Polub mnie na FB :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Otwórz serce (na święta)

We wczorajszym 'Lisie'  został przeprowadzony wywiad z księdzem Janem Kaczkowskim. Choć początkowo tylko zerkałam kątem oka, a drugim czytałam wiadomości z fejsa, muszę przyznać - dałam się wciągnąć. Chorujący na raka ksiądz w przepiękny sposób rozprawiał o chorobie, śmierci i Bogu. Mówił w taki sposób, że nie chciało się go przestać słuchać. Jego wypowiedzi mnie poruszyły, między innymi ta:

"Pan Bóg nie jest paskudnym dziadem siedzącym na chmurze, który mówi: 'Kowalski, twoja gęba mi się nie podoba, będziesz miał nowotwór. Takiego Boga nie ma. Jeżeli państwo mają taki obraz Boga, to ja tu przysięgam jako katolicki kapłan w sutannie; wolałbym, żebyście byli niewierzący".

Podoba mi się to w jaki sposób ksiądz Kaczkowski podchodzi do ludzi i do ich wiary. Masz prawo nie wierzyć, ale jeśli wierzysz, to niech to będzie wiara w Boga sprawiedliwego; Boga, który nie faworyzuje. Całkiem logiczne.

Poruszyła mnie również jeszcze inna nadmieniona przez księdza kwestia, a mianowicie - jak rozmawiać z dziećmi na temat śmierci. Ksiądz namawia nas, abyśmy nie bali się otwarcie mówić o czyimś odejściu, aby wszelkie sprawy związane ze śmiercią wyjaśniać wprost i by nie pozostawiać pola do domysłów, które mogą się później wiązać z problematycznymi pytaniami [np. 'babcia odeszła' 'a kiedy wróci?...]. To mi przypomniało moją rozmowę z dziewczynką, której niedawno umarła bliska osoba. Dziewczynka ma 7-8 lat [nie pamiętam dokładnie] i mam z nią korepetycje z angielskiego. Któregoś dnia przychodzę do niej, a ona, sama z siebie, zaczyna opowiadać mi o tym jak umarł jej dziadek. Z wszelkimi detalami. Po zakończonej, trwającej kilka minut historii czuję się zmieszana i nie wiem za bardzo co powiedzieć, lęk przed zranieniem tej małej istotki niemal całkowicie mnie paraliżuje. W końcu wykrztuszam z siebie (średnio przemyślane) 'To pewnie jest ci smutno bez dziadka. Tęsknisz za nim?' Jej odpowiedź jednak zwala z nóg. 'Nie'.
W mojej głowie milion myśli naraz: jak to nie tęsknisz? Nie kochałaś go? Zrobił ci coś? Przecież dał ci na pamiątkę własnego chomika!?; po czym dziewczynka dopowiada: 'Nie tęsknię, bo on dalej jest przy mnie i mi pomaga". Boże, myślę sobie, niewiarygodne.Przecież takie rzeczy słyszy się tylko w filmach. Ledwo się powstrzymałam od płaczu, chociaż patrząc na jej mądrą, słodką buźkę, wierzcie mi - było ciężko.

Dlaczego to opisuję teraz, przed Wigilią? Bo wierzę, że żeby nauczyć się współżycia z innymi osobami (nie seksualnego, zboczuchy!) trzeba też umieć rozmawiać o śmierci. Oswajać się z nią. Ja wiem, że Wy żyjecie teraz czekoladowymi Mikołajami, karpiami i dylematem czy na Wigilię ubrać białą czy niebieską bluzkę. Ja też. Ale, kurcze, powiem Wam - coś mnie tknęło i pierwszy raz inaczej spojrzałam na święta. Postanowiłam zawiesić wszelką broń i wyjąć coś innego - serce. Boże, wiem, piszę dziś jak jakaś nawiedzona (heloł, gdzie jest ta stara, denerwująca się na wszelkiej maści religijne opowiastki Karolina!?), ale ostatnie wydarzenia jakoś...nie wiem jak to opisać, w każdym razie, wiele spraw ostatnio mocno na mnie wpłynęło. Chciałam w sumie napisać zwięzłe życzenia wesołych Świąt, ale przecież dostajecie takie co roku. Ten rok był jednak na tyle niezwykły [przynajmniej dla mnie], że nie mogę tak po prostu skończyć wpisu bez dobrej puenty.



