Polub mnie na FB :)

wtorek, 19 marca 2013

Etyka (nie tylko) chodzenia

To było dzisiejszym rankiem. Wstałam, ubrałam się i wyszłam na śnieg. Na ten niewinnie wyglądający puch, który jak dziecko chyba sądzi, że może sobie robić co i jak długo chce.
Taki śnieg, w połączeniu z zamarzniętą wodą stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla przechodniów.


Tak więc idę sobie zaśnieżonym chodnikiem prosto na stację kolejową, gdy nagle czuję - pach! - lekkie  uderzenie z łokcia. Nie zetknięcie, a uderzenie. Patrzę w lewo (czyli w stronę, z której dostałam z owego  łokcia) - a tu, za przeproszeniem, ale bardzo okrągłej postury kobieta próbuje mnie na owym  śniego-lodzie wyprzedzić.
W tym samym czasie, gdy patrzyłam w jej stronę - bach! - tym razem w prawy łokieć. Od kulkowego pana! Owa para chyba nie była w stanie przetoczyć się  inaczej jak tylko odpychając łokciami od każdej napotkanej osoby.

Nie muszę chyba wspominać jaka zła byłam -  o mało się na tym lodzie przez nich nie przewróciłam!

W ogóle zauważyłam, że ludzie często nie potrafią 'normalnie' chodzić. Czyli np. rozglądać się dookoła siebie, zanim wykona się jakiś ruch (czy aby nie walnie się kogoś pięścią w twarz); nie wpychać się na siłę do wagonu, nie dając wyjść innym ludziom i inne takie wspaniałe, ludzkie przypadki.

Czasami aż mi wstyd. Jak się wtedy prezentujemy? Bo nie można tego nazwać inaczej niż chodzącym 'bydłem', bez choć krzty kultury i dobrego wychowania.
A co gorsza, ta ciemna, na ślepo chodząca masa pociąga za sobą coraz większe tłumy innych osób - bo przecież łatwiej jest się wtopić w tłum i stratować wszystkich po kolei, niż dać komukolwiek wyjść z zatłoczonej ciuchci. O łokciach i zagradzanych całymi familiami chodnikach nie wspominając.

---
korolowa