Polub mnie na FB :)

sobota, 12 stycznia 2013

Spoiled children, czyli o bachorach obecnego pokolenia.

Kiedyś istniało takie słowo jak szacunek. Nie tylko w słowniku, miało też bowiem swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Ludzie młodsi szanowali tych starszych, starsi młodszych. Większość ludzi odnosiła się do siebie z kulturą (no chyba, że kogoś naprawdę poniosły emocje).

Kiedyś chłopcy ciągali dziewczynki za warkoczyki, bo tak wyrażali swoje uczucia.
Chłopcy bili się, urządzali niebezpieczne zabawy takie jak strzelanie z wiatrówki czy kto wychyli się najdalej, stojąc na dachu budynku.

Jednak nikt intencjonalnie nie myślał o zrobieniu drugiej osoby krzywdy.

Wtedy nie było komputerów, Internetu ani telefonów komórkowych. Nawet w czasach, gdy ja byłam mała, ludzie, nie mając co robić w domu, chętnie wychodzili na dwór (ja akurat częściej, miedzy Bogiem a prawdą, siedziałam w domu czytając książki). Dzieciaki bawiły się razem: wspólnie grały, biegały za piłką, skakały na skakance czy wygłupiały się na trzepaku.




Dzieci wychowywało poniekąd podwórko. One wychowywały się razem, uczyły odpowiednich zachowań. Gdy się kogoś zbiło - cóż, mama brała za ucho i trzeba było przeprosić! Dzieci cały czas się tego uczyły i dużo rozumiały. Brak potrzebnych im 'rekwizytów' rekompensowały sobie bujną wyobraźnią oraz umiejętnością robienia 'czegoś z niczego'. Gdy mogli posłuchać muzyki, która była dla nich nie w pełni dostępna, budziła się w nich wrażliwość. Oni spacerowali po pustych placach i kijami bili się z przeciwną drużyną. Jedli chleb ze smalcem i pili niesłodzoną herbatę. O pomarańczach i czekoladzie marzyli, jednak dostać je mogli jedynie od święta.

Ale, przede wszystkim, mieli w sobie wrażliwość, szacunek i honor.

A dzisiaj?



Wszystko mamy pod ręką. Rozwój cywilizacyjny, technologiczny, komputery, komórki, bla bla bla.
Tak, to wspaniałe, tak, to wiele ułatwia. Nie trzeba stać w kolejkach do sklepu. Nie trzeba w ogóle nigdzie wychodzić, bo wszystko możemy już załatwić przez Internet.

Ostatnio po raz kolejny spytałam mojego kuzyna, kiedy się w końcu spotkamy, tak pogadać, opowiedzieć, co u nas. Ciągle jednak nie miał czasu. Zapytałam więc, co takiego robi, skoro ponad pół roku temu skończył studia i z tego, co mi wiadomo, nie dostał pracy ani stażu. W odpowiedzi usłyszałam : 'Bo mi tu w domu, przed kompem jest dobrze i nie chce mi się wychodzić'.

Strasznie to smutne. Ludzie komunikują się już coraz częściej tylko przez Internet i... dziczeją.
Jak to się ma do obecnych bachorów.. pfu, dzieci?

Dopadła je zachłanność po 'więcej'.  Muszą mieć lepsze laptopy, smartfony, o ciuchach i kosmetykach nie wspominając. Żyją w innej rzeczywistości - tej wirtualnej, a rodzice nie widzą w tym problemu, albo widzą i nie wiedzą, co z tym zrobić. Kary, jeśli je w ogóle stosują, są zazwyczaj zbyt łagodne i nie pomagają w wychowaniu.


W dzieciach rodzi się opór albo, co gorsze, stagnacja. Tracą podstawowe wartości, jak np. wyżej wymieniony szacunek, ponieważ nic ich już nie obchodzi. Przecież i tak wszystko już mają!

 
rodzice pozwalają dziecku na wszystko, przez co dochodzi do takich zachowań



Dlatego więc, drodzy przyszli rodzice - tak, mówię do mojego pokolenia - pokażmy naszym dzieciom świat z innej strony.
I nie mówię, aby całkiem rezygnować z nowości technologicznych i żyć 'w dziczy'.
Gdyby jednak wszystko było zgodnie z umiarem, i gdyby pokazać im ten świat wyobraźni, gdzie ze zwykłego kijka możemy stworzyć miotłę, miecz czy samolot... na pewno wyszło by im to na lepsze.

---
korolowa