Dlatego-kochani!-życzę Wam, abyście i Wy zawiesili broń. Niech te święta staną się do tego jedynie dobrym pretekstem, początkiem drogi, która pozwoli  nam się zmienić. Zmieniając siebie, zmieniamy również innych - zatem otwórzcie swoje serca. Niewierzący powiedzą: ale na co, przecież Boga nie ma? Być może, ale jest coś innego - bliskość, zrozumienie i zaufanie do drugiej osoby. I tego właśnie Wam życzę - nie bójmy się rozmowy, takiej szczerej i prawdziwej; bez lęku, że ktoś nas oceni. Nie bójmy się uzewnętrznić. Nie tylko na Święta.

---
korolowa

poniedziałek, 20 października 2014

Bo jak nie TY, to kto?

Czujesz, że życie ucieka Ci przez palce. Patrzysz na to, co się wokół Ciebie dzieje. Sześciolatki nie odnajdują się w szkołach. Poczekalnie w przychodniach przepełnione są narzekającymi, starszymi ludźmi. System edukacyjny, praca, służba zdrowia i jeszcze wiele innych przysparzają Cię o palpitację serca, a nawet więcej. Masz wybór: możesz dołączyć do tych rozczarowanych, lamentujących osób. Albo - możesz coś zmienić.

JEST ŹLE, WIĘC PO CO COKOLWIEK ZMIENIAĆ?
Widzisz jak Jolka dostała pracę w wielkiej firmie dzięki temu, że jej mama tam pracuje. Daniel uczył się za granicą, bo ma bogatych rodziców i tylko dlatego spełnił swoje marzenie o byciu weterynarzem. A ta wredna, ruda i w dodatku mała Kaśka dostała ciepłą posadkę w starostwie, bo jej tata przyjaźni się z kimś tam, kto zna prezydenta miasta. 'To niesprawiedliwe!' - myślisz. Może i tak, ale po co się skupiać na tym, czego i tak nie zmienimy? Sięgnij wreszcie po swoje marzenia!

NIE ZROBIĘ TEGO, BO...
Już jest dobrze, już wiesz, że szkoda marnować czas na spoglądanie na ręce i życie innych. Postanawiasz coś w sobie zmienić, osiągnąć sukces, 'zrobić sobie dobrze' na przyszłość.
Z realizacją jednak jest już gorzej. 'Nie mam pomysłu na siebie ', 'brak mi funduszy na rozpoczęcie wymarzonej firmy', 'jestem za mało atrakcyjna/zabawna/inteligentna', 'nie chcę zostawiać rodziny'.
BŁĄD ! Odrzuć wszelkie 'nie mogę/nie potrafię/nie będę wystarczająco dobra'. Z takim nastawieniem faktycznie niewiele się uda. Zamiast od nawykowego już 'och, znowu tak szaro/brzydko /nic mi się nie chce', swój poranny, lustrzany rytuał zamień na 'jestem świetna/mądra/jeszcze troszkę poćwiczę/popracuję nad sobą i na pewno dam radę!'. No pewnie, że dasz - kto jak nie Ty? :)

