Polub mnie na FB :)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Dziecko w zamrażalce, czyli arcybiskup Dzięga o In Vitro.

Wczorajszego wieczora, z przyczyn ode mnie dość niezależnych (albo raczej - bezdyskusyjnych) , znalazłam się w kościele w pewnym miasteczku w Zachodniopomorskiem.

Znalazłam się tam, by móc oddać się chwili refleksji. Choć na sekundę. Pomyśleć o osobach, za które jest ta msza, przypomnieć sobie czasy, w których to spędzałam z tymi ludźmi wspaniałe chwile.
Spróbować się odizolować, wejść w ten stan boskiej reminiscencji.

Próbowałam. Starałam się ze wszystkich sił, jednak...nie mogłam. ON mnie zagłuszył.

Paranoiczny list. Przesłanie skierowane do wiernych. Nie o miłości, Bogu, bojaźni czy choćby piekielnych pokusach.

Chociaż, z punktu widzenia zachodniopomorskiego arcybiskupa Dzięgi, z tym ostatnim ma to wiele wspólnego.

'Wszyscy jesteśmy świadomi, że są takie sytuacje, w których biskup nie może milczeć, aby nie stać się współwinnym grzechu. Oto dwa tygodnie temu media szczecińskie, a za nimi także ogólnopolskie, przekazały informację, że w Radzie Miasta Szczecina złożony zostanie formalny wniosek o dofinansowanie w Szczecinie, ze środków Miasta, tzw. procedur in vitro. Jest to temat bardzo poważny. Jest to – dosłownie – sprawa życia i śmierci.'


 

Ależ ja się oczywiście jak najbardziej zgadzam z Arcybiskupem - stosujesz in vitro - żyje człowiek, nie stosujesz - małej pociechy nie ma, potencjalni rodzice wpadają w depresję.

'Zaznaczam od razu, że pragnienie przekazania życia dziecku jest pięknym pragnieniem serca rodzicielskiego, a miłość rodzicielska jest jednym z najpiękniejszych przejawów miłości ludzkiej. Każde dziecko powołane do życia jest osobą ludzką od samego poczęcia, także poczęcia wymuszonego w laboratorium w ramach procedur in vitro. Każde dziecko jest umiłowane przez Boga i musi być umiłowane przez ludzi. Przez wszystkich ludzi. Każdy człowiek bowiem jest napełniony życiem przez Boga i tylko Bóg jest Dawcą życia ludzkiego.'

Zaraz, zaraz - to Bóg stwarza człowieka, czy w końcu dwoje kochających się wzajemnie ludzi? Czyżby mały dysonans?
Po drugie - istotą ludzką stajemy się chyba dopiero wówczas, gdy dojdzie do zapłodnienia, a może źle mnie tego nauczono na biologii i nasienie to też człowiek?



'Poza tym, trzeba powiedzieć prawdę, że procedura in vitro nie jest leczeniem niepłodności, gdyż nie usuwa niepłodności, dlatego trudno uznać ją za procedurę leczniczą. To jest ważne dla osób zarządzających służbą zdrowia. Dobrze oni wiedzą, że są już dzisiaj bardzo pozytywne doświadczenia, naukowo udokumentowane, rzeczywistej pomocy w leczeniu niepłodności w ramach naprotechnologii, z bardzo dobrymi skutkami zdrowotnymi.'

[' (...)Zatem dla ok. 60% par cierpiących na niepłodność NaProTechnologia okaże się być nieskuteczną metodą poczęcia']
 -  http://www.proinvitro.pl/co-to-jest-naprotechnologia

Więc co z tą garstką 60%, którą ma Pan w dupie, Panie Arcybiskupie?

' (...)jakim prawem wreszcie żyjące dziecko trafia do zamrażarki, niby w oczekiwaniu na swoją kolej do rozwoju życia? Nawet rodzice – dawcy życia nie wiedzą, ile z ich dzieci pozostało w zamrażarce. Dzieci te są przecież pozbawione prawa do zwyczajnego rozwoju życia.'

 Ehh, te lekcje biologii w dzisiejszych czasach naprawdę kuleją.
To nie jest dziecko, God damn it! To jest nasienie.


'Czy są w którymś momencie „odmrażane” czyli praktycznie unicestwiane?'

Chyba pozostawię to bez komentarza.

'Gdyby jednak ktoś z katolików świadomie podpisał się lub głosował za dopuszczalnością in vitro, (...) Sam się wtedy odłącza od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, póki następnie sprawy nie przemyśli, nie przemodli i nie zmieni publicznie swojego stanowiska. Do tego czasu niech pamięta, by nie prosił też Kościoła o dar Komunii świętej.'

W Biblii też zakazano in vitro? Czy Jezus kiedykolwiek, pytam, KIEDYKOLWIEK powiedział coś na ten temat, czy to może Kościół po raz enty zmienia coś, bo tak jest szanownym księ(ciom)żą wygodnie?

Dlaczego w takim razie księża mają kobiety na boku, dlaczego rodzą im się nieślubne dzieci? Dlaczego księży, którzy molestowali seksualnie dzieci, przenosi się po prostu do innej parafii?
 I to nie jest wystąpienie przeciwko wierze, przeciw Bogu, a chęć posiadania dziecka poprzez laboratoryjną metodę in vitro już tak?


Z kościoła wyszłam pełna przemyśleń. Jednak nie nad zmarłymi. Myślałam o dzieciach. O słodkich maleństwach. Nienarodzonych, bo ich rodzice nie mieli innego sposobu na zapłodnienie poza in vitro.

Przez to, pomyślałam o czymś jeszcze.  O ludziach oddanych nie Bogu, a  instytucji katolickiego Kościoła.