Polub mnie na FB :)

czwartek, 26 września 2013

My Little Princess...

Obejrzałam dziś wstrząsający film. Nie ma w nim jednak żadnych pościgów, bijatyk czy morderstw.
Jest za to coś innego. Coś, co przeraża tym bardziej, że jest historią autentyczną.

Gwałt na dzieciństwie. Tak w skrócie opisałabym początek życia filmowej Violetty, a w zasadzie jedynie jej aktorskiego wcielenia, bazującego na pierwowzorze -  Evie Ionesco.

Historia zaczyna się w latach 70-tych. W pewnej rodzinie, na świat przychodzi dziewczynka. Nie wiadomo, co stało się z ojcem. Dziewczynka żyje z mamą i babcią, jednak wychowuje ją głównie jedynie ta druga. Matka dziewczynki jest 'artystyczną', zagubioną duszą, fotografem. Jej dochody z wykonywanego zawodu zaczynają jednak wzrastać dopiero, gdy do swoich jakże klimatycznych sesji (czaszki, trupy i doklejane szpony to u niej normalność) zaczyna wykorzystywać swoją zaledwie kilkuletnią córkę. Początkowo dziewczynka jest chętna na takie sesje - w końcu mama kupuje jej wspaniałe stroje, zajmuje się nią oraz mówi jej, że jest piękna. Dziewczynce wcześniej brakowało tego matczynego ciepła, więc podczas takich sesji jest naprawdę szczęśliwa. Jednak dorastająca córka szybko orientuje się, że mamusia chce jedynie zarobić na jej zdjęciach, a ona sama jej w ogóle nie obchodzi. W dodatku mama zaczyna stawiać coraz wyższe wymagania dotyczące pozowania - już same szatańskie kły czy trupy jej nie wystarcza. Teraz dziewczynka ma się stać kusicielką, wabić i nęcić, przybierać seksowne pozy i ... coraz bardziej się rozbierać.
W końcu Violetta zaczyna mieć dość takiego życia, chce być normalnym dzieckiem. Myśli o powrocie do szkoły, którą zaczęła coraz częściej opuszczać, a w zasadzie już prawie w ogóle do niej nie uczęszczała.
Na końcu tej ekranowej historii dziewczynka zostaje oddana do Domu Dziecka, matka zaś zostaje pozbawiona praw rodzicielskich.

Wydaje się niczym strasznym, prawda? W końcu nikogo nie zamordowano. Ba, nawet nie zgwałcono! Nikt także nie ucierpiał fizycznie...więc o co chodzi?

A o to właśnie, że nikt nie ma prawa zmuszać dziecka do takich rzeczy. To, co musiała przejść ta dziewczynka i jak bardzo wpłynęło to na jej psychikę oraz całe życie można było sobie chociaż w połowie wyobrazić dopiero po tylu latach, kiedy zdecydowała się nakręcić ten film, zekranizować swoją własną historię. Ogromny żal, a wręcz nienawiść żywiona do matki, została w niej aż do tej pory. I właśnie ta nienawiść była tym czynnikiem, który zmotywował ją do przelania swych odczuć na duży ekran.

Obecnie Eva Ionesco ma 48 lat. Teraz sprawa jest zapewne dużo mniej znana, jej dziecięce zdjęcia można znaleźć już bardzo rzadko lub niemal prawie w ogóle. Nie można jednak zapomnieć, że jeszcze 20, 30 lat temu, zdjęcia te były na okładkach wielu czasopism, także - a właściwie przede wszystkim - w Playboyach na całym świecie. Eva stara się teraz o prawa do zdjęć, bowiem - co również dodaje całej sytuacji dramaturgii - nigdy ich nie uzyskała.

Film zrobił na mnie o tyle wrażenie, że po obejrzeniu i próby odnalezienia jak największej ilości informacji o Evie, znalazłam jej prawdziwe zdjęcia. I choć sądziłam, że są one chyba lekką przesadą, okazało się, że w filmie przedstawiono je naprawdę bardzo, bardzo realistycznie.





Przerażające?
Były inne, które pokazywały dużo więcej niż powinny, nie chciałabym ich tutaj jednak umieszczać.

Przerażający jest ogólny trend panujący teraz w wielu krajach. A mianowicie chodzi mi o pokazywanie swoich dzieci w różnych konkursach piękności. Już nie tylko w Ameryce, ale nawet w Polsce stały się popularne pokazy wyłaniające najładniejsze dziewczynki.

Spójrzcie tylko na te twarzyczyki!




One mają więcej tuszu i różu na policzkach niż większość moich koleżanek! I bynajmniej nie koleguję się z nastolatkami.

We Francji obecnie wprowadzono przepis zakazujący prowadzenia takich pokazów dla osób poniżej 16 roku życia. Za złamanie tego zakazu ma grozić dwa lata więzienia. Ponoć podobne restrykcje zostaną wprowadzone również w Belgii.

Uważam, że takie Mała Miss shows powinny być zakazane na całym świecie. Między dziewczynkami za wcześnie zaczyna dochodzić do niezdrowej rywalizacji, a co ważniejsze, zaczyna zanikać ich dziecięca naturalność. Rodzice ! Apeluję do Was! Bądźcie rozsądni i nie zabierajcie tym dzieciom tej naturalności! Nie malujcie ich kredkami czy szminkami, z których robią się takie małe-dorosłe. Nie ubierajcie ich w ekstrawaganckie sukienki i różowe szpilki o 20-centymetrowym obcasie. Naprawdę chcecie im to odebrać? Chcecie, aby potem te dzieci miały do Was taki sam żal jaki miała do swej matki pani Ionesco?

Nie róbcie z dzieci na silę clownów czy małpek na pokaz. Niech bawią się lalkami, grają w badmintona czy nawet w gry na komputerze. Dajmy im to, czego naprawdę potrzebują - spokoju, ciepła i jak najwięcej szczerej czułości.

---
korolowa