STARAM SIĘ, ALE MI NIE WYCHODZI
Próbujesz schudnąć, ale jeszcze daleko Ci do figury Claudii Schiffer?  Zapisałeś się na kursy/studia podyplomowe/ byłeś na stażu, ale ciągle nie możesz znaleźć wystarczająco dobrej pracy? HELOŁ - nie od razu Rzym zbudowano! Wiadomo, że job market jest jaki jest, że gospodarka w naszym cudnym kraju wygląda jak wygląda, albo ludzie mają choroby, które spowalniają chudnięcie bądź przez które nie mogą schudnąć niemal w ogóle. Bo tak jest. Każdy, kto trzeźwo patrzy na życie w Polsce (Czesław Mozil ostatnio nawet bardzo, ale o tym może kiedy indziej) również to dostrzega. Ale ten, kto ma marzenia i CHĘCI, nigdy się nie poddaje. Zatem zagryź zęby, weź się w garść i - nie na złość innym, ale samemu sobie udowodnij, że POTRAFISZ. Że się nie poddasz.  
Bo jak nie TY, to kto?

I pamiętajcie:



---
korolowa

niedziela, 28 września 2014

Samotni w sieci ?

Otwierasz laptopa, wchodzisz na fejsa. Wciąż te same twarze; jedno, drugie zdjęcie znajomej, trzecie bliskiej koleżanki z buldogiem; dziesiąte Twojej siostry z hamburgerem, z uniesionymi palcami małym i wskazującym, symbolem Szatana.
Masz dość? Hej, przecież Ty też tak robisz. I nie chodzi mi tutaj o palce.

Mówisz, że masz dość znajomych. Bo nie piszą, nie składają życzeń, nie pamiętają o Tobie. Twoje urodziny, a tu ani znaku życia, za to kolejna słit focia tej rudej cholery znowu zawitała na portal.
A Ty się nią przejmujesz...siedząc 500 kilometrów dalej. Nigdy się nie widzieliście, ale co tam. Ona jest przecież ważniejsza niż kolega z przedszkola czy kumpela z liceum (tak, ta, która pierwszy raz zabrała Cię na prawdziwą w życiu dyskotekę, i która pomalowała Cię jak clowna w cyrku).

Czekasz na Adasia. Mieliście przecież pogadać. Co z tego, że robicie to codziennie, zazwyczaj wieczorami, gdy wszystko w domu już ucicha. Chłopak nie przeszkadza, kumpela nie pomarudzi, pranie nie zatrzyma. On jest tylko z jakieś tysiąc kilometrów więcej. Tylko.

Wiesz, że potrafisz cieszyć się życiem, ale obecnie wolisz siedzieć wieczorami i rozmawiać. W sieci.
Z pozoru otwarty i towarzyski, tylko sam wiesz, jak jest naprawdę. Ciepła herbata, chipsy i Internet - to wszystko, czego Ci obecnie potrzeba do szczęścia. Tam na Ciebie czekają - Ania, Kasia, Adaś, pani Zosia i inni. Rozmawiacie o wszystkim i o niczym, poznajecie się niczym najlepsi kumple z ławki.
Z nimi zawsze jest tak świetnie. Gorzej, jak się nie odzywają. Kurcze, kto wie... może oni wolą jednak żyć realnie?

foto: tech.wp.pl



---
korolowa

wtorek, 23 września 2014

Rozmowa za gazetę

Pociąg relacji Stargard-Świnoujście. Czekam na stacji, już prawie zamarznięta, na nadjeżdżający pociąg. Jakaś kobieta, widać pani z wyższych sfer , wyraża swe niezadowolenie z powodu opóźnionego transportu publicznego: 'k***a, gdzie ten k***a pociąg do ch**, k***a'. Powtarza tak z dziesięć, no może jedenaście razy. Och, moje ukochane PKP. Przynajmniej czuję, że jestem 'u siebie'.

Siadam naprzeciw pani, ja wiem, w średnim wieku. Dowiadujemy się od konduktora, że osoby, które jadą dalej niż do Szczecina, będą musiały się przesiąść w tymże mieście, bo jest jakaś usterka i pociąg dalej nie pojedzie.
Pani z naprzeciwka zaczyna narzekać, że ma ciężkie bagaże, że jak to tak. Pyta przechodzącego konduktora, czy będzie mógł jej pomóc wynieść walizki z pociągu, przy czym całe pytanie, a w zasadzie nagły monolog poruszający różne sprawy, trwa jakieś dziesięć minut. Konduktor zniecierpliwiony oznajmia w końcu, że na pewno jej pomoże i idzie sobie (w siną dal).

