Polub mnie na FB :)

wtorek, 18 grudnia 2012

Piękno a samoakceptacja

Zauważyłam ostatnimi czasy wyjatkowe nasilenie blogów związanych z wszystkim, co modne. Modne, a więc ciuchy, makijaż, ale także - diety. To teraz takie wyjątkowo modne. Diety, diety, diety.
W końcu, żeby zmieścić się w te piękne, obcisłe fatałaszki, trzeba się pozbyć wszelkich krągłości. Lepiej również, żeby na naszej twarzy było widać makijaż, a nie odstające 'bomby' policzkowe.

A wszystko po to, by się podobać. Komu?
To jest świetne pytanie.

Zazwyczaj wiele kobiet podkreśla, że robią to dla samych siebie. Dla mężczyzn - oczywiście tylko tak bardziej przy okazji, mimochodem.

Jakby nie patrzeć, musimy się podobać. Musimy być piękne, zgrabne, szczupłe, zadbane.
I ja się z tym w dużej mierze zgodzę.
W końcu to jak wyglądamy, czy przyciagamy płeć przeciwną wzrokiem, od razu poprawia nasze samopoczucie. Od razu czujemy się lepiej same z sobą.




Tylko-właśnie-jest taki jednej mały problem. A może i nawet nie mały.
Bowiem żadne kosmetyki i najlepsze ciuchy nam nie pomogą, jeśli nie zaczniemy się czuć dobrze same z sobą. Dopóki nie zaakceptujemy siebie bez makijażu i w powyciąganych spodniach, to i nawet Levisy za 300 zł nie poprawią nam tak naprawdę nastroju.

Dziewczyny, czy naprawdę ZAWSZE czujecie się dowartościowane tylko z pomalowanymi oczami i w kusej spódniczce? Bo jeśli tak, to znaczy, ze tak naprawdę nie do końca czujecie swoją wartość.

A przecież można się czuć lepiej z różnych powodów - np. możecie wykazać się inteligencją podczas zajęć albo rozmowy; opowiadać swietne kawały, co swiadczy o poczuciu humoru; zrobić dobry uczynek dla kogoś, kto Ci ładnie podziekuje; nauczyć się grać w szachy itd. Jest przecież tyle fajnych, kreatywnych rzeczy do zrobienia!

Z drugiej strony, nie przesadzajmy też i w drugą stronę. Jeżeli dziewczyna dwudziestokilkuletnia pyta mnie po raz kolejny, czemu nie może sobie nikogo znaleźć -  nie maluje się prawie w ogóle i czasami nieciekawie dobierze ciuchy (a nie jest brzydka, ma szczupłą budowę ciała, poza tym jest bardzo, moim zdaniem, wartościową osobą) - to czasem nie wiem już, co mam jej odpowiedzieć.

Jeśli natomiast chodzi o budowę ciała, to uważam, że fajnie, gdy każdy wygląda mniej więcej proporcjonalnie. Czyli jeśli widzę osobę niższą (do których ja należę) z 10kg nadwagą, to oczywiście ta nadwaga inaczej wygląda niż u osoby o wzroście 190cm.



To samo tyczy się niedowagi. Niektórzy są po prostu drobni i im to pasuje, inni już wyglądają zbyt chudo.
Chodzi mi po prostu o to, aby nie przesadzić, by nie zrobić sobie krzywdy w sensie bardziej zdrowotnym.
Zdarzają się jednak przypadki, gdy ktoś ma nadwagę bądź niedowagę właśnie z powodu choroby i wtedy to należy leczyć i/albo zaakceptować.

Dziewczyny (chłopaki zresztą też)! Po prostu nie przesadzajmy - dbajmy  siebie, ale też miejmy na uwadze inne rzeczy.
Możecie raz stanąć przed lustrem, rozebrać się do bielizny (najlepiej z kimś, komu ufacie) i zapytajcie siebie, ją, jego, czy powinniście coś w sobie zmieniać.

Jestem pewna, że w większości przypadków bedzie to jedynie zmiana podejścia, do świata, do samego siebie, do samoakceptacji.

---
korolowa