego by stwierdzić, co mi się podoba, a co już nieco mniej.

Skąd jednak u mnie takie przemyślenia? Zacznijmy zatem od początku.

Wczorajszego wieczora wybraliśmy się z A. i z naszą koleżanką na lokalny koncert zespołu Namy do nowo powstałego pubu Chilli Pub. Nie znaliśmy tej kapeli wcześniej (wiedzieliśmy jedynie, że grają coś w stylu rockowym).
Około 20.00 przybyliśmy na miejsce . Poza alkoholem, można tam również zamówić amerykańskie oraz meksykańskie jedzenie (pomijam już fakt, że niektóre nazwy dań wyglądały jakby były tłumaczone z translatorem Google).
No ale, nie o jedzeniu wszakże chciałam.

Sam koncert był nawet niezły, jednak nie wiem jak by ta kapela funkcjonowała bez wokalistki. Dziewczyna miała w sobie tyle pozytywnej energii, że nie dało się spuścić z niej wzroku. Gdyby nie jej wokal oraz ruch sceniczny, koncert byłby raczej mizerny, widać bowiem, że to ona ciągnie swoją grupę do góry. Dodatkowo powtórki piosenek oraz ten sam cover zagrany co najmniej dwa razy sprawiły, że nieco się tym koncertem rozczarowałam. Spodziewałam się jednak czegoś nieco lepszego, choć totalnej tragedii też, moim zdaniem, nie było.



W trakcie koncertu spotkaliśmy znajomego oraz jego kumpli. Dosiedli się do nas, zaczęliśmy rozmawiać i tak jakoś wyszło, że po koncercie wybraliśmy się razem z nimi do ich sali prób (również mają, dość znany już zresztą na lokalnym rynku, zespół). Faceci zaczęli jamować, a my z koleżanką przysłuchiwałyśmy się tym improwizacjom. Klimat był naprawdę kapitalny, zwłaszcza że wieczór, że już byliśmy nastrojeni, a do tego jeszcze dobra muzyka... Perkusja brzmiała jak nie z tego świata, kolega razem z A. wymiatali na gitarach  - technicznie rewelacja, ekspresja również godna podziwu!
Czegoś mi jednak jakby zabrakło, ciut czegoś...czego? Z tego zdałam sobie sprawę dopiero dzisiaj.
 

Wracając bowiem ze spaceru, wpadłam jeszcze po A., by zabrać go ze sobą po drodze do domu (był bowiem na próbie swojego zespołu). Dzwonię, schodzi J., otwiera mi drzwi. Już na wejściu cieszy mi się micha :).
Wpadam do pokoju i witam się jak zwykle ciepło z wszystkimi po kolei. Dziś był każdy, ba! Dziś było nas tam więcej niż członków w grupie, bowiem wpadła ich posłuchać jeszcze jedna koleżanka.
Ja sama załapałam się dosłownie na ostatnie kilka minut grania (choć wcześniej zdarzało się , że wpadałam tam na całe próby).

Jednak u nich, to nie jest tylko granie. Tu nie chodzi tylko o technikę, o perfekcję. Oni  posiadają coś innego. Ciepło. Takie zwyczajne, a takie niezwykłe. Proste, a jakże trudne do odnalezienia.
Ta kapela po prostu zgrała się na maksa. Nigdy specjalnie nie obcowałam z chłopakami (których razem z A. jest 4 + 1 dziewczyna), ale przy nich czuję się tak normalnie, tak...dobrze. Pozytywnie zakręceni ludzie, którym jednak nie brakuje szacunku oraz kultury. Tolerancji. Zrozumienia. Po prostu zwykłego, pozytywnego podejścia do ludzi.

Teraz pytanie do Was: gdzie zauważyliście różnice pomiędzy tymi trzema odrębnymi zespołami? A gdzie podobieństwa? Wiecie, o co mi chodzi? Nie wystarczy tylko czuć muzykę. Nie wystarczy być profesjonalistą. Trzeba jeszcze mieć w sobie coś dobrego. Mieć w sobie prawdę.
Bo bez tej prawdy, nietrudno jest zagrać fałszem.

Pozdro dla zespołów Namy, Dice and  - first at all - Otherland !


PS Ten ostatni, czyli zespół A., dopiero się rozwija, więc prosimy o wyrozumiałość - być może niedługo coś więcej pojawi się na stronie :)

Zdjęcie A. z koncertu



---
korolowa