No, udało mi się załatwić swoje sprawy, wracam. Rekord -  sześć minut z uczelni na pociąg. Boże, myślałam że umrę, ale dotarłam i jak tylko weszłam do środka, pociąg od razu ruszył.
Na sąsiednim siedzeniu, po drugiej stronie siedziała młoda dziewczyna, a naprzeciw niej - jakaś pani koło sześćdziesiątki. Nagle słyszę (do tej młodej dziewczyny):
- Chcesz pani poczytać? (pokazuje jej jeden z magazynów)
- A...w sumie...
(dziewczyna zaczyna przeglądać gazetę)
- Bo tam nawet za dużo nie ma, ale obrazki można pooglądać.
-No tak, tak.
(przychodzi konduktor, dziewczyna wyciąga legitymację)
- To pani studiuje?
- A, tak.
- A gdzie (dlaczego to, dlaczego tam a nie tu, dlaczego nie wolała u siebie w Toruniu, no i mnie samą do tej pory ciekawi, co jej się podoba w Szczecinie, że uważa to miasto za ładniejsze od rodzimego)?
I tak potoczyła się rozmowa, zainicjowana pożyczeniem gazety.


http://likely.pl/szukaj/czaRNO%20BIA%C5%81E,strona-130
 


Mnóstwo czasu spędziłam jeżdżąc pociągami. Obserwowałam ludzi, jak (nie)kooperują ze sobą, jak się do siebie (nie)odzywają. Dość często starsze osoby zagadywały mnie bądź innych młodych ludzi, próbując nawiązać jakiś kontakt. Czasami podejmowałam rozmowę, innym razem udawałam, że śpię. Przyznam, że nie zawsze chciało mi się dyskutować. Szkoda mi jednak tych wszystkich osób. Nierzadko powodem takiej rozmowy jest zwyczajne zabicie nudy, jednak w niemałej ilości przypadków, w tych ludziach objawiała się samotność. Niektórzy zapewne chcieliby porozmawiać, ale nie mówią nic.
Milczą i możliwe, że wewnętrznie cierpią, nie potrafiąc dać upustu swoim myślom, emocjom.

A czy Ty, mając 30-40 lat więcej, podejmiesz rozmowę, czy będziesz czytał lub spoglądał przez okno..?


---
korolowa

piątek, 12 września 2014

Od zera do bohatera, czyli na czym polega fenomen bohaterów X Factora

Słucham właśnie Wildest Moments Jessie Ware. Właściwie to puściłam sobie wersję z duetem, gdzie śpiewa ją podczas finału z Artemem Furmanem. To już kolejny raz, który słyszę to wykonanie i za każdym razem tak samo mnie wzrusza i powoduje, że przechodzą mnie dreszcze. Być może w trakcie X Factora bywało różnie, jednak podczas finału Artem udowodnił, że - ihmo - zasługuje na wygraną.
Ja jednak, choć bardzo lubię Artema, doczepiłabym się właśnie do pierwszej części mojego uprzedniego zdania.

Jak to się stało, że Artem przechodził dalej, mimo, że czasami wydawałoby się 'no nie, to juz pewnie koniec, przecież ten Kuba i Daria wymiatają'? Dlaczego pierwszą edycję wygrał Gienek Loska?
Wielu z Was (zwlaszcza, oczywiście, fanów) zaraz odezwie się 'no jak to, dlaczego, są genialni/mieli talent/w końcu się ktoś na nich poznał'. Oczywiście, nie przeczę, obydwaj panowie śpiewają ładnie (Loska ma, moim zdaniem, głos mniej czysty od Artema, ale też i bardziej oryginalny), ale... nie oszukujmy się, byli lepsi od nich, a przynajmniej prezentujący podobny poziom. Ci dwaj panowie mają jednak coś wspólnego. Co ich wyróżnia?
Przyjrzyjmy się tym osobnikom z bliska.




