Polub mnie na FB :)

czwartek, 28 marca 2013

Sen o śmierci, ciele i duszy.

Dopiero wczorajszym popołudniem przypomniał mi się sen z przedwczorajszej nocy.

Pamiętam, że obudziłam się tak jak gdyby nigdy nic. Otworzyłam oczy i rozglądając się dookoła, obserwowałam, co się wokół mnie dzieje.
Dopiero po dłuższej chwili zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak.

Mogłam myśleć. Mogłam doznawać różnych uczuć. Mogłam patrzeć i słuchać innych.
Jedyne, czego nie mogłam, to mówić.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co jest nie tak.
Ja NIE ŻYŁAM.
Moja dusza znajdowała się nad ciałem.
Mogłam spoglądać na wszystkich przechodniów, na moich bliskich, a także na siebie - czyli swoje ciało.
Nie wiem tylko, czy mogłam się przemieszczać, jednak słysząc rozmaitość głosów i spostrzegając wiele ludzkich postaci stwierdzam, że tak. Mogłam widzieć wszystko z lotu ptaka, słyszeć to, co się o mnie mówi.


zdjęcie: bit.ly/16iDJzx


To był mój sen.
Gdy opowiedziałam go A., był nieco przerażony.
Zapewniłam go, że może wystarczy zaprzestać oglądania kolejnych odcinków The Walking Dead - ten serial i tak niezbyt pozytywnie na mnie wpływa, zwłaszcza oglądany przed samym spaniem :P - choć ów sen wcale tak naprawdę nie miał żadnego negatywnego wydźwięku.

A Wy mieliście kiedykolwiek takie poczucie - w śnie czy w innych okolicznościach - jakbyście oderwali się od rzeczywistości, od... własnego ciała?

---
korolowa