Polub mnie na FB :)

sobota, 21 grudnia 2013

Z kim (nie) podzielisz się opłatkiem?

Ho, ho, ho!
Witajcie kochani!

Dziś, inspirowana pewnym artykułem oraz własnymi doświadczeniami, postanowiłam poświęcić trochę uwagi  pewnemu świątecznemu zwyczajowi, a mianowicie - dzieleniu się opłatkiem przy wigilijnym stole.

Opłatek tak naprawdę wszedł do polskiej tradycji dopiero pod koniec XVIII wieku. Łamanie się nim podczas wigilijnej wieczerzy nie jest jednak jedynie polskim obyczajem - stosuje się go również na Litwie, Białorusi, Słowacji, Węgrzech, Ukrainie, Czechach i we Włoszech.

Dzielenie się opłatkiem ma wymiar mocno symboliczny - jest to bowiem znak pojednania, zgody, zawarcia jakiegoś przymierza. Powinien być oznaką przyjaźni i miłości, a przynajmniej - zakończenia sporów, zwieńczenia wszelkich kłótni, po prostu - wyrazem szacunku oraz akceptacji innych osób.

 zdjecie:tvp.info

Wszystko to wygląda pięknie, gdy w rodzinie nie ma konfliktów, gdy wszyscy kochają się i inne takie bla bla bla. Ale powiedzmy sobie szczerze: takich idealnych rodzin nie ma. Zawsze znajdzie się coś, co zdenerwuje, wkurzy, wytrąci z równowagi, a wtedy kłótnia gotowa. Co więcej - wcale niemało jest takich familii, w których problemy miedzy ich członkami są dużo poważniejsze, albo pewne osoby w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Niestety, ale bywają takie zdarzenia, których nie da się zapomnieć, a nam - ciężko jest wybaczyć. Niekiedy spór jest widoczny, innym razem domowa 'wojna' jest bardziej ukryta, czasami wręcz niedostrzegalna. Zdarzyć się może również, że zostajemy 'zmuszeni' do spędzenia świąt z osobami, z którymi najchętniej nie chcielibyśmy mieć nic do czynienia. Powiecie: przecież nikt nikogo do niczego nie jest w stanie zmusić. Jeśli jednak jest się w sytuacji bez wyjścia (bo na przykład z jakichś powodów nie chcemy, aby nasza niechęć do kogoś wyszła na jaw) to jednak takie 'ciepłe, rodzinne' spotkanie jest nieuniknione.

Analogiczna sytuacja może mieć miejsce podczas Wigilii w pracy. Dlaczego mamy dzielić się opłatkiem z kimś, kogo być może na co dzień nie znosimy (bo na przykład wiemy, że nas obgaduje za plecami albo robi inne podłe świństwa)? Ja na szczęście jeszcze nie miałam szansy doświadczyć takowych (nie)przyjemności, jednak współczuję tym, którym kazano przyjść w czwartek lub piątek na 17, bo pani X (Anna, Amelia, Hanna czy Klara) vel Plotkara będzie chciała nam życzyć wesołych świąt i szczerych przyjaciół.

Choć sama postępuję wedle tego, co uważam za stosowne, naprawdę ciężko mi tak ogólnie odpowiedzieć na pytanie: czy w takich sytuacjach lepiej zrezygnować z Wigilii i nie żyć w obłudzie, jednocześnie narażając się przy tym całemu tak bardzo przecież religijnemu światu; czy raz na ruski rok zagryźć zęby i udawać, że wszystko jest w porządku, wybrać się na tę Wigilię i mieć święty spokój?

Sądzę, że w takich wypadkach nie można generalizować, bowiem wszystko zależy od istoty problemu oraz od tego, co my sami uważamy w danej chwili za ważniejsze.

A jaka jest Wasza opinia?

Pozdrawiam (przed)świątecznie ! :)



---
korolowa