Obecnie 39-letni Loska, w wieku 17 lat przeprowadził się z Białorusi do Polski. Grał na ulicach,
popadł w alkoholizm. Któregoś razu przewrócił się na schodach, potrzebna była operacja neurochirurgiczna. Utracił słuch w jednym uchu. Jednak nie poddawał sie i grał dalej, nie zważając na przeszkody. Zdeklarował się, że  przestał pić. Brał udział w Szansie na Sukces oraz Mam Talent, jednak sukces odniósł w X Factorze, wygrywając jego pierwszą edycję. Obecnie gra w zespole Gienek Loska Band.

Artem pochodzi z Ukrainy. 24-latek przeprowadził się kilka lat temu do Polski i rozpoczął tu studia. Jego priorytetem było jednak granie po ulicach. Podróżował zatem po Polsce (i nie tylko), grał na ulicach Rzeszowa (chyba najbardziej kojarzony właśnie stamtąd, dokładnie ulicy 3 Maja), jednak najbardziej upodobał sobie nadmorskie miejscowości. Wziął udział w ostatniej edycji X Factora, w czasie gdy jego kraj przechodził piekło w walce z Rosjanami. Program ten (na finale którego miałam zaszczyt się pojawić) wygrał.

Czy już zauważacie pewne wspólne mianowniki? Pochodzący z innego, uboższego kraju; zmagający się z trudami życia; grający samotnie na ulicach? 
Programy takie jak X -Factor, poza wyłonieniem talentów, muszą mieć, bazować na czymś jeszcze.
Jest to ludzka historia. Poruszająca, straszna, przyprawiająca o drżenie serca. Ta historia musi sprawić, że widzom zrobi się żal danej osoby. Pamiętacie występ Artema śpiewającego Wind of change Scorpionsów?  W tle widniały obrazy wojny. Dedykacja  tej piosenki swojemu narodowi w tak strasznym dla nich okresie jedynie dociepliła ludzkie serca ... i zapewne wzmożyła liczbę oddanych smsów. I wcale nie mówię tego złośliwie, sama bardzo lubię tego chłopaka (zresztą, to mój kuzyn - tak, pochwalę się tym po raz kolejny, a co!). Chciałam tylko ukazać, jak telewizja potrafi manipulować naszymi emocjami. X Factor jest niczym innym jak programem oddajacym stare, amerykańskie marzenie. Pozwalając spełnić ten American Dream wymienionym panom, X Factor daje wierzyć polskiej społeczności, że jeśli sie chce, to można wszystko; że współczesna droga from rugs to riches - 'od zera do bohatera' - jest jak najbardziej do zrealizowania. Przynajmniej w tym programie.

---
korolowa

sobota, 30 sierpnia 2014

Tusk nowym szefem Rady Europejskiej - co będzie dalej?

Dzisiejsza wiadomość może zrewolucjonizować zarówno politykę Polski jak i Europy. Donald Tusk został wybrany na szefa Rady Europejskiej. Obecny premier Polski będzie zatem zajmował jedno z najwyższych stanowisk na świecie. 


foto: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Donald-Tusk-przewodniczacym-Rady-Europejskiej,wid,16849001,wiadomosc.html



Co,  w takim razie, zmieni się w naszym kraju?
Tak naprawdę, zmienić się może albo wiele, albo nic. Być może premier będzie mógł dalej stać na czele swojej partii, a wtedy siła PO prawdopodobnie jedynie wzrośnie. Jeśli jednak nie, może dojść do sytuacji zupełnie odwrotnej. Być może jego obowiązki przejmie obecna Marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Jeśli jednak partia się rozpadnie, jak później będzie wyglądał podział sił, kto będzie drugą partią rządzącą?
Sytuacja wygląda tym ciekawiej, iż niedługo, wielkimi krokami, zbliżają się wybory samorządowe. Jak - bo nie ukrywajmy, że w jakiś sposób na pewno - przeprowadzka Donalda Tuska na nie wpłynie?

Póki co, ciężko cokolwiek obecnie rozstrzygać. Czego by się jednak nie mówiło o obecnym premierze, to trzeba przyznać - gratulacje, Donald, właśnie stałeś się gwiazdą polityki.  
"Oferuję odrobinę wyobraźni i wschodnioeuropejskiego doświadczenia"  - miejmy nadzieję, panie premierze, że nie są to tym razem czcze słowa i że właściwie wykorzysta pan swą, formalnie działającą od 1-ego grudnia, potęgę, nie zapominając o swoim kraju.


---
korolowa

niedziela, 24 sierpnia 2014

O winnych, niewinnych i tych wygranych

Niesłusznie oskarżony lub Winny bez winy - zapewne tak brzmią lub będą brzmieć nagłówki wielu brukowców. Człowiek skazany na dożywocie, jak się właśnie okazuje, spędził piętnaście lat więzienia... zupełnie niepotrzebnie. Nagle, niczym diabeł z pudełka, prawdziwy przestępca sam zgłasza się na policję. Po piętnastu latach. Czy to nie dziwne?

Nie mniej zaskakujące zwroty akcji pojawiają się również w wydarzeniach pomiędzy Ukrainą a Rosją. 23-ego sierpnia minęła już 75-ta rocznica podpisania paktu o nieagresji pomiędzy Niemcami a Rosją. Angela Merkel, teoretycznie próbująca obecnie uspokoić wielkiego Putina i powstrzymać go od napaści na sąsiedni kraj, przyjechała do Kijowa w przeddzień ukraińskiego święta niepodległości, co wyglądało jako wyraz solidarności z tymże państwem . Wielki Pan postanowił zagrać jej jednak nieco na nosie i przed jej wizytą wysłał, a co tam, konwój. Do Ługańska. Bardzo, oczywiście, tam potrzebny. Taki miły gest od sąsiada na czas ich święta.

Nie wspominam już nawet o jabłkach i rybach. Mięso i mleko również nie są obecnie przez Wielkiego Pana mile widziane. Co innego takie piwko czy, na przykład, wódeczka. Pan za Wielką Wodą natomiast ewidentnie nie lubi konfliktów. No bo po co się mieszać, bronią na prawo i lewo rzucać. Chyba, że zajdzie taka potrzeba, to może ewentualnie...



Dlatego, może niech będzie już cicho, a na dobry sen zaśpiewa Wam bursztynowy słowik...

dobranoc!



---
korolowa

środa, 6 sierpnia 2014

Powiedz to wierszem

Witajcie po dłuższej przerwie!

Ostatnio znowu tyle się działo, tyle przróżnych rzeczy się wydarzyło... postanowiłam zatem odetchnąć, odciąć się od tego i przede wszystkim doprowadzić do porządku moje zdrowie.
A, jak wiadomo, nic mnie tak nie koi jak spacery, wino i wiersze.

Co do tych ostatnich, to pragnę Was zawiadomić, iż postanowiłam, w ramach uspokojenia nerwów i ogólnego odprężenia, stworzyć coś, co już przez jakiś czas chodziło mi po głowie.

Zapraszam Was zatem tutaj: KLIK: , w moje nowe miejsce oazy, spokoju i spełnienia.
Nie oznacza to od razu usuwania tego bloga czy nawet zawieszenia go, jednak z pewnością częściej teraz będę zaglądać właśnie tam.

Dlatego zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia Powiedz to wierszem na Facebooku oraz w wyżej wymienionym linku, a więc samej strony.

A może właśnie Ty powiesz to....wierszem?


---
